sobota, 23 lutego 2008

Fidel Castro nie chce zmian na Kubie

Maciej Stasiński
2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 17:21

Watykański sekretarz stanu Tarcisio Bertone będzie pierwszym mężem stanu, który pozna następcę Fidela Castro. Ale stary dyktator odgraża się, że zmian demokratycznych na Kubie nie będzie

Zobacz powiekszenie
Fot. Ariana Cubillos AP
Krewne więźniów politycznych na czwartkowej mszy w Hawanie
ZOBACZ TAKŻE
Podróż kardynała Bertone miała upamiętnić 10-lecie pielgrzymki na Kubę papieża Jana Pawła II, ale niespodziewanie stała się pierwszą wizytą zachodniego męża stanu po zrzeczeniu się władzy przez dyktatora Fidela Castro. We wtorek Castro oświadczył, że po 49 latach zdrowie nie pozwala mu już dłużej rządzić.

Komunistyczny parlament ma w niedzielę wyznaczyć następcę Fidela Castro na stanowisku szefa państwa oraz głównodowodzącego sił zbrojnych. Najprawdopodobniej będzie nim młodszy brat dyktatora Raul Castro. Kard. Bertone spotka się z nim jako pierwszy gość zagraniczny w poniedziałek.

W czwartek w Hawanie watykański sekretarz stanu przekazał kubańskim biskupom list Benedykta XVI, w którym papież wzywa do "zrozumienia, miłosierdzia oraz pojednania" na Kubie. Papież upomniał się o wolność religijną i ujął się za niegdyś brutalnie prześladowanym, a dziś nadal dyskryminowanym Kościołem katolickim: - Społeczności chrześcijańskie są często przytłoczone trudnościami, brakiem środków, obojętnością, a nawet strachem, co może prowadzić do zniechęcenia. Ale bądźcie cierpliwi. I nie lękajcie się - napisał papież.

- Mam nadzieję, że rocznica podróży Jana Pawła II da nowy bodziec w stosunkach państwa i Kościoła, żeby Kościół mógł pełnić misję duszpasterską w służbie wiernym w warunkach wolności i w poczuciu wzajemnego szacunku i porozumienia - powiedział piętnastu biskupom kard. Bertone.

W czwartek wieczorem na placu przed katedrą w Hawanie Bertone odprawił transmitowaną przez telewizję mszę na wolnym powietrzu. Było to pierwsze publiczne i tak masowe nabożeństwo od czasu pielgrzymki Jana Pawła II w 1998 r.

Papież oraz jego sekretarz stanu unikają skrzętnie zarzutów o mieszanie się w bieżącą politykę, ale ich przesłanie do władz kubańskich to katalog zasadniczych postulatów wolnościowych.

Po ciężkich prześladowaniach Kościoła w latach 60., wygnaniu wielu księży z wyspy, odebraniu im szkół zakonnych i ścisłym ograniczeniu działalności religijnej do kościołów biskupi i Watykan od lat domagają się od władz dostępu do środków przekazu, przywrócenia prawa do nauczania, wypuszczenia religii w przestrzeń publiczną, m.in. zezwolenia na procesje, dopuszczenia księży do więzień i szpitali i zezwolenia na przyjazd na wyspę księży i misjonarzy z zagranicy.

Kubę z jej 11-milionową ludnością obsługuje dzisiaj zaledwie 1,2 tys. księży i zakonników w 523 kościołach.

Tego samego domagał się już dekadę temu od Fidela Castro Jan Paweł II, ale dyktator mimo wielkiej pompy, z jaką podejmował swojego gościa, na zasadnicze ustępstwa w sprawie swobody działalności Kościoła nie poszedł. Wypuścił wówczas z więzień kilkuset więźniów sumienia i od tamtej pory pozwala czasem jedynie na transmisje radiowe z mszy.

Także teraz dyplomaci oczekują, że po niedzielnym wyborze nowych władz i po poniedziałkowym przyjęciu, jakie w nuncjaturze szykuje dla nich kardynał Bertone, następcy Fidela Castro uczynią gest dobrej woli i wypuszczą niektórych z około 300 więźniów politycznych.

Do tego czasu watykański sekretarz stanu objedzie wyspę, odprawi m.in. mszę w Santa Clara, gdzie odsłoni pomnik Jana Pawła II, w Guantanamo i w Santiago de Cuba, gdzie spotka się z młodzieżą w 10. rocznicę koronacji patronki Kuby Virgen del Cobre.

Nawet po niedzielnym wyborze nowych władz schorowany Fidel Castro władzy faktycznie z rąk nie wypuści. Wczoraj przestrzegł świat, by nie robił sobie nadziei na nadejście demokracji na wyspę. Opublikowany właśnie kolejny rozdział nauk dla Kuby w reżimowym dzienniku "Granma" nosi po raz pierwszy tytuł "Przemyślenia towarzysza Fidela", a nie jak dotąd "Przemyślenia Głównodowodzącego".

Castro pisze tam, że po swej zapowiedzi oddania władzy zamierzał odpocząć, ale nie wytrzymał, gdy zobaczył reakcje USA i Europy. Postanowił więc "oddać ideologiczną salwę w przeciwników".

"Prezydent Bush powiedział, że moje odejście to początek drogi wolności dla Kuby, czyli jej aneksji przez USA" - napisał. Drwił też z komentarzy kandydatów do objęcia prezydentury USA: "Po pół wieku blokady jeszcze im mało! Zmiany! Zmiany! Zmiany! Wrzeszczeli wszyscy jednym głosem. Zgoda, zmiany! Ale w USA! Bo Kuba już jakiś czas temu się zmieniła i nigdy nie powróci do przeszłości".

Castro wyśmiewa także głosy z Europy rzekomo cieszącej się wolnością i demokracją: "To podupadłe potęgi, który mówią, że nadeszła godzina, by zatańczyć na melodię wolności i demokracji, których same od czasów Torquemady nigdy nie zaznały. Dyskwalifikuje je moralnie kolonialne i neokolonialne panowanie na całych kontynentach, z których czerpały źródła energii, surowce i tanią siłę roboczą".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy: