wtorek, 2 października 2007

IPN źle wykonuje ustawę lustracyjną

ROZMAWIAMY Z JERZYM STĘPNIEM, prezesem Trybunału Konstytucyjnego

Jerzy Stępień, prezes Trybunału     Konstytucyjnego Fot. Wojciech Górski (Rozmiar: 27966 bajtów)
Fot. Wojciech Górski
Jerzy Stępień, prezes Trybunału Konstytucyjnego
Andrzej Arseniak, rzecznik prasowy     IPN  (Rozmiar: 7015 bajtów)
Andrzej Arseniak, rzecznik prasowy IPN
Adam Jamróz, sędzia Trybunału     Konstytucyjnego  (Rozmiar: 7134 bajtów)
Adam Jamróz, sędzia Trybunału Konstytucyjnego

W obronie państwa prawa Instytut Pamięci Narodowej nie wykonał ustawy lustracyjnej. W opublikowanych katalogach przedstawił informację o dokumentach, nie przedstawił natomiast, zgodnie z art. 22 ustawy lustracyjnej, najważniejszych informacji o sędziach.

■ Trybunał Konstytucyjny jest według prezydenta hamulcowym przemian demokratycznych w Polsce. Ludzie oczekują zmian, a Trybunał kwestionuje przepisy ustaw rządowych. Panie prezesie, czy sąd konstytucyjny rzeczywiście hamuje przemiany demokratyczne?

- Nie jestem od oceniania wypowiedzi wygłaszanych przez pana prezydenta, a Trybunał nie może komentować rezultatów swojej pracy. Stosujemy ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, staramy się stosować jak najlepiej konstytucję, budujemy tradycję konstytucyjną, trzymamy się zasad cywilizowanego prawodawstwa europejskiego.

■ Po wygranych wyborach PiS wróci do nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, w której przewiduje się trzyletnią kadencję prezesa Trybunału, większy wpływ prezydenta na jego wybór, rozpatrywanie spraw w pełnym składzie i według kolejności ich napływu. Zgadza się pan z tymi postulatami?

- Wszystkie te poprawki mają za zadanie ograniczyć niezależność Trybunału Konstytucyjnego oraz wiążą się z bardzo wysokimi nakładami finansowymi. Trzeba byłoby zwiększyć nasz budżet o 5 mln zł. Mam nadzieję, że do tego pomysłu przyszły rząd nie wróci, gdyż są to zmiany złe, niesłużące efektywnemu wykonywaniu zadań.

■ Czy nie byłoby lepiej, żeby prezydent miał większy wpływ na wybór kandydata na prezesa?

- Najważniejsze jest, kto wybiera prezesa. Skład Trybunału wyłania kandydata na przewodniczącego, osobę, która umie pokierować pracami TK i potrafi zadbać o właściwą współpracę sędziów, 15 różnych indywidualności. Sami sędziowie najlepiej wiedzą, kto spośród nich ma tego rodzaju predyspozycje.

■ Nie o to chodzi, żeby sędziowie zgodnie współpracowali między sobą, ale żeby Trybunał współpracował z prezydentem. Jak pan sobie wyobraża współpracę z prezydentem?

- Współpraca prezydenta z Trybunałem może polegać tylko na jednym - na wykonywaniu kompetencji konstytucyjnych: na zaskarżaniu ustaw do Trybunału, na kierowaniu pytań przed podpisaniem ustaw. Prezydent chce współfinansować wydanie Statutu Łaskiego, ale nie o taką współpracę chodzi.

■ Z komunikatu IPN wynika, że dwóch sędziów Trybunału współpracowało ze służbami specjalnymi. Artykuł 22 punkt 1 ustawy o ujawnieniu informacji o dokumentach niejawnych bezpieczeństwa państwa, czyli ustawy lustracyjnej stanowi: Każdemu przysługuje prawo dostępu do informacji zawartych w dokumentach organów bezpieczeństwa państwa znajdujących się w IPN, dotyczących różnych osób... A co się ukazało w biuletynie IPN?

- Informacja o dokumentach wytworzonych przez organy bezpieczeństwa. Jest zasadnicza różnica między informacją zawartą w dokumentach a informacją o dokumentach. Informacja zawarta w dokumentach oznacza, że z dokumentów powinny być wydobyte istotne treści dotyczące tych właśnie osób. Informacja o dokumentach mówi, co to za dokument, kto go podpisał, kiedy został wytworzony itd.

■ Sugeruje pan, że doszło do manipulacji?

- Twierdzę tylko, że informacja zawarta w dokumentach to jest przetworzenie kilku dokumentów, np. ekspertyz biegłych, zeznań świadków, w informację odtwarzającą rzeczywistość, ale nie pisanie o tym, jak wygląda dokument.

■ Jakie ma to znacznie dla sędziów TK? Czy pisanie o dokumentach jest krzywdzące dla nich?

- Absolutnie krzywdzące, przynajmniej dla sędziego Jamroza i sędziego Grzybowskiego. Jeśli chodzi o pierwszy przypadek, to w biuletynie jest masa różnych informacji, także stawiających pana sędziego w bardzo dobrym świetle. Odmawia on konsekwentnie współpracy, nie chce spotykać się z przedstawicielami służb we Francji, gdzie jechał na stypendium. Mówi o swoich zastrzeżeniach moralnych i to funkcjonariusz podkreśla w sprawozdaniu z tej rozmowy. Po przyjeździe ze stypendium funkcjonariusz spotyka się z sędzią i stwierdza, że to, co on przekazuje, jest mało wartościowe i bezużyteczne z punktu widzenia operacyjnego, gdyż są to ogólnie dostępne dane, choćby z prasy. Po trzeciej rozmowie akta przechodzą do archiwum.

■ Jak to interpretuje IPN?

- IPN o tym w ogóle nie pisze. W biuletynie IPN pominięte są wszystkie te informacje, które przed chwilą podałem, za to możemy przeczytać, że pan sędzia Jamróz był rejestrowany 8 października 1977 r. przez inspektora departamentu w Katowicach pod numerem 12166 jako kontakt operacyjny Largo i żadnej informacji istotnej zawartej w tych dokumentach. O tym, jaki to był dramat dla tego człowieka, że był zmuszany do współpracy, inwigilowany nawet we Francji. Na ten temat jednak nie ma ani słowa.

■ IPN jednak manipuluje dokumentami...

- Moim zdaniem IPN przedstawił informacje o dokumentach, nie przedstawił natomiast zgodnie z art. 22 informacji zawartych w tych dokumentach, czyli tego, co jest najważniejsze. Instytut poszedł po linii najmniejszego oporu, nie wykonując ustawy. Wyjątkowa fuszerka prawna.

■ Jak mogą się bronić ci sędziowie?

- Gdyby na mnie to trafiło, złożyłbym wniosek o błyskawiczne uzupełnienie tych informacji, a ponadto skończyłoby się to złożeniem pozwu w sądzie cywilnym o naruszenie dóbr osobistych. Poprzez niewykonanie ustawy stworzono wrażenie, że sędzia był tajnym współpracownikiem. Wrzucono do jednego worka z innymi ludźmi sędziów, którzy w ogóle nie rozmawiali ze służbą bezpieczeństwa. Rzucono cień na pana sędziego Cieślaka, na panią sędzię Łętowską, nazywając ich osobami zabezpieczonymi.

■ Co oznacza zabezpieczenie?

- Oznacza to, że jakiś funkcjonariusz wiązał z daną osobą pewne nadzieje, że uda mu się zakwalifikować tę osobę na kandydata na współpracownika, a nawet współpracownika.

■ Interpretacja bardzo subiektywna.

- Tak, gdyż osoba zabezpieczona mogła nie wiedzieć, że służba bezpieczeństwa się nią interesuje, a dziś stwarza się wrażenie, że wszyscy byli tajnymi współpracownikami. Wymienienie danej osoby już negatywnie ją stygmatyzuje.

Ma to stworzyć wrażenie, że wszyscy w Trybunale są podejrzani.

■ Czy słusznie, że w pierwszej kolejności IPN zaczął publikować katalogi z danymi sędziów, prezydenta i premiera, a nie kandydatów na posłów?

- Nie rozumiem tego. Nie ma podstawy prawnej w ustawie do wyłączenia jakiejkolwiek kategorii osób publicznych spod działania art. 22 ustawy lustracyjnej. To jest absolutny woluntaryzm.

■ IPN powołuje się na niewłączanie się do kampanii wyborczej.

- Czy się opublikuje te dane, czy nie opublikuje, to i tak jest to jakaś forma włączania się do kampanii wyborczej. IPN jest od wykonania ustawy, a nie oceniania, w jaki sposób wykonanie przez nich ustawy może mieć wpływ na kampanię wyborczą. Od tego są wyborcy.

JERZY STĘPIEŃ

prezes Trybunału Konstytucyjnego od 2006 roku, sędzia i radca prawny, współtworzył konstytucję w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego (1991-1993), generalny komisarz Wyborczy w latach 1990-1993.

Rozmawiała KATARZYNA ŻACZKIEWICZ

Rozmowa nieautoryzowana

OPINIE

ANDRZEJ ARSENIUK

rzecznik prasowy IPN

Ustawa lustracyjna była badana przez Trybunał Konstytucyjny i nie zakwestionował on art. 22 jako sprzecznego z konstytucją. Archiwiści IPN starali się jak najbardziej obiektywnie przedstawić zawartość dokumentów znajdujących się w naszym posiadaniu. Jeśli znajdą się dodatkowe informacje czy dane o osobach publicznych, będziemy nasze katalogi uzupełniać. Opisy zawarte w katalogach są odzwierciedleniem tego, co zachowało się w materiałach źródłowych. Sama ustawa ma wiele mankamentów i niejasności, co przyznał Trybunał, orzekając o niekonstytucyjności wielu jej przepisów.

ADAM JAMRÓZ

sędzia Trybunału Konstytucyjnego

SB uznała moją nieprzydatność do współpracy w 1978 roku. Wystąpię do prezesa Janusza Kurtyki o uzupełnienie danych w sprawie wyrejestrowania i o odmowie współpracy. Moje dane zamieszczone w katalogu osób publicznych IPN są nierzetelne i wybiórcze, choć przepisy ustawy lustracyjnej też nie są precyzyjne, dlatego IPN ma kłopoty, by je sklasyfikować. Przepis mówi, że IPN upublicznia informacje dotyczące osoby, które pełniły najważniejsze funkcje w państwie. IPN nie rozróżnia informacji w dokumentach od informacji o treści tych dokumentów.

Nasze myśliwce F-16 pełne wad i usterek

asz, PAP
2007-10-02, ostatnia aktualizacja 21 minut temu

"Rzeczpospolita" dotarła do wojskowego dokumentu, z którego wynika, że spośród 11 myśliwców, które jako pierwsze przyleciały do Polski z USA, w dziewięciu było wiele poważnych usterek. Wykryli je specjaliści z bazy w podpoznańskich Krzesinach, w której stacjonują samoloty.

Zobacz powiekszenie
Fot. Tomasz Kaminski / AG
F-16 po lądowaniu w Krzesinach.
Usterek było wiele - od małych, takich jak zepsute przewody, po bardzo poważne, np. uszkodzenie komputerów pokładowych, zaworów przeciwoblodzeniowych, podwozia, instalacji tlenowej. W najgorszym stanie był myśliwiec z numerem 4044 (F-16C). Przyleciał do Polski bez bloku anteny GPS, z niesprawną instalacją tlenowo- ratowniczą i systemem rozpoznawania wrogich obiektów.

Siły Powietrzne zapewniają, że problemy były tylko z pierwszymi czterema myśliwcami. Jednak z dokumentów wynika, ze technicy znaleźli usterki w pięciu kolejnych F-16 z pierwszej partii. Według nieoficjalnych informacji także inne myśliwce - a mamy ich 37 - wymagają napraw.

- Każda partia samolotów ma usterki - potwierdza informator "Rz" związany z lotnictwem. - Za każdym razem Amerykanie przysyłają samoloty z podobnymi awariami, ale my już się nauczyliśmy szybko je wykrywać i usuwać.

Rzecznik Sił Powietrznych major Wiesław Grzegorzewski zapewnia, że usterki nie sa groźne, a mechanicy łatwo sobie z nimi poradzą. Ale naprawa samolotów kosztuje. Polski rząd przeznaczył 123 mln dolarów na części zapasowe do myśliwców. Pieniądze ta mają wystarczyć na usuwanie usterek do 2010 r.

MCI kontra Skarb Państwa o 40 mln zł

Mediacje z fiskusem są opłacalne

14.02.2007

W głośnym sporze sądowym MCI SA reprezentowanym przez Consortio LEX przeciw skarbowi państwa o zapłatę ponad 38 mln zł, których spółka dochodzi w związku z doprowadzeniem przez aparat skarbowy do upadłości wrocławskiej spółki JTT Computer, Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, uznając rację spółki. W wyniku sprzeciwu Prokuratorii Generalnej od nakazu zapłaty, która w tak dużych sporach reprezentuje skarb państwa, sprawę skierowano do postępowania zwykłego. Następnie sąd skierował ją do mediacji – nowej instytucji wprowadzonej do kodeksu postępowania cywilnego ustawą z dnia 28 lipca 2005 r. (Dz.U. nr 172, poz. 1438).

Mediacja stanowi alternatywną wobec sądowej metodę rozwiązywania sporów. Jej celem jest pomoc stronom konfliktu w osiągnięciu satysfakcjonującego je i w pełni przez nie akceptowanego porozumienia. Działania stron zmierzające do zawarcia ugody i proces komunikacji wspiera w mediacji neutralna i bezstronna osoba trzecia – tzw. mediator.

W odróżnieniu od procesu sądowego w mediacji to strony, a nie sędzia decydują, w jaki sposób i na jakich zasadach konflikt będzie rozwiązany. Dodatkowo mediacja zakłada całkowitą poufność procesu oraz dobrowolność stron w kwestii samego przystąpienia do niej, jak i akceptacji osoby mediatora.

Do zalet mediacji należą także szybkość postępowania oraz jego niskie koszty. W przypadku zawarcia ugody przed mediatorem sąd zwraca powodowi 3/4 opłaty sądowej od pozwu. Wprowadzone rozwiązania umożliwiają stronom skorzystanie z tego procesu również przed skierowaniem sporu na drogę sądową. Na korzyść mediacji przemawiają również statystyki. 80 proc. spraw prowadzonych w ten sposób kończy się ugodą.

Magdalena Cetera
mediator, Polskie Stowarzyszenie Mediacji Gospodarczej
Źródło: Gazeta Prawna, 14 luty

Ciąg dalszy postępowania w sprawie JTT

02.02.2007

Na skutek sprzeciwu Prokuratorii
Generalnej od nakazu zapłaty, która w tak dużych sporach reprezentuje
Skarb Państwa, sprawa została skierowana do postępowania zwykłego, a tam
Sąd skierował ją do mediacji - nowej instytucji wprowadzonej do Kodeksu Postępowania Cywilnego Ustawą z dnia 28 lipca 2005r. (DZ.U. z 2005r. Nr 172, poz. 1438).

Mediacja stanowi alternatywną wobec sądowej metodę rozwiązywania sporów. Jej celem jest pomoc stronom konfliktu w osiągnięciu satysfakcjonującego je i w pełni przez nie akceptowanego porozumienia. Działania stron zmierzające do zawarcia ugody i proces komunikacji wspiera w czasie procesu mediacyjnego neutralna i bezstronna „osoba trzecia” – mediator. Kompetencje mediatora określają artykuły 183¹¹, 183¹², 183¹³ KPC. Warto zaznaczyć, że mediator nie jest sędzią, nie doradza i nie wydaje opinii.

W odróżnieniu od procesu sądowego w mediacji to strony, a nie sędzia decydują w jaki sposób i na jakich zasadach rozwiany zostanie konflikt. Strony zachowują pełną kontrolę nad procesem a wypracowane porozumienie jest ich własnym sukcesem.

Dodatkowo mediacja zakłada całkowitą poufność procesu oraz dobrowolność stron w kwestii samego przystąpienia do mediacji jak i akceptacji osoby mediatora. Także w trakcie postępowania mediacyjnego w każdej chwili każda ze stron ma prawo zrezygnować
z prowadzenia dalszych rokowań.

Jeśli strony w czasie mediacji dojdą do porozumienia, zawarta przez nie ugoda ma po jej zatwierdzeniu przez sąd moc prawną ugody zawartej przed sądem ( art. 183¹5 KPC).

Do niewątpliwych zalet mediacji należą także szybkość postępowania mediacyjnego, jego niskie koszty. Kierując sprawę do mediacji sąd wyznacza 30 dniowy na jej zakończenie, jednak na zgodny wniosek stron termin ten może być przedłużony. W przypadku zawarcia ugody przed mediatorem sąd zwraca powodowi ¾ opłaty sądowej od pozwu, a wynagrodzenie mediatora wynosi 1% wartości sporu, nie więcej niż 1.000,-zł.

Wprowadzone rozwiązania ustawowe w zakresie mediacji umożliwiają stronom skorzystanie z tego procesu również przed wstąpieniem sporu na drogę sądową (tzw. mediacja umowna lub prywatna). Oznacza to, że nie trzeba czekać na postanowienie sądu kierujące spór do postępowania mediacyjnego, można przed złożeniem pozwu skorzystać z mediacji, tym bardziej, że statystyka przemawia na jej korzyść – ok. 80% spraw prowadzonych w mediacji kończy się ugodą.

Biała Księga JTT

15.12.2006

Na swoich stronach Ministerstwo Finansów umieściło Białą Księgę pt. "Biała Księga JTT Computer S.A. i Optimus S.A."

Dokument ten ujawnia istotne problemy po stronie administracji publicznej, do których należą m.in.: nieprzejrzystość działania aparatu skarbowego, długotrwałe tolerowanie szkodliwego mechanizmu prawnego oraz niezdolność systemu legislacyjnego do skutecznego jego zlikwidowania.

Wszystkich zainteresowanych odsyłamy na strony www.mf.gov.pl

WYGRYWA CONSORTIO LEX

21.11.2006

Sąd nakazał skarbowi państwa wypłatę MCI Management 38,5 mln zł za straty, jakie poniosła spółka JTT w wyniku działań fiskusa. Zgodnie z nakazem, skarb państwa - dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu, został zobowiązany do zapłaty 38 512 000 zł, tj. pełnej kwoty roszczenia, wraz z ustawowymi odsetkami od ww. kwoty (liczonych od 8 czerwca 2006 r. do zapłaty) oraz 53 815 zł tytułem kosztów procesu, w terminie dwóch tygodni (do 22 listopada 2006 r.) albo wniesienia w ww. terminie sprzeciwu do nakazu zapłaty - podał MCI. Nakaz nie jest jednak jeszcze prawomocny. MCI Management jest reprezentowany przez konsorcjum kancelarii prawnych - Consortio LEX.

Źródło: Gazeta Prawna 21 listopada 2006

Consortio LEX wygrało prawie 40 mln zł

17.11.2006


Konsorcjum kancelarii prawnych Consortio LEX reprezentowało w sądzie fundusz MCI Management, akcjonariusza komputerowej spółki JTT, w głośnym sporze ze Skarbem Państwa o odszkodowanie. Sąd nakazał Skarbowi wypłacić funduszowi 38,5 mln zł wraz z odsetkami za straty, jakie poniosła spółka JTT w wyniku działań fiskusa. Chodzi o bezprawne decyzje inspektora kontroli skarbowej z 1999 r., w wyniku których fundusz MCI poniósł szkodę w postaci utraty wartości akcji tej spółki. Na podstawie decyzji fiskus wyegzekwował od JTT Computer 10,4 mln zł. W 2004 r. decyzje zostały uchylone. Jednak jeden z największych polskich producentów komputerów osobistych wcześniej upadł. MCI wyceniło swoją szkodę związaną ze stratą wartości posiadanych akcji JTT na ok. 10 mln zł. Kolejne 28 mln zł to wartość utraconych korzyści funduszu. Sądowy nakaz zapłaty nie jest prawomocny. Fundusz reprezentowało w sądzie trzech prawników z kancelarii tworzących konsorcjum: Sylwester Cetera (kancelaria S. Cetera, M. Węgrzyn-Wysocka i Wspólnicy z Wrocławia), Robert Wtorek (kancelaria Ślązak Zapiór i Partnerzy z Katowic) oraz Jarosław Ostrowski (kancelaria Nowakowski i Wspólnicy).

Źródło: Rzeczpospolita, 17 listopada 2006

Sąd: oddawać 38 mln zł za JTT!

13.11.2006

Prokuratoria Generalna zapowiada odwołanie.

Będzie proces.

Jest pierwsza decyzja w głośnym sporze MCI Management, giełdowego funduszu venture capital, ze skarbem państwa, o straty poniesione przez firmę na skutek rozłożenia przez fiskusa JTT Computer, byłego lidera na rynku pecetów.

Sąd uznał argumenty holdingu i wydał wrocławskiemu Urzędowi Kontroli Skarbowej nakaz zapłaty 38,5 mln zł. Byłby to rekordowe odszkodowanie w Polsce.

Jednak droga MCI do uzyskania tych pieniędzy jeszcze daleka. Prokuratoria Generalna, kancelaria prawna reprezentująca interesy skarbu państwa, złoży sprzeciw, a to oznacza rozpoczęcie normalnego procesu sądowego.

MCI złożył pozew na początku października. Wystąpił o wydanie fiskusowi nakazu zapłaty 38,5 mln zł w tzw. postępowaniu upominawczym (procedura uproszczona na podstawie dokumentacji, bez udziału drugiej strony). Ta kwota ma być odszkodowaniem za rzeczywiste straty (10,2 mln zł) na spadku wartości akcji JTT na skutek szykanowania jej przez fiskusa. Przypomnijmy: firmie zarzucono wyłudzanie zwrotu podatku VAT po eksporcie komputerów za granicę i ponownym ich imporcie do kraju z 0- -procentową stawką VAT. NSA oczyścił JTT z zarzutów, ale nie zapobiegło to bankructwu. Kolejnych 28,3 mln zł fundusz domaga się z tytułu tzw. utraconych korzyści. Gdy pozew trafił do sądu, Marcin Dziurda, prezes Prokuratorii Generalnej, twierdził na łamach PB, że MCI nie ma mocnych argumentów i minimalne szanse na wygraną. Teraz okazuje się, że holding jednak ma silne dowody.

Cieszymy się z decyzji sądu, który uznał nasze argumenty i tezy zawarte w pozwie. To dobry prognostyk. Jednak nie spodziewamy się, że UKS Wrocław zapłaci. Do 22 listopada ma termin na wniesienie sprzeciwu od nakazu. A wtedy sprawa trafi do sądu i rozpocznie się proces mówi Andrzej Lis, dyrektor inwestycyjny MCI Management.

Prezes Prokuratorii Generalnej nie składa broni.

Nie przedstawiono nam pozwu ani dowodów w tej sprawie. Nakaz zapłaty nie oznacza, że MCI ma rację. Prawo stanowi, że po złożeniu sprzeciwu nakaz traci moc, a sprawa trafia do sądu. Będzie proces deklaruje Marcin Dziurda.

Obywatele i firmy żądają od państwa łącznie 4 mld zł odszkodowań. Tylko 149 mln zł to roszczenia pokrzywdzonych przez fiskusa (50 procesów). Aż 92 mln zł domagają się byli akcjonariusze JTT. O najwięcej walczy MCI.

Jarosław Królak

Źródło: Puls Biznesu, 13 listopada 2006

Consortio Lex pozywa Skarb Państwa

09.10.2006

Consortio Lex, które prowadzi w imieniu funduszu MCI Management sprawę przeciw Skarbowi Państwa o odszkodowanie za straty oraz utracone korzyści, złożyło pozew w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu. Fundusz był akcjonariuszem komputerowej firmy JTT, która - zdaniem właścicieli - upadła wskutek błędnych i bezprawnych decyzji urzędników skarbowych. Pełnomocnikami funduszu, który domaga się 38,5 mln zł odszkodowania, są: Jarosław Ostrowski z kancelarii Nowakowski i Wspólnicy, Sylwester Cetera z kancelarii S. Cetera, M. Węgrzyn-Wysocka i Wspólnicy oraz Robert Wtorek z kancelarii Ślązak, Zapiór i Partnerzy (wszystkie trzy wchodzą w skład Consortio Lex). Propozycja ugodowa przedstawiona przez prawników funduszu została odrzucona przez Prokuratorię Generalną Skarbu Państwa.

Źródło: Rzeczpospolita
Dostawca: Presspublica
Data: 9. października 2006

MCI złożył pozew w sprawie JTT

03.10.2006

MCI Management, giełdowy fundusz venture capital, wystąpił wczoraj do sądu o odszkodowanie w rekordowej wysokości prawie 40 mln zł za straty poniesione na akcjach zniszczonego przez fiskusa JTT Computer.

— Powództwo wraz z dowodami uzasadniającymi żądanie naszego klienta trafiło do Sądu Okręgowego we Wrocławiu — informuje Sylwester Cetera z Consortio Lex, reprezentującego MCI.

10 mln zł z żądanej kwoty to rzeczywiste straty, a reszta to tzw. utracone korzyści. Holding za akcje zapłacił 10,2 mln zł, a musiał sprzedać za 45 tys. zł. Tak bardzo ich wartość spadła po tym, jak JTT znalazło się na krawędzi bankructwa po zarzutach ze strony fiskusa, że omija prawo w celu wyłudzenia VAT. Organy skarbowe uznały to za przestępstwo. NSA oczyścił JTT z zarzutów.

JK

Źródło:
Puls Biznesu
wyd. 2195 (2006-10-03), str. 8


Consortio LEX składa pozew w sprawie JTT

Adam Seweryn /KW
2006-10-02

Consortio LEX, które prowadzi głośną sprawę przeciw Skarbowi Państwa o odszkodowanie za straty na akcjach firmy JTT, złożyło właśnie pozew w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu.

Consortio LEX, które prowadzi głośną sprawę przeciw Skarbowi Państwa o odszkodowanie za straty na akcjach firmy JTT, złożyło właśnie pozew w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu. Pełnomocnikami funduszu MCI, który domaga się 38 mln zł odszkodowania są Jarosław Ostrowski z kancelarii Nowakowski i Wspólnicy, Sylwester Cetera z S. Cetera, M. Węgrzyn-Wysocka i Wspólnicy oraz Robert Wtorek ze Ślązak, Zapiór i Partnerzy (wszystkie trzy kancelarie wchodzą w skład Consortio LEX).

Jak zauważa Mec. Sylwester Cetera: "Wykorzystaliśmy wszystkie możliwe sposoby polubownego załatwienia sprawy. Ostatnio zakończyliśmy postępowanie pojednawcze, w trakcie którego Skarb Państwa nie wykazał najmniejszego zainteresowania porozumieniem z naszym klientem. Wobec takiego stanu rzeczy, zmuszeni jesteśmy złożyć pozew"

Pod koniec ubiegłego roku MCI wybrał konsorcjum firm prawniczych Consortio LEX do poprowadzenia sprawy JTT. Zadaniem konsorcjum było oszacowanie kwoty odszkodowania, o którą należy wystąpić do sądu, oraz opracowanie strategii walki. Prawnicy wskazali zarządowi, że oprócz 10 mln zł za rzeczywistą stratę na akcjach powinien wystąpić o 30 mln zł za tzw. utracone korzyści. Zdaniem prawników Consortio LEX, to minimalna kwota, jaką MCI uzyskałby, gdyby JTT nie został zniszczony błędnymi decyzjami fiskusa. Odszkodowania od państwa za utracone korzyści można domagać się od 1 września 2005 r., wówczas weszły w życie odpowiednie przepisy. Skorzysta z nich fundusz giełdowy.

(Źródło: Consortio/KW)

Tylko 50 procesów za błędy fiskusa

15.09.2006

Obywatele chcą blisko 4 mld zł odszkodowań od państwa. Tylko 149 mln zł żądają pokrzywdzoni przez fiskusa podatnicy.

Opinię publiczną regularnie bulwersują informacje, że urząd skarbowy błędnymi decyzjami doprowadził firmę na skraj bankructwa. Rozlega się wielkie larum, a na fiskusa spada lawina krytyki. Po stwierdzeniu nieważności decyzji urzędniczej obywatel lub firma mogą wystąpić do skarbu państwa o odszkodowanie. No właśnie, mogą, ale zwykle tego nie robią.

Czują się mocni
Z informacji, jakie uzyskaliśmy w Prokuratorii Generalnej, czyli kancelarii prawnej broniącej interesów państwa, wynika, że na dziś z 767 wszystkich procesów (o wartości 4 mld zł) tylko 50 dotyczy spraw podatkowych o łącznej wartości 149 mln zł.

— W czasie naszej półrocznej działalności zakończyło się ponad 100 spraw sądowych, w których broniliśmy skarbu państwa. Wszystkie wygraliśmy — mówi Marcin Dziurda, prezes Prokuratorii.

Ze 149 mln zł dochodzonych przez podatników aż 92 mln zł domagają się byli akcjonariusze JTT, kilka lat temu lidera w produkcji pecetów, rozłożonego błędnymi decyzjami urzędników skarbowych. Najwięcej z tej kwoty, bo 38 mln zł, żąda giełdowy MCI Management (pozostałe 54 mln zł dochodzi 14 osób fizycznych).

Wczoraj Prokuratoria odrzuciła propozycję ugody ze strony MCI.

— Z 38 mln zł zeszliśmy do 30 mln zł. Skarb państwa nie poszedł na to. Jeszcze w tym miesiącu skierujemy pozew do sądu — mówi Andrzej Lis, dyrektor inwestycyjny MCI.

Optimus, także niegdysiejszy lider na rynku komputerów, załatwiony przez fiskusa podobnie jak JTT, walczy o 36 mln zł odszkodowania.

Nie mają podstaw
Tymaczasem prezes Prokuratorii pręży muskuły i nie daje firmom szans na wygraną w sądzie.

— Uważamy, że zarówno byli akcjonariusze JTT, jak i Optimus mają niewielkie szanse zwycięstwa, ponieważ nie posiadają podstaw prawnych do żądania odszkodowań. Ponadto nie wiadomo, na jakich zasadach wyliczono te astronomiczne kwoty. Skarb państwa nie odpowiada z automatu za każdą błędną decyzję urzędniczą. Jestem przekonany, że mamy szanse wygrać. Ugoda z MCI byłaby na tym etapie niekorzystna dla państwa — mówi Marcin Dziurda.

Przyznaje jednak, że jeszcze nie został zapoznany ze szczegółową argumentacją i dowodami, jakie ma MCI.

— To wszystko będzie w pozwie, o ile zostanie wniesiony — dodaje prezes Prokuratorii.

Dlaczego firmy tak niechętnie stają do walki o odszkodowanie? Dotychczasowa skuteczność Prokuratorii nie odstraszyła przecież akcjonariuszy JTT i innych.

Nie chcą się narazić
— Wiele firm zadowala się odzyskaniem nienależnie wpłaconego podatku z odsetkami. Wygranie odszkodowania w sądzie jest piekielnie trudne. Trzeba udowodnić związek przyczynowy między błędną decyzją a szkodą oraz jej wysokość. Należy przekonać sąd, że odsetki nie pokryły szkody. To jest bardzo trudne. Do tego dochodzą koszty prawnika oraz opłacenia pozwu. Nie każdy może sobie na to pozwolić. Ponadto polskie sądy niechętnie przyznają odszkodowania. Dlatego tak niewielu decyduje się na proces — mówi mecenas Dorota Szubielska, radca prawny specjalizujący się w takich sprawach.

Jej zdaniem, jest jeszcze jedna ważna przyczyna.

— Podatnicy, szczególnie ci, którzy chcą nadal działać, nie chcą po prostu narazić się fiskusowi. Wolą nie zadzierać, bo mogą mieć zatrute życie — puentuje Dorota Szubielska.

Jarosław Królak

Źródło:
Puls Biznesu
wyd. 2183 (2006-09-15), str. 8


Druga szansa na porozumienie

11.09.2006

W czwartek pojawi się ostatnia szansa na ugodę skarbu z MCI w słynnej sprawie JTT, zniszczonego przez fuskusa.

MCI Management, giełdowy fundusz venture capital, od kilku miesięcy jest gotowy do sądowej batalii o liczone w milionach złotych pieniądze, jakie stracił na skutek zniszczenia przez fiskusa firmy JTT Computer, niedawnego lidera na polskim rynku pecetów. Jednak szefowie holdingu postanowili, że zanim pójdą do sądu, dadzą i sobie, i skarbowi państwa szanse na zawarcie ugody. W jej ramach fundusz domaga się 30 mln zł.

— To nie jest zaporowa suma. Nasi prawnicy dostali uprawnienia do akceptacji niższej kwoty, jeżeli tylko skarb państwa zechce ugody — mówi Andrzej Lis, dyrektor inwestycyjny MCI.

Na razie państwo nie przejawia na to ochoty. Pod koniec sierpnia była już możliwość zawarcia ugody. Nie udało się.

14 września będzie druga szansa na porozumienie.

— Mamy nadzieję, że tym razem się uda. Jeżeli nie, to jeszcze w tym miesiącu skierujemy pozew do sądu o odszkodowanie — informuje dyrektor MCI.

Fundusz wystąpi o 40 mln zł rekompensaty za straty poniesione na akcjach JTT Computer. Jeszcze w 2002 r. 40,38 proc. akcji producenta pecetów należało do MCI. Fundusz wydał na ich zakup 10,2 mln zł. Od 1999 r. JTT miało jednak kłopoty z fiskusem, który zarzucił mu obchodzenie prawa w celu wyłudzania VAT poprzez eksport komputerów za granicę, a następnie ich import do kraju z 0-procentową stawką VAT. Organy skarbowe nałożyły na JTT 10 mln zł kary. W 2002 r. NSA oczyścił JTT z zarzutów. Jednak było już za późno na jego uratowanie. Odwróciły się od niego banki, straciło rynek i zwolniono kilkaset ludzi. W czerwcu 2004 r. nastąpiło ogłoszenie bankructwa. MCI musiał odsprzedać akcje JTT za zaledwie 45 tys. zł.

Prawnicy MCI wyliczyli, że oprócz 10 mln zł rzeczywistej straty na akcjach holding powinien dodatkowo domagać się od skarbu państwa 30 mln zł za tzw. utracone korzyści, czyli zyski, jakie by mu przynosiło JTT, gdyby z winy fiskusa nie upadło.

Jarosław Królak

Źródło:
Puls Biznesu
wyd. 2179 (2006-09-11), str. 6