sobota, 11 lipca 2015

Kraków: stolica prawdziwych Polaków

Bartosz Piłat, Michał Olszewski
 
11.07.2015 01:00

A A A Drukuj

Rys. Marcin Wicha

Kierunki polskiej polityki na najbliższe pięć lat wytycza grupa znajomych w wilgotnej księgarni pod Wawelem.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Witajcie w mieście, w którym do wielkiej polityki wciąż wchodzi się przez zatęchłe bramy. W mieście, gdzie konwentykle najlepiej wychodzą w piwnicach, wieczorową porą, a na ideowych spotkaniach nadal można spotkać zamyślonych młodzieńców w fularach. W mieście milionowym, rozległym, ale tak małym, że przeciwnicy ocierają się o siebie łokciami.

Witajcie w mieście prezydenta Andrzeja Dudy.

Andrzej Duda, człowiek z mgły



Rynek Główny 34 

Po prawej Hawełka i Europejska, po lewej cukiernia Wawel. Za plecami Sukiennice - najstarsza galeria handlowa w Polsce. Pośrodku budynek uniwersytecki. Tu ulokował się Klub Jagielloński. Wczoraj - mało znane towarzystwo krakowskich intelektualistów, dziś - zaplecze ideowe najważniejszych gabinetów w państwie.

Po schodach wytartych tysiącami studenckich stóp wspinamy się pod dach, gdzie od pewnego czasu "jagiellończycy" mają stałą siedzibę i własną bibliotekę. Klub to kuźnia republikańskiej, konserwatywnej myśli politycznej. Od pewnego czasu poza papierowymi "Pressjami" wydaje też bieżący serwis opiniowy Jagiellonski24.pl i opracowuje analizy dotyczące polityki miejskiej w ramach Ośrodka Myśli o Mieście. Innymi słowy, staje się pełnoprawnym think tankiem.

Wkrótce po drugiej turze niedawny i wciąż wpływowy prezes klubu Marcin Kędzierski opublikował wykaz najważniejszych wyzwań i porad dla nowego prezydenta. Gest śmiały, ale uzasadniony, zważywszy, że ów ekonomista jest twarzą Klubu Jagiellońskiego. Tego samego, z którego wywodzi się najbliższy współpracownik Andrzeja Dudy, jego intelektualny mentor i przyszły prezydencki minister - profesor Krzysztof Szczerski.

Lista współpracowników Klubu jest długa i imponująca: jest na niej jeden z byłych liderów Platformy Jan Rokita, były minister sprawiedliwości Donalda Tuska, a dziś pisowski satelita Jarosław Gowin, europoseł Ryszard Legutko, zasłużony opozycjonista i działacz PO Bogusław Sonik, poseł Platformy i Ruchu Palikota Łukasz Gibała. - Pamiętam, że spotkałem tam Gowina, gdy startował pierwszy raz do Sejmu. Nie miał bladego pojęcia o praktyce politycznej, o kampanii wyborczej. Pomagali mu ludzie Klubu - małżeństwo Budzanowskich. Mikołaj został potem ministrem skarbu - opowiada jeden z krakowskich polityków Platformy.

Dzisiaj klub nie ma nic wspólnego z bieżącą polityką. Przynajmniej tak twierdzą jego działacze: - Pierwsze pokolenia wykorzystały szansę, ale teraz furtki są już zamknięte. Działamy na własny rachunek.

Wpływ środowiska Klubu Jagiellońskiego na nowego prezydenta jest trudny do uchwycenia. Andrzej Duda awansował na polityka warszawskiego z pominięciem szczebla lokalnego - współautor ustawy lustracyjnej został wciągnięty na stanowisko wiceministra sprawiedliwości przez Arkadiusza Mularczyka i Zbigniewa Ziobrę, a do prezydentury Krakowa jesienią 2010 roku startował z nadania Warszawy jako człowiek namaszczony przez Lecha Kaczyńskiego.

- Duda nie był naszym członkiem, nie uczestniczył aktywnie w życiu intelektualnym. Trudno powiedzieć, czy i jak nasiąkł Klubem. Jeśli już, to poprzez kontakty z Legutką i Szczerskim. Oni na niego wpłynęli - opowiada członek Klubu. I dodaje, że po pierwsze - nikt nie ma takiego wpływu na prezydenta jak prezes Kaczyński, a po drugie - nawet jeśli czuje duchowe pobratymstwo z "jagiellończykami", to wiele dla nich nie zrobi, bo dostał zgodę na tylko jeden etat "profesorski", właśnie dla Szczerskiego. - W PiS boją się nowej frondy, drugiego PJN, a poza tym partia po ośmiu latach jest wygłodniała stanowisk.

Ale posady to jedno, a zakulisowy wpływ na politykę - drugie. Tymczasem w wypowiedziach Andrzeja Dudy wiele wątków, zwłaszcza dotyczących polityki zagranicznej, to Szczerski. Szczerski to Klub, a Klub to Polska - rozumiana jako silny gracz oddziałujący na cały obszar między Łabą a Dnieprem. Aktywna polityka na Ukrainie i relacje z Niemcami na prawach twardego partnera.

Straszenie Europą



Podwale 3 

Wychodzimy z Klubu, skręcamy w prawo, potem w Szewską, po chwili jesteśmy na Plantach. Już widać biuro europosła Ryszarda Legutki. To tylko 300 metrów. Jeśli nie spotkamy żadnego znajomego - trzy minuty spaceru.

Znawca Platona z Uniwersytetu Jagiellońskiego to dawna gwiazda PiS i "mający ucho prezesa"; był nawet ministrem edukacji u Jarosława Kaczyńskiego. Dziś jego rola partyjnego intelektualisty straciła na ważności, ale wciąż jest ceniony. I często o nim słychać. Profesor lubi wypowiadać się kategorycznie. O procesie z licealistami z Wrocławia, których nazwał smarkaczami, gdy zażądali zdjęcia krzyża w klasie, trąbiły wszystkie media. Podobnie jak o zeszłorocznym doktoracie honoris causa UJ dla José Manuela Barroso - Legutko zarzucił mu młodzieńczy romans z maoistami i mówił, że "Barroso (...) jest bardzo przeciętnym urzędnikiem i politykiem. Przez swoje dwie kadencje nie wyróżnił się niczym szczególnym. Był gładki i nijaki". Ostatecznie uniwersytet zrezygnował z uhonorowania ówczesnego szefa Komisji Europejskiej. Ostatnio było o Legutce głośno, gdy poskarżył się Europejskiemu Rzecznikowi Praw Obywatelskich, że Donald Tusk jako unijny urzędnik nie miał prawa wesprzeć w kampanii Bronisława Komorowskiego.

Tygrys nie przerzuci się na warzywa. Co chodzi po głowie Jarosławowi Kaczyńskiemu


- Profesor daje coraz surowsze i coraz bardziej gorzkie oceny świata - mówią przyjaciele z Klubu. "Zawsze uważałem się za samotnika intelektualnego" - powiedział pięć lat temu w wywiadzie dla konserwatywnego kwartalnika "Pressje".

Ale to, że Legutko zamknął się w swojej willi otoczony tylko psami i coraz mniej uczestniczy w życiu politycznym i partyjnym, nie znaczy, że nie ma na nie wpływu.

- Tam są sformułowania, których dotąd w polskim systemie prawnym nie było i które w gruncie rzeczy są niezdefiniowane. Pozostawiają one ogromne pole do popisu, a są elementami ideologii lewackiej i za nimi idzie lewacka treść, obca naszej kulturze i tradycji. Jej zadaniem, to nie tylko moje przekonanie, ale także większości ludzi, jest podcinanie korzeni tradycyjnych społeczeństw - takich jak nasze, które wyrosły na tradycjach chrześcijańskich - by stworzyć nowego człowieka - tak na wiecu w Kielcach mówił o konwencji antyprzemocowej walczący o prezydenturę Duda.

Wypisz wymaluj - poglądy Legutki, wroga postmodernizmu, pokładającego nadzieję w wartościach chrześcijańskich, ale też zwolennika Realpolitik, wyłożone cztery lata wcześniej w "Gazecie Polskiej Codziennie": "Promocja lewactwa, zaczytywanie się w Leninie i pałowanie na ulicach dowodzą umiłowania wolności, promocja patriotyzmu to kryminogenna zadyma. Nas to oburza, ale jesteśmy niestety w mniejszości. (...) Partie europejskie mniej lub bardziej nawiązujące do konserwatyzmu skazane są więc na dwa scenariusze: albo zachowają swoją ideową tożsamość, co oznacza zepchnięcie na margines, albo pójdą na kompromisy kosztem swojej tożsamości. Jestem zwolennikiem ugody taktycznej, w razie konieczności dokonywanej przez partie, nie ma jednak i nie powinno być miejsca na kompromisy ideowe, niezależnie od siły nacisku czy pokusy handlu pryncypiami".

Dunajewskiego 6 

Od europosła do redakcji "Arcanów" jest ze dwie minuty spacerem. Po drodze mijamy jeszcze mieszkanie Marka Lasoty, szefa krakowskiego oddziału IPN i kandydata PiS w ostatnich samorządowych wyborach prezydenckich. Niedaleko mieszka Jan Rokita. Czasem spotykają się na obiadach w Starej Kuchni, czasem na kawie w Bunkrze Sztuki.

"Arcana" to miejsce szczególne. Tu rosną marzenia o potężnej Polsce, stąd płyną ostrzeżenia przed miażdżącymi kraj siłami z zachodu i ze wschodu, tutaj, w pokojach wypełnionych meblami pamiętającymi stan wojenny, trwają narady redakcyjne. Nie otoczenie w redakcji jest ważne, lecz duch wynoszony z murów Uniwersytetu Jagiellońskiego; historycy, prawnicy czy poloniści wchodzący w skład zespołu; zajęcia i dysputy odbywają na co dzień w murach stu-, dwustu-, pięciusetletnich budynków. Mocni potęgą i trwaniem tych murów w redakcji ku przestrodze składają w całość szwankujące elementy polskiego pejzażu.

Tej strażnicy polskiej państwowości dogląda redaktor naczelny Andrzej Waśko, profesor polonistyki UJ, który w wiosennym numerze uderza się w pierś i wyznaje, że wiara redakcji w kapitalizm okazała się błędna. Naszpikowany słowami kluczami - kraj półkolonialny, frustracja, degradacja, ruiny, degrengolada, tabloidyzacja - tekst jest streszczeniem obecnego przesłania PiS i samego Dudy. Ów zresztą sam zabiera głos, opowiadając w rozmowie z Krzysztofem Szczerskim, że "obecnie trwa proces rozwadniania naszej polityczności. To jest polityka kosmopolityczna, wpuszczania na salony obcych idei, które zatruwają nasze korzenie kulturowe. Jednym z ostatnich owoców takiej polityki jest przyjęcie tej konwencji tzw. antyprzemocowej".

Szczerski: Zapalimy polską latarnię


Redakcyjne pożegnanie z kapitalizmem i kosmopolityzmem wieńczy deklaracja: odtąd "Arcana" skupią się wyłącznie na budowaniu etosu polskiej inteligencji. Bo że zaginął i budować go trzeba, nie ma wątpliwości. Jak dowodzi Elżbieta Morawiec w recenzji oscarowej "Idy", "(...) w przeciwieństwie do Żydów my o swoją statystykę nie dbamy. Przeszedłszy najkrwawszą Golgotę w czasie wojny, dzisiaj stajemy pod pręgierzem świata - opluwani, hańbieni, pogardzani (...). To samoplugawienie się jest czymś obrzydliwym. Tak jak polscy, pożal się Boże, twórcy mógłby się zachować tylko enkawudzista".

Budowa etosu to jedno zadanie dla konserwatywnych państwowców. Drugie już dawno wytyczył profesor Andrzej Nowak, współzałożyciel i wieloletni naczelny dwumiesięcznika. Historyk, ceniony znawca Rosji i tłumacz historiozoficznego sensu katastrofy smoleńskiej, przy każdej okazji kreśli wizję Polski spojonej ponadpokoleniową ideą większą niż ciepła woda w kranie oraz budowa dróg.

"Bardzo groźne staje się to, co czynią, do czego dążą przedstawiciele rządzącej elity, już od kilku ładnych lat zresztą - a mianowicie próba redefinicji tego, co oni nazywają polskim patriotyzmem, a czego ja w ogóle nie potrafię zrozumieć ani przyjąć. Chodzi o tego rodzaju redefinicję, w której III Rzeczpospolita ograniczona zostaje do jak najmniejszej skali i szuka swego miejsca w Unii Europejskiej zamkniętej definitywnie od wschodu obecną granicą Polski. Szuka jednakże swego miejsca jako mała peryferia tej nowej, większej wspólnoty europejskiej, marchia wschodnia Eurolandu, której mieszkańcy mają obsługiwać biegnące ze wschodu na zachód autostrady i pełnić niewdzięczną funkcję celników i kontrolerów tej granicy - w Mościskach, w Kuźnicy Białostockiej" - wykładał podczas jednego z wystąpień.

"To bardzo dobrze, że jesteśmy w UE, ale powinniśmy prowadzić swoją politykę. Dosyć polityki płynięcia w głównym nurcie". Ton ten sam, ale to już nie Nowak, tylko Andrzej Duda na spotkaniu wyborczym w Proszowicach.

Idźmy dalej.

Róg Dunajewskiego i Garbarskiej 

Dokąd teraz? Najlepiej przez Planty, w pobliże IPN, gdzie urzęduje Marek Lasota. W ostatnich miesiącach rzadziej można spotkać ich razem, ale przez lata lubili się stołować wspólnie: Lasota, Rokita i Wojciech Kolarski - filozof, socjolog, radny, szef biura poselskiego Andrzeja Dudy, a przede wszystkim jego przyjaciel z harcerstwa, typowany na szefa prezydenckiej kancelarii.

W okolicach Plant można też poszukać Jarosława Gowina. Był czas, kiedy ten filozof i były naczelny miesięcznika "Znak" w niedalekiej knajpce Cudowne Lata gromadził wokół siebie w czwartkowe wieczory naukowców i początkujących polityków. Z tamtego otoczenia nie pozostał właściwie nikt, Gowin jest teraz krakowskim Janem bez Ziemi czekającym na kolejną okazję polityczną. Jednak wątpliwe, czy odzyska dawne wpływy, mimo że gorąco poparł Dudę i zyskał - ponoć - dostęp do ucha prezesa. - Zbyt wysokie ego, poza tym nie jest potrzebny politycznie - można o nim usłyszeć w partyjnej kuchni.

Wróćmy na Rynek.

Na Rynku Głównym 

Najważniejszą postacią intelektualnego otoczenia Dudy jest bez wątpienia Krzysztof Szczerski. Politolog, profesor UJ, wykładowca wielu uczelni. Elokwentny, wygadany, podobnie jak Duda obdarzony polityczną logoreą, a jednocześnie niezwykle kompetentny - w zeszłym roku "Polityka" zaliczyła go do 10 najlepszych posłów, doceniając jego znajomość zagadnień polityki zagranicznej. Zawsze uśmiechnięty, sprawia wrażenie człowieka niezwykle serdecznego.

Na tytuł członka honorowego Klubu Jagiellońskiego zapracował między innymi ideowym credo opublikowanym w klubowym kwartalniku "Pressje" jeszcze w 2005 roku.

"Demokracja będzie religijna albo nie będzie jej w ogóle" - przekonywał i precyzował, że Polskę trzeba zmienić w republikę wyznaniową, czyli "kraj, w którym nie istnieje w sferze publicznej rozróżnienie między zachowaniami niemoralnymi a karalnymi, bo to, co jest niemoralne, jest też karalne".

"Nadszedł czas rewolucji fundamentalistycznej. Musimy przywrócić ład w sferze publicznej wedle dziesięciu podstawowych wartości: patriotyzmu i szacunku do tradycji, prawdy i honoru, solidarności i godności człowieka, czyli zaangażowania, sprawiedliwości, jawności i uczciwości oraz odpowiedzialności". W tym celu trzeba zreformować instytucje państwa, na przykład przekształcając Senat "w reprezentację osób zaufania publicznego, w tym przedstawicieli Kościołów chrześcijańskich z dominującą reprezentacją Episkopatu Kościoła katolickiego".

Kiedy Szczerskiemu wypomniano te słowa podczas kampanii prezydenckiej, najbliższy współpracownik Andrzeja Dudy próbował wziąć manifest w cudzysłów, twierdząc, że tekst miał charakter literacki: "Pisaliśmy o tym, co mogłoby się stać, gdyby w 1989 roku nie wygrała w Polsce opcja budowy III Rzeczypospolitej".

"Polska - republika wyznaniowa" - a także sąsiednie artykuły, jak "Czas obniżyć podatki!", "Polska, jej właściciele i ich koledzy" czy "Potrzebujemy poczucia własnej wartości, żeby polska kultura zaistniała w świecie" - były projektami naprawy kraju. Na szczegółowy opis tego, co nie działa i wymaga naprawy, przyszedł czas dziesięć lat później. W wydanym przez krakowską oficynę Biały Kruk zbiorze "Wygaszanie Polski 1989-2015" politycy, publicyści i osoby publiczne opisywali nieudane projekty, zmarnowane szanse i ogólny rozpad państwa. Ginekolog Bogdan Chazan analizował "wygaszanie służby zdrowia", poseł PiS Andrzej Jaworski - "wygaszanie stoczni", Antoni Macierewicz - "wygaszanie obronności", dziennikarz Wojciech Reszczyński - "wygaszanie polskich mediów", ksiądz Dariusz Oko - "wygaszanie rodziny", krytyk literacki Krzysztof Masłoń - "wygaszanie literatury i czytelnictwa", szef Urzędu Ochrony Państwa w rządzie Jana Olszewskiego Piotr Naimski - "wygaszanie energetyki polskiej", a Jan Szyszko, minister środowiska za premiera Jarosława Kaczyńskiego - "wygaszanie lasów państwowych".

Krzysztofowi Szczerskiemu przypadło "wygaszanie polskiej dyplomacji". Zdaniem przyszłego ministra odpowiedzialnego za politykę zagraniczną to źle, że Polska z kraju symbolu stała się zwyczajnym europejskim krajem średniej wagi, marginalnym z perspektywy Pekinu czy Waszyngtonu.

Ale dlaczego Polska zwija sztandary? Bo "kultura masowa wychowuje Polaków od dłuższego czasu do uległości i poczucia wstydu z bycia Polakiem". I nie potrafi prowadzić prawdziwej polityki historycznej, podporządkowując się potulnie kosmopolitycznej narracji; jak wyjaśnia Szczerski, "Polska zablokowana jest, jeśli chodzi np. o to, żeby z Auschwitz zrobić narzędzie ukazujące dzieje II wojny światowej w prawdziwym świetle, w kontekście masowych prześladowań i masowych mordów Polaków, w kontekście polskiej martyrologii, polskich bohaterów, takich jak rotmistrz Witold Pilecki czy o. Maksymilian Kolbe".

Wiele wskazuje na to, że analiza Szczerskiego i całe "wygaszanie Polski" to wykładnia poglądów PiS i prezydenta elekta na stan państwa. Podczas debaty prezydenckiej w TVP Andrzej Duda pytał Bronisława Komorowskiego, czy bierze udział w "kłamliwych oskarżeniach", że naród polski "odpowiada za Holocaust". Kandydat PiS pił do listu napisanego przez prezydenta w rocznicę mordu w Jedwabnem i pytał: "Jak wygląda w takim razie pana polityka obrony dobrego imienia Polski?".

"Prezydent Lech Kaczyński powtarzał, że potencjał Polski daje nam szóste miejsce w Unii pod względem pozycji politycznej - gdy dodamy do tego fakt, że jesteśmy sąsiadem pierwszorzędnego członka wspólnoty, czyli Niemiec, to mamy takie położenie geograficzne, że możemy być liderem w Europie Wschodniej. I jako członek Unii Europejskiej powinniśmy najpierw walczyć o te interesy, które są dla nas pierwszorzędne, a potem uwzględniać interesy całej Unii" - żarliwie zapewniał Duda w "Arcanach", a w Instytucie Wolności tłumaczył, że "powinniśmy prowadzić politykę absolutnie zdecydowaną - trzeba iść do przodu, z poczuciem godności i pozycji - dumy narodowej, naszego ważnego położenia w sercu Europy".

Wiadomo już, że zalecenia politologa Krzysztofa Szczerskiego prezydent będzie wcielał w życie przy pomocy ministra Krzysztofa Szczerskiego. Tuż po wygranej Dudy jego doradca opowiadał w "Rzeczpospolitej", że Niemcy należą do "dobrych adresów", ale pod pewnymi warunkami, takimi jak "przestrzeganie praw Polaków" czy "dostosowanie polityki klimatycznej i energetycznej Unii, które umożliwi utrzymanie wydobycia polskiego węgla".

Reforma totalna PiS



Jagiellońska 11 

Zajrzyjmy jeszcze do księgarni "Gazety Polskiej" na ulicę Jagiellońską. To tu, w ciemnym, wilgotnym pomieszczeniu pod łukowatym sklepieniem, wśród zdjęć Andrzeja Dudy i okładek z Andrzejem Nowakiem, toczą się ważne polityczne dyskusje. Do "Gazety Polskiej" przychodzą Ryszard Terlecki (poseł PiS), Ryszard Kapuściński (szef Klubów "Gazety Polskiej"), Marek Lasota, zasłużony dziennikarz śledczy i publicysta prawicowych portali Witold Gadowski; czasem wpadnie Jarosław Gowin czy radny PiS Adam Kalita. Zaglądają lokalni prawnicy i przedsiębiorcy. Wszyscy wpadają potem na siebie w tej samej bramie, tyle że po prawej stronie, przy stolikach Restauracji Cechowej. Nad kapuśniakiem albo sznyclem rozglądają się po lokalu i witają z lokalnymi politykami SLD, redaktorami "Wyborczej", radnymi PO. To miejsce, w którym profesor Legutko uciąłby sobie uprzejmą pogawędkę z europosłanką Różą Thun.

W księgarni krakowska śmietanka zagląda do szacownych - twarde oprawy, dobry papier, bez pięćdziesięciu złotych nie podchodź - publikacji niepokornego wydawnictwa Biały Kruk i dyskutuje o mapie Najjaśniejszej z czasów Zygmunta III Wazy, "od morza do morza", "toksycznej kulturze" oraz "wielkim wymieraniu Polaków".

Zaglądamy i my. I znajdujemy frazy, którymi Andrzej Duda szermował na wiecach w miastach powiatowych, objeżdżając Polskę dudobusem. "Dekarbonizacja" obok "gender", "dyktat" obok "homoterroru". Andrzej Nowak snuje refleksję historiozoficzną na przykładzie pociągu Pendolino - przestarzałego, nietrzymającego się rozkładów, a jednak witanego przez pasażerów oklaskami. "Najważniejszą zmianę cywilizacyjną symbolizują owe oklaski na peronie, ten klaszczący z wdzięcznością za to wszystko tłum: młodych (albo w średnim wieku) pracowników korporacji czy urzędów państwowych, czasem starszych profesorów przyjmujących wszelkie oczywiste niedogodności bez szemrania. Nie protestujemy. Nie narzekamy już nawet. Daliśmy się spodlić. Dobrze jest" - gorzko komentuje profesor. I dodaje, wersalikami, że "system Tuska Wyburza naszą przyszłość".

To ostatnie dni księgarni w tym miejscu. Przenosi się na plac Wszystkich Świętych, w pobliże magistratu, do centrum politycznego Krakowa.

11 lipca po godz. 11 Bartosz Piłat będzie gościem Karoliny Głowackiej w "Weekendowym Poranku Radia TOK FM"

Magazyn Świąteczny to coś więcej - więcej wyjątkowych tematów, niezwykłych ludzi, najważniejszych wydarzeń, ciekawych komentarzy i smacznych wątków. Co weekend poznasz ciekawy przepis, zasłuchasz się w interpretacji wiersza i przyznasz, że jest cudem, dowiesz się, co w trawie piszczy - w polityce, kulturze, nauce.

Brak komentarzy: