piątek, 5 listopada 2010

Ewentualnie 9 dywizji


Marcin Górka
2010-11-05, ostatnia aktualizacja 2010-11-05 00:42

Anders Fogh Rasmussen
Anders Fogh Rasmussen
Fot. YVES HERMAN REUTERS

NATO ma już gotowe nowe plany obrony Polski i krajów nadbałtyckich - dowiedziała się "Gazeta". Sojusz wytypował konkretne dywizje i porty, które mogłyby służyć ewentualnej operacji

ZOBACZ TAKŻE
Tak zwane plany ewentualnościowe nie tylko gwarantują państwu pomoc zbrojną sojuszników. Są też zarysem operacji bojowej, która może być przeprowadzona na terenie państwa, gdyby zostało ono zaatakowane. Takie plany mają jeszcze od czasu zimnej wojny wszystkie stare kraje NATO.

Polska takie plany miała od 1999 r. - wstąpienia do NATO - ale wymagały one uaktualnienia (m.in. z powodu wycofania części jednostek amerykańskich z Europy). Równocześnie zabiegaliśmy o objęcie takimi planami krajów bałtyckich - Litwy, Łotwy i Estonii.

Polskie zabiegi zakończyły się sukcesem. - Plany dla Polski zostały przygotowane we wrześniu tego roku po uzgodnieniu z szefami obrony państw bałtyckich i Polski - mówi nasz informator w dowództwie NATO. - Zawierają działania w pierwszej fazie operacji. Plany dla Polski są już dość szczegółowe, dla państw bałtyckich - to wstępna wersja.

- Po dwóch latach udało się przygotować plany ewentualnościowe dla Polski - potwierdza nam szef MON Bogdan Klich. Odmawia jednak rozmowy o szczegółach - to tajemnice Sojuszu.

Nieoficjalnie wiemy, że plany są już przyjęte przez dowództwo Sojuszu. Kraje NATO mają je zatwierdzić na szczycie w Lizbonie za dwa tygodnie.

Według nieoficjalnych informacji dowodzenie nad operacją obronną Polski i państw bałtyckich obejmie Dowództwo Sił Połączonych NATO w Brunssum w Holandii, które odpowiada za bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej. Co ważne, tego dowództwa nie objęły cięcia w ramach prowadzonej właśnie reformy NATO.

Brunssum wyznaczy kwaterę tzw. wysokiej gotowości, która bezpośrednio będzie prowadziła operację w Polsce.

W przypadku agresji na Polskę NATO zamierza rzucić do walki aż dziewięć dywizji. Z tego cztery polskie, pozostałe to jednostki krajów zachodnich, wśród nich brytyjskie, niemieckie i amerykańskie. - Zostaną przerzucone wszystkimi możliwymi drogami: lądową, kolejową, na pokładach samolotów i morską.

Wytypowano już porty, które mają przyjmować duże jednostki desantowe. Wśród polskich najistotniejsze jest Świnoujście. Ten port za pieniądze NATO przechodzi obecnie gruntowną modernizację, by mógł przyjmować duże okręty o długości ponad 200 m i zanurzeniu powyżej 10 m.

Z NATO-wską pomocą został także zmodernizowany port w Gdyni. Polsce bardzo zależało, by wojska sojuszników mogły lądować nie tylko przy zachodniej granicy kraju.

NATO przewiduje też, że zachodnie wojska będą przerzucane do niemieckich portów w Rostocku, Wismarze, Stralsundzie, w ostateczności - jeśli nie będzie można bardziej na wschód - do portu w Hamburgu.

- Wyznaczone zostały jednostki marynarki wojennej, które będą bronić polskiego wybrzeża - dodaje nasz rozmówca z NATO. - To okręty brytyjskie i amerykańskie.

Polski system obrony powietrznej jest już zintegrowany z systemem NATO. Sojusz m.in. rozbudował stacje radiolokacyjne na terenie Polski.

Do systemu NATO włączony jest też system Baltic Air Policing. To rotacyjny system obrony powietrznej, który nad krajami bałtyckimi pełnią siły powietrzne poszczególnych krajów NATO. Już kilkakrotnie przeganiały one rosyjskie myśliwce, które ocierały się o przestrzeń powietrzną tych państw bądź nawet ją naruszały. Jeszcze w tym miesiącu nad krajami bałtyckimi odbędą się duże ćwiczenia, w których udział wezmą m.in. amerykańskie samoloty bojowe.

W obronę Polski zaangażowane mogą zostać także Siły Odpowiedzi NATO (NATO Response Force). To jednostki różnych państw Sojuszu, które rotacyjnie pełnią dyżur bezpieczeństwa w Europie. Problem w tym, że nie osiągnęły one wciąż takiej gotowości, jakiej życzyliby sobie dowódcy NATO i polski resort obrony.

Szef MON Bogdan Klich uważa, że NRF to siły "na papierze", i naciska, by jak najszybciej mogły przeprowadzić ćwiczenia na terenie Polski. To jeden z polskich postulatów na szczyt w Lizbonie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy: