czwartek, 27 marca 2008

Wróg PiS, Jan Widacki, wyleci z komisji śledczej?

W końcu znaleźli na niego haka

Widacki jednak straci miejsce w speckomisji?

PiS zdobył haka na Jana Widackiego z LiD, którego już raz próbował wyrzucić z sejmowej komisji ds. nacisków na specsłużby - ujawniła "Rzeczpospolita". Ma opinię sejmowych prawników, którzy twierdzą, że ktoś, kto ma zarzuty prokuratorskie w śledztwie przeciwko gangowi pruszkowskiemu, nie może być śledczym posłem. Wniosek o usunięcie Widackiego jeszcze dziś będzie w Sejmie.

PiS-owscy członkowie komisji jeszcze dziś złożą do marszałka Sejmu wniosek, by prezydium usunęło Widackiego z grona śledczych. Do wniosku dołączą opinię prawników z biura analiz sejmowych, którzy popierają wyrzucenie posła LiD z komisji.

"Marszałek musi na to zareagować, bo nie może być tak, że osoba, wobec której toczą się postępowania karne, będzie członkiem komisji powołanej m.in. w swojej sprawie" - tłumaczy dziennikowi.pl poseł Arkadiusz Mularczyk.

Tym razem Jan Widacki może stracić członkostwo w komisji. Poprzednie wnioski PiS w sprawie Widackiego - choć również wytykały mu, że ma zarzuty prokuratorskie - nie były poparte prawniczymi analizami. Teraz posłowie mają w ręku mocny argument - opinię biura analiz sejmowych. A prawnicy tego biura to - bądź co bądź - nie wynajęci radcowie czy adwokaci, lecz niezależni eksperci.

Mecenas Jan Widacki ma postawione zarzuty w sprawie nakłaniania świadka do składania fałszywych zeznań i utrudniania postępowania karnego. Prokuratura białostocka zarzuciła mu, że przekazywał grypsy pruszkowskim gangsterom.

Brytyjska prasa: Carla Bruni nową Jackie Kennedy?

PAP
2008-03-27, ostatnia aktualizacja 2008-03-27 07:26

Pierwsza Dama Francji Carla Bruni, towarzysząca Nicolasowi Sarkozy'emu w państwowej wizycie do Londynu, podbiła serca brytyjskich dziennikarzy. W czwartkowych wydaniach gazet była porównywana nawet do księżnej Diany czy Jackie Kennedy.

Zobacz powiekszenie
Fot. DARREN STAPLES REUTERS
Francuska pierwsza dama Carla Bruni i książę Filip w drodze do zamku Windsor
Zdjęcie włoskiej eksmodelki, ubranej w skromny szary płaszcz od Diora i taki sam toczek, znalazło się na pierwszych stronach większości czwartkowych wydań.

Ta "Carlamania" zepchnęła na drugi plan samą wizytę francuskiego prezydenta, jego wystąpienie przed brytyjskim parlamentem czy zapowiedź wysłania dodatkowych wojsk do Afganistanu - ocenia agencja France Presse.

Nazywając Carlę Bruni "Pierwszą Damą stylu", "Daily Mail" podkreśla, że w środę stanowiła "jedyny temat rozmów" Brytyjczyków.

"Przyłapałem dwóch brytyjskich oficjeli pochłoniętych dyskusją na temat, jaki zwykle nie pojawia się przy wielkich dyplomatycznych okazjach: czy patrzyliśmy na nową Jackie O., a może raczej na Audrey Hepburn czy wręcz samą Dianę" - relacjonuje w artykule wstępnym "Daily Mail".

"Nicolas Sarkozy przyjechał do W. Brytanii, a my wszyscy kochamy Carlę Bruni" - tytułuje swój komentarz "Daily Telegraph". "Wielu z nas natychmiast uznało, że jeśli mielibyśmy zostać przez kogoś uwiedzeni, to właśnie przez nią" - podkreśla autor.

"Prezydent Sarkozy może wrócić, o ile towarzyszy mu małżonka Carla" - ostrzega czwartkowy "Daily Mirror".

Plac Defilad ma właściciela

(27-03-2008 01:48)
Precedensowa decyzja stołecznego ratusza: jedna z działek na pl. Defilad wraca do przedwojennego właściciela - podaje "Gazeta Wyborcza". Tadeusz Koss walczył o nią 14 lat w Polsce i Strasburgu.

Zwrot jest przesądzony - mówi "Gazecie Wyborczej" Marcin Bajko, dyrektor biura gospodarki nieruchomościami w stołecznym ratuszu. - Potrzebuję około miesiąca, by wykroić z działki ok. 100 m kw. pod przyszłą stację metra. Ten obszar jest przeznaczony na cel publiczny, więc nie podlega reprywatyzacji. Cała reszta, czyli ok. 1,3 tys, m kw. u zbiegu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, wróci do Tadeusza Kossa.

Uchylony dekret Bieruta
Przedwojenny majątek - plac z kamienicą pod nieistniejącym dziś adresem Zielna 26 - jego rodzina straciła w latach pięćdziesiątych. To, co po latach odzyska Koss, jest dziś kawałkiem parku w sąsiedztwie Pałacu Kultury.

Do urzędów ruszył w 1994 r., podobnie jak większość przedwojennych właścicieli. Miasto ogłosiło wtedy, że będzie zwracać majątki odebrane dekretem Bieruta. Koss był wówczas we władzach Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości, doradzał posłom w pisaniu ustawy reprywatyzacyjnej.

Bez problemu unieważnił bezprawną decyzję z lat 50. w Ministerstwie Budownictwa. - I przez następnych 14 i pół roku walczyłem ze stołecznymi urzędnikami, którzy wbrew faktom nie chcieli mi oddać działki - mówi Koss. W końcu się udało.

Kto ma szansę na zwrot działki?
Zwrot działki na pl. Defilad to precedens. Centralny plac Warszawy przez kilkanaście lat omijała reprywatyzacja, a o roszczeniach krążyły legendy. W rzeczywistości, jak twierdzi dyr. Bajko, prócz Tadeusza Kossa są jeszcze cztery "mocne roszczenia".

- Nie zatrzymają żadnej z planowanych tam inwestycji, np. Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Decydującym dokumentem jest plan zagospodarowania, to on dyktuje warunki. Jeśli na przedwojennych działkach będzie zaplanowana ulica - właściciele nie mają żadnych szans na zwrot.

Fotel zamiast kamienicy
Tadeuszowi Kossowi na pl. Defilad pobudować się będzie trudno. - Ale wolno mu tam robić wszystko, czego nie zabrania plan - mówi dyr. Bajko. Wprawdzie nie może postawić kamienicy, ale nie ma przeszkód, by przy wyjściu ze stacji drugiej linii metra zorganizował "małą gastronomię" albo prowadził "działalność wystawienniczo-reklamową".

- Pierwsze, co zrobię, to ustawię fotel i będę tam siedział wzruszony. Niech sobie ludzie popatrzą na właściciela kawałka parku w centrum Warszawy - mówi Koss.

Źródło: www.tvn24.pl