poniedziałek, 30 czerwca 2008

Wimbledon: Radwańska pokonała Kuzniecową po horrorze! Polka w ćwierćfinale!

Jakub Ciastoń, Wimbledon
2008-06-30, ostatnia aktualizacja 2008-06-30 21:04
Zobacz powiększenie
Fot. Anja Niedringhaus AP

15 tys. ludzi na korcie centralnym biło brawo na stojąco po tym jak Agnieszka Radwańska pokonała Swietłanę Kuzniecową 6:4, 1:6, 7:5 i awansowała do ćwierćfinału Wimbledonu. We wtorek gra o półfinał z Sereną Williams około 16 czasu polskiego, znów na korcie głównym!

To kolejny wielki sukces 19-letniej polskiej tenisistki, która przebojem wdziera się do światowej czołówki. Kuzniecowa jest czwartą rakietą globu, zarobiła w karierze 9,3 mln dol, w 2004 r. wygrała wielkoszlemowy US Open. Ale w poniedziałek w starciu z Radwańską musiała się poddać, bo Polka była dla niej nie tyle za silna, co za sprytna i zbyt waleczna.

To był mecz horror i już sama sceneria mogła przyprawić o palpitację serca. Spotkanie rozgrywano bowiem na korcie centralnym, najświętszym tenisowym miejscu na ziemi. Tego dnia przed Radwańską na tym korcie występował Roger Federer, pięciokrotny zwycięzca Wimbledonu, a po Polce pojawił się Andy Murray, faworyt gospodarzy, uwielbiany na całych Wyspach. W loży honorowej zasiadło kilku członków angielskiej rodziny królewskiej i sławy tenisa sprzed lat. Atmosfera mogła zmrozić krew w żyłach.

Nadjechał rosyjski czołg i miażdżył

Horror rozgrywał się jednak przede wszystkim na korcie, bo Kuzniecowa, potężnie zbudowana Rosjanka, posyłała petardy tak moce, że z wysokości loży prasowej odnosiliśmy wrażenie, że niektóre z nich po prostu wgniatają Polkę w trawę. Pierwszy set był w miarę wyrównany. Na forhendowe rakiety Kuzniecowej Radwańska odpowiadała całkiem niezłym serwisem i precyzyjnymi zagraniami wzdłuż linii. Dwa razy zagrała tak fantastycznego woleja zza pleców, że nawet Swieta podnosiła na Radwańską z uznaniem wzrok. Serca zabiły nam mocniej, gdy Agnieszka przełamała Kuzniecową na 5:3, ale chwilę potem Kuzniecowa posłała kilka tak fantastycznych serwisów, że znów wydawało się, że z rosyjskim czołgiem - jak opisywał styl gry Kuzniecowej Wojciech Fibak - wygrać się nie da. Ale Radwańska to w naszym sporcie fenomen, który udowadnia już od dwóch lat, że nie ma rzeczy niemożliwych. Polka słynie ze stalowych nerwów, słynie też z tego, że potrafi wyprowadzić z równowagi każdą gwiazdę. Dlatego chwilę potem znów przełamała podanie Rosjanki i mogła cieszyć się z wygranego seta.

Ale w drugiej partii rosyjski czołg znów powrócił i miażdżył Radwańską straszliwie. Polka przegrała tego seta do jednego, z trudem łapiąc oddech po kanonadzie Kuzniecowej.

Gest zwycięstwa na korcie głównym Wimbledonu

Trzeci set przejdzie do historii polskiego tenisa. Radwańska przegrywała w nim już 1:4. Doping niektórych polskich kibiców słabł, mina Polki mówiła, że jest bezradna i nie może zatrzymać natarcia Rosjanki. I wtedy Radwańska zaczęła grać. I to jak! Wygrała własne podanie, potem przełamała podanie Kuzniecowej i chwilę potem znów obroniła w niesamowity sposób trzy break pointy dla Rosjanki na 5:3. W tym momencie 15 tys. widzów biło już Radwańskiej brawo i dopingowało ją przy kolejnych akcjach. Końcówka była wojną nerwów, ale lepiej wytrzymała ją Polka, która wygrała za drugim meczbolem. Po ostatniej piłce Agnieszka w swoim stylu złapała się za głowę, jakby nie mogła uwierzyć w to co się stało, a chwilę potem wyciągnęła ręce do góry w geście zwycięstwa. Widzieliśmy ten gest już wiele razy, ale na korcie centralnym Wimbledonu, dopiero po raz pierwszy.

To drugi w karierze ćwierćfinał Radwańskiej w Wielkim Szlemie. W styczniu tego roku była już w najlepszej ósemce na Australian Open, ale Wimbledon jest uznawany za najbardziej prestiżowy turniej tenisowy świata. Po raz ostatni w ćwierćfinale w Londynie grał 28 lat temu Wojciech Fibak, który już kilka dni temu przewidywał, że Radwańska może pokonać Kuzniecową, a nawet pokusić się o więcej.

Agnieszka jest już także pewna awansu do najlepszej dziesiątki na świecie, ale jej marsz ku ścisłej czołówce światowej wciąż trwa. Tegoroczny Wimbledon obfituje w niespodzianki - odpadła już cała czołowa czwórka rankingu WTA - Ana Ivanović, Maria Szarapowa, Jelena Janković i teraz numer cztery, czyli Kuzniecowa. Zdarzyło się to po raz pierwszy od 1927 roku! - To jest moment w kobiecym tenisie, gdy nie ma wyraźnej liderki. To jest moment dla ataku dla kogoś takiego jak Agnieszka, kto nie gra na siłę, ale z głową, sprytnie - mówi Fibak.

Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki, był po meczu tak zdenerwowany, że wykrztusił z siebie tylko jedno zdanie: - Niewiarygodne! - Przy 1:4 nawet ja przestałem wierzyć w zwycięstwo - zdradził Victor Archutowski, menedżer Radwańskiej.

- Nie wiem co się ze mną stało przy stanie 1:4, na pewno trochę odpuściłam, ale Agnieszka jest bardzo trudną rywalką. Grałam z nią już wiele razy. Popełnia bardzo mało błędów, a siłę swojej gry czerpie z siły uderzeń rywalek. Jest mistrzynią kontrataku - powiedziała na konferencji Kuzniecowa. Zapytana, jakie jej zdaniem Polka ma szanse z Sereną, uchyliła się od odpowiedzi. - Zapytajcie bukmacherów.

Najspokojniej do sprawy podeszła Agnieszka. - To jest Wielki Szlem, tu się gra do końca. Swieta grała super w drugim secie, ale przecież jest jeszcze trzeci - stwierdziła Polka. - Bardzo się cieszę, bo ćwierćfinał Wielkiego Szlema to świetny wynik. Ale nie powiedziałabym, że jest cenniejszy od Australian Open. Tam wygrałam kilka trudnych meczów, a tu na razie jeden. Serena jest bardzo trudną przeciwniczką, ale postaram się powalczyć. Wimbledon się jeszcze nie skończył - uśmiechnęła się Radwańska.

Radwańska zagra z Sereną Williams - sylwetka słynnej tenisistki, której w głowie moda

pn
2008-06-30, ostatnia aktualizacja 2008-06-30 20:17
Zobacz powiększenie
Serena Williams
Fot. JAMES BOARDMAN REUTERS

W ćwierćfinale Wimbledonu Agnieszka Radwańska zmierzy się z najbardziej ekstrawagancką tenisistką ostatnich lat - Sereną Williams.

Radwańska: Walczyłam do końca

Kolejne przeszkody Radwańskiej na drodze do finału

Wimbledon: Radwańska pokonała Kuzniecową po horrorze! Polka w ćwierćfinale!

Już we wtorek czeka nas najbardziej elektryzujący mecz w polskim tenisie od 28 lat. Prawdopodobnie znów na korcie centralnym, znów w obecności 15 tys. kibiców, Agnieszka Radwańska będzie walczyć o półfinał Wimbledonu z Sereną Williams, najbardziej utytułowaną tenisistką świata ostatnich lat, która wygrała osiem turniejów Wielkiego Szlema, w tym dwukrotnie Wimbledon.

Młodsza z sióstr Williams karierę rozpoczęła w 1995 i przez 15 lat swojej kariery triumfowała w 31 turniejach WTA. Na korcie zarobiła prawie 20 milionów dolarów. W tym sezonie wygrała aż 25 z 28 pojedynków!

W tegorocznym Wimbledonie Williams pozostawiła na placu boju Kaie Kanepi, Urszulę Radwańską, Amelie Muresmo oraz Bethanie Mattek. Natomiast w II rundzie debla siostry Williams odprawiły z kwitkiem polską parę Marta Domachowska - Agnieszka Radwańska, wygrywając 6:0, 6:4.

Pierwszy i ostatni raz Radwańska zmierzyła się z Sereną w singlu podczas turnieju Berlinie w tym roku, gdzie bez trudu wygrała młodsza z sióstr Williams 6:3,6:1. Agnieszka została rozbita na korcie w zaledwie 57 minut.

W ostatnim czasie Serena większość wolnego czasu poświęca swojej największej pasji, czyli projektowaniu mody. Swoje "osiągnięcia" często pokazuje publiczności na korcie. Jak sama twierdzi, gdy zakończy karierę, będzie mogła w pełni oddać się swojemu hobby. Wielu ekspertów tenisa uważa, że ten moment może nastąpić w niedalekiej przyszłości. Pomimo niesamowitej formy, jaką prezentują obie siostry w tym sezonie, ich czas na światowej arenie powoli dobiega końca.

Ponadto słynna tenisistka w ostatnim czasie pozowała do zdjęć nago. Sesja dla magazynu "Jane" udała się, chociaż Serena ukryła wrażliwsze miejsca swojego ciała. Jak twierdzi, nie wstydziła się pokazać wdzięków. - Raz przebierałam się w pokoju hotelowym i wszedł mój partner od gry mieszanej. Bardzo się przestraszył. Zaproponowałam mu, żebyśmy wzięli ślub - powiedziała amerykańska tenisistka.

Spotkanie z Sereną Williams zostanie rozegrane jutro na korcie centralnym około godziny 16.

Proces za stan wojenny jesienią

Bogdan Wróblewski.
2008-07-01, ostatnia aktualizacja 2008-06-30 23:47

Będzie proces autorów stanu wojennego, w tym Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka oraz Stanisława Kani - zdecydował wczoraj warszawski sąd apelacyjny

Zobacz powiekszenie
Fot. Albert Zawada / AG
Gen. Wojciech Jaruzelski
Zobacz powiekszenie
Fot. Adam Kozak / AG
Gen. Czesław Kiszczak
Sąd apelacyjny uchylił decyzję sądu okręgowego, który w maju postanowił zwrócić akta katowickiemu IPN do uzupełnienia. Nie dostrzegł "istotnych" braków w dowodach, które wymagałyby kontynuowania śledztwa.

Sędziowie zasugerowali konieczność rozpoczęcia sprawy "w rozsądnym terminie", co oznacza, że powinna szybko znaleźć się na wokandzie. I pokazali "kierunki i zakres rozpoznania" tej sprawy. To zapowiada rewolucję w procesie.

- Nie jest konieczna merytoryczna ocena zasadności wprowadzenia stanu wojennego - podkreśliła sędzia Barbara Skoczkowska przewodnicząca trójce sędziów. Proces nie powinien się więc zamienić w sąd nad historią lat 1980-81. Tego chcieliby oskarżeni i za ich głosem poszła w maju sędzia Ewa Jethon z sądu okręgowego, gdy zdecydowała o zwrocie akt do IPN.

Sędzia Jethon chciała, by IPN dotarł do archiwów CIA i NATO oraz poradzieckich, przesłuchał kilkudziesięciu świadków, w tym np. Michaiła Gorbaczowa czy Margaret Thatcher, a następnie powołał zespół biegłych historyków. Ci ostatni ocenić mieli, kiedy rozpoczęły się prace nad wprowadzeniem stanu wojennego, jakie były tego przyczyny i czy istniało zagrożenie wewnętrzne i zewnętrzne.

W maju autor aktu oskarżenia prokurator Piotr Piątek protestował: - To próba wstrzymania procesu. Gdyby uwzględnić wytyczne sądu, nie widzę możliwości zakończenia śledztwa.

Wczoraj na sali rozpraw wytykał błędy proceduralne popełnione przez sąd w maju. A w kuluarach mówił, że Gorbaczowa i Thatcher wzywać nie będzie.

Sąd apelacyjny niemal w każdym punkcie przyznał prokuratorowi rację. Sędzia Skoczkowska: - Część zaleceń sądu okręgowego jest niewykonalna.

Sędziowie odrzucili wczoraj np. koncepcję powołania zespołu biegłych. - Oznaczałoby to przeniesienie na biegłych odpowiedzialności za prawną ocenę zarzutów, do czego powołany jest tylko sąd - mówiła sędzia Skoczkowska.

Co więc mają zrobić sędziowie? Trzymać się oskarżenia, bo akt oskarżenia zakreśla ramy procesu - przypomniała sędzia Skoczkowska. Ocenić treść i prawną kwalifikację zarzutów stawianych oskarżonym.

Przypomnijmy, że katowicki IPN oskarżył osiem osób, z czego cztery o udział w związku zbrojnym, który na celu miał przygotowanie i wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Gen. Jaruzelski ma odpowiedzieć za kierowanie tym związkiem. Oskarżeni są także - ale o przekroczenie uprawnień - członkowie Rady Państwa, która dekrety stanu wojennego uchwaliła, i ówczesny wiceminister sprawiedliwości.

Koncepcja oskarżenia o udział w związku zbrojnym - przestępstwo zarzucane zwykle gangsterom - jest kontrowersyjna. Stanisław Kania, b. I sekretarz KC PZPR, nazwał ją wcześniej "wirtualną" i podkreślał, że prokurator nie znalazł na istnienie takiego związku ani jednego dowodu.

Sędzia Skoczkowska mówiąc wczoraj o tych zarzutach, zaznaczyła, że istnieje "bogate orzecznictwo na temat tego, jakie cechy posiada grupa osób, by ją uznać za związek zbrojny".

Wcześniej publicyści prawni zwracali uwagę, że zarzucanie generałom, którzy formalnie dowodzili armią, posiadania broni, co jest cechą członków przestępczego związku zbrojnego, jest absurdem.

- Jak pan obroni ten zarzut? - zapytaliśmy prok. Piątka. - Opisałem to w akcie oskarżenia i nic nie zmieni mojej oceny - odparł. W uzasadnieniu aktu oskarżenia IPN rysuje koncepcję spisku: wąskiej grupy osób, która pod kierunkiem gen. Jaruzelskiego wykorzystała struktury państwa dla wprowadzenia stanu wojennego.

„Sprawcy do realizacji zaplanowanego celu, jakim było unieszkodliwienie członków i sympatyków NSZZ » Solidarność «, podjęli określone, ściśle zorganizowane działania. Paradoksalne jest to, iż do stworzenia bezprawnych podstaw dla pozbawienia obywateli ich praw konstytucyjnych wykorzystali istniejące i funkcjonujące struktury państwa komunistycznego. Projekty bezprawnych aktów normatywnych, a także mających charakter » wykonawczy «planów i harmonogramów działań różnych organów państwowych powstawały w ramach prac m.in. Komitetu Obrony Kraju, a także niektórych ministerstw, w szczególności MON oraz MSW. (...) Z dokonanych w toku śledztwa ustaleń wynika szczególna, bo kierownicza rola we wspomnianych » związkowych «strukturach ówczesnego Premiera, Ministra Obrony Narodowej, a następnie I sekretarza KC PZPR - gen. Wojciecha Jaruzelskiego” - pisze prok. Piątek w uzasadnieniu oskarżenia.

- Ciężar dowodu spoczywa na prokuratorze i na nim spoczywa też ryzyko nieudowodnienia winy - przypomniała wczoraj sędzia Skoczkowska.

- Oczekuję wyznaczenia pierwszej rozprawy - oświadczył pewny siebie prok. Piątek.

To zgodnie z zapowiedzią rzecznika sądu okręgowego ziścić się ma we wrześniu lub październiku. Ale wymagać będzie - podkreślił sędzia Małek - korelacji z procesami gen. Kiszczaka sądzonego za przyczynienie się do śmierci górników z pacyfikowanej w grudniu 1981 r. kopalni Wujek i gen. Jaruzelskiego sądzonego za sprawstwo kierownicze podczas masakry protestujących robotników Wybrzeża w grudniu 1970 r. A także uwzględniania stanu zdrowia podsądnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza