środa, 5 marca 2008

Mary-Kate i Ashley Olsen - bliźniacze indywidualistki

Anna Kopiec
2008-03-03, ostatnia aktualizacja 2008-03-03 13:48
Zobacz powiększenie
Mary-Kate i Ashley Olsen
Fot. Janet Mayer / Photorazzi Janet Mayer / Photorazzi

Mary Kate i Ashley Olsen swą niesłabnącą od lat popularność zawdzięczają nie tylko wielu wspólnym rolom filmowym. Jako jedne z nielicznych gwiazd szklanego ekranu są również ikonami dobrego stylu i będąc projektantkami wyznaczają nowe trendy w modzie

Zobacz powiekszenie
Bliźniaczki w reklamie Badgley Mischka
Zobacz powiekszenie
Fot. Glenn Harris / Photorazzi Glenn Harris / Photorazzi
Siostry Olsen w Los Angeles na premierze filmu Starsky i Hutch
SONDAŻ
Czy podoba Ci się styl sióstr Olsen?

Tak, mają wyczucie smaku i rewelacyjnie dopasowują ciuchy
Ubierają się ciekawie, ale to nic wyjątkowego
Nie, to bogate dziewczyny, które stać na drogie ubrania - to wszystko

Urodziły się w 1986 roku w Kalifornii (Ashley jest starsza od Mary-Kate o dwie minuty). Mając zaledwie 5 miesięcy (!), podbiły serca milionów fanów serialu "Pełna chata". Od tej pory, z dnia na dzień zyskiwały coraz większą popularność, występując obok seriali w rodzinnych filmach pełnometrażowych. W 1993 roku założyły firmę Dualstar, produkującą filmy, programy rozrywkowe itp., dzięki której w 2007 roku magazyn Forbes umieścił je na jedenastym miejscu najbogatszych kobiet świata.

Mimo tego, że czasem ciężko je od siebie odróżnić, można to zrobić za pomocą stroju. Obie preferują tzw. styl boho-chic, połączenie hippisowskiego looku z nowoczesnymi dodatkami wprost z wybiegu oraz elementami a la vintage. Ich znakiem rozpoznawczym są: krótkie skórzane kurteczki, spodnie rurki, długie luźne swetry, sukienki, wysokie buty, często do kolan, duże okulary (w tym sezonie firmy Ray-Ban) i obowiązkowo, ogromna torba znanego projektanta. Mary Kate łączy te elementy w luźnym, trochę grunge'owym klimacie, z kolei Ashley gustuje w bardziej eleganckich zestawieniach. Obie uwielbiają długie szale i chusty, kapelusze w stylu Pete'a Dorethy oraz oryginalne buty - to akurat jest jednym z fetyszy Mary-Kate. Bez pomocy stylistki stworzyły charakterystyczny styl, idealnie dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Obok Kate Moss i Sienny Miller w Anglii siostry Olsen jako pierwsze interpretują nadchodzące trendy w modzie, dzięki czemu stanowią inspirację dla rzeszy dziewcząt na całym świecie.

Oprócz nienagannego image'u siostry prężnie działają w świecie mody. W 2006 roku założyły dwie linie odzieżowe, ekskluzywną The Row oraz młodzieżową Elizabeth&James. Do roli projektantki przygotowywał Ashley Zac Posen, chwaląc ją za perfekcję i elegancję w tworzeniu. Nazwa the Row pochodzi od londyńskiej ulicy Savile Road, pełnej wytwornych butików. Linia ubrań the Row charakteryzuje się prostymi, nowoczesnymi krojami. Spódnice ołówkowe, proste marynarki, wąskie spodnie i sukienki mają uniwersalny charakter. Jednak siostry Olsen nie powstrzymały się przed zastosowaniem prawdziwego futra, za co zostały ostro skrytykowane przez organizację PETA. Miejmy nadzieję, że pod ich wpływem i za przykładem innych designerów zaczną korzystać ze sztucznych futer, tym bardziej, że we współczesnej modzie nadal jest to lekceważone. Linia Elizabeth&James wzięła swą nazwę od młodszego rodzeństwa bliźniaczek. Ciuchy mają żywszą kolorystykę i są skierowane do młodszych odbiorców, również dzięki niewygórowanym cenom. Propagatorkami Elizabeth&James są liczne gwiazdy, m.in. Natalie Portman czy Heidi Klum.

Będąc w tej branży, trzeba być na bieżąco z najnowszymi trendami, więc dziewczyny dzielnie stawiają się na każdym większym pokazie. Nierzadko są inspiracją dla wielu projektantów, np. w 2006 roku mogliśmy podziwiać je w kampanii reklamowej domu mody Badgley Mischka. Często pojawiają się również na okładkach pism modowych oraz biorą udział w licznych sesjach zdjęciowych.

Warto przyglądać się im na bieżąco, ponieważ ich styl może okazać się dla nas skarbnicą pomysłów i inspiracji przy wyborze codziennego stroju.

Siostry Olsen w blasku reflektorów



Człowiek Millera wraca do ABW

Człowiek Millera wraca do ABW

Do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego powraca Andrzej Barcikowski, który nominację na szefa w 2002 roku odbierał z rąk Leszka Millera. Jak dowiedział się DZIENNIK, były szef ABW został właśnie powołany w skład rady konsultacyjnej szkoły kontrwywiadu w podwarszawskim Emowie.

Sześcioosobową radę powołał 28 lutego szef ABW Krzysztof Bondaryk. Oprócz Barcikowskiego zasiadają w niej również były redaktor "Tygodnika Powszechnego” Krzysztof Kozłowski, a także ekspert sejmowej komisji ds. służb specjalnych z ramienia Platformy Obywatelskiej Piotr Niemczyk. Za udział w posiedzeniach członkowie rady otrzymują niewielkie wynagrodzenie - ryczałt w wysokości 300 zł.

Największe kontrowersje wzbudza powołanie do rady właśnie Andrzeja Barcikowskiego. Pod jego kierownictwem w służbach doszło do wielu skandali. W lutym dziennikarze "Superwizjera” TVN przypomnieli, że ABW w 2003 r. tuszowała sprawę zawarcia kontraktu na dostawy gazu do Polski z firmą kontrolowaną przez rosyjską mafię. Za kadencji Barcikowskiego ABW oskarżyła Marcina Tylickiego, asystenta Józefa Gruszki, szefa sejmowej komisji śledczej ds. Orlenu, o szpiegostwo na rzecz Rosjan. Akcję kontrywiadu później oceniono jako prowokację, a sam Tylicki został uniewinniony.

"Skład rady wskazuje kierunek, w którym idzie cała służba. To kolejne nawiązanie do czasów SLD" - mówi nam oficer ABW. "To może być też rodzaj odwdzięczenia się za to, że pan Barcikowki, kiedy był szefem Agencji, dał dobre posady osobom ze środowiska Bondaryka" - ocenia Zbigniew Wassermann, koordynator służb specjalnych w rządzie PiS. Posłowie PO z komisji ds. służb Konstanty Miodowicz oraz Marek Biernacki nie chcieli komentować tej nominacji.

Nawiązań do czasów SLD - poza powrotem Barcikowskiego - w Agencji jest coraz więcej. Pierwszym zastępcą Bondaryka jest ppłk Jacek Mąka, który w 2004 r. był również zastępcą szefa z SLD. Rada Konsultacyjna szkoły w Emowie ma pomagać w opracowaniu programu nauczania szkoły. Przede wszystkim to instytucja służąca do uhonorowania osób, które dla danego szefa ABW są ważne.

I tak w radzie powołanej przez Bogdana Święczkowskiego zasiadali m.in. profesor Andrzej Zybertowicz oraz zastępca prokuratora generalnego Przemysław Piontek, współpracownik ministra Zbigniewa Ziobry. Z kolei w radzie programowej powołanej przed laty przez Andrzeja Barcikowskiego znaleźli się oprócz ludzi służb i biznesu, pokroju gen. Gromosława Czempińskiego i płk. Wojciecha Brochwicza, także politycy i naukowcy, jak Waldemar Kuczyński i prof. Marian Filar.

Ananicz za Nowka

RMF FM, gaw, nat, pap 05-03-2008, ostatnia aktualizacja 05-03-2008 17:59

Premier Donald Tusk odwołał z funkcji szefa Agencji Wywiadu Zbigniewa Nowka. Jego obowiązki będzie pełnił Andrzej Ananicz, który kierował już tą służbą w rządzie Marka Belki.

Andrzej Ananicz
autor zdjęcia: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
Andrzej Ananicz
Zbigniew Nowek
autor zdjęcia: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Zbigniew Nowek

Donald Tusk czekał z tą decyzją na opinię od prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Zgodnie z prawem, szefów cywilnych służb specjalnych powołuje oraz odwołuje premier po zasięgnięciu opinii prezydenta RP, rządowego kolegium ds. służb specjalnych oraz sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Opinie te nie są wiążące dla premiera. Szef rządu może czasowo powierzyć obowiązki szefa AW.

Spór o opiniowanie kandydatów na szefów służb specjalnych rozgorzał w styczniu, gdy Tusk powołał Krzysztofa Bondaryka na szefa ABW. Poszło o opinię prezydenta z pytaniami o poszczególne sprawy, które uznawał za wątpliwe w życiorysie Bondaryka. Premier uznał te pytania za opinię w rozumieniu ustawy i formalnie powołał nowego szefa ABW.

Już 22 stycznia premier zapowiedział, że Nowek będzie odwołany, a nowym szefem wywiadu zostanie Ananicz, który kierował tą służbą w rządzie Marka Belki. 26 lutego CIR podawało, że podczas obrad kolegium ds. służb specjalnych Tusk informował, że "otrzymał już opinię prezydenta Lecha Kaczyńskiego dotyczącą zmiany na stanowisku szefa Agencji Wywiadu i w najbliższych dniach dokona zmiany na tym stanowisku".

Opinia prezydenta negatywna

Wicedyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Marcin Rosołowski poinformował, że prezydent negatywnie zaopiniował wniosek ws. Nowka, bo uważa że nie ma żadnych przyczyn, dla których miałby zostać odwołany.

Prezydent wyrażał już wcześniej wątpliwości co do kandydatury Ananicza. W styczniu mówił, że go zna, ale to "wątła znajomość". Dodał, że zawsze ma poważne wątpliwości jeżeli chodzi o współpracowników prezydenta Lecha Wałęsy w późniejszym okresie jego prezydentury.

Zemke: nie wpłynął wniosek o powołanie Ananicza

Szef sejmowej speckomisji Janusz Zemke (LiD) powiedział, że komisja pozytywnie zaopiniowała już wniosek o odwołanie Nowka; nie wie zaś on nic o wniosku premiera co do powołania Ananicza. Zemke uważa, że właśnie dlatego Ananicz został p.o. szefem, bo do tego nie potrzeba niczyich opinii. "Sądzę, że teraz zacznie się formalna procedura opiniowania Ananicza" - dodał.

Nieoficjalnie PAP dowiedziała się, że do czwartku Nowek jest na zwolnieniu lekarskim, ma anginę. Nie wiadomo zatem, kiedy zostanie mu doręczony formalny akt odwołania.

Odwołanie Nowka kończy wymianę przez ekipę PO-PSL szefów służb specjalnych powołanych za rządów PiS. Wyjątkiem jest szef CBA Mariusz Kamiński, który funkcję pełni kadencyjnie i pozostaje na swym stanowisku.

Kontrowersyjna postać na lewicy i na prawicy

56-letni Ananicz został szefem AW w sierpniu 2004 r. W listopadzie 2005 r., wkrótce po powołaniu rządu Kazimierza Marcinkiewicza, został odwołany. Wtedy Ananicza zastąpił Nowek.

Skończył turkologię na Uniwersytecie Warszawskim, obronił pracę doktorską z iranistyki. Pracował na Uniwersytecie Warszawskim. W 1981 r. należał do założycieli podziemnego pisma "Obóz", poświęconego krajom Europy Wschodniej (na jego łamach Ananicz analizował kwestie narodowościowe w ZSRR).

Do Ministerstwa Spraw Zagranicznych przyszedł, gdy szefem dyplomacji był Krzysztof Skubiszewski. Jako wicedyrektor, a następnie dyrektor departamentu Europy, zajmował się krajami Europy Wschodniej - był m.in. jednym z negocjatorów traktatu polsko-rosyjskiego. W 1992 r. został podsekretarzem stanu w MSZ, funkcję tę pełnił do 1994 r.

Od 1994 r. był doradcą do spraw zagranicznych prezydenta Lecha Wałęsy, a następnie podsekretarzem i sekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta. W listopadzie 1997 r. został wiceszefem MSZ w rządzie Jerzego Buzka.

Pracował w zespole negocjującym warunki członkostwa Polski w UE. Odpowiadał za dwa z 29 rozdziałów negocjacyjnych: "Wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa" oraz "Instytucje". Był wiceprzewodniczącym zespołu kierowanego przez Jana Kułakowskiego.

Od października 2001 r. do sierpnia 2004 r. był ambasadorem Polski w Turcji.

Gdy Belka zaproponował Ananicza na szefa AW, było to zaskoczeniem nie tylko dla niego, spotkało się też ze sprzeciwem w SLD, które zarzucało Ananiczowi "wyraziste prawicowe poglądy". Wiceszef SLD i minister obrony Jerzy Szmajdziński mówił, że premier nie konsultował kandydatury ani z ministrami, ani z Sojuszem. Pozytywnie do pomysłu premiera odniósł się szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz. Z "zaskoczeniem i sympatią" przyjął kandydaturę Jan Rokita (PO).

Zarząd SLD i prezydium klubu wystosowały wówczas do premiera list, w którym żądały, aby Belka wycofał tę kandydaturę. Premier odmówił. Sekretarz generalny SLD Marek Dyduch zapowiedział, że w komisji do spraw służb specjalnych SLD będzie głosować przeciw. Kandydatura Ananicza nie uzyskała pozytywnej opinii speckomisji (nie jest ona wiążąca). Trzech jej członków było za taką opinią, 3 przeciw, a 3 się wstrzymało. Razem z posłami SLD przeciw Ananiczowi głosował Zbigniew Wassermann z PiS, tłumacząc, że nie rozumie, dlaczego Ananicz zgodził się wejść do lewicowego rządu.

PiS zarzucał Ananiczowi, że w trakcie negocjacji nad aneksem do polsko-rosyjskiego traktatu z 1992 r., jako przewodniczący zespołu negocjacyjnego, pozwolił na znalezienie się w treści traktatu artykułu zezwalającego na tworzenie na terenach dawnych baz armii radzieckiej w Polsce wspólnych, polsko-rosyjskich spółek - co według PiS mogło stanowić zagrożenie dla Polski.

Ananicz zna angielski, niemiecki, rosyjski, turecki i perski. Jest żonaty, ma dwoje dzieci.

Źródło : ROL