07.11.2011 aktualizacja: 2011-11-06 21:05
Czy Polska za sprawą gazu w łupkach dorówna Norwegii i stanie się gazowym eldorado w Europie? To jeszcze wizja zawieszona w obłokach, ale już powinniśmy zająć się przyziemną sprawą podziału pieniędzy z tego bogactwa.
Nie ulega już wątpliwości, że w polskich łupkach jest gaz. Pod koniec sierpnia brytyjska firma 3Legs Resources zapaliła w ramach testu gaz wydobywający się z odwiertu w łupkach na Pomorzu. A zaraz potem taki sam test zapalenia gazu z łupków powtórzyło na Pomorzu PGNiG, zapraszając na tę ceremonię premiera Donalda Tuska. Gaz jest, ale czy na Pomorzu dowiercono się do złóż, których eksploatacja się opłaci - jeszcze nie wiadomo.
Reklamy Businessclick
W programie wyborczym Platforma Obywatelska zapowiedziała, że wprowadzi podatki od łupków, aby sfinansować z nich przyszłe emerytury. A Tusk powiedział, że jego rząd już przyjął projekty, które pozwolą "w sposób ostrożny, bez przesady wyciągać także dla państwa polskiego pieniądze z gazowego biznesu".
To była wielka wolta w postawie rządu, który jeszcze w połowie roku odrzucał pomysły opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości, by wpisać podatki od eksploatacji gazu łupkowego do uchwalanej wtedy ustawy Prawo geologiczne i górnicze. Politycy związani z PiS zapowiedzieli w "Dzienniku Gazecie Prawnej", że jedną z pierwszych inicjatyw tej partii w Sejmie nowej kadencji będzie projekt przepisów o podatkach na gaz łupkowy (miałyby zasilić edukację).
Palmę pierwszeństwa powinien jednak dostać lider koalicyjnego PSL wicepremier Waldemar Pawlak. - Bardzo ważne będzie przyjęcie regulacji, które pozwolą, aby eksploatacja złóż gazu łupkowego przez zagraniczne koncerny była w godziwy sposób realizowana, żebyśmy nie byli traktowani jak kraj kolonialny - mówił lider ludowców startujący w połowie zeszłego roku w wyborach prezydenckich. Ale po wyborach Pawlak nie wymógł na urzędnikach z kierowanego przez siebie Ministerstwa Gospodarki, by przygotowali zapowiadany projekt.
- Od kwestii podatków od eksploatacji gazu z łupków nie uciekniemy. I warto podjąć rzetelną i merytoryczną dyskusję w tej sprawie. To ostatni dzwonek, bo rozpoczęcie wydobycia gazu z łupków w Polsce zapowiada się za kilka lat i nie wydano jeszcze koncesji na eksploatację takich złóż - uważa Marcin Matyka, partner kancelarii DLA Piper Wiater, kierujący w niej działem doradztwa podatkowego. Kancelaria ta właśnie przygotowała opracowanie na temat opodatkowania wydobycia ropy naftowej i gazu na świecie.
Europejskie przykłady
Od przyszłego roku zgodnie z nową ustawą Prawo geologiczne i górnicze firmy wydobywające gaz ze złóż w Polsce muszą płacić opłaty eksploatacyjne w wysokości 5,89 zł od 1000 m sześc. gazu o dużej zawartości metanu i 4,9 zł za 1000 m sześc. innego gazu. Wpływy z tych opłat w 60 proc. zasilą budżet gmin, na terenie których wydobywa się gaz. Reszta trafi na konto Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Podobne zasady obowiązują już teraz.
Te opłaty stanowią równowartość ok. 1,5 dol. Niedużo, bo PGNiG płaci teraz ok. 500 dol. za 1000 m sześc. gazu importowanego z Rosji.
Otrzymując koncesję przedsiębiorca ma też podpisać z państwem umowę cywilnoprawną o "ustanowieniu użytkowania górniczego" i z tego tytułu wpłaca wynagrodzenie wprost do budżetu państwa. Ale przepisy nie regulują, nie wynosi takie wynagrodzenie.
A jak jest w innych państwach Europy?
• W Wlk. Brytanii firma płaci 30 proc. podatku od dochodu z eksploatacji złoża, a jeśli ceny ropy przekroczą 90 dol. za baryłkę, to od zysku ze sprzedaży surowca powyżej tego progu brytyjski fiskus ściąga 32 proc. Jednak w przypadku koncesji eksploatacyjnych wydanych do połowy marca 1993 r. podatki są ustalane odrębnie dla każdego złoża. Jednocześnie od zeszłego roku rząd Wielkiej Brytanii dyskutuje nad wprowadzeniem ulg podatkowych dla firm, które zaczną poszukiwania i eksploatację nowych podmorskich złóż gazu.
• W Norwegii podatek naftowy wynosi 50 proc. przychodów i do tego dochodzi 28 proc. podatku CIT. - Jednak w Norwegii państwo partycypuje w kosztach poszukiwań złóż. Jeśli firma nie znajdzie złoża, to rząd Norwegii zwraca jej 78 proc. wydatków. Mogą to być dziesiątki czy nawet setki milionów dolarów - wskazywał nam wiceprezes PGNiG Sławomir Hinc.
• Także w Danii oprócz podatku CIT (25 proc.) jest specjalny podatek naftowy w wysokości 52 proc. Można go jednak zmniejszyć, odliczając dodatkową amortyzację nakładów inwestycyjnych. W rezultacie łączna stopa opodatkowania działalności wydobywczej wynosi realnie 64 proc.
W każdym z tych państw ważne jest również to, jakie wydatki firmy naftowe i gazowe mogą uznać za koszty, które obniżają podstawę opodatkowania.
Nie można też zapominać, że podatki od eksploatacji złóż ropy i gazu ewoluują. Gdy pół wieku temu w Norwegii odkryto pierwsze wielkie podmorskie złoża ropy i gazu, państwo norweskie w pierwszym rzędzie domagało się dla siebie 35 proc. udziałów w nowych koncesjach eksploatacyjnych, a specjalny podatek naftowy wynosił tylko 10 proc. Dopiero kiedy w następnych latach gwałtownie wzrosły ceny ropy na świecie, Norwegowie podnieśli podatki od przychodów z jej sprzedaży i stawki podatku CIT. A kilkanaście lat później - gdy ceny ropy mocno spadły - Norwegowie obniżali podatki, by utrzymać konkurencyjność swoich pól naftowych.
Trudny przypadek łupków
Nie da się w Polsce po prostu skopiować istniejącego już systemu podatków od eksploatacji złóż, bo w grę wchodzi tylko podatek od gazu łupkowego - wydobywanego dzięki innowacyjnym metodom, które opracowali amerykańscy gazownicy i z powodzeniem stosują dopiero od czterech lat. Wiadomo też, że wydobycie gazu z łupków jest droższe niż eksploatacja konwencjonalnych zbiorników z gazem. W USA wydobycie 1000 m sześc. gazu z łupków kosztuje średnio ok. 140-160 dol., a wydobycie takiej samej ilości gazu z konwencjonalnych złóż w Polsce kosztuje według nieoficjalnych informacji ok. 100 dol. Eksploatacja gazu łupkowego wymaga też na starcie wielkich inwestycji - bo trzeba wykonać setki odwiertów, po kilka milionów dolarów za sztukę. Takich inwestycji nie udźwignąłby teraz budżet Polski ani nawet największych polskich firm.
- Moim zdaniem jest za wcześnie, by wprowadzać regulacje, które ustalają sztywne stawki opłat dla budżetu za eksploatację złóż gazu. Nie wiemy jeszcze, jakiej wielkości złoża gazu łupkowego mogą być w Polsce i ile może kosztować ich opłacalna eksploatacja. Nie wiemy też, jakie będą ceny gazu w Europie, kiedy w Polsce zaczęłaby się eksploatacja złóż gazu z łupków - mówił nam kilka miesięcy temu wiceminister środowiska, główny geolog kraju Henryk Jacek Jezierski.
W Norwegii praktycznie cały gaz jest eksportowany. Polska liczy na to, że gaz z łupków pozwoli nam przede wszystkim ograniczyć wydatki na import gazu, czyli byłby zużywany przez odbiorców w kraju. A wysokie podatki podniosłyby ich rachunki z gazowni. - Skarb państwa może zastanawiać się, co bardziej się opłaca: zapewnić duże dochody dla budżetu czy ograniczyć takie dochody, a w zamian zapewnić dla gospodarki niskie ceny gazu. Doświadczenia amerykańskie pokazują, że eksploatacja łupków doprowadziła do spadku cen gazu, co przyczyniło się do wzrostu całej gospodarki - wskazywał Jezierski.
Z drugiej strony, jeśli za kilka lat okaże się, że naprawdę jesteśmy gazowym eldorado w Europie, podnoszenie podatków dla gazowników może się skończyć karczemnymi awanturami w międzynarodowych sądach.
Marcin Matyka radzi skorzystać z przykładu Izraela. Wiosną zeszłego roku po odkryciu wielkich podmorskich złóż gazu i ropy u tamtejszych wybrzeży izraelski minister finansów powołał specjalny komitet złożony ze specjalistów od prawa podatkowego, ekonomistów i finansistów. W ciągu pół roku przygotowali oni zalecenia w sprawie przyszłego systemu opodatkowania eksploatacji złóż. Na początku tego roku na tej podstawie rząd Izraela przygotował projekt ustawy dotyczący podatków od zysków z działalności wydobywczej, a pod koniec marca parlament Izraela uchwalił ten podatek.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz