Cała polska ekipa związana z filmem "Katyń" i animowanym "Piotrusiem i wilkiem" już tam jest. Rano w poniedziałek polskiego czasu będzie wiadomo, kto w tym roku dostał Oscara.
ZOBACZ TAKŻE
- Agnieszka Holland. Liczy się sztuka promocji (22-02-08, 03:00)
- Polacy na czerwonym dywanie (22-02-08, 03:00)
- Nominacje do Oscarów: filmy braci Coen i Andersona faworytami (22-01-08, 16:20)
SERWISY
W Los Angeles są lekko przeziębiony Andrzej Wajda i jego żona Krystyna Zachwatowicz. Poza tym aktorzy: Magdalena Cielecka, Andrzej Chyra, Paweł Małaszyński i Artur Żmijewski, Agnieszka Odorowicz i Maciej Karpiński z PISF, koproducenci z TVP i TP SA oraz Michał Kwieciński z Akson Studio, który film wyprodukował.
Dziś w nocy Wajda wraz z pozostałą czwórką reżyserów najlepszych filmów nieanglojęzycznych - Nikitą Michałkowem ("12"), Siergiejem Bodrowem ("Mongoł"), Josephem Cedarem ("Beaufort"), Stefanem Ruzowitzkim ("Fałszerze") - wziął udział w konferencji prasowej, spotkaniu z publicznością i koktajlu wydanym przez Amerykańską Akademię Filmową.
Atmosfera w naszej ekipie jest nieco napięta, chociaż - jak twierdzi Magda Cielecka - bardzo optymistyczna. Nikt nie dostał jeszcze biletów na samą galę w Kodak Theatre. Wiadomo, że czeka na nas sześć zaproszeń. Na ceremonię oscarową pójdą: Andrzej Wajda z żoną, Michał Kwieciński z żoną, Agnieszka Odorowicz i Maciej Witucki - prezes TP SA, jednego z koproducentów filmu.
- Sądząc po tutejszych nastrojach, naszym najmocniejszym rywalem w walce o Oscara wydają się austriaccy "Fałszerze'" - powiedział "Gazecie" Michał Kwieciński.
Film Andrzeja Wajdy odniósł gigantyczny sukces artystyczny i frekwencyjny w Polsce (ponad 3 mln widzów). Nazwisko reżysera, oscarowa nominacja i entuzjastyczne przyjęcie na festiwalu w Berlinie spowodowały, że filmem zainteresowali się dystrybutorzy na całym świecie.
Agnieszka Holland o szansach "Katynia" Andrzeja Wajdy jako najlepszego filmu obcojęzycznego
Myślę, że "Katyń" może wygrać, bo to ważny obraz również z powodów pozafilmowych. A ci, którzy głosują na tę akurat kategorię - z powodów praktycznych jest to najczęściej kilkadziesiąt chętnych osób, zwykle starszych i niepracujących już zawodowo - wyczuleni są na takie właśnie filmy: poruszające drażliwe tematy społeczno-polityczne, dotykające tragicznych momentów w historii. Poza tym Andrzej, który ma już Oscara za całokształt, jest w Stanach postacią znaną i cenioną. Szanse są więc duże, choć pewnie można było wokół filmu sprowokować większą dyskusję, zwłaszcza w amerykańskiej prasie.
Janusz Kamiński - nominacja za najlepsze zdjęcia - film "Motyl i skafander"
Nie mam ciśnienia na nagrodę. Liczę się z tym, że tym razem skończy się na nominacji, chociaż za trzecią statuetkę bym się nie obraził. Poza tym w głównych kategoriach rzadko dostają Oscary filmy nie po angielsku. A "Motyl i skafander" i tak został już doceniony bardziej, niż mogłem się spodziewać - to był przecież w pewnym sensie mój kaprys, wizualny eksperyment i dla mnie jako operatora ogromne ryzyko. Ale każda nominacja cieszy, bo w Hollywood dzięki temu wyrabiasz sobie markę. W wypadku "Motyla ", który nie jest przecież komercyjnym filmem, to szczególnie ważne - bez wsparcia prasy i Akademii Filmowej film pewnie by w Stanach przepadł i co najwyżej trafił na kilka festiwali.
Jason Reitman - nominacja za najlepszą reżyserię i najlepszy film - "Juno"
Gdyby parę lat temu ktoś powiedział, że tak skromny film o nastolatce jak "Juno" dostanie aż cztery nominacje i zostanie uznany za jeden z pięciu najlepszych filmów roku, sam uznałbym to za szaleństwo. Ale Hollywood się zmienia, zmienia się też amerykańska Akademia Filmowa.
To właśnie niezależne kino rozsadza ten system od środka, z niszowego obiegu wchodzi na pierwszy plan. Kiedy patrzę na listę nominacji, wciąż przecieram oczy ze zdumienia: Paul Thomas Anderson, bracia Coen, Julian Schnabel Czy można sobie wyobrazić lepsze towarzystwo?
"Juno" miała być prostą historią o dziewczynie, która wbrew wszystkiemu nie chce zwątpić: w miłość, w ludzką dobroć. I w to, że nie ma błędów, których nie dałoby się naprawić. Mam dużo pokory - wiem, że są z pewnością o wiele lepsi rzemieślnicy ode mnie, ja tak naprawdę dopiero się uczę. Zamiast popisywać się reżyserią, wolę filmową prostotę, czyste wzruszenie, spontaniczność. Jeśli to w "Juno" widać, to już dobrze.
Paul Thomas Anderson - nominacja za najlepszą reżyserię i najlepszy film - "Aż poleje się krew"
Nie mam poczucia, że ten film jest dla mnie jakimś przełomem, chociaż to oczywiście zupełnie inny rodzaj kina niż "Magnolia" czy "Boogie Nights". Pomyślałem po prostu, że przyszedł najwyższy czas, by wziąć sobie do serca radę starych mistrzów: opowiedz historię! Bez narracyjnych szaleństw, z filmowym powietrzem, oddechem. Jak w filmach Johna Hustona - choćby "Skarb Sierra Madre", który był w tym wypadku jedną z największych inspiracji.
Jeśli decydujesz się na film o ropie naftowej i religii, musisz mieć świadomość, że dotykasz najważniejszych dla Amerykanów mitów. Pomyślałem: trzeba być ostrożnym. Dlatego właśnie zdecydowałem się na opowieść w pewnym sensie klasyczną, skupioną na głównych bohaterach, realizowaną według ścisłych zapisów scenariusza. I nagle okazało się, że ta "polisa ubezpieczeniowa" dała pewien szlachetny rytm, otworzyła zupełnie inne możliwości w kreowaniu obrazów i budowaniu relacji między postaciami. Jakbym zobaczył palec starych mistrzów: młodzi barbarzyńcy, oglądajcie nas i uczcie się
Tilda Swinton - Nominacja za drugoplanową rolę żeńską w filmie "Michael Clayton",
Wszyscy wokół mówią: Tilda, w końcu ci się udało. Ale twierdzenie, że Tilda Swinton wreszcie robi karierę, jest fałszywe. Czy karierę robi się dzięki filmom Béli Tarra, czy Ericka Zonki? Moja agentka zabiłaby mnie pewnie, gdyby to usłyszała, ale tak naprawdę wszystkie hollywoodzkie produkcje, w których ostatnio zagrałam - nawet "Michael Clayton" - to jedynie mój tajny sposób na to, żeby promować właśnie te małe, niezależne filmy.
Karen z "Michaela Claytona" tylko z pozoru jest zimna i bezwzględna. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam scenariusz, pomyślałam o niej jak o złej aktorce, która wbrew sobie została fatalnie obsadzona. Im bardziej prze do przodu, tym bardziej widać, jak źle się czuje we własnej skórze.
Wierzę, że gdybym sama znalazła się w takiej sytuacji, potrafiłabym się odpowiednio wcześnie wycofać. Na razie w Hollywood - tej krwiożerczej "korporacji" - jestem tylko gościem, którego zaprasza się na wystawne kolacje (śmiech). Staram się zachować dystans i brać to, co przynosi życie. Dlatego na ceremonię rozdania Oscarów oczywiście pójdę, chociaż muszę przyznać, że ani razu nie oglądałam gali nawet w telewizji. Będzie to doświadczenie trochę perwersyjne, ale, mam nadzieję, niezbyt bolesne.
Dziś w nocy Wajda wraz z pozostałą czwórką reżyserów najlepszych filmów nieanglojęzycznych - Nikitą Michałkowem ("12"), Siergiejem Bodrowem ("Mongoł"), Josephem Cedarem ("Beaufort"), Stefanem Ruzowitzkim ("Fałszerze") - wziął udział w konferencji prasowej, spotkaniu z publicznością i koktajlu wydanym przez Amerykańską Akademię Filmową.
Atmosfera w naszej ekipie jest nieco napięta, chociaż - jak twierdzi Magda Cielecka - bardzo optymistyczna. Nikt nie dostał jeszcze biletów na samą galę w Kodak Theatre. Wiadomo, że czeka na nas sześć zaproszeń. Na ceremonię oscarową pójdą: Andrzej Wajda z żoną, Michał Kwieciński z żoną, Agnieszka Odorowicz i Maciej Witucki - prezes TP SA, jednego z koproducentów filmu.
- Sądząc po tutejszych nastrojach, naszym najmocniejszym rywalem w walce o Oscara wydają się austriaccy "Fałszerze'" - powiedział "Gazecie" Michał Kwieciński.
Film Andrzeja Wajdy odniósł gigantyczny sukces artystyczny i frekwencyjny w Polsce (ponad 3 mln widzów). Nazwisko reżysera, oscarowa nominacja i entuzjastyczne przyjęcie na festiwalu w Berlinie spowodowały, że filmem zainteresowali się dystrybutorzy na całym świecie.
Agnieszka Holland o szansach "Katynia" Andrzeja Wajdy jako najlepszego filmu obcojęzycznego
Myślę, że "Katyń" może wygrać, bo to ważny obraz również z powodów pozafilmowych. A ci, którzy głosują na tę akurat kategorię - z powodów praktycznych jest to najczęściej kilkadziesiąt chętnych osób, zwykle starszych i niepracujących już zawodowo - wyczuleni są na takie właśnie filmy: poruszające drażliwe tematy społeczno-polityczne, dotykające tragicznych momentów w historii. Poza tym Andrzej, który ma już Oscara za całokształt, jest w Stanach postacią znaną i cenioną. Szanse są więc duże, choć pewnie można było wokół filmu sprowokować większą dyskusję, zwłaszcza w amerykańskiej prasie.
Janusz Kamiński - nominacja za najlepsze zdjęcia - film "Motyl i skafander"
Nie mam ciśnienia na nagrodę. Liczę się z tym, że tym razem skończy się na nominacji, chociaż za trzecią statuetkę bym się nie obraził. Poza tym w głównych kategoriach rzadko dostają Oscary filmy nie po angielsku. A "Motyl i skafander" i tak został już doceniony bardziej, niż mogłem się spodziewać - to był przecież w pewnym sensie mój kaprys, wizualny eksperyment i dla mnie jako operatora ogromne ryzyko. Ale każda nominacja cieszy, bo w Hollywood dzięki temu wyrabiasz sobie markę. W wypadku "Motyla ", który nie jest przecież komercyjnym filmem, to szczególnie ważne - bez wsparcia prasy i Akademii Filmowej film pewnie by w Stanach przepadł i co najwyżej trafił na kilka festiwali.
Jason Reitman - nominacja za najlepszą reżyserię i najlepszy film - "Juno"
Gdyby parę lat temu ktoś powiedział, że tak skromny film o nastolatce jak "Juno" dostanie aż cztery nominacje i zostanie uznany za jeden z pięciu najlepszych filmów roku, sam uznałbym to za szaleństwo. Ale Hollywood się zmienia, zmienia się też amerykańska Akademia Filmowa.
To właśnie niezależne kino rozsadza ten system od środka, z niszowego obiegu wchodzi na pierwszy plan. Kiedy patrzę na listę nominacji, wciąż przecieram oczy ze zdumienia: Paul Thomas Anderson, bracia Coen, Julian Schnabel Czy można sobie wyobrazić lepsze towarzystwo?
"Juno" miała być prostą historią o dziewczynie, która wbrew wszystkiemu nie chce zwątpić: w miłość, w ludzką dobroć. I w to, że nie ma błędów, których nie dałoby się naprawić. Mam dużo pokory - wiem, że są z pewnością o wiele lepsi rzemieślnicy ode mnie, ja tak naprawdę dopiero się uczę. Zamiast popisywać się reżyserią, wolę filmową prostotę, czyste wzruszenie, spontaniczność. Jeśli to w "Juno" widać, to już dobrze.
Paul Thomas Anderson - nominacja za najlepszą reżyserię i najlepszy film - "Aż poleje się krew"
Nie mam poczucia, że ten film jest dla mnie jakimś przełomem, chociaż to oczywiście zupełnie inny rodzaj kina niż "Magnolia" czy "Boogie Nights". Pomyślałem po prostu, że przyszedł najwyższy czas, by wziąć sobie do serca radę starych mistrzów: opowiedz historię! Bez narracyjnych szaleństw, z filmowym powietrzem, oddechem. Jak w filmach Johna Hustona - choćby "Skarb Sierra Madre", który był w tym wypadku jedną z największych inspiracji.
Jeśli decydujesz się na film o ropie naftowej i religii, musisz mieć świadomość, że dotykasz najważniejszych dla Amerykanów mitów. Pomyślałem: trzeba być ostrożnym. Dlatego właśnie zdecydowałem się na opowieść w pewnym sensie klasyczną, skupioną na głównych bohaterach, realizowaną według ścisłych zapisów scenariusza. I nagle okazało się, że ta "polisa ubezpieczeniowa" dała pewien szlachetny rytm, otworzyła zupełnie inne możliwości w kreowaniu obrazów i budowaniu relacji między postaciami. Jakbym zobaczył palec starych mistrzów: młodzi barbarzyńcy, oglądajcie nas i uczcie się
Tilda Swinton - Nominacja za drugoplanową rolę żeńską w filmie "Michael Clayton",
Wszyscy wokół mówią: Tilda, w końcu ci się udało. Ale twierdzenie, że Tilda Swinton wreszcie robi karierę, jest fałszywe. Czy karierę robi się dzięki filmom Béli Tarra, czy Ericka Zonki? Moja agentka zabiłaby mnie pewnie, gdyby to usłyszała, ale tak naprawdę wszystkie hollywoodzkie produkcje, w których ostatnio zagrałam - nawet "Michael Clayton" - to jedynie mój tajny sposób na to, żeby promować właśnie te małe, niezależne filmy.
Karen z "Michaela Claytona" tylko z pozoru jest zimna i bezwzględna. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam scenariusz, pomyślałam o niej jak o złej aktorce, która wbrew sobie została fatalnie obsadzona. Im bardziej prze do przodu, tym bardziej widać, jak źle się czuje we własnej skórze.
Wierzę, że gdybym sama znalazła się w takiej sytuacji, potrafiłabym się odpowiednio wcześnie wycofać. Na razie w Hollywood - tej krwiożerczej "korporacji" - jestem tylko gościem, którego zaprasza się na wystawne kolacje (śmiech). Staram się zachować dystans i brać to, co przynosi życie. Dlatego na ceremonię rozdania Oscarów oczywiście pójdę, chociaż muszę przyznać, że ani razu nie oglądałam gali nawet w telewizji. Będzie to doświadczenie trochę perwersyjne, ale, mam nadzieję, niezbyt bolesne.
Źródło: Gazeta Wyborcza











