niedziela, 27 kwietnia 2008

Monika Olejnik. Kaczki? Muszą być dwie

Żałuje, że nie może oglądać wiadomości w samochodzie. W święta jej popisowym daniem są dwie kaczki. Wzbudza silne emocje polityków i rodziny. Jej najmłodszy bratanek całuje ekran telewizora, gdy widzi ciocię w „Kropce nad i”. W „Gali” Monika Olejnik po raz pierwszy pokazuje się z najbliższymi i udowadnia, że pogoń za newsem nie jest całym jej życiem.

W ciągu dnia krąży między radiem (poranna rozmowa w Radiu ZET), telewizją (wieczorna „Kropka nad i”) i gazetą. Pisze komentarze w „Gazecie Wyborczej” i „Dzienniku”. Zabiegana i zajęta. Spotykamy się w siedzibie Radia ZET. Niewielki, zarzucony papierami pokój, w zamontowanym pod sufitem telewizorze włączony kanał informacyjny. Monika Olejnik w topie na ramiączkach (chłodny kwietniowy dzień!) i modnych dżinsach biodrówkach nie sprawia wrażenia osoby wyciszonej. Nerwowo bawi się kluczami, widać, że trudno jej usiedzieć. W radiowym pokoju króluje prezydent Lech Kaczyński.

Na ekranie komputera piękna tapeta: Lech Kaczyński w wielkich okularach przeciwsłonecznych w grubej białej oprawie, od stóp do głów – łącznie z eleganckimi tenisówkami – ubrany na biało i tylko podkolanówki są w granatowo- białe paski. Zasiada w białym „kosmicznym” fotelu (tak naprawdę to fotomontaż fotografii i Lecha Kaczyńskiego i kadru z filmu „Charlie i fabryka czekolady”.)

Z kolei na tablicy, do której przypięto zdjęcia i wycinki z gazet, krzyczy tytuł: „Kaczyński wolał Olejnik”. Nie bez satysfakcji dziennikarka czyta pożółkły wycinek z lipca 2001 r.: „Niecodzienny przebieg miała uroczystość odwołania ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego oraz powołania jego następcy Stanisława Iwanickiego. Obecni na niej byli prezydent, premier oraz ministrowie. Zabrakło samego zainteresowanego: Lech Kaczyński poszedł na wywiad do Olejnik”. Więcej niż Kaczyńskiego w tym pokoju jest tylko zdjęć Marilyn Monroe: „Bo piękna kobieta i utalentowana aktorka”.

GALA: W internecie mnóstwo newsów o pani, ale widzę, że to obieg zamknięty. Zawsze jest pani podłączona do medialnego wodopoju? Nie da się żyć bez newsów?

MONIKA OLEJNIK: Nie da. Szkoda, że nie można oglądać telewizji podczas prowadzenia samochodu. Choć może to i lepiej, bo jeszcze spowodowałabym stłuczkę. To rodzaj uzależnienia. Ostatnio jeszcze kupiłam sobie iPhone’a, więc pewnie wpadnę w sidła i tego gadżetu. Ale wciąż największą przyjemność sprawia mi poranne czytanie gazet na papierze.

GALA: Jak kiedyś znikła pani na kilka miesięcy z ekranów, przechodząc pomiędzy jedną stacją tv a drugą, syn Jurek skarżył się, że „mama urządza mu codziennie »Kropkę nad i« w domu”.

MONIKA OLEJNIK: Rozstawałam się z telewizją TVN i funkcjonowałam „na stendbaju”. Nie było mnie w telewizji, ale pracowałam w radiu. Nie uważam tego za trudny czas mimo żartów Jerzego. Tak naprawdę nigdy nie byłam odstawiona od mikrofonu.

GALA: Nie przeżywała pani okresów odwyku?

MONIKA OLEJNIK: Odwyk następuje, jak wyjeżdżam na wakacje. Jest to jednak odwyk taki sobie, bo zdarza się, że akurat wtedy dużo się dzieje. I jest tak jak ostatnio na wakacjach we Włoszech. Właściwie cały czas nie wychodziłam z kawiarenek internetowych.

GALA: To co to za odpoczynek?

MONIKA OLEJNIK: Wiem, nie musiałam. Ale ciągnęło mnie. Poza tym zwiedzałam, pływałam…

GALA: ...i kupowałam buty. Znam wiernych telewidzów „Kropki”, którzy liczą każdą nową parę butów ze słynnej kolekcji. Pewna stylistka wmawiała mi, że markowe firmy wypożyczają pani buty, by pokazała je pani na wizji. Jest pani w końcu kimś, o kim się mówi: trendsetter.

MONIKA OLEJNIK: Niestety światowi projektanci – ach, jaka szkoda – jeszcze nie przysyłają mi swoich wzorcowych, bezpłatnych egzemplarzy. Moje słynne buty kupuję sobie sama na Żurawiej i na Mokotowskiej w Warszawie, w butikach we Florencji i w Mediolanie. Za własne pieniądze.

GALA: Jak wielka to kolekcja?

MONIKA OLEJNIK: Nie liczę, ale na pewno nie jest to codziennie nowa para. To tylko kwestia oświetlenia. Te same buty inaczej oświetlone dają inny efekt. Oczywiście, jestem w zmowie z oświetleniowcem „Kropki”.

GALA: Pani syn Jerzy Wasowski, który ma imię po wielkim dziadku, jest jak on muzykalny?

MONIKA OLEJNIK: Jest bardzo muzykalny, ale nie gra na żadnym instrumencie. Jak wielu młodych ludzi lubi Kabaret Starszych Panów, zna ich piosenki na pamięć, uważa za ponadczasowe. Fajnie, że pojawili się młodzi wykonawcy, którzy przypominają twórczość Wasowskiego i Przybory rówieśnikom.

GALA: To dzięki pani wpływowi syn zaczął studiować socjologię?

MONIKA OLEJNIK: Nie, sam sobie wybrał kierunek i już kończy IV rok. Dużo rozmawiamy, mam z nim bardzo dobry kontakt na co dzień.

GALA: Jest pani osobą rodzinną?

MONIKA OLEJNIK: Tak. Często widuję się z rodzicami. Mam brata, który z żoną i dziećmi mieszka na tym samym piętrze. Jego dzieci bardzo często nas odwiedzają, wpadają właściwie częściej do mnie niż ja do nich, bo mam mniej czasu.

GALA: No proszę, Monika Olejnik ciocią. A jaka pani jest dla bratanków?

MONIKA OLEJNIK: Kontakt mamy bardzo dobry, bo to fajne dzieci. Młodszy, 3-letni Adaś, jak mnie widzi na ekranie, to go całuje. To, że najpierw widzi mnie w telewizorze, a potem z tego telewizora wychodzę i wracam korytarzem, to dla niego jakaś magia.

GALA: Starszy też?

MONIKA OLEJNIK: Już nie. Spa, czyli Spafundo, ma 10 lat. Ich mama pochodzi z RPA. Brat poznał żonę w Durbanie.

GALA: Zastanawiam się, czy chciałabym zamieszkać tak blisko z energicznym młodszym bratem. Czyj to był pomysł?

MONIKA OLEJNIK: Szczęśliwy przypadek. Mój starszy brat Jacek pływa, jest kapitanem żeglugi wielkiej i często nie ma go w domu. Poza tym, nawet jak się mieszka obok siebie, to nie jest tak, że się kontaktujemy dzień w dzień. Każdy ma swoje zajęcia. A że dom jest bez windy, biegamy po piętrach i się na nich mijamy. Ale na pewno zawsze możemy na siebie liczyć. Tak jak mogę liczyć na moich rodziców, na mojego partnera Tomka, na mojego syna.

GALA: Pani bratankowie są dwujęzyczni?

MONIKA OLEJNIK: Powiedziałabym, że nawet wielojęzyczni. Mówią w zulu, po angielsku i po polsku, a ten mniejszy, Adaś, mówi w jeszcze jednym, własnym języku.

GALA: Spa lubi polską szkołę?

MONIKA OLEJNIK: Chodzi do tej samej szkoły, do której ja chodziłam i do której chodził mój brat, zwykłej podstawówki publicznej na Saskiej Kępie. Myślę, że lubi. Doszliśmy w końcu do tego, że żyjemy w kraju tolerancyjnym. Inny kolor skóry nie wywołuje takich emocji jak kiedyś. Przynajmniej tak mi się zdaje. Dzieci bywają okrutne nie tylko z powodu koloru skóry… Nam się dobrze układa. Żadnych incydentów nie było.

GALA: A gdyby się zdarzyły podczas nieobecności pani brata w kraju, co zrobiłaby ciocia Monika?

MONIKA OLEJNIK: Kiedyś mieliśmy incydent medyczny. Mój syn zajął się wtedy i dziećmi, i moją bratową. Mnie nie było w kraju, a Jurek był pogotowiem ratunkowym i opiekuńczym.

GALA: Rozmawia pani z bratową o polityce, o Polsce, o RPA?

MONIKA OLEJNIK: Sindy mieszka w Polsce od wielu lat i to jej bardzo odpowiada. Jest zakochana w moim bracie. Jeśli czegoś tu nie lubi, to zimy, woli ciepło.

GALA: Ale wyszło na to, że bywa tu sama, podczas gdy jej ukochany krąży po morzach i oceanach świata.

MONIKA OLEJNIK: Poszła za głosem miłości, zmieniła dla Jacka całe swoje życie. W Polsce zajmuje się domem i dziećmi.

GALA: Jest pani wiecznie zajęta. Ma pani siłę na gotowanie, sprzątanie?

MONIKA OLEJNIK: Ostatnio na świąteczną ucztę udało nam się upiec z moim synem kaczki.

GALA: Ile tych kaczek było?

MONIKA OLEJNIK: Dwie.

GALA: Pani zawsze o polityce?

MONIKA OLEJNIK: Rodzina duża, więc kaczki dwie. Tym razem ja naprawdę o kulinariach. A poza tym na co dzień nie przepadam za gotowaniem, bo nie umiem i nie mam czasu. Każdy z rodziny ma swoje zajęcia, zabiegany je najczęściej na mieście.

GALA: Sądząc po figurze, jedzenie rzeczywiście nie jest pani pasją.

MONIKA OLEJNIK: Ależ nie, jeść lubię, choćby japońską kuchnię. Figurę mam taką, bo jak wspomniałam, od lat mieszkam bez windy. I jeszcze ćwiczę trzy razy w tygodniu na siłowni.

GALA: A jak pani tak ćwiczy, to ma w oczach oblicza ostatnio przepytywanych polityków, analizuje wywiady? W końcu to rodzaj szermierki słownej.

MONIKA OLEJNIK: Nie, to tylko ujście dla emocji. Gdy biegam na bieżni stacjonarnej, oglądam jakieś filmy albo programy. Podczas orędzia premiera Tuska biegałam i słuchałam, ale mnie wykończył. Przemawiał ponad trzy godziny, a ja wytrzymałam na bieżni tylko półtorej.

Rozmawia: Liliana Śnieg-Czaplewska
Nr 17/2008, od 21 do 27 kwietnia

sobota, 26 kwietnia 2008

Ingres abp Głódzia: Przychodzę z hasłem "Milito pro Christo" - walczę dla Chrystusa

Roman Daszczyński, Gdańsk
2008-04-26, ostatnia aktualizacja 2008-04-26 17:18
Zobacz powiększenie
Fot. Damian Kramski / AG

Dziś po południu zakończył się ingres nowego metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia. Uroczystości w bazylice archikatedralnej w Gdańsku Oliwie trwały trzy i pół godziny. . Wierni gorąco przyjęli metropolitę, nie obyło się bez incydentów.

Zobacz powiekszenie
Fot. Damian Kramski / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Kamil Gozdan / AG
Zebranym przed kościołem rozdawany był tygodnik ''Idziemy''
Zobacz powiekszenie
Fot. Damian Kramski / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Kamil Gozdan / AG Zobacz powiekszenie
Fot. TVN 24
Abp Sławoj Leszek Głódź podczas ingresu
Zobacz powiekszenie
Fot. Damian Kramski / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Kamil Gozdan / AG
Przed bazyliką zebrało się kilka tysięcy wiernych
Zobacz powiekszenie
Fot. Damian Kramski / AG Zobacz powiekszenie
Fot. Damian Kramski / AG
Ingres rozpoczął się nie w południe, jak planowano, a kwadrans później. Przyczyną było spóźnienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prezydencka kolumna aut zajechała w pośpiechu na miejsce uroczystości tuż po godz. 12.

Na ingres przybyło 50 biskupów z kardynałami Glempem i Gulbinowiczem na czele. Przyjechał też nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk. Oprócz prezydenta Kaczyńskiego był prezydent Lech Wałęsa. Zabrakło Donalda Tuska, który tydzień temu uczestniczył w mszy dziękczynnej na 25-lecie sakry biskupiej odchodzącego na emeryturę arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego.

Pojawili się też politycy. Janusz Korwin Mikke: - Nie rozumiem tych, którzy się martwią przyjściem do Gdańska abpa Głódzia. Nie zrobił nic złego w mojej diecezji warszawsko-praskiej, dlaczego miałby zrobić coś złego tutaj? - zastanawiał się polityk.

Wałęsa wygwizdany

Na placu przed katedrą zebrało się ok. tysiąca wiernych. Przebieg uroczystości w świątyni był transmitowany dla nich na telebimie. Zebrani przed katedrą owacyjnie witali gdańskiego lider PiS, posła Jacka Kurskiego, jednak kiedy wierni zobaczyli na telebimie Lecha Wałęsę, który krytykował w mediach minowanie abpa Głódzia na stanowisko metropolity gdańskiego, rozległy się głośne gwizdy.

Otoczcie biskupa modlitwą

Abp Sławoj Leszek Głódź wchodził do gdańskiej katedry przy dźwiękach marsza wojskowego. Pastorał przyjął z rąk nuncjusza apostolskiego, abpa Kowalczyka o godz. 12.34. Tuż przed godz. 13 na znak wierności i posłuszeństwa w pierścień ucałowali go przedstawiciele duchowieństwa archidiecezji gdańskiej.

- Otoczcie swojego arcybiskupa modlitwą, przyjaźnią i życzliwością - zaapelował do wiernych abp Kowalczyk.

Przekazujący władzę w archidiecezji abp Gocłowski przypomniał, że ordynariusz ma być uosobieniem ojcostwa Boga na ziemi - a co za tym idzie, jest zobowiązany dawać świadectwo miłości, dobroci i miłosierdzia.

- Jesteś ojcem jednego Kościoła, nie podzielonego sztucznie, który dzisiaj zaślubiłeś- mówił abp Gocłowski. Na zakończenie tych słów obaj gdańscy ordynariusze - ustępujący i nowy - ucałowali się.

Po zakończeniu ingresu nowy metropolita mówił, że chce by gdański kościół szedł droga pojednania. - Pocałunek pokoju przekazuję całej diecezji gdańskiej - mówił arcybiskup. Zapewnił też, że będzie działał w duchu ekumenicznym. Pozdrowił "starszych braci w wierze" i wyznawców Allacha.

- Przychodzę jako wasz nowy biskup, posłany przez Ojca Świętego Benedykta XVI. Staję przed wami w duchu wiary i synowskiego posłuszeństwa wobec woli Ojca Świętego, z sercem otwartym ku wam, ludowi tej ziemi, któremu mam przewodzić w drodze ku zbawieniu - podkreślił abp. Głódź wygłaszając homilię w archikatedrze gdańskiej.

Abp Głódź zaznaczył, że w wielu kontekstach, także związanych z jego nominacją na stanowisko zwierzchnika diecezji gdańskiej, pojawiają się pytania o relacje Polska-Europa, o - jak mówił - "nasz sceptycyzm, o nasz entuzjazm". - Dobrze znam Europę, spędziłem w niej ponad 16 lat swego życia, z czego 14 lat w służbie Stolicy Apostolskiej. Poznałem jej wielkość, ale także i małość widoczną w kryzysie wiary - puste kościoły, ustawodawstwo, które za nic ma przyrodzone prawa Boga i świętość ludzkiego życia - podkreślił arcybiskup.

Metropolita i kontrowersje

Decyzja o wyborze abpa Glódzia na ordynariusza gdańskiego od miesiąca dzieli katolików w Trójmieście i na Wybrzeżu. Lech Wałęsa powiedział, że to "nieszczęście i pokaranie". Trójmiejscy intelektualiści krytycznie wypowiadali sie o Głódziu jako przedstawicielu "kościelnej konserwy", obrońcy politycznych ambicji Radia Maryja. Ich zdaniem abp Gocłowski ze względu na otwartość wobec środowisk sowieckich i krytyczny stosunek do Radia Maryja jest przeciwieństwem abpa Głódzia.

Incydenty

Przed uroczystościami kilku członków lewicowej młodzieżówki usiłowało zorganizować happening przeciwko arcybiskupowi Głódziowi. Wobec wrogości tłumu - zrezygnowali.

Związani z prałatem Henrykiem Jankowskim - były radny gdański Ryszard Śnieżko i działacz młodzieżówki PiS Filip Stankiewicz - wystawili dwa transparenty. Pierwszy wypominał arcybiskupowi Gocłowskiemu aferę Stella Maris i został przyjęty oklaskali przez część zebranych, ale usunięty przez kościelną służbę porządkową.

Drugi miał być protestem przeciwko rzekomym kłamstwom jednej z lokalnych gazet, że Gdańsk nie chce abpa Głódzia. Zebrani jednak nie przeczytali całej treści transparentu i myśląc, że chodzi o sprzeciw wobec abpa Głódzia, wypchnęli Snieżkę z transparentem poza plac.

Ingres abp Głódzia: Przychodzę z hasłem "Milito pro Christo" - walczę dla Chrystusa

Roman Daszczyński, Gdańsk
2008-04-26, ostatnia aktualizacja 2008-04-27 00:28

Dziś po południu zakończył się ingres nowego metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia. Uroczystości w bazylice archikatedralnej w Gdańsku Oliwie trwały trzy i pół godziny. . Wierni gorąco przyjęli metropolitę, nie obyło się bez incydentów.

Zobacz powiekszenie
Fot. Damian Kramski / AG
Nowy metropolita gdański
Ingres rozpoczął się nie w południe, jak planowano, a kwadrans później. Przyczyną było spóźnienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prezydencka kolumna aut zajechała w pośpiechu na miejsce uroczystości tuż po godz. 12.

Na ingres przybyło 50 biskupów z kardynałami Glempem i Gulbinowiczem na czele. Przyjechał też nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk. Oprócz prezydenta Kaczyńskiego był prezydent Lech Wałęsa. Zabrakło Donalda Tuska, który tydzień temu uczestniczył w mszy dziękczynnej na 25-lecie sakry biskupiej odchodzącego na emeryturę arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego.

Pojawili się też politycy. Janusz Korwin Mikke: - Nie rozumiem tych, którzy się martwią przyjściem do Gdańska abpa Głódzia. Nie zrobił nic złego w mojej diecezji warszawsko-praskiej, dlaczego miałby zrobić coś złego tutaj? - zastanawiał się polityk.



Wałęsa wygwizdany

Na placu przed katedrą zebrało się ok. tysiąca wiernych. Przebieg uroczystości w świątyni był transmitowany dla nich na telebimie. Zebrani przed katedrą owacyjnie witali gdańskiego lider PiS, posła Jacka Kurskiego, jednak kiedy wierni zobaczyli na telebimie Lecha Wałęsę, który krytykował w mediach minowanie abpa Głódzia na stanowisko metropolity gdańskiego, rozległy się głośne gwizdy.

Otoczcie biskupa modlitwą

Abp Sławoj Leszek Głódź wchodził do gdańskiej katedry przy dźwiękach marsza wojskowego. Pastorał przyjął z rąk nuncjusza apostolskiego, abpa Kowalczyka o godz. 12.34. Tuż przed godz. 13 na znak wierności i posłuszeństwa w pierścień ucałowali go przedstawiciele duchowieństwa archidiecezji gdańskiej.

- Otoczcie swojego arcybiskupa modlitwą, przyjaźnią i życzliwością - zaapelował do wiernych abp Kowalczyk.

Przekazujący władzę w archidiecezji abp Gocłowski przypomniał, że ordynariusz ma być uosobieniem ojcostwa Boga na ziemi - a co za tym idzie, jest zobowiązany dawać świadectwo miłości, dobroci i miłosierdzia.

- Jesteś ojcem jednego Kościoła, nie podzielonego sztucznie, który dzisiaj zaślubiłeś- mówił abp Gocłowski. Na zakończenie tych słów obaj gdańscy ordynariusze - ustępujący i nowy - ucałowali się.

Po zakończeniu ingresu nowy metropolita mówił, że chce by gdański kościół szedł droga pojednania. - Pocałunek pokoju przekazuję całej diecezji gdańskiej - mówił arcybiskup. Zapewnił też, że będzie działał w duchu ekumenicznym. Pozdrowił "starszych braci w wierze" i wyznawców Allacha.

- Przychodzę jako wasz nowy biskup, posłany przez Ojca Świętego Benedykta XVI. Staję przed wami w duchu wiary i synowskiego posłuszeństwa wobec woli Ojca Świętego, z sercem otwartym ku wam, ludowi tej ziemi, któremu mam przewodzić w drodze ku zbawieniu - podkreślił abp. Głódź wygłaszając homilię w archikatedrze gdańskiej.

Abp Głódź zaznaczył, że w wielu kontekstach, także związanych z jego nominacją na stanowisko zwierzchnika diecezji gdańskiej, pojawiają się pytania o relacje Polska-Europa, o - jak mówił - "nasz sceptycyzm, o nasz entuzjazm". - Dobrze znam Europę, spędziłem w niej ponad 16 lat swego życia, z czego 14 lat w służbie Stolicy Apostolskiej. Poznałem jej wielkość, ale także i małość widoczną w kryzysie wiary - puste kościoły, ustawodawstwo, które za nic ma przyrodzone prawa Boga i świętość ludzkiego życia - podkreślił arcybiskup.

Metropolita i kontrowersje

Decyzja o wyborze abpa Glódzia na ordynariusza gdańskiego od miesiąca dzieli katolików w Trójmieście i na Wybrzeżu. Lech Wałęsa powiedział, że to "nieszczęście i pokaranie". Trójmiejscy intelektualiści krytycznie wypowiadali sie o Głódziu jako przedstawicielu "kościelnej konserwy", obrońcy politycznych ambicji Radia Maryja. Ich zdaniem abp Gocłowski ze względu na otwartość wobec środowisk sowieckich i krytyczny stosunek do Radia Maryja jest przeciwieństwem abpa Głódzia.

Incydenty

Przed uroczystościami kilku członków lewicowej młodzieżówki usiłowało zorganizować happening przeciwko arcybiskupowi Głódziowi. Wobec wrogości tłumu - zrezygnowali.

Związani z prałatem Henrykiem Jankowskim - były radny gdański Ryszard Śnieżko i działacz młodzieżówki PiS Filip Stankiewicz - wystawili dwa transparenty. Pierwszy wypominał arcybiskupowi Gocłowskiemu aferę Stella Maris i został przyjęty oklaskali przez część zebranych, ale usunięty przez kościelną służbę porządkową.

Drugi miał być protestem przeciwko rzekomym kłamstwom jednej z lokalnych gazet, że Gdańsk nie chce abpa Głódzia. Zebrani jednak nie przeczytali całej treści transparentu i myśląc, że chodzi o sprzeciw wobec abpa Głódzia, wypchnęli Snieżkę z transparentem poza plac.