28.08.2014 , aktualizacja: 27.08.2014 22:10

W nocy na rachunku pana Wojciecha pojawiały się znaczne kwoty, rano znikały. Bank Millennium: To błąd księgowy. Ekspert ds. bezpieczeństwa: Nie wierzę w takie wyjaśnienia.

Pan Wojciech od wielu lat jest klientem Banku Millennium. Ma tam rachunki w złotych i euro. Jego problemy zaczęły się w kwietniu 2014 r. - W nocy postanowiłem sprawdzić stan kont. Zauważyłem, że na moim rachunku w euro pojawiały się dość znaczne kwoty. Gdy sprawdzałem konto rano, pieniędzy już nie było - opowiada.
Sytuacja powtórzyła się kilka razy. Sprawa wydawała się dziwna, bo po tych operacjach w historii rachunku nie było żadnego śladu. Pan Wojciech próbował wyjaśnić sprawę na infolinii i w oddziale, ale usłyszał tam tylko, że to "niemożliwe" lub że jest to "błąd księgowy".
Po raz kolejny pieniądze, a dokładnie 19,5 tys. euro, pojawiły się na jego koncie w nocy z 28 na 29 kwietnia 2014 r. Pan Wojciech postanowił udowodnić bankowcom, że to nie jest żaden "błąd księgowy" ani złudzenie optyczne. Natychmiast przelał te 19,5 tys. euro na swoje konto złotowe w Banku Millennium. Pieniądze okazały się jak najbardziej prawdziwe. Po przewalutowaniu na rachunkach złotowych (osobistym i oszczędnościowym) znalazło się w sumie 79,5 tys. zł.
O co tu chodzi? Bank uparcie twierdził, że to błędne księgowanie. Wtedy pan Wojciech postanowił znowu przeprowadzić eksperyment - przelał do innego ponad 39 tys. zł z puli tych 19,5 tys. euro, które "wyprowadził" ze swojego konta w euro. - Chciałem zobaczyć, jak bank zareaguje - opowiada. Na reakcję nie musiał długo czekać. Bank zablokował pozostałe pieniądze (ok. 40 tys. zł) i zażądał zwrotu pozostałej kwoty. Zagroził, że w przeciwnym razie podejmie kroki prawne, by odzyskać pieniądze. Dlaczego bank zaczął się awanturować dopiero po wyprowadzeniu części pieniędzy do innego banku?
Adwokat na odsiecz
Widząc, że w pojedynkę nic nie wskóra, pan Wojciech wynajął adwokata, który w czerwcu wystosował kolejne pismo do Banku Millennium, w którym czytamy: „Z pisma banku (...) w żaden sposób nie wynika, skąd brały się na rachunku mojego klienta pojawiające się nocami środki (...). Ani też czyje to były pieniądze. Z pisma nie wynika bowiem, że były to pieniądze należące do banku. Enigmatyczne określenie » na skutek błędu księgowego «nie wyjaśnia zaistniałej sytuacji. Nie wyjaśnia też źródła pochodzenia środków".
Adwokat wytknął też bankowi, że bezprawnie pobrał pieniądze (40 tys. zł) z rachunku złotowego. "Jeżeli teoretycznie można by mówić o błędach księgowych (jeżeli w ogóle były to błędy księgowe, a nie przepływy finansowe z nieznanego mojemu klientowi źródła) - to mogły one mieć miejsce na rachunku w euro. Tam jedynie w razie stwierdzenia błędnego lub niezgodnego z dyspozycją zapisu księgowego mogliście Państwo jako bank dokonywać korekt. A jakim prawem zabraliście Państwo mojemu klientowi pieniądze z innego rachunku bankowego?" - pisze w reklamacji adwokat.
I pyta: "Czy nie zostały w żaden sposób naruszone przepisy ustawy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu?". Zasugerował w ten sposób, że konto jego klienta mogło być wykorzystane do celów przestępczych.
Bank odpowiedział po miesiącu. Powtórzył to, co mówił wcześniej: "Kwota 19,5 tys. euro, która pojawiła się na rachunku, była wynikiem błędu księgowego i dlatego bank nie jest w stanie wskazać dodatkowych informacji dotyczących pochodzenia tych środków".
Oddam pieniądze, ale...
Sprawa utknęła w martwym punkcie, dlatego pan Wojciech skontaktował się z Ekipą Samcika. Na nasze pytania m.in. o to, skąd na kontach brały się pieniądze, a potem znikały, bank odpowiedział w tym samym tonie. "W wyniku błędu, który wystąpił w trakcie przetwarzania nocnego, na koncie naszego klienta pojawiły się środki, które należą do Banku Millennium i nie są one wynikiem jakiejkolwiek operacji mającej znamiona przestępstwa. Zdarzenie to miało charakter incydentalny" - informuje Anna Szczygieł z banku. Dodała, że klient wszedł w posiadanie środków należących do banku, dlatego też bank domaga się ich zwrotu.
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, bank wmawiał panu Wojciechowi, że ten, podglądając swój rachunek, w wyniku błędu w systemie mógł widzieć swoje historyczne saldo sprzed kilku miesięcy. - To bzdura! Sprawdziłem historię rachunku w euro z ostatniego roku. Jedyne operacje to wpłata ok. 1,6 tys. euro i wypłata takiej samej kwoty.
Co teraz? - Oddam pieniądze, ale najpierw bank musi udowodnić, że należą one do niego. Nie chcę, żeby któregoś dnia zapukali do mnie urzędnicy skarbówki i pytali, skąd je wziąłem - mówi pan Wojciech. Żąda też od banku przeprosin i zwrotu kosztów pomocy prawnej.
Ekspert: Robota pracownika
Czy wyjaśnienia banku są przekonujące? - W żadnym razie - mówi nasz informator, pracownik innego banku odpowiedzialny za bezpieczeństwo i zwalczanie przestępczości. Jego zdaniem po operacjach takich jak na rachunku pana Wojciecha powinien zostać ślad. - Klient może nie widzieć historii operacji, jeśli są to np. operacje wynikające z błędów technicznych systemów, ale powinny być one widoczne w systemie głównym banku - wyjaśnia.
Jego zdaniem w grę wchodzą trzy hipotezy.
Pierwsza to rzeczywiście błąd systemu. - Nawet jeśli tak, to jest to bardzo poważny błąd - mówi nasz informator.
Hipoteza druga: Pracownik lub pracownicy banku "zbierają" środki zdeponowane przez wielu klientów i przelewają je na tzw. lokatę nocną. Pieniądze, zamiast leżeć nieoprocentowane w bankowej kasie, pracują na oprocentowanym rachunku. Rano środki znikają z konta, a zysk, czyli odsetki, wędruje do kieszeni nieuczciwych pracowników.
Możliwe jest też, że pieniądze trafiały na niewłaściwe konta (np. na rachunek pana Wojciecha), ale z powodu nieumyślnej pomyłki pracownika. - Osoba odpowiedzialna za lokaty nocne mogła po prostu pomylić numery rachunków, na które pieniądze powinny trafić - mówi ekspert.
Jeżeli jednak tak było, to dlaczego bank po prostu nie przyznał się do błędu, szybko ucinając wszelkie spekulacje?
Sytuacja powtórzyła się kilka razy. Sprawa wydawała się dziwna, bo po tych operacjach w historii rachunku nie było żadnego śladu. Pan Wojciech próbował wyjaśnić sprawę na infolinii i w oddziale, ale usłyszał tam tylko, że to "niemożliwe" lub że jest to "błąd księgowy".
Po raz kolejny pieniądze, a dokładnie 19,5 tys. euro, pojawiły się na jego koncie w nocy z 28 na 29 kwietnia 2014 r. Pan Wojciech postanowił udowodnić bankowcom, że to nie jest żaden "błąd księgowy" ani złudzenie optyczne. Natychmiast przelał te 19,5 tys. euro na swoje konto złotowe w Banku Millennium. Pieniądze okazały się jak najbardziej prawdziwe. Po przewalutowaniu na rachunkach złotowych (osobistym i oszczędnościowym) znalazło się w sumie 79,5 tys. zł.
O co tu chodzi? Bank uparcie twierdził, że to błędne księgowanie. Wtedy pan Wojciech postanowił znowu przeprowadzić eksperyment - przelał do innego ponad 39 tys. zł z puli tych 19,5 tys. euro, które "wyprowadził" ze swojego konta w euro. - Chciałem zobaczyć, jak bank zareaguje - opowiada. Na reakcję nie musiał długo czekać. Bank zablokował pozostałe pieniądze (ok. 40 tys. zł) i zażądał zwrotu pozostałej kwoty. Zagroził, że w przeciwnym razie podejmie kroki prawne, by odzyskać pieniądze. Dlaczego bank zaczął się awanturować dopiero po wyprowadzeniu części pieniędzy do innego banku?
Adwokat na odsiecz
Widząc, że w pojedynkę nic nie wskóra, pan Wojciech wynajął adwokata, który w czerwcu wystosował kolejne pismo do Banku Millennium, w którym czytamy: „Z pisma banku (...) w żaden sposób nie wynika, skąd brały się na rachunku mojego klienta pojawiające się nocami środki (...). Ani też czyje to były pieniądze. Z pisma nie wynika bowiem, że były to pieniądze należące do banku. Enigmatyczne określenie » na skutek błędu księgowego «nie wyjaśnia zaistniałej sytuacji. Nie wyjaśnia też źródła pochodzenia środków".
Adwokat wytknął też bankowi, że bezprawnie pobrał pieniądze (40 tys. zł) z rachunku złotowego. "Jeżeli teoretycznie można by mówić o błędach księgowych (jeżeli w ogóle były to błędy księgowe, a nie przepływy finansowe z nieznanego mojemu klientowi źródła) - to mogły one mieć miejsce na rachunku w euro. Tam jedynie w razie stwierdzenia błędnego lub niezgodnego z dyspozycją zapisu księgowego mogliście Państwo jako bank dokonywać korekt. A jakim prawem zabraliście Państwo mojemu klientowi pieniądze z innego rachunku bankowego?" - pisze w reklamacji adwokat.
I pyta: "Czy nie zostały w żaden sposób naruszone przepisy ustawy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu?". Zasugerował w ten sposób, że konto jego klienta mogło być wykorzystane do celów przestępczych.
Bank odpowiedział po miesiącu. Powtórzył to, co mówił wcześniej: "Kwota 19,5 tys. euro, która pojawiła się na rachunku, była wynikiem błędu księgowego i dlatego bank nie jest w stanie wskazać dodatkowych informacji dotyczących pochodzenia tych środków".
Oddam pieniądze, ale...
Sprawa utknęła w martwym punkcie, dlatego pan Wojciech skontaktował się z Ekipą Samcika. Na nasze pytania m.in. o to, skąd na kontach brały się pieniądze, a potem znikały, bank odpowiedział w tym samym tonie. "W wyniku błędu, który wystąpił w trakcie przetwarzania nocnego, na koncie naszego klienta pojawiły się środki, które należą do Banku Millennium i nie są one wynikiem jakiejkolwiek operacji mającej znamiona przestępstwa. Zdarzenie to miało charakter incydentalny" - informuje Anna Szczygieł z banku. Dodała, że klient wszedł w posiadanie środków należących do banku, dlatego też bank domaga się ich zwrotu.
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, bank wmawiał panu Wojciechowi, że ten, podglądając swój rachunek, w wyniku błędu w systemie mógł widzieć swoje historyczne saldo sprzed kilku miesięcy. - To bzdura! Sprawdziłem historię rachunku w euro z ostatniego roku. Jedyne operacje to wpłata ok. 1,6 tys. euro i wypłata takiej samej kwoty.
Co teraz? - Oddam pieniądze, ale najpierw bank musi udowodnić, że należą one do niego. Nie chcę, żeby któregoś dnia zapukali do mnie urzędnicy skarbówki i pytali, skąd je wziąłem - mówi pan Wojciech. Żąda też od banku przeprosin i zwrotu kosztów pomocy prawnej.
Ekspert: Robota pracownika
Czy wyjaśnienia banku są przekonujące? - W żadnym razie - mówi nasz informator, pracownik innego banku odpowiedzialny za bezpieczeństwo i zwalczanie przestępczości. Jego zdaniem po operacjach takich jak na rachunku pana Wojciecha powinien zostać ślad. - Klient może nie widzieć historii operacji, jeśli są to np. operacje wynikające z błędów technicznych systemów, ale powinny być one widoczne w systemie głównym banku - wyjaśnia.
Jego zdaniem w grę wchodzą trzy hipotezy.
Pierwsza to rzeczywiście błąd systemu. - Nawet jeśli tak, to jest to bardzo poważny błąd - mówi nasz informator.
Hipoteza druga: Pracownik lub pracownicy banku "zbierają" środki zdeponowane przez wielu klientów i przelewają je na tzw. lokatę nocną. Pieniądze, zamiast leżeć nieoprocentowane w bankowej kasie, pracują na oprocentowanym rachunku. Rano środki znikają z konta, a zysk, czyli odsetki, wędruje do kieszeni nieuczciwych pracowników.
Możliwe jest też, że pieniądze trafiały na niewłaściwe konta (np. na rachunek pana Wojciecha), ale z powodu nieumyślnej pomyłki pracownika. - Osoba odpowiedzialna za lokaty nocne mogła po prostu pomylić numery rachunków, na które pieniądze powinny trafić - mówi ekspert.
Jeżeli jednak tak było, to dlaczego bank po prostu nie przyznał się do błędu, szybko ucinając wszelkie spekulacje?
Pranie pieniędzy?
Trzecią hipotezą - choć według naszego informatora mało prawdopodobną - jest pranie brudnych pieniędzy, a więc przepuszczanie ich przez konto niczego nieświadomego klienta. Zgodnie z przepisami o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy wszystkie transakcje, a więc np. przelewy o wartości powyżej 15 tys. euro, muszą być rejestrowane. W przypadku pana Wojciecha mówimy o kwotach sięgających prawie 20 tys. euro. - Z punktu widzenia przestępców przepuszczanie wyższych kwot byłoby po prostu głupie, choć nie można tego wykluczyć - mówi nasz informator.
Jego podejrzenie wzbudza też pobranie przez bank z rachunku złotowego pana Wojciecha kwoty 40 tys. zł.
O sprawie adwokat pana Wojciecha poinformował Komisję Nadzoru Finansowego i Głównego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF). Ten ostatni przyznał nam, że badał ten przypadek. - Generalny Inspektor podjął kroki w celu weryfikacji, czy wskazane transakcje mogą mieć związek z praniem brudnych pieniędzy. Opisane transakcje mogą być związane z błędami w systemie księgowań lub nieprawidłowościami w działaniu systemu informatycznego banku - poinformowała Wiesława Drożdż z biura prasowego Ministerstwa Finansów, w ramach którego działa GIIF. Ekipa Samcika będzie się przyglądać tej tajemniczej sprawie, spróbujemy też pomóc czytelnikowi w jej wyjaśnieniu.
Trzecią hipotezą - choć według naszego informatora mało prawdopodobną - jest pranie brudnych pieniędzy, a więc przepuszczanie ich przez konto niczego nieświadomego klienta. Zgodnie z przepisami o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy wszystkie transakcje, a więc np. przelewy o wartości powyżej 15 tys. euro, muszą być rejestrowane. W przypadku pana Wojciecha mówimy o kwotach sięgających prawie 20 tys. euro. - Z punktu widzenia przestępców przepuszczanie wyższych kwot byłoby po prostu głupie, choć nie można tego wykluczyć - mówi nasz informator.
Jego podejrzenie wzbudza też pobranie przez bank z rachunku złotowego pana Wojciecha kwoty 40 tys. zł.
O sprawie adwokat pana Wojciecha poinformował Komisję Nadzoru Finansowego i Głównego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF). Ten ostatni przyznał nam, że badał ten przypadek. - Generalny Inspektor podjął kroki w celu weryfikacji, czy wskazane transakcje mogą mieć związek z praniem brudnych pieniędzy. Opisane transakcje mogą być związane z błędami w systemie księgowań lub nieprawidłowościami w działaniu systemu informatycznego banku - poinformowała Wiesława Drożdż z biura prasowego Ministerstwa Finansów, w ramach którego działa GIIF. Ekipa Samcika będzie się przyglądać tej tajemniczej sprawie, spróbujemy też pomóc czytelnikowi w jej wyjaśnieniu.
Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz
Read more: http://wyborcza.biz/pieniadzeekstra/1,140086,16541818,Tajemnicze_ruchy_duzych_pieniedzy__Bank__Blad_ksiegowy.html#ixzz3BoCNqnwo


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz