sobota, 23 lutego 2008

Przed gorączką oscarowej nocy

Donata Subbotko
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 19:04

Cała polska ekipa związana z filmem "Katyń" i animowanym "Piotrusiem i wilkiem" już tam jest. Rano w poniedziałek polskiego czasu będzie wiadomo, kto w tym roku dostał Oscara.

Zobacz powiekszenie
Fot. DANNY MOLOSHOK REUTERS Zobacz powiekszenie
Fot. YIORGOS KARAHALIS REUTERS
Paul Thomas Anderson
Zobacz powiekszenie
Fot. Sergiusz Pęczek / AG
Janusz Kamiński
Zobacz powiekszenie
Fot. Miguel Villagran AP
Tilda Swinton
Zobacz powiekszenie
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Agnieszka Holland
Zobacz powiekszenie
Fot. Peter Kramer AP
Jason Reitman
SERWISY
W Los Angeles są lekko przeziębiony Andrzej Wajda i jego żona Krystyna Zachwatowicz. Poza tym aktorzy: Magdalena Cielecka, Andrzej Chyra, Paweł Małaszyński i Artur Żmijewski, Agnieszka Odorowicz i Maciej Karpiński z PISF, koproducenci z TVP i TP SA oraz Michał Kwieciński z Akson Studio, który film wyprodukował.

Dziś w nocy Wajda wraz z pozostałą czwórką reżyserów najlepszych filmów nieanglojęzycznych - Nikitą Michałkowem ("12"), Siergiejem Bodrowem ("Mongoł"), Josephem Cedarem ("Beaufort"), Stefanem Ruzowitzkim ("Fałszerze") - wziął udział w konferencji prasowej, spotkaniu z publicznością i koktajlu wydanym przez Amerykańską Akademię Filmową.

Atmosfera w naszej ekipie jest nieco napięta, chociaż - jak twierdzi Magda Cielecka - bardzo optymistyczna. Nikt nie dostał jeszcze biletów na samą galę w Kodak Theatre. Wiadomo, że czeka na nas sześć zaproszeń. Na ceremonię oscarową pójdą: Andrzej Wajda z żoną, Michał Kwieciński z żoną, Agnieszka Odorowicz i Maciej Witucki - prezes TP SA, jednego z koproducentów filmu.

- Sądząc po tutejszych nastrojach, naszym najmocniejszym rywalem w walce o Oscara wydają się austriaccy "Fałszerze'" - powiedział "Gazecie" Michał Kwieciński.

Film Andrzeja Wajdy odniósł gigantyczny sukces artystyczny i frekwencyjny w Polsce (ponad 3 mln widzów). Nazwisko reżysera, oscarowa nominacja i entuzjastyczne przyjęcie na festiwalu w Berlinie spowodowały, że filmem zainteresowali się dystrybutorzy na całym świecie.

Agnieszka Holland o szansach "Katynia" Andrzeja Wajdy jako najlepszego filmu obcojęzycznego

Myślę, że "Katyń" może wygrać, bo to ważny obraz również z powodów pozafilmowych. A ci, którzy głosują na tę akurat kategorię - z powodów praktycznych jest to najczęściej kilkadziesiąt chętnych osób, zwykle starszych i niepracujących już zawodowo - wyczuleni są na takie właśnie filmy: poruszające drażliwe tematy społeczno-polityczne, dotykające tragicznych momentów w historii. Poza tym Andrzej, który ma już Oscara za całokształt, jest w Stanach postacią znaną i cenioną. Szanse są więc duże, choć pewnie można było wokół filmu sprowokować większą dyskusję, zwłaszcza w amerykańskiej prasie.

Janusz Kamiński - nominacja za najlepsze zdjęcia - film "Motyl i skafander"

Nie mam ciśnienia na nagrodę. Liczę się z tym, że tym razem skończy się na nominacji, chociaż za trzecią statuetkę bym się nie obraził. Poza tym w głównych kategoriach rzadko dostają Oscary filmy nie po angielsku. A "Motyl i skafander" i tak został już doceniony bardziej, niż mogłem się spodziewać - to był przecież w pewnym sensie mój kaprys, wizualny eksperyment i dla mnie jako operatora ogromne ryzyko. Ale każda nominacja cieszy, bo w Hollywood dzięki temu wyrabiasz sobie markę. W wypadku "Motyla ", który nie jest przecież komercyjnym filmem, to szczególnie ważne - bez wsparcia prasy i Akademii Filmowej film pewnie by w Stanach przepadł i co najwyżej trafił na kilka festiwali.

Jason Reitman - nominacja za najlepszą reżyserię i najlepszy film - "Juno"

Gdyby parę lat temu ktoś powiedział, że tak skromny film o nastolatce jak "Juno" dostanie aż cztery nominacje i zostanie uznany za jeden z pięciu najlepszych filmów roku, sam uznałbym to za szaleństwo. Ale Hollywood się zmienia, zmienia się też amerykańska Akademia Filmowa.

To właśnie niezależne kino rozsadza ten system od środka, z niszowego obiegu wchodzi na pierwszy plan. Kiedy patrzę na listę nominacji, wciąż przecieram oczy ze zdumienia: Paul Thomas Anderson, bracia Coen, Julian Schnabel Czy można sobie wyobrazić lepsze towarzystwo?

"Juno" miała być prostą historią o dziewczynie, która wbrew wszystkiemu nie chce zwątpić: w miłość, w ludzką dobroć. I w to, że nie ma błędów, których nie dałoby się naprawić. Mam dużo pokory - wiem, że są z pewnością o wiele lepsi rzemieślnicy ode mnie, ja tak naprawdę dopiero się uczę. Zamiast popisywać się reżyserią, wolę filmową prostotę, czyste wzruszenie, spontaniczność. Jeśli to w "Juno" widać, to już dobrze.

Paul Thomas Anderson - nominacja za najlepszą reżyserię i najlepszy film - "Aż poleje się krew"

Nie mam poczucia, że ten film jest dla mnie jakimś przełomem, chociaż to oczywiście zupełnie inny rodzaj kina niż "Magnolia" czy "Boogie Nights". Pomyślałem po prostu, że przyszedł najwyższy czas, by wziąć sobie do serca radę starych mistrzów: opowiedz historię! Bez narracyjnych szaleństw, z filmowym powietrzem, oddechem. Jak w filmach Johna Hustona - choćby "Skarb Sierra Madre", który był w tym wypadku jedną z największych inspiracji.

Jeśli decydujesz się na film o ropie naftowej i religii, musisz mieć świadomość, że dotykasz najważniejszych dla Amerykanów mitów. Pomyślałem: trzeba być ostrożnym. Dlatego właśnie zdecydowałem się na opowieść w pewnym sensie klasyczną, skupioną na głównych bohaterach, realizowaną według ścisłych zapisów scenariusza. I nagle okazało się, że ta "polisa ubezpieczeniowa" dała pewien szlachetny rytm, otworzyła zupełnie inne możliwości w kreowaniu obrazów i budowaniu relacji między postaciami. Jakbym zobaczył palec starych mistrzów: młodzi barbarzyńcy, oglądajcie nas i uczcie się

Tilda Swinton - Nominacja za drugoplanową rolę żeńską w filmie "Michael Clayton",

Wszyscy wokół mówią: Tilda, w końcu ci się udało. Ale twierdzenie, że Tilda Swinton wreszcie robi karierę, jest fałszywe. Czy karierę robi się dzięki filmom Béli Tarra, czy Ericka Zonki? Moja agentka zabiłaby mnie pewnie, gdyby to usłyszała, ale tak naprawdę wszystkie hollywoodzkie produkcje, w których ostatnio zagrałam - nawet "Michael Clayton" - to jedynie mój tajny sposób na to, żeby promować właśnie te małe, niezależne filmy.

Karen z "Michaela Claytona" tylko z pozoru jest zimna i bezwzględna. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam scenariusz, pomyślałam o niej jak o złej aktorce, która wbrew sobie została fatalnie obsadzona. Im bardziej prze do przodu, tym bardziej widać, jak źle się czuje we własnej skórze.

Wierzę, że gdybym sama znalazła się w takiej sytuacji, potrafiłabym się odpowiednio wcześnie wycofać. Na razie w Hollywood - tej krwiożerczej "korporacji" - jestem tylko gościem, którego zaprasza się na wystawne kolacje (śmiech). Staram się zachować dystans i brać to, co przynosi życie. Dlatego na ceremonię rozdania Oscarów oczywiście pójdę, chociaż muszę przyznać, że ani razu nie oglądałam gali nawet w telewizji. Będzie to doświadczenie trochę perwersyjne, ale, mam nadzieję, niezbyt bolesne.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Fidel Castro nie chce zmian na Kubie

Maciej Stasiński
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 17:21

Watykański sekretarz stanu Tarcisio Bertone będzie pierwszym mężem stanu, który pozna następcę Fidela Castro. Ale stary dyktator odgraża się, że zmian demokratycznych na Kubie nie będzie

Zobacz powiekszenie
Fot. Ariana Cubillos AP
Krewne więźniów politycznych na czwartkowej mszy w Hawanie
ZOBACZ TAKŻE
Podróż kardynała Bertone miała upamiętnić 10-lecie pielgrzymki na Kubę papieża Jana Pawła II, ale niespodziewanie stała się pierwszą wizytą zachodniego męża stanu po zrzeczeniu się władzy przez dyktatora Fidela Castro. We wtorek Castro oświadczył, że po 49 latach zdrowie nie pozwala mu już dłużej rządzić.

Komunistyczny parlament ma w niedzielę wyznaczyć następcę Fidela Castro na stanowisku szefa państwa oraz głównodowodzącego sił zbrojnych. Najprawdopodobniej będzie nim młodszy brat dyktatora Raul Castro. Kard. Bertone spotka się z nim jako pierwszy gość zagraniczny w poniedziałek.

W czwartek w Hawanie watykański sekretarz stanu przekazał kubańskim biskupom list Benedykta XVI, w którym papież wzywa do "zrozumienia, miłosierdzia oraz pojednania" na Kubie. Papież upomniał się o wolność religijną i ujął się za niegdyś brutalnie prześladowanym, a dziś nadal dyskryminowanym Kościołem katolickim: - Społeczności chrześcijańskie są często przytłoczone trudnościami, brakiem środków, obojętnością, a nawet strachem, co może prowadzić do zniechęcenia. Ale bądźcie cierpliwi. I nie lękajcie się - napisał papież.

- Mam nadzieję, że rocznica podróży Jana Pawła II da nowy bodziec w stosunkach państwa i Kościoła, żeby Kościół mógł pełnić misję duszpasterską w służbie wiernym w warunkach wolności i w poczuciu wzajemnego szacunku i porozumienia - powiedział piętnastu biskupom kard. Bertone.

W czwartek wieczorem na placu przed katedrą w Hawanie Bertone odprawił transmitowaną przez telewizję mszę na wolnym powietrzu. Było to pierwsze publiczne i tak masowe nabożeństwo od czasu pielgrzymki Jana Pawła II w 1998 r.

Papież oraz jego sekretarz stanu unikają skrzętnie zarzutów o mieszanie się w bieżącą politykę, ale ich przesłanie do władz kubańskich to katalog zasadniczych postulatów wolnościowych.

Po ciężkich prześladowaniach Kościoła w latach 60., wygnaniu wielu księży z wyspy, odebraniu im szkół zakonnych i ścisłym ograniczeniu działalności religijnej do kościołów biskupi i Watykan od lat domagają się od władz dostępu do środków przekazu, przywrócenia prawa do nauczania, wypuszczenia religii w przestrzeń publiczną, m.in. zezwolenia na procesje, dopuszczenia księży do więzień i szpitali i zezwolenia na przyjazd na wyspę księży i misjonarzy z zagranicy.

Kubę z jej 11-milionową ludnością obsługuje dzisiaj zaledwie 1,2 tys. księży i zakonników w 523 kościołach.

Tego samego domagał się już dekadę temu od Fidela Castro Jan Paweł II, ale dyktator mimo wielkiej pompy, z jaką podejmował swojego gościa, na zasadnicze ustępstwa w sprawie swobody działalności Kościoła nie poszedł. Wypuścił wówczas z więzień kilkuset więźniów sumienia i od tamtej pory pozwala czasem jedynie na transmisje radiowe z mszy.

Także teraz dyplomaci oczekują, że po niedzielnym wyborze nowych władz i po poniedziałkowym przyjęciu, jakie w nuncjaturze szykuje dla nich kardynał Bertone, następcy Fidela Castro uczynią gest dobrej woli i wypuszczą niektórych z około 300 więźniów politycznych.

Do tego czasu watykański sekretarz stanu objedzie wyspę, odprawi m.in. mszę w Santa Clara, gdzie odsłoni pomnik Jana Pawła II, w Guantanamo i w Santiago de Cuba, gdzie spotka się z młodzieżą w 10. rocznicę koronacji patronki Kuby Virgen del Cobre.

Nawet po niedzielnym wyborze nowych władz schorowany Fidel Castro władzy faktycznie z rąk nie wypuści. Wczoraj przestrzegł świat, by nie robił sobie nadziei na nadejście demokracji na wyspę. Opublikowany właśnie kolejny rozdział nauk dla Kuby w reżimowym dzienniku "Granma" nosi po raz pierwszy tytuł "Przemyślenia towarzysza Fidela", a nie jak dotąd "Przemyślenia Głównodowodzącego".

Castro pisze tam, że po swej zapowiedzi oddania władzy zamierzał odpocząć, ale nie wytrzymał, gdy zobaczył reakcje USA i Europy. Postanowił więc "oddać ideologiczną salwę w przeciwników".

"Prezydent Bush powiedział, że moje odejście to początek drogi wolności dla Kuby, czyli jej aneksji przez USA" - napisał. Drwił też z komentarzy kandydatów do objęcia prezydentury USA: "Po pół wieku blokady jeszcze im mało! Zmiany! Zmiany! Zmiany! Wrzeszczeli wszyscy jednym głosem. Zgoda, zmiany! Ale w USA! Bo Kuba już jakiś czas temu się zmieniła i nigdy nie powróci do przeszłości".

Castro wyśmiewa także głosy z Europy rzekomo cieszącej się wolnością i demokracją: "To podupadłe potęgi, który mówią, że nadeszła godzina, by zatańczyć na melodię wolności i demokracji, których same od czasów Torquemady nigdy nie zaznały. Dyskwalifikuje je moralnie kolonialne i neokolonialne panowanie na całych kontynentach, z których czerpały źródła energii, surowce i tanią siłę roboczą".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Bezpieka z Wietnamu w Polsce

Wojciech Czuchnowski, Łukasz Krajewski
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 20:21

Służba bezpieczeństwa komunistycznego Wietnamu wykorzystuje umowę z Polską do prześladowania opozycji.

Zobacz powiekszenie
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Wólka Kosowska. Drzwi do hotelu dla uchodźców rozbite przez straż graniczną
ZOBACZ TAKŻE


- Wiemy, że do Polski przyjechała delegacja rządu wietnamskiego, ale nie informowano nas, że są w niej przedstawiciele służby bezpieczeństwa, którzy zajmują się sprawami konkretnych obywateli Wietnamu - mówi rzeczniczka MSWiA Wioletta Paprocka.

Ale ks. Edward Osiecki, który w Warszawie opiekuje się społecznością wietnamską, twierdzi, że regularnie otrzymuje od swoich podopiecznych skargi, że po zatrzymaniu przez polskie służby - głównie Straż Graniczną - są oni przesłuchiwani przez ludzi z wietnamskiej bezpieki.

Dowodem na to, że polskie władze współpracują z wietnamską służbą bezpieczeństwa, jest pismo, które ks. Osiecki otrzymał 25 stycznia z Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie. Potwierdza ono wizytę w dniach 17 do 24 lutego "ekspertów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Socjalistycznej Republiki Wietnamu". Podkreśla też, że decyzja w sprawie kart pobytu dla trzech uchodźców jest "uzależniona od wyników tej wizyty". - Polska jest obecnie największym na świecie emigracyjnym ośrodkiem wietnamskiej opozycji antykomunistycznej, stąd aktywność wietnamskiej bezpieki - tłumaczy ks. Osiecki.

Wietnam jest jednym z ostatnich na świecie reżimów komunistycznych. W 2006 r. w Warszawie odbył się zjazd założycielski organizacji Wietnamski Komitet Obrony Robotników. Uczestniczyli w nim przedstawiciele wietnamskiej emigracji z całego świata. Wietnamska bezpieka szczególnie interesuje się działalnością Komitetu.

Funkcjonariusze wydziału A18 wietnamskiej Milicji Ludowej (czyli służby bezpieczeństwa) przyjeżdżają do Polski na podstawie umowy o wzajemnym przekazywaniu obywateli, jaką oba kraje podpisały w 2004 r. - Ta umowa wykorzystywana jest do walki z opozycją - mówi Robert Krzysztoń, współpracownik Amnesty International. Według relacji zebranych przez Krzysztonia w areszcie deportacyjnym Straży Granicznej na Okęciu prowadzone są przesłuchania wietnamskich uchodźców prowadzone przez funkcjonariuszy bezpieki z Wietnamu.

Dzwonimy do przesłuchiwanych Wietnamczyków. Tłumaczy Ton Van Anh, Wietnamka przebywająca w Polsce i działająca w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa. Jeden z rozmówców (wszyscy proszą o anonimowość) dwukrotnie uciekał z ojczyzny, bojąc się prześladowań. Złożył w Polsce wniosek o status uchodźcy, przez co jest chroniony konwencją genewską. Przed przesłuchaniem nikt nie powiadomił go, z kim ma rozmawiać. - Przesłuchiwało mnie dwóch mężczyzn i kobieta z A18. Bałem się, więc podpisałem. co mi podetknęli - mówi. Podobnie relacje składa czterech jego znajomych z Okęcia.

Z zeznań Wietnamczyków wynika, że bezpieka namawia ich do współpracy w rozpracowywaniu wietnamskiej emigracji w Polsce, w tym przedstawicieli opozycji wobec rządu komunistycznego. Straszono ich, że jeśli odmówią, to zostaną deportowani.

Ppłk Wojciech Zachariasz, rzecznik SG, który w czwartek zaprzeczał, by w przesłuchaniach brali udział funkcjonariusze z Wietnamu, wczoraj mówił już: - To nie jest pytanie do mnie i odmawiał dalszych komentarzy.

W czwartek byliśmy w Wólce Kosowskiej, gdzie w środę rano straż graniczna zatrzymała 89 Wietnamczyków. Wśród zatrzymanych jest kilkanaście osób, które są na liście wietnamskiej bezpieki.

Źródło: Gazeta Wyborcza