czwartek, 3 marca 2011

Kredyt Bank. Najkrwawszy napad na bank w historii Polski

Michał Engelhardt, Policyjni.pl
2011-03-03, ostatnia aktualizacja 2011-03-02 19:15

Poczwórne zabójstwo w Kredyt Banku na Żelaznej w Warszawie
Poczwórne zabójstwo w Kredyt Banku na Żelaznej w Warszawie
Fot. Wojtek Olku?nik / AG

Dziś mija 10 lat od najtragiczniejszego w historii Polski napadu na bank. 3 marca 2001 roku trzej bandyci bestialsko zamordowali ochroniarza i trzy kasjerki z filii Kredyt Banku w Warszawie przy ulicy Żelaznej. Zrabowali trochę ponad 100 tysięcy złotych.

Poczwórne zabójstwo w Kredyt Banku na Żelaznej w Warszawie
Fot. Wojtek Olku-nik / AG
Poczwórne zabójstwo w Kredyt Banku na Żelaznej w Warszawie
Eskorta doprowadza zabójców na salę sądową
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Eskorta doprowadza zabójców na salę sądową
Eskorta doprowadza zabójców na salę sądową
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Eskorta doprowadza zabójców na salę sądową
Ten napad wstrząsnął opinią publiczną w całym kraju. Wieść o bestialskim mordzie gruchnęła w sobotę wieczorem 3 marca. Znalazła się na czołówkach wszystkich serwisów informacyjnych. Początkowo było wiadomo o trzech ofiarach. Dopiero po kilku godzinach policjanci znaleźli ciało czwartej, strażnika banku. Było upchnięte w studzience rewizyjnej. Ze skarbca zniknęły pieniądze. Wedle pierwszych informacji około 30 tysięcy złotych.

Kasjerki nie wróciły do domów

Trzy kasjerki z filii banku miały skończyć pracę o 13.00. Ale nie pojawiły się w domach. Jest godzina 18.00. Pod bank podjeżdża policja i dyrektor I oddziału Kredyt Banku. Mimo późnej pory system komputerowy działa. Drzwi są zamknięte, ale przez szyby widać włączoną maszynkę do liczenia pieniędzy. Policja wybija szybę, dostaje się do środka. (Opis wydarzeń w banku i szczegółów śledztwa na podstawie artykułu Bogdana Wróblewskiego "Morderstwo w Kredyt Banku w dziewięciu odsłonach", Gazeta Stołeczna, 15.12.2001.)

W sali dla klientów nie ma nikogo. W podziemiu policjanci zastają uchylone drzwi do skarbca i trzy kobiety zamordowane strzałami w tył głowy. Cała podłoga, sejf, wszystko jest we krwi. W sali operacyjnej policjanci znajdują identyfikator strażnika i paralizator. Trzy godziny później, pod podłogą szatni, w studzience rewizyjnej, odnajdują zwłoki strażnika banku.

Ofiary to 29-letnia Maria M., jej równolatka Agnieszka R., 33-letnia Anna Z. i 50-letni strażnik Stanisław W.

Kto zabił?

Bank zostaje gruntownie przeszukany przez policyjnych dochodzeniowców. W sumie zbierają 1024 ślady: odciski palców, butów, próbki krwi, zapachy, włos na grzebieniu... I nic, żadnych śladów zabójców. Jednocześnie śledczy typują podejrzanych, szukają świadków, przeczesują grupy przestępcze. Wyodrębniają tak zwaną grupę wysokiego ryzyka. Jest w niej między innymi Krzysztof M. 27-letni kawaler z Łochowa, strażnik z filii banku i jego najbliżsi znajomi: Marek R., Grzegorz Sz., i narzeczona Kamila M. Cały czas chodzą za nimi policyjni wywiadowcy.

Trójka mężczyzn jest trzy razy zatrzymywana i przesłuchiwana. Okazywani są również świadkowi, który w dniu morderstwa widział jednego nich, gdy korzystał z bankomatu w przedsionku filii Kredyt Banku przy Żelaznej. Niestety nie rozpoznaje go. Podczas przesłuchania w czerwcu 2001 roku Wykorzystano wykrywacz kłamstw. Mężczyźni reagują na widok zdjęć zastrzelonych kasjerek.

5 lipca jeden z członków rodziny Grzegorza Sz. zeznaje, że widział jak Sz. palił ubranie i buty. Potwierdza to jeszcze dwóch świadków. Następnego dnia wieczorem następuje uderzenie.

Atyterroryści zatrzymują Krzysztofa M., Grzegorza Sz., Marka R i jego narzeczoną Kamilę M. Grzegorz Sz. przyznaje się do zabójstwa. Dwaj pozostali mężczyźni do udziału w nim a Kamila M. do ukrycia zrabowanych pieniędzy.

Co się stało w banku 3 marca

Napad i zabójstwo trzej kompani planowali kilka miesięcy wcześniej. Dzień przed napadem ochroniarz z Kredyt Banku, Krzysztof M. zamienia się na dyżur z kolegą. Marek R. kupuje broń.

Trzeciego marca około 8.00 rano, Stanisław W. wpuszcza do filii przy Żelaznej swojego kolegę Krzysztofa M. oraz Grzegorza Sz. Ten drugi strzela strażnikowi trzy razy w plecy. Jego ciało upychają do studzienki pod podłogą. Wycierają krew.

20 minut później Krzysztof. M. otwiera drzwi trzem kasjerkom. Gdy kobiety wchodzą do skarbca, M. wzywa Marka R., który stał na czatach. Sz i R wpadają do skarbca. Odbierają pieniądze kasjerkom. Sz. zabija je po kolei, strzelając w tył głowy. Jedna z kobiet daje oznaki życia. Sz. razem z R. dobijają ją dusząc plastikowym paskiem.

Proces

14 grudnia 2001 akt oskarżenia trafia do sądu. 4 marca 2002 zaczyna się proces. Grzegorz Szelest, Krzysztof Matusik, Marek Rafalik są oskarżeni o cztery zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Kamila Maniecka o niepowiadomienie o zabójstwie i paserstwo, jej ojciec o paserstwo. (Sąd pozwala publikować nazwiska oskarżonych.)

3 czerwca zapada wyrok - trzy dożywocia z ograniczoną możliwością starania się o przedterminowe warunkowe zwolnienie. Szelest będzie się mógł o nie starć po 40 latach, Matusik po 35, a Rafalik po 25. Kamila Maniecka dostaje wyrok sześciu lat więzienia, jej ojciec dwa lata, w zawieszeniu na pięć lat.

Sędzia przypomina o "strzałach katyńskich" w tył głowy, o zaplanowanej w każdym szczególe zbrodni, o tym, że Matusik przez miesiąc patrzył w oczy kasjerkom, wiedząc, że zginą.

W lutym 2003 roku sąd apelacyjny utrzymuje wyroki sądu okręgowego. Ocenia bardzo wysoko przebieg procesu i uzasadnienie wyroku sądu pierwszej instancji. Wyrok się uprawomocnił.

Dwaj zabójcy: Marek Rafalik i Grzegorz Szelest postanowili walczyć o nadzwyczajne złagodzenie kary. Mieli, według obrony, opowiedzieć wszystko ze szczegółami po zatrzymaniu, czym ułatwili śledztwo. Sędziowie SN uznali, że żaden z nich na to nie zasługuje. Argumenty obrony były znane już w niższej instancji i prawidłowo nie zostały uwzględnione.

Posiedzą jeszcze długo

Krzysztof Matusik siedzi obecnie w Areszcie Śledczym w Radomiu. Wyjdzie na wolność najwcześniej w wieku 63 lat. Grzegorz Szelest jest w więzieniu w Czerwonym Borze. Może wyjść zza krat w wieku 64 lat. W tym samym więzieniu jest Marek Rafalik. Niebo bez krat może zobaczyć mając 49 lat.

Państwo zrobiło w tej sprawie wszystko, co powinno, zapewniło sprawiedliwy proces - powiedział po wyroku Sądu Najwyższego, obrońca jednego z oskarżonych mec. Dariusz Mikołajewski.

Brak komentarzy: