poniedziałek, 7 stycznia 2008

Kandydaci Partii Demokratycznej

Opr. Robert Kowalik, Gazeta.pl
2008-01-03, ostatnia aktualizacja 2008-01-03 21:42

Iowa jest pierwszym stanem USA, w którym Demokraci i Republikanie wyłaniają swych kandydatów na przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. W następnej kolejności prawybory odbędą się w sobotę w Wyoming (tylko Republikanie) i 8 stycznia - w New Hampshire. Seria prawyborów zakończy się 3 czerwca głosowaniem w Montanie, Nowym Meksyku i Południowej Dakocie. Kto zostanie kandydatem z ramienia Demokratów?

Zobacz powiekszenie
Fot. JIM BOURG REUTERS
Hillary Clinton
Zobacz powiekszenie
Fot. M. Spencer Green AP
Barack Obama
Zobacz powiekszenie
Fot. JOHN GRESS REUTERS
John Edwards
Zobacz powiekszenie
Fot. Paul Sancya AP
Bill Richardson
Zobacz powiekszenie
Fot. Paul Sakuma AP
Chris Dodd
Zobacz powiekszenie
Fot. Charlie Neibergall AP
Dennis Kucinich
Zobacz powiekszenie
Fot. Evan Vucci AP
Joe Biden
Zobacz powiekszenie
Fot. Jim Cole ASSOCIATED PRESS
Mike Gravel
Hillary Clinton

Przez wiele miesięcy główna kandydatka Partii Demokratycznej w zbliżających się wyborach prezydenckich w USA. Jednak przed prawyborami w stanie Iowa sondaże dawały jej 28 proc. na wygraną w wyścigu o nominację z ramienia swojej partii, mniej więcej tyle samo co jej głównym konkurentom: Barackowi Obamie i Johnowi Edwardsowi.

Jej kariera polityczna obfituje w ewenementy. Była pierwszą w historii pierwszą damą, która ubiegała się o urząd senatora. W listopadzie 2000 roku została pierwszą kobietą senator z Nowego Jorku. Na drugą kadencję została wybrana w listopadzie 2006 roku. W latach 1993-2001 dzielnie znosiła blaski i cienie prezydentury swego męża. Przetrwała kryzys małżeński i przyznanie się męża do zdrady. Jako pierwsza dama zasłynęła broniąc praw dzieci i kobiet, jednak fiaskiem zakończyła się jej próba aktywniejszego zaistnienia w polityce. Przygotowany pod jej kierownictwem projekt reformy ochrony zdrowia został skrytykowany przez ekspertów. Do polityki powróciła zasiadając w senatorskim fotelu. Na początku ubiegłego roku zadeklarowała oficjalnie chęć kandydowania na urząd prezydenta USA. Triumfalnie oświadczyła: "I'm in, I'm in it to win".

Kandydatura Hillary wzbudza spore emocje i ostro polaryzuje opinie Amerykanów. Przede wszystkim dlatego, że ma poważne szanse być pierwszym w historii USA prezydentem kobietą. Głównym zarzutem wysuwanym przez oponentów Clinton jest jej niestałość poglądów. Najbardziej widoczne jest to w sprawie interwencji w Iraku. Początkowo głosowała "za", do dziś nie potrafi oficjalnie jednak przyznać się czy był to błąd czy nie.

Barack Obama

Ten 45-letni czarnoskóry profesor prawa z Harvardu ma niespodziewanie spore szansę na elekcję z ramienia Demokratów. Syn emigranta z Kenii i białej Amerykanki (rodzice rozwiedli się gdy miał dwa lata), wychowywał się w Indonezji i w Honolulu. Choć w młodości nie był zbyt grzecznym chłopcem (pił i palił marihuanę do czego przyznał się w autobiografii) udało mu się jednak odebrać solidne wykształcenie, m.in. został pierwszym od 104 lat czarnoskórym redaktorem naczelnym "Harvard Law Review". Zaraz po studiach jako pracownik socjalny pomagał biednym na ulicach Chicago, choć miał papiery na to, by otworzyć intratną kancelarię prawniczą.

W 1996 roku Obama został wybrany do Senatu stanu Illinois, gdzie został przewodniczącym komisji zdrowia i opieki społecznej. Cztery lata później przegrał walkę o partyjną nominację w wyborach do Izby Reprezentantów USA. Do Senatu dostał się w 2004 roku. Pomogło mu błyskotliwe przemówienie podczas konwencji prezydenckiej Partii Demokratycznej w Bostonie. Wzywał w nim do politycznego kompromisu i polityki ponad podziałami.

W swojej walce o elekcję z ramienia Demokratów Obama prezentuje dość radykalny pakiet poglądów: jest za legalnością aborcji, upomina się o prawa homoseksualistów, jest zwolennikiem kontroli dostępu do broni, ograniczonego stosowania kary śmierci, a także stworzenia programu legalizacji pobytu imigrantów. Najważniejsze mogą jednak okazać się zdecydowane veto w sprawie wojny w Iraku, oraz to, że jest żywą wykładnia amerykańskiego mitu "self made-mana". Jego krytycy wytykają mu przede wszystkim brak doświadczenia w polityce, nazywając go ironicznie "rock star" czy też "beach babe".

John Edwards

Jego szanse na nominację są dość mocne, choć nie jest tak barwną postacią jak Clinton czy Obama. Edwards otarł się już o najwyższy urząd, kiedy to w 2004 roku jako zastępca Johna Kerry'ego nieznacznie przegrał walkę o wice-prezydencki fotel. W prawyborach przed czterema laty zajął drugie miejsce.

Edwards był pierwszą osobą w swojej rodzinie, która uczęszczała na wyższe studia. Uzyskał dyplom bakałarza (licencjata) z technologii przemysłu włókienniczego, a następnie dyplom prawniczy na Uniwersytecie Karoliny Północnej. Pierwsze 20 lat pracy poświęcił karierze prawniczej. Zdobył sławę jako wyjątkowo sprawny adwokat walcząc o odszkodowania dla osób poszkodowanych przez lekarzy i szpitale. Zdobył też spore pieniądze i, co ważne, doszedł do nich w sposób uczciwy i zaczynając od zera.

Dopiero w 1996 roku zajął się polityką do czego skłoniła go śmierć syna w wypadku samochodowym. Doszedł do stanowiska senatora z Północnej Karoliny. Jego program czasem kluczy drogą środka: chce zalegalizować pobyt imigrantów ale i uszczelnić granicę z Meksykiem; jego zdaniem o homoseksualistach powinny decydować władze stanowe, choć osobiście nic przeciwko nim nie ma; głosował za inwazją na Irak, ale potem uznał to za błąd. Innym razem skręca w lewo, kiedy mowa o legalizacji aborcji, zmniejszeniu przepaści między bogatymi i biednymi, czy też rozprawieniu się z grupami interesów w Waszyngtonie. John Edwards jest konsekwentny. Przed czterema laty od razu zgłosił się do ponownej walki z republikanami. Jest też twardy i zdecydowany. Przed pierwszym starciem w Iowa urządził 36-godzinny maraton przedwyborczy. Dzielnie pomaga mu chora na raka żona Elizabeth.

Bill Richardson

60-letni Richardson ma za sobą długą karierę polityczną. Był m.in. przez trzy lata sekretarzem energii w rządzie Billa Clintona. Przede wszystkim jednak Richardson znany jest jako gubernator Nowego Meksyku. Sam określa tę posadę: "Najlepsza robota jaką miałem". Jego sukces na południu Stanów to przede wszystkim zmniejszenie podatków. Opowiada się m.in. za edukacją seksualną, legalną i bezpieczną aborcją, minimalną płacą dla nauczycieli i powszechnym systemem ochrony zdrowia. Jako demokrata popiera jednak niespodziewanie karę śmieci i powszechny dostęp do broni palnej. Na początku wspierał interwencję w Iraku, ale obecnie jest za wycofaniem wojsk.

Richardson ma pewne doświadczenie na arenie międzynarodowej. Przez rok piastował funkcję ambasadora USA przy ONZ przejmując schedę po Madeleine Albright. Wielokrotnie podróżował do Północnej Korei jako negocjator, walczył również o prawa więźniów politycznych na Kubie. Czterokrotnie nominowany był do pokojowej Nagrody Nobla. Jeśli zostanie wybrany, będzie pierwszym prezydentem meksykańskiego pochodzenia. W notowaniach przedwyborczych zbierał około 10 proc. głosów.

Chris Dodd

Senior senator ze stanu Connecticut, skąd wybierany jest bez przerwy od 1980 roku. Dokonał tego jako pierwszy senator z tego stanu. Pochodzi ze starej katolickiej rodziny o irlandzkich korzeniach. Obecnie jest przewodniczącym senackiej komisji bankowej. Zarzuca mu się, że jego kampania prezydencka jest finansowana przez przemysłowców, zrzeszonych w komisji, której przewodniczy. Dodd proponuje wycofanie wojsk z Iraku w ciągu jednego roku. Sam nazywa siebie czarnym koniem wyborów, choć podobnie jak Kucinichowi i Bidenowi, prognozy dają nie więcej niż 1 proc. głosów.

Dennis Kucinich

Nazwisko odziedziczył po ojcu, kierowcy ciężarówki pochodzącym z Chorwacji. Urodził się i niemal całe życie związany był z Cleveland w stanie Ohio. W 1977 roku został burmistrzem tego miasta, stając się najmłodszą osobą w historii USA pełniącą tę funkcję. Był to dość burzliwy czas w historii miasta. Kucinich wszedł w konflikt z mafią, po tym jak sprzeciwił się sprzedaży elektrowni miejskiej. Mafia planowała nawet zamach na jego życie.

Jego późniejsze przygody pełne są wzlotów i upadków, włączając w to bankructwo, związek z aktorką Shirley Maclaine, fotel radnego Cleveland i w końcu wycofanie się z polityki w latach 80. W 1996 roku Kucinich powrócił i to od razu jako przedstawiciel 10. obwodu z Ohio w Izbie Reprezentantów. To jego trzecie z rzędu podejście do prezydentury. Sam określa swoje poglądy jako centrum Partii Demokratycznej.

Joe Biden

Urodzony w 1942 roku Biden sześć razy z rzędu został senatorem ze stanu Delaware. Obecnie jest przewodniczącym senackiej komisji spaw zagranicznych w Kongresie USA. To już trzecia kampania prezydencka Joe Bidena. Poprzednio bez powodzenia stawał w szranki w 1988 i 2004 roku. W swoim obecnym programie wyborczym zwraca uwagę, że Ameryka jest nie tylko zagrożona przez terrorystów, ale równie poważnie przez brak systemu zdrowotnego, przestępczość i zależność energetyczną opartą o czerpanie ropy naftowej z niestabilnych regionów świata. Biden dołączył do krytyków interwencji w Iraku nazywając ją największą porażką polityki zagranicznej USA nowożytnych czasów.

Mike Gravel

Ten 78-letni były senator z Alaski zasłynął w na początku lat 70. kiedy to zdecydowanie wystąpił przeciwko poborowi do wojska w czasie trwania wojny w Wietnamie. Przyczynił się też do publikacji w New York Timesie tzw. Dokumentów Pentagonu - ściśle tajnych historii dogorywającej wojny w Wietnamie napisanych dla wąskiego grona decydentów. Dziś Gravel wykorzystuje kampanię wyborczą m.in. do popularyzacji demokracji bezpośredniej - systemu politycznego, w którym decyzje podejmuje się przez głosowanie ludowe, w którym wziąć udział mogą wszyscy obywatele uprawnieni do głosowania. Jako pacyfista jest oczywiście za natychmiastowym wycofanie wojsk z Iraku.

Prawybory w USA. Ostatnia prosta przed New Hampshire

Aleksander Daukszewicz
2008-01-07, ostatnia aktualizacja 2008-01-07 20:31

Po dramatycznym starciu w Iowa przyszła pora na prawybory prezydenckie w stanie New Hampshire. W ostatnim dniu przygotowań, kandydatów walczących o partyjne nominacje czeka morderczy maraton publicznych wystąpień, przemówień, bankietów i spotkań z wyborcami. Czy umocnią one pozycję dotychczasowych liderów? Według najnowszych sondaży faworytami są Barack Obama i John McCain.

Zobacz powiekszenie
Fot. BRIAN SNYDER REUTERS
Łzy w oczach Hillary Clinton?
Kandydaci Demokratów | Kandydaci Republikanów

Największą przegraną prawyborów w Iowa okazała się Hillary Clinton. Była pierwsza dama przegrała nie tylko ze swoim głównym oponentem Barackiem Obamą, ale także z plasującym się teoretycznie dalej w rankingach popularności Johnem Edwardsem. Czy tym razem będzie inaczej?

Jak pisze na swoim blogu Marcin Gadziński z "Gazety Wyborczej" wśród komentarzy pojawiły się i takie, że Hillary Clinton może się wycofać po dotkliwej porażce. Według różnych źródeł podczas spotkania z wyborcami w kawiarni w Portsmouth, w oczach byłej pierwszej damy widać było łzy. Więcej

Najnowsze sondaże opublikowane przez USA Today i CNN sugerują, że pani Clinton może liczyć jedynie na drugie miejsce. Barack Obama utrzymuje nad panią senator przewagę mogącą wynosić, nawet trzynaście punktów procentowych. Lider Demokratów ma zatem realne szanse umocnić swoją pozycję.

Sondaż przeprowadzony dla USA Today daje Obamie 41% głosów, na Hillary Clinton zagłosuje 28% wyborców. Dane przytaczane przez CNN mówią o 39% poparcia dla Baraka Obamy, 29% dla byłej pierwszej damy i 16 dla Johna Edwardsa.

Sytuację Hillary Clinton komplikuje trzeci kandydat Demokratów, John Edwards, który w weekendowych debatach telewizyjnych wspierał Baracka Obamę. Ten niecodzienny sojusz jest szeroko komentowany. Pojawiają się nawet sugestie, że Edwards nie myśli już o prezydenturze, widzi się natomiast w roli wiceprezydenta u boku Obamy.

Tymczasem Edwards z kampanii wcale się nie wycofuje, nadaje jej natomiast bardziej emocjonalny ton. Przed wtorkowymi prawyborami wystąpił w otoczeniu rodziny tragicznie zmarłej Nataline Sarkisyan. W zeszłym miesiącu kompania ubezpieczeniowa, wbrew wcześniejszym ustaleniom, nie wypłaciła pieniędzy na drogą operację przeszczepu wątroby siedemnastolatki. Dziewczyna zmarła. Edwards, który aktywnie wspierał walkę rodziny Sarkisyan o pieniądze, występuje obecnie w roli krytyka amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej.

Ciekawie wygląda także sytuacja wśród Republikanów. Mike Huckabee, który nieoczekiwane wygrał pierwsze prawybory, nie ma raczej szans na zwycięstwo. Z sondażu CNN wynika, że kandydat Chucka Norrisa w New Hampshire będzie dopiero trzeci. Na pierwsze miejsce wysuwa się bowiem wielki przegrany z Iowa, senator John McCain. McCain przez ostatnie dni wymieniał ciosy ze swoim głównym oponentem Mittem Romneyem. Z walki tej wyszedł z sześcioprocentową przewagą w sondażach, liczy jednak na więcej i zapowiada, że może pokonać nawet Obamę.

Sondaż CNN potwierdza odradzającą się przewagę McCaina, dając mu 32% głosów. Następni są Romney z 26% poparciem i Huckabee, który może liczyć na 14% głosów.

Prawybory w New Hampshire są dla kandydatów dodatkowo ważne z tego powodu, że przypominają prawdziwe wybory z otwartymi lokalami wyborczymi, urnami i kartami do głosowania. Pod tym względem są bardziej miarodajne niż te w Iowa, gdzie tradycyjnie głosuje się na lokalnych zebraniach członków partii, którzy wspólnie wyrażają poparcie dla poszczególnych kandydatów.

SMG/KRC dla "Forum" TVP1: 50 proc. poparcia dla PO, 24 proc. dla PiS

cheko, PAP
2008-01-07, ostatnia aktualizacja 37 minut temu
Zobacz powiększenie
12.10 Premier Donald Tusk na wspólnej konferencji prasowej gabinetu w Kancelarii Premiera
Fot. KACPER PEMPEL REUTERS

Platforma Obywatelska może liczyć na 50 proc. poparcia, a Prawo i Sprawiedliwość na 24 proc. - wynika z przeprowadzonego na początku stycznia sondażu SMG/KRC dla programu "Forum" w TVP1.

Według tego badania, do Sejmu weszłoby jeszcze tylko Polskie Stronnictwo Ludowe, na które chciałoby głosować 6 proc.

LiD poza Sejmem

8-proc. progu wyborczego dla komitetów koalicyjnych nie przekroczyłaby Lewica i Demokraci (6 proc.). LiD w październikowych wyborach startowała, jako komitet koalicyjny.

Pięcioprocentowego progu wyborczego nie przekroczyłyby: LPR (3 proc.) i Samoobrona (1 proc.).

7 proc. badanych odpowiedziało, że nie wie, na kogo oddałoby głos w wyborach, a 1 proc. zadeklarowało, że chce głosować na ugrupowanie inne niż wymienione w sondażu. 2 procent odmówiło odpowiedzi.

63 proc. badanych przez SMG/KRC zadeklarowało, że wzięłoby udział w wyborach, gdyby odbyły się one w najbliższą niedzielę, 14 proc. odpowiedziało, że jeszcze nie wie, czy to zrobi. 23 proc. badanych nie chce w ogóle głosować w wyborach.

O preferencje partyjne były pytane tylko osoby, które zadeklarowały udział w wyborach lub nie były pewne, czy to zrobią (grupa 765 osób spośród 1000 osób, wśród których przeprowadzono cały sondaż).

Co trzeci ankietowany chce dymisji Kamińskiego

Respondenci byli również pytani o to, czy szef CBA Mariusz Kamiński powinien zostać odwołany. Blisko co trzeci ankietowany (31 proc.) zadeklarował, że tak, zaś 27 proc. było przeciwnego zdania. Nie miało zdania w tej sprawie 42 proc.

Natomiast co drugi Polak uważa, że główną przyczyną konfliktów pomiędzy prezydentem a premierem są: walka o przyszłą kadencję prezydencką (50 proc.) i kwestia różnicy charakterów (49 proc.). Z kolei 42 proc. oceniło, że powodem sporu są różnice programowe, a 27 proc. wskazało niejasne zapisy w konstytucji.

SMG/KRC zrealizował sondaż telefoniczny w dniach 4-6 stycznia na grupie ogólnopolskiej, reprezentatywnej 1000 osób powyżej 18. roku życia.