niedziela, 18 maja 2008

Heatley najlepszym graczem MŚ w hokeju na lodzie

pp, PAP
2008-05-18, ostatnia aktualizacja 2008-05-18 23:46
Zobacz powiększenie
Dany Heatley z Kanady cieszy się z bramki zdobytej w meczu z Finlandią
Fot. PAUL DARROW REUTERS

Hokeiści kanadyjscy i rosyjscy zebrali najważniejsze trofea 72. mistrzostw świata elity. Najlepszym zawodnikiem mistrzostw został uznany Kanadyjczyk Daniel Heatley, który był również najskuteczniejszym graczem i najlepszym strzelcem.

SERWISY
Najlepsi gracze mistrzostw, według dyrektoriatu MŚ:

najlepszy bramkarz: Jewgienij Nabokow (Rosja) najlepszy obrońca: Brent Burns (Kanada), najlepszy napastnik: Daniel Heatley (Kanada), najlepszy gracz turnieju: Daniel Heatley (Kanada)

Zespół All Star: Jewgenij Nabokow (Rosja) - Mike Green (Kanada), Tomas Kaberle (Czechy) - Rick Nash (Kanada), Daniel Heatley (Kanada), Aleksander Owieczkin (Rosja)

Najskuteczniejsi (punktacja kanadyjska):

1. Heatley 9 meczów - 20 pkt - 12 bramek - 8 asyst
2. Ryan Getzlaf (Kanada) 9 - 14 - 3 - 11
3. Nash i Aleksander Siomin (Rosja) - 9 - 13 - 6 - 7

1. Heatley 12 bramek
2. Patrik Elias (Czechy), Patric Hoernqvist (Szwecja), Phil Kessel (USA), Nash, Owieczkin, Siomin - po 6.

Dramat w finale marzeń: Rosja wydarła złoto Kanadzie

Wojciech Todur
2008-05-18, ostatnia aktualizacja 2008-05-18 22:16
Zobacz powiększenie
Fot. Ryan Remiorz CANADIAN PRESS

To był finał marzeń w hokejowych mistrzostwach świata. Reprezentacja Rosji po pasjonującym meczu i "złotemu golowi" w dogrywce wywalczyła swoje 24. mistrzostwo świata i w liczbie tytułów zrównała się z Kanadą.

Zobacz powiekszenie
Fot. Jacques Boissinot AP Zobacz powiekszenie
Fot. CHRISTINNE MUSCHI REUTERS
SERWISY
Rosjanie są znów najlepsi na świecie po 15 latach przerwy! Kanadyjczykom nie pomógł niesamowity Dany Heatley, który w dziewięciu turniejowych spotkaniach strzelił 12 bramek.

Rosjanie mieli ambitny plan chcieli zgarnąć złoto sprzed nosa faworytów i to jeszcze na ich terenie, w kolebce hokeja - bo to właśnie w kanadyjskim Ontario, 153 lata temu grupa angielskim żołnierzy wymyśliła pasjonującą grę.

Kanadyjczycy kroczyli jednak - na lodowiskach w Quebecu i Halifaksie - od wygranej do wygranej. Przed niedzielnym finałem zwyciężyli w kolejnych 17 mistrzowskich spotkaniach!

Zanim zawodnicy wyjechali na lód, dociekliwi statystycy wyliczyli, że łączna wartość obu drużyn to prawie 100 milionów dolarów! Jednak tak naprawdę tacy zawodnicy jak Heatley czy Aleksander Owieczkin i Ewgieni Nabokow byli w niedzielę dla swoich drużyn bezcenni.

Nazwisko Nabokowa było od dwóch tygodni odmieniane na wszystkie możliwe sposoby we wszystkich rosyjskich gazetach! Rosjanie nie raz odpadali z walki o medale z powodu braku klasowego bramkarza, gdy więc już na początku mistrzostw - w meczu z Czechami - poważnego urazu nabawił się Aleksandr Jeriomienko, hokeiści "Sbornej" wpadli w popłoch.

Rosjanie poprosili się więc Międzynarodową Federację Hokeja na Lodzie (IIHF) o zgodę na potwierdzenie do gry Nabokowa, którego San Jose Sharks zostali właśnie wyeliminowani z walki o Puchar Stanleya, czyli mistrzostwo NHL, najlepszej ligi świata.

IIHF wyraziła zgodę, zresztą podobnie jak w kolejnych 22 tego typu przypadkach. Gdy rozpoczynała się rywalizacja na kanadyjskich lodowiskach, w składach szesnastu drużyn mających nadzieje na złoto było w sumie 93 hokeistów z NHL. Gdy zawody dobiegały końca, ta liczba wzrosła do 115. Jednak o żadnym z nich nie mówiło i nie pisało się tyle, co o urodzonym w Kazachstanie (grał w młodzieżowej reprezentacji tego kraju) Nabokowie.

Gdy 33-letni zawodnik z Kamieniogorska stanął między słupkami, na internetowej stronie IIHF pojawiła się informacja, że rosyjska reprezentacja znalazła "ostatni brakujący puzzle do zwycięskiej układanki".

- To moje pierwsze mistrzostwa świata! Presja? Towarzyszy mi od zawsze, to część mojej pracy - mówił przed finałem Nabokow. Zanim hokeiści rozpoczęli walkę o złoto fachowcy powtarzali, że Rosjanie czekali na tej klasy fachowca od łapania i odbijania krążków w turnieju mistrzowskim od roku... 1983, gdy w bramce ZSRR stał legendarny Władysław Trietiak, dziś szef Rosyjskiej Federacji Hokeja na Lodzie.

Kto mógł jednak złamać Nabokowa jak nie Kanadyjczycy, który ostatni raz przegrali mecz na mistrzostwach świata w 2006 roku, gdy w pojedynku o brąz ograła ich Finlandia? Potem już tylko zwyciężali, zdobywając po drodze - w ubiegłym roku w Moskwie - mistrzostwo świata.

Zespół z Ameryki Północnej pchał do kolejnych zwycięstw niesamowity pierwszy atak: Rick Nash - Ryan Getzlaf - Dany Heatley - który już przed finałem miał łącznie 54 punkty w klasyfikacji bramek i asyst. W tej statystyce ze wspomnianym trio nie mogła się równać żadna formacja biorąca udział w mistrzostwach.

Świetny turniej zaliczył szczególnie 27-letni Heatley. Urodzony we Freiburgu lewoskrzydłowy (jego mama Karin jest Niemką) strzelił aż 12 goli, do których dołożył osiem asyst. Za każdym razem, gdy zawodnik Ottawa Senators trafiał do siatki uśmiechał się szeroko i pokazywał, że na przedzie brakuje mu jednego zęba. Warto dodać, że pięć lat temu kariera niezwykle utalentowanego hokeisty wisiała na włosku. Heatley spowodował wypadek samochodowy (prowadził Ferrari 360 Modena), w którym zginął jego kolega z drużyny. On sam trafił do szpitala z obrażeniami płuc i wątroby, pękniętym kolanem, szczęką oraz zerwanymi mięśniami lewego barku... W niedzielę Heatley wywijał lewą ręką tak sprawnie i uderzał krążek tak mocno, że guma syczała z bólu! Kanadyjski poeta Al Purdy uważa, że hokej to mariaż zbrodni i baletu - Heatley na pewno zalicza się do tych, którzy świadczą o tej złej twarzy tak widowiskowej dyscypliny.

Wiaczesław Bykow, trener "Sbornej", który w 1993 roku był w składzie zespołu, który zdobył dla Rosji ostatnie mistrzostwo świata (jeszcze pod szyldem Wspólnoty Państw Niepodległych) powtarzał przed finałem, że kluczem do wygranej będzie dyscyplina. Jego zawodnicy grali jednak skoncentrowali ledwie przez kilkadziesiąt sekund - po szybko zdobytym golu dali się zepchnąć do rozpaczliwej defensywy. Zasypany krążkami Nabokow (w strzałach po pierwszych 20 minutach było 15-5) klęknął w pierwszej tercji aż trzy razy. Ale od czego są liderzy rosyjskiej drużyny: Owieczkin, Aleksander Semin i Siergiej Fiedorow.

- Gdy oni są w formie, podrywają do walki innych zawodników. Jesteśmy wtedy jak nabierająca rozpędu kula śniegu - mówił Nabokow.

I ta kula z każdą minutą mknęła coraz szybciej. Niesamowitemu Seminowi - miał udział przy trzech golach dla Rosji - pomógł w końcu Ilja Kowalczuk i na pięć minut przed końcem Rosja doprowadziła do wyrównania! To jednak nie był koniec - w dogrywce "sborna" (Kowalczuk!) sprawiła, że hokejowa Kanada zalała się łzami!

Dodajmy, że z okazji 100-lecia powstania federacja IIHF ogłosił drużynę marzeń, w skład której weszło aż czterech Rosjan - napastnicy Walery Charłamow, Siergiej Makarow, obrońca Wiaczesław Fetisow i bramkarz Władisław Trietiak - a także kanadyjski napastnik Wayne Gretzky i szwedzki obrońca Borje Salming.

Za najważniejsze wydarzenie w historii tego sportu uznano tzw. "cud w Lake Placid" - chodzi o półfinał turnieju olimpijskiego w 1980 roku. Złożona z amatorów reprezentacja USA sprawiła wtedy wielką niespodziankę, wygrywając z ekipą Związku Radzieckiego 4:3, a później zdobywając złoty medal.

Kanada - Rosja 4:5 (3:1, 1:1, 0:2; 0:1)

Bramki: Brent Burns (4, 15-pp), Chris Kunitz (10), Dany Heatley (30) - Siergiej Siemin (2, 22-pp), Aleksiej Tierieszczenko (49), Ilja Kowalczuk (55, 63).

Premier Tusk w Andach na tropach inż. Malinowskiego

jg, mt, PAP
2008-05-18, ostatnia aktualizacja 2008-05-18 17:12
Zobacz powiększenie
Premier z małżonką jadą pociągiem im. Ernesta Malinowskiego w Rio Blanco
Fot. Radek Pietruszka PAP

Ostatni dzień wizyty w Peru premier Donald Tusk spędził w Andach. W sobotę przejechał się wybudowaną przez inżyniera Ernesta Malinowskiego linią kolejową, do niedawna położoną najwyżej na świecie.

Zobacz powiekszenie
Fot. Radek Pietruszka PAP
Premier na Machu Picchu
Tusk zwiedza Amerykę Południową - zdjęcia

Szef polskiego rządu odwiedził też szkołę imienia Malinowskiego w dystrykcie Morococha, w departamencie Junin.

Do 2005 roku, kiedy uruchomiono linię kolejową łączącą chińską prowincję Quinghai ze stolicą Tybetu Lhasą, linia kolejowa w Andach, której pomysłodawcą i budowniczym był inż. Malinowski, była położona najwyżej na świecie.

Linia ma 218 km długości, a w najwyższym punkcie (na przełęczy Ticlio) wznosi się na 4768 m n.p.m. Tymczasem Lima leży nieco powyżej poziomu morza. Dlatego też kilkugodzinna podróż do Ticlio ze stolicy Peru może okazać się forsowna dla osób nieprzyzwyczajonych do gwałtownych zmian wysokości.

Chorobę wysokościową Peruwiańczycy nazywają Soroche. W łagodnych przypadkach objawia się ona zawrotami głowy i nudnościami, w skrajnych - może prowadzić do obrzęku płuc lub mózgu.

Miejscowi zalecają, aby przed podróżą na wyżej niż 2500 m.n.p.m., dla złagodzenia skutków ubocznych, napić się naparu z liści koki, tzw. mate de coca, oferowanej w rozlicznych lokalach po drodze na Ticlio.

Ernest Malinowski, uczestnik Powstania Listopadowego, przybył do Peru w 1852 r. Siedem lat później przedłożył władzom projekt transandyjskiej linii kolejowej, łączącej wybrzeże Peru (port Callao) z zasobnym w surowce wnętrzem kraju.

Projekt początkowo odrzucono jako zbyt rewolucyjny. Kongres Peru zaakceptował go w 1871 r. Budowę, osobiście nadzorowaną przez Malinowskiego, rozpoczęto rok później, a już wiosną 1873 r. osiągnięto okolice przełęczy Ticlio. Obecnie na Ticlio stoi pomnik upamiętniający dokonania inż. Malinowskiego. Premier Tusk złożył pod nim w sobotę kwiaty.

Dawna osada górnicza Morococha leży niewiele niżej od Ticlio bo na wysokości 4600 m. n.p.m. W szkole podstawowej im. Malinowskiego uczy się tam nieco ponad stu małych Indian. Peruwiańczycy przywitali Tuska m.in. pokazem tańców ludowych, obdarowali go też ręcznie robioną wielobarwną czapką i szalem.

Po odwiedzinach Morococha, Tusk przejechał turystyczną wersją kolei andyjskiej z Rio Blanco do San Bartolome. Stamtąd wrócił do Limy.

W Peru polski premier przebywał od środy, uczestniczył tam m.in. w szczycie UE-Ameryka Łacińska i Karaiby oraz odbył szereg spotkań dwustronnych m.in. z prezydentami Brazylii, Kolumbii i Meksyku.

Tusk w miejscu, gdzie torturowano więźniów politycznych

W niedzielę premier Donald Tusk rozpoczyna wizytę w Chile. Jutro spotka się z prezydent tego kraju, Michelle Bachelet. Dziś natomiast odwiedzi w Santiago de Chile miejsce przesłuchań i tortur więźniów politycznych w czasie dyktatury Augusto Pinocheta - Willę Grimaldi.

Wiceminister spraw zagranicznych Ryszard Schnepf mówi, że celem wizyty premiera jest poszukiwanie strategicznego partnera w Ameryce Łacińskiej. Takim partnerem może być właśnie Chile, jako średnio zamożny kraj o sporych możliwościach importowych, dobrze zorganizowany, o stabilnej demokracji.

Ryszard Schnepf dodał, że Polska poszukuje także partnerów do inicjatyw międzynarodowych, takich jak Wspólnota dla Demokracji. W 2000 roku w Warszawie odbyło się pierwsze posiedzenie tej inicjatywy, zainaugurowanej przez Polskę. Przyłączyło się do niej Chile i - jak mówi wiceminister - jest znakomitym partnerem. Ryszard Schnepf zwraca też uwagę na to, że oba kraje łączą historyczne doświadczenia dyktatury.

Dzisiejsza wizyta premiera w Willi Grimaldi ma być podkreśleniem tej wspólnoty doświadczeń. Posiadłość ta była używana jako więzienie przez paramilitarną policję w latach 1974-1978. W tym czasie przebywało tam około 5 tysięcy więźniów, a zamordowanych zostało 240 osób. Wśród ofiar był ojciec obecnej prezydent Michelle Bachelet. Ona sama również była więziona w czasie rządów wojskowych.

Dyktatura Augusto Pinocheta, który kierował krajem od 1973 do 1990 roku, pochłonęła ponad 3 tysiące ofiar.