Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka zaginęli między przełęczą (7900 metrów) a biwakiem szturmowym (7400 metrów) podczas zejścia z Broad Peaku. We wtorek wraz z Adamem Bieleckim i Arturem Małkiem zdobyli górę zimą, jako pierwsi himalaiści.
Dramatycznie wolne tempo
W środę Berbekę i Kowalskiego uznano za zaginionych - Małek i Bielecki bezpiecznie wrócili do biwaku szturmowego. Najnowsze informacje od kierownika wyprawy Krzysztofa Wielickiego mówią, że Berbeka i Kowalski schodzili ze szczytu w potwornie wolnym tempie, a ostatni kontakt z Wielickim nawiązał Kowalski o 6:30 rano miejscowego czasu.
- 4 himalaiści zdobywali szczyt kolejno ok. godziny 17-18.00, po czym bez zwłoki z/w na późną porę rozpoczynali zejście w dół. Chodziło o zejście jak najniżej zanim zapadną ciemności. Jako ostatni schodził Tomasz Kowalski. Przed nim był widoczny przez niego Maciej Berbeka. Choć każdy z uczestników posiadał radiotelefon to łączność była utrzymywana jedynie z Tomkiem Kowalskim i Arturem Małkiem (u Adama przestroiła się częstotliwość, Maciej nie używał radia z niewiadomych względów). Tempo schodzenia Tomka i idącego przed nim Maćka zaraz po zdobyciu szczytu od pierwszych minut zejścia było dramatycznie wolne. Do ok. godz. 2.00 6 marca - w ciągu aż 7-8 godzin marszu i wspinaczki w dół - pokonali oni odcinek prawie do przełęczy, który standardowo zajmuje ok. godzinę - pisze Hajzer nafacebooku Polskiego Himalaizmu Zimowego.
Adam Bielecki osiągnął obóz IV na 7400 m ok. 21.00 5 marca.
Artur Małek osiągnął obóz IV ok. 2.00 6 marca.
Kowalski upadł. Trudności z oddychaniem. Uszkodzony rak
Z dalszej części relacji dowiadujemy się, że Kowalski upadł schodząc z przedwierzchołka Broad Peaku. W wypiął mu się rak, z którym później wspinacz miał problem
- Tomasz Kowalski zgłosił kierownikowi przebywającemu w bazie, Krzysztofowi Wielickiemu, trudności z oddychaniem i ogólne osłabienie i miał zażyć lekarstwa w/g instrukcji. W czasie schodzenia z przedwierzchołka Rocky Summit zaliczył mały upadek w efekcie którego wypiął mu się rak. Podczas ostatniej łączności o 6.30 rano 6 marca meldował trudności z zapięciem tego raka. Mówił też, że widzi Macieja Berbekę. Tuż przed świtem widać było z bazy na wys. 4950 m światełko latarki na siodełku przełęczy. Rano jeden z pracowników bazy (kucharz) widział(?) postać pod przełęczą w okolicy szczelin (uznano, że to Maciej) - dodaje Hajzer.
Hayyat szukał ich na 7700 m
Od 6.30 czasu lokalnego nie ma żadnego kontaktu z zaginionymi. Ostatnia rozmowa z Maciejem Berbeką miała miejsce na szczycie o 18.00. Maciej rozmawiał najprawdopodobniej z radia Kowalskiego.
O świcie 6 marca z obozu II na 6200 m wyszedł do góry oczekujący tam w odwodzie pakistański wspinacz Karim Hayyat i ok. 13.00 dotarł według raportu raportu Wielickiego do szczelin.
- Oceniamy tą wysokość na ok 7700 m. Nie napotkał on żadnych śladów, widział wszystkie szczegóły drogi aż do przełęczy i wycofał się do obozu IV. Dwójkę himalaistów uznano od tego momentu oficjalnie za zaginionych - pisze Hajzer.
Więcej o wyprawie:
- Małek czeka na Berbekę i Kowalskiego do 10 rano >>
- Hajzer: Mogli wpaść do szczeliny >>
- Baranowska: To nie tak, że poddali się euforii i osłabli >>
dsz, PHZ






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz