wtorek, 2 października 2007

IPN źle wykonuje ustawę lustracyjną

ROZMAWIAMY Z JERZYM STĘPNIEM, prezesem Trybunału Konstytucyjnego

Jerzy Stępień, prezes Trybunału     Konstytucyjnego Fot. Wojciech Górski (Rozmiar: 27966 bajtów)
Fot. Wojciech Górski
Jerzy Stępień, prezes Trybunału Konstytucyjnego
Andrzej Arseniak, rzecznik prasowy     IPN  (Rozmiar: 7015 bajtów)
Andrzej Arseniak, rzecznik prasowy IPN
Adam Jamróz, sędzia Trybunału     Konstytucyjnego  (Rozmiar: 7134 bajtów)
Adam Jamróz, sędzia Trybunału Konstytucyjnego

W obronie państwa prawa Instytut Pamięci Narodowej nie wykonał ustawy lustracyjnej. W opublikowanych katalogach przedstawił informację o dokumentach, nie przedstawił natomiast, zgodnie z art. 22 ustawy lustracyjnej, najważniejszych informacji o sędziach.

■ Trybunał Konstytucyjny jest według prezydenta hamulcowym przemian demokratycznych w Polsce. Ludzie oczekują zmian, a Trybunał kwestionuje przepisy ustaw rządowych. Panie prezesie, czy sąd konstytucyjny rzeczywiście hamuje przemiany demokratyczne?

- Nie jestem od oceniania wypowiedzi wygłaszanych przez pana prezydenta, a Trybunał nie może komentować rezultatów swojej pracy. Stosujemy ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, staramy się stosować jak najlepiej konstytucję, budujemy tradycję konstytucyjną, trzymamy się zasad cywilizowanego prawodawstwa europejskiego.

■ Po wygranych wyborach PiS wróci do nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, w której przewiduje się trzyletnią kadencję prezesa Trybunału, większy wpływ prezydenta na jego wybór, rozpatrywanie spraw w pełnym składzie i według kolejności ich napływu. Zgadza się pan z tymi postulatami?

- Wszystkie te poprawki mają za zadanie ograniczyć niezależność Trybunału Konstytucyjnego oraz wiążą się z bardzo wysokimi nakładami finansowymi. Trzeba byłoby zwiększyć nasz budżet o 5 mln zł. Mam nadzieję, że do tego pomysłu przyszły rząd nie wróci, gdyż są to zmiany złe, niesłużące efektywnemu wykonywaniu zadań.

■ Czy nie byłoby lepiej, żeby prezydent miał większy wpływ na wybór kandydata na prezesa?

- Najważniejsze jest, kto wybiera prezesa. Skład Trybunału wyłania kandydata na przewodniczącego, osobę, która umie pokierować pracami TK i potrafi zadbać o właściwą współpracę sędziów, 15 różnych indywidualności. Sami sędziowie najlepiej wiedzą, kto spośród nich ma tego rodzaju predyspozycje.

■ Nie o to chodzi, żeby sędziowie zgodnie współpracowali między sobą, ale żeby Trybunał współpracował z prezydentem. Jak pan sobie wyobraża współpracę z prezydentem?

- Współpraca prezydenta z Trybunałem może polegać tylko na jednym - na wykonywaniu kompetencji konstytucyjnych: na zaskarżaniu ustaw do Trybunału, na kierowaniu pytań przed podpisaniem ustaw. Prezydent chce współfinansować wydanie Statutu Łaskiego, ale nie o taką współpracę chodzi.

■ Z komunikatu IPN wynika, że dwóch sędziów Trybunału współpracowało ze służbami specjalnymi. Artykuł 22 punkt 1 ustawy o ujawnieniu informacji o dokumentach niejawnych bezpieczeństwa państwa, czyli ustawy lustracyjnej stanowi: Każdemu przysługuje prawo dostępu do informacji zawartych w dokumentach organów bezpieczeństwa państwa znajdujących się w IPN, dotyczących różnych osób... A co się ukazało w biuletynie IPN?

- Informacja o dokumentach wytworzonych przez organy bezpieczeństwa. Jest zasadnicza różnica między informacją zawartą w dokumentach a informacją o dokumentach. Informacja zawarta w dokumentach oznacza, że z dokumentów powinny być wydobyte istotne treści dotyczące tych właśnie osób. Informacja o dokumentach mówi, co to za dokument, kto go podpisał, kiedy został wytworzony itd.

■ Sugeruje pan, że doszło do manipulacji?

- Twierdzę tylko, że informacja zawarta w dokumentach to jest przetworzenie kilku dokumentów, np. ekspertyz biegłych, zeznań świadków, w informację odtwarzającą rzeczywistość, ale nie pisanie o tym, jak wygląda dokument.

■ Jakie ma to znacznie dla sędziów TK? Czy pisanie o dokumentach jest krzywdzące dla nich?

- Absolutnie krzywdzące, przynajmniej dla sędziego Jamroza i sędziego Grzybowskiego. Jeśli chodzi o pierwszy przypadek, to w biuletynie jest masa różnych informacji, także stawiających pana sędziego w bardzo dobrym świetle. Odmawia on konsekwentnie współpracy, nie chce spotykać się z przedstawicielami służb we Francji, gdzie jechał na stypendium. Mówi o swoich zastrzeżeniach moralnych i to funkcjonariusz podkreśla w sprawozdaniu z tej rozmowy. Po przyjeździe ze stypendium funkcjonariusz spotyka się z sędzią i stwierdza, że to, co on przekazuje, jest mało wartościowe i bezużyteczne z punktu widzenia operacyjnego, gdyż są to ogólnie dostępne dane, choćby z prasy. Po trzeciej rozmowie akta przechodzą do archiwum.

■ Jak to interpretuje IPN?

- IPN o tym w ogóle nie pisze. W biuletynie IPN pominięte są wszystkie te informacje, które przed chwilą podałem, za to możemy przeczytać, że pan sędzia Jamróz był rejestrowany 8 października 1977 r. przez inspektora departamentu w Katowicach pod numerem 12166 jako kontakt operacyjny Largo i żadnej informacji istotnej zawartej w tych dokumentach. O tym, jaki to był dramat dla tego człowieka, że był zmuszany do współpracy, inwigilowany nawet we Francji. Na ten temat jednak nie ma ani słowa.

■ IPN jednak manipuluje dokumentami...

- Moim zdaniem IPN przedstawił informacje o dokumentach, nie przedstawił natomiast zgodnie z art. 22 informacji zawartych w tych dokumentach, czyli tego, co jest najważniejsze. Instytut poszedł po linii najmniejszego oporu, nie wykonując ustawy. Wyjątkowa fuszerka prawna.

■ Jak mogą się bronić ci sędziowie?

- Gdyby na mnie to trafiło, złożyłbym wniosek o błyskawiczne uzupełnienie tych informacji, a ponadto skończyłoby się to złożeniem pozwu w sądzie cywilnym o naruszenie dóbr osobistych. Poprzez niewykonanie ustawy stworzono wrażenie, że sędzia był tajnym współpracownikiem. Wrzucono do jednego worka z innymi ludźmi sędziów, którzy w ogóle nie rozmawiali ze służbą bezpieczeństwa. Rzucono cień na pana sędziego Cieślaka, na panią sędzię Łętowską, nazywając ich osobami zabezpieczonymi.

■ Co oznacza zabezpieczenie?

- Oznacza to, że jakiś funkcjonariusz wiązał z daną osobą pewne nadzieje, że uda mu się zakwalifikować tę osobę na kandydata na współpracownika, a nawet współpracownika.

■ Interpretacja bardzo subiektywna.

- Tak, gdyż osoba zabezpieczona mogła nie wiedzieć, że służba bezpieczeństwa się nią interesuje, a dziś stwarza się wrażenie, że wszyscy byli tajnymi współpracownikami. Wymienienie danej osoby już negatywnie ją stygmatyzuje.

Ma to stworzyć wrażenie, że wszyscy w Trybunale są podejrzani.

■ Czy słusznie, że w pierwszej kolejności IPN zaczął publikować katalogi z danymi sędziów, prezydenta i premiera, a nie kandydatów na posłów?

- Nie rozumiem tego. Nie ma podstawy prawnej w ustawie do wyłączenia jakiejkolwiek kategorii osób publicznych spod działania art. 22 ustawy lustracyjnej. To jest absolutny woluntaryzm.

■ IPN powołuje się na niewłączanie się do kampanii wyborczej.

- Czy się opublikuje te dane, czy nie opublikuje, to i tak jest to jakaś forma włączania się do kampanii wyborczej. IPN jest od wykonania ustawy, a nie oceniania, w jaki sposób wykonanie przez nich ustawy może mieć wpływ na kampanię wyborczą. Od tego są wyborcy.

JERZY STĘPIEŃ

prezes Trybunału Konstytucyjnego od 2006 roku, sędzia i radca prawny, współtworzył konstytucję w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego (1991-1993), generalny komisarz Wyborczy w latach 1990-1993.

Rozmawiała KATARZYNA ŻACZKIEWICZ

Rozmowa nieautoryzowana

OPINIE

ANDRZEJ ARSENIUK

rzecznik prasowy IPN

Ustawa lustracyjna była badana przez Trybunał Konstytucyjny i nie zakwestionował on art. 22 jako sprzecznego z konstytucją. Archiwiści IPN starali się jak najbardziej obiektywnie przedstawić zawartość dokumentów znajdujących się w naszym posiadaniu. Jeśli znajdą się dodatkowe informacje czy dane o osobach publicznych, będziemy nasze katalogi uzupełniać. Opisy zawarte w katalogach są odzwierciedleniem tego, co zachowało się w materiałach źródłowych. Sama ustawa ma wiele mankamentów i niejasności, co przyznał Trybunał, orzekając o niekonstytucyjności wielu jej przepisów.

ADAM JAMRÓZ

sędzia Trybunału Konstytucyjnego

SB uznała moją nieprzydatność do współpracy w 1978 roku. Wystąpię do prezesa Janusza Kurtyki o uzupełnienie danych w sprawie wyrejestrowania i o odmowie współpracy. Moje dane zamieszczone w katalogu osób publicznych IPN są nierzetelne i wybiórcze, choć przepisy ustawy lustracyjnej też nie są precyzyjne, dlatego IPN ma kłopoty, by je sklasyfikować. Przepis mówi, że IPN upublicznia informacje dotyczące osoby, które pełniły najważniejsze funkcje w państwie. IPN nie rozróżnia informacji w dokumentach od informacji o treści tych dokumentów.

Brak komentarzy: