CZYTAJ TAKŻE
- Legia Warszawa wykluczona z Ligi Mistrzów
Polski zespół nie zagra w rozgrywkach w sezonie 2014/2015. Decyzja UEFA jest spowodowana występem...
- Atletico płacze. Futbolowi romantycy razem z nim
Szkoda, że futbol jeszcze raz okazał się grą, w której na końcu wygrywają najbogatsi. Im więcej w...
- Legia Warszawa pod nową władzą
Chuligani warszawskiej Legii zafundowali jej nowym właścicielom, Bogusławowi Leśnodorskiemu i...
Życie jest pełne paradoksów. Legia Warszawa, klub, którego właścicielami są dwaj prawnicy, stawiany za wzór, jeśli chodzi o organizację i profesjonalne zarządzanie, żegna się z marzeniami o Lidze Mistrzów. Powód? Któryś z jego pracowników nie dopełnił formalności związanych z karą dyskwalifikacji dla jednego z piłkarzy.
Za błahostkę, która nie miała żadnego wpływu na wynik dwumeczu z Celtikiem, nie była żadnym oszustwem, cwaniactwem, cyniczną próbą obejścia prawa, tylko zwykłym niedopatrzeniem, Legia zapłaciła karę najwyższą z możliwych. Nie zagra w kolejnej rundzie eliminacyjnej, mimo że na boisku nie zostawiła cienia złudzeń, kto jest lepszy. Z przepisami się nie dyskutuje i jeśli się lubi miliony, które UEFA płaci za udział w organizowanej przez siebie zabawie, to trzeba też polubić jej regulaminy.
Legia jeszcze nie awansowała do Ligi Mistrzów, choć takie wrażenie można było odnieść, czytając doniesienia na temat skutków walkowera, jakim została ukarana. Ale mecze z Celtikiem wlały w piłkarzy i kibiców taki zastrzyk optymizmu, że żadne marzenie nie wydawało się zbyt szalone. Teraz Legia leży, płacze i obrywa kopniaki, a chętni, żeby jeszcze dołożyć zatrudnionym w klubie sprawcom całego nieszczęścia, przebierają nogami.
Poważni komentatorzy stawiają tezy, że gdyby kierownikiem zespołu (który nasuwa się jako winny) był ktoś, kto zna zapach szatni, a nie pani, której powierzono tę funkcję przed kilku laty, mimo że nie miała żadnych związków z futbolem, do takiej kompromitacji by nie doszło. Nie wiem, skąd taka pewność. Może dlatego, że byli kierownicy to ich koledzy. To się nazywa złośliwa satysfakcja.
Legię zaboli więc odpływ potencjalnych milionów, trochę ucierpi duma jej arcyprofesjonalnych właścicieli, ale żyć i grać trzeba dalej. Smutne nie jest to, że w klubie obnoszącym się z najwyższymi standardami doszło do takiego niedopatrzenia, ale to, że ten błąd wywołał taki potok jadu, złośliwości oraz żądzy zmieszania z błotem ludzi, którzy dla Legii daliby się pokroić. A to się nazywa polskie piekiełko.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz