wtorek, 15 kwietnia 2008

Fiskus odda w PIT, ale odbije sobie w akcyzie

Rafał Zasuń
2008-04-14, ostatnia aktualizacja 2008-04-14 20:53

W przyszłym roku droższy prąd, autogaz i droższe papierosy - takie będą rezultaty zmian w akcyzie, które planuje resort finansów.

Zobacz powiekszenie
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Polska jest na pierwszym miejscu jeśli chodzi o liczbę pojazdów zasilanych gazem
Jak wzrośnie akcyza na papierosy i autogaz
Jak wzrośnie akcyza na papierosy i autogaz
Projekt szykowano od dawna. Naciskała na nas Komisja Europejska, która skierowała już sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Poszło zaś o akcyzę na energię elektryczną.

Dziś podatek ten w wysokości 20 zł za megawatogodzinę (która kosztuje ok. 200 zł) płacą elektrownie. Zgodnie z unijnym prawem powinni płacić dostawcy energii, którzy sprzedają prąd bezpośrednio konsumentom.

Teoretycznie po zmianie zasad elektrownie nie będą już płacić akcyzy, mogłyby więc obniżyć ceny o wspomniane 20 zł. Resort finansów w obniżkę nie wierzył.

Polska tłumaczyła Komisji Europejskiej, że zmiana sposobu płacenia akcyzy może doprowadzić do podwyżek. "Istnieje groźba wzrostu cen energii elektrycznej w następstwie celowych działań producentów energii, którzy mogą wykorzystać zmianę systemu opodatkowania dla zwiększenia swoich zysków" - pisał resort finansów jeszcze w 2006 r. do Brukseli.

Mimo to dziś w uzasadnieniu do projektu resort twierdzi, że nie ma żadnych powodów, aby z powodu zmian w akcyzie ceny energii wzrosły. Czy tak się stanie?

Nieoficjalnie wiadomo, że część producentów prądu zawierała kontrakty ze sprzedawcami detalicznymi, w których zapisano klauzulę obniżki cen na wypadek oczekiwanych zmian w akcyzie. Tak zrobił m.in. największy producent prądu Polska Grupa Energetyczna.

- Nie obniżymy cen o 20 zł, ale może o 10 lub 15 - tłumaczy nasze źródło w dużym koncernie energetycznym.

Jeśli obietnice obniżki zostałyby dotrzymane, to również dostawcy energii do naszych domów mogliby nie podwyższać cen o kwotę akcyzy, którą zaczną płacić od 1 stycznia. - Nie wiemy, czy tak będzie - mówi Łukasz Zimnoch z Vattenfalla dostarczającego prąd głównie na Śląsku. Potwierdza, że część kontraktów, które zawarli, ma "klauzulę akcyzową", ale jego zdaniem obniżka cen przez elektrownie jest mało prawdopodobna, bo "popyt na rynku zaczyna przewyższać podaż".

Elektroenergetyka głośno domagała się obniżki akcyzy, która dziś jest pięć razy większa niż unijne minimum. Argumentowała, że ceny energii od początku roku rosną jak na drożdżach - prąd kosztuje dziś o 30 proc. więcej niż w zeszłym roku.

Wczoraj wiceminister finansów Jacek Kapica nie pozostawił jednak złudzeń: obniżki akcyzy nie będzie, bo do budżetu w 2009 r. wpłynie znacznie mniej pieniędzy z PIT - w 2009 stawki tego podatku, dziś wynoszące 19, 30 i 40 proc., spadną do 18 i 32 proc. Budżet straci na tym ok. 10 mld zł.

Zdrożeją też papierosy. O tym, że tak będzie, wiadomo już od 2004 r., gdy wstąpiliśmy do UE. Zobowiązaliśmy się wtedy, że w 2009 r. dojdziemy do unijnego poziomu opodatkowania tytoniu. Dziś najpopularniejsze papierosy kosztują średnio prawie 6,9 zł, z tego akcyza pochłania ok. 4,7 zł . W przyszłym roku ma wzrosnąć jeszcze o 15 proc., tak aby sięgnąć unijnego poziomu, który wynosi blisko 5,5 zł.

Producenci papierosów są podzieleni na dwie zwalczające się frakcje - British American Tobacco oraz Philip Morris produkują głównie droższe marki. Imperial Tobacco, Japan Tobacco i Scandinavian Tobacco - raczej tańsze. Podwyżka cen bardziej dotknie miłośników tańszych Mocnych i Waletów niż droższych Marlboro i Salemów.

Dlaczego? Akcyza na papierosy składa się z dwóch elementów - stawki procentowej obliczanej od ceny oraz stawki kwotowej - obliczanej od 1 tys. sztuk papierosów. Producenci tańszych papierosów chcieliby, żeby stawka procentowa była jak największa, a kwotowa - jak najmniejsza. Producenci droższych - odwrotnie.

Resort finansów zdecydował się obniżyć stawkę procentową, a podnieść kwotową.

Ministerstwo chce też ukrócić przemyt papierosów z Ukrainy i Białorusi. Na razie zablokowało go wejście Polski do strefy Schengen - przemytnicy z obu krajów muszą płacić za wizę tyle, że podróż do Polski z papierosami jest nieopłacalna. Już niedługo zacznie jednak obowiązywać umowa o małym ruchu granicznym z Ukrainą i mrówki spod Lwowa znowu ruszą w trasę.

Resort chce, by od 2009 r. legalnie można było przewieźć ze Wschodu tylko jedną paczkę papierosów, a nie cały karton jak teraz. Dotyczyć to ma zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Urzędnicy chcą też szczególnie uciążliwym mrówkom wbijać w paszport pieczątkę uniemożliwiającą wjazd do Polski. Wymaga to jednak uzgodnienia z MSWiA.

Niemiłą niespodziankę szykuje też resort finansów dla ok. 1,8 mln kierowców, którzy jeżdżą autami na gaz skroplony LPG. Akcyza na gaz wzrośnie o 23 gr. Na stacjach litr gazu może w efekcie zdrożeć nawet o 28 gr, bo VAT liczy się od ceny z akcyzą. Dziś za litr gazu trzeba zapłacić na stacji ok. 2,12 zł.

Unia nas do tego nie zmuszała, ale resort finansów uznał, że gaz jest za tani w stosunku do benzyny. Tłumaczy też, że podwyżka akcyzy nie zaszkodzi specjalnie polskim firmom, bo mają one zaledwie kilkunastoprocentowy udział w rynku. Dominuje na nim gaz sprowadzany z Rosji.

Ustawa o akcyzie ma wejść w życie w styczniu 2009 r. Według szacunków Ministerstwa Finansów budżet zarobi na niej w sumie 2 mld zł.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ćwierć wieku metra w budowie

Krzysztof Śmietana
2008-04-14, ostatnia aktualizacja 2008-04-15 07:55

Zobacz powiększenie
Wykop metra na Ursynowie, 1983 r.
ADM/CAF

We wtorek 15 kwietnia Metro Warszawskie obchodzi dość wstydliwy jubileusz: 25 lat budowy pierwszej linii. To inwestycja z rekordowym opóźnieniem, które sięgnęło już 14 lat.

Zobacz powiekszenie
Fot. Oskar Słowiński / AG
2004 r. - budowa stacji metra pod pl. Wilsona na Żoliborzu
SERWISY
Dokładnie 15 kwietnia 1983 r. wbito pierwszy pal pod przyszłą stację Ursynów. Tę datę uznaję się za historyczny moment rozpoczęcia budowy pierwszej linii metra. Gazety z tamtego czasu zachwycały się pierwszymi pracami. "Sześć firm jest już na placach budowy z ludźmi i sprzętem. Powołano Generalną Dyrekcję Budowy Metra, a także Społeczny Komitet Budowy Metra" - donosiło 22 kwietnia "Życie Warszawy". W wielu artykułach podkreślano aktywną pomoc ze strony ZSRR. "Radzieccy specjaliści na bieżąco konsultują nasze projekty, proponując korzystne ich zdaniem zmiany" - pisała w styczniu 1983 r. dziennikarka "Stolicy". W specjalnym folderze wydanym czerwcu tego roku dyrekcja Metra zapowiadała, że pierwszy odcinek z Kabat do Politechniki będzie gotowy w 1990 r. Cztery lata później miała zostać ukończona cała pierwsza linia do Huty Warszawa. W latach 80. budowa jednak tak się ślimaczyła, że eksperci Banku Światowego zaproponowali nawet wstrzymanie prac.

Po ćwierćwieczu budowy prace na pierwszej linii wreszcie finiszują. Choć i ostatnio nie obyło się bez opóźnień. Do stacji Słodowiec dojeżdżalibyśmy już od kilku miesięcy, gdyby nie początkowe problemy z przekazywaniem gruntu i niedawne kłopoty z osiadaniem tunelu pod Trasą Armii Krajowej. W Metrze zapowiadają, że stacja powinna zostać otwarta "na dniach". Odebrały ją wszystkie służby państwowe - m.in. straż pożarna. Teraz trzeba jeszcze poczekać, aż pieczątkę pod pozwoleniem na użytkowanie przybije nadzór budowlany. Trzy ostatnie stacje pod ul. Kasprowicza - Stare Bielany, Wawrzyszew i Młociny - mają być gotowe wczesną jesienią.

Teraz przed Metrem Warszawskim stoi gigantyczne zadanie - budowa drugiej linii. Choć coraz więcej urzędników i radnych wątpi w to, by centralny odcinek od ronda Daszyńskiego do Dworca Wileńskiego udało się zbudować przed Euro 2012, prezes Metra Jerzy Lejk wciąż przekonuje, że jest to możliwe. Nie chce, by na inwestycję patrzono przez pryzmat 25-letniej budowy pierwszej linii. Woli odwoływać się do przykładu wybudowanego w ciągu dwóch lat prawie czterokilometrowego odcinka na Bielanach.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Norweskie petrodolary pójdą do Polski

Andrzej Kublik, Tomasz Prusek
2008-04-15, ostatnia aktualizacja 2008-04-14 20:38

Od połowy roku w akcje polskich spółek zamierza inwestować norweski rządowy fundusz emerytalny, zasilany dochodami z eksploatacji ropy naftowej. A to dlatego, że londyńska giełda ocenia nasz rynek jako coraz bardziej stabilny i wiarygodny

Zobacz powiekszenie
Fot. AP
Państwowy fundusz, który wybiera się na zakupy do Polski, zasilają pieniądze z wydobycia ropy. Na zdjęciu norweska platforma naftowa w drodze na morze
SERWISY
Kiedy w Norwegii trysnęła ropa naftowa, tamtejsze władze postanowiły inwestować dochody z tej bonanzy, aby zapewnić dobrobyt całemu społeczeństwu i przyszłym pokoleniom. Część dochodów z eksploatacji norweskich pól ropy i gazu zasila rządowy fundusz emerytalny Government Pension Fund - Global, który jest zarządzany przez Norges Bank. Dziś jest to jeden z największych państwowych funduszy inwestycyjnych na świecie. Na koniec 2007 r. aktywa funduszu miały wartość prawie 400 mld dol., z czego nieco ponad połowa przypadała na instrumenty finansowe o stałej stopie zwrotu, a reszta - na akcje spółek. Fundusz nie uskarża się na brak pieniędzy, bo Norwegia jest po Arabii Saudyjskiej i Rosji trzecim eksporterem ropy naftowej na świecie i drugim po Rosji światowym eksporterem gazu. A ceny surowców energetycznych pną się od miesięcy jak szalone.

Z manny norweskich petrodolarów już od dawna cieszyły się zachodnie spółki. Do tej pory prawie jedna trzecia inwestycji Government Pension Fund - Global przypadała na USA, jedna szósta na Wielką Brytanię, a jedna dwunasta na Francję. Wkrótce norweskie petrodolary dotrą także do polskich spółek.

Na początku kwietnia ministerstwo finansów Norwegii zaakceptowało plan rozszerzenia portfela inwestycyjnego rządowego funduszu emerytalnego o akcje spółek z pięciu nowych państw. Są to Polska, a także Węgry, Indie, Chiny i Rosja. Według prezentacji przygotowanej dla rządu Norwegii inwestycje w akcje polskich spółek powinny wynieść 9 mld koron. Teraz stanowi to równowartość obecnie nieco poniżej 1,8 mld dol.

- To wspaniała wiadomość, potwierdzająca coraz lepsze fundamenty naszej gospodarki. Podniesie ona atrakcyjność naszej giełdy w oczach zagranicznych inwestorów. Rządowe fundusze zasilane dochodami z ropy naftowej dysponują obecnie ogromnymi kapitałami. Ich inwestycje są często naśladowane przez fundusze prywatne, bo czują się one po prostu bezpieczniej w towarzystwie dużych, rządowych pieniędzy - powiedział nam doradca inwestycyjny i główny ekonomista Noble Banku Alfred Adamiec.

Jego zdaniem napływ norweskich petrodolarów zwiększy konkurencję inwestorów na parkiecie. Adamiec: - Nie oczekiwałbym, że samo zaangażowanie norweskiego funduszu doprowadzi do poprawy koniunktury na warszawskiej giełdzie, bo obecnie cenami akcji rządzą emocje. Inwestorzy, szczególnie drobni, przypomną sobie o tej korzystnej informacji wtedy, kiedy indeksy zaczną wreszcie iść w górę. Ale można przypuszczać, że perspektywa pojawienia się norweskiego kapitału może zdopingować do wyprzedzających zakupów np. fundusze emerytalne, bo będą chciały uniknąć dużej konkurencji przy kupowaniu.

Jest jeszcze jedna dobra informacja dla polskich spółek. Impuls do decyzji norweskich władz o zainwestowaniu części dochodów z eksploatacji złóż ropy i gazu nadszedł z Londynu, gdzie działa grupa FTSE należąca do londyńskiej giełdy oraz wydawnictwa The Financial Times. Grupa FTSE tworzy jedne z najbardziej renomowanych na świecie indeksów, którymi kierują się międzynarodowi inwestorzy - w tym także norweski fundusz emerytalny. Na podstawie kryteriów ekonomicznych, społecznych, politycznych, FTSE ocenia również jakość rynków kapitałowych w poszczególnych państwach świata, dzieląc je na "rozwinięte", "wschodzące zaawansowane" i "wtórne wschodzące". Polska do tej pory była zaliczana do tej ostatniej, najniższej kategorii. Od czerwca wraz Węgrami awansujemy w rankingach FTSE o szczebel wyżej, do grupy rynków "wschodzących zaawansowanych". Oprócz Polski i Węgier do tej grupy należą również tak prężne rynki kapitałowe, jak Korea Płd., Tajwan, Brazylia, Meksyk i RPA. W opuszczanej przez nas kategorii FTSE państw "wtórnych wschodzących" pozostają zaś np. Czechy, Turcja oraz Chiny i Rosja.

W indeksie FTSE znajdują się akcje 33 polskich spółek i dla nich podniesienie rangi całego polskiego rynku kapitałowego powinno mieć największe znaczenie. Część międzynarodowych funduszy - tak jak norweski emerytalny - inwestuje właśnie w akcje spółek z państw odpowiednio wysoko wycenianej jakości rynku kapitałowego, bo to wiąże się z mniejszym ryzykiem inwestycyjnym.