PAP, IAR, d
2008-08-03, ostatnia aktualizacja 2008-08-03 13:35
- III Rzeczpospolita chciała mieszać to co dobre i to co zł. Ale nie w imię pokoju społecznego, tylko w imię ochrony interesów, które z interesami naszego kraju nie miały nic wspólnego i z natury rzeczy mieć nie - powiedział prezydent Lech Kaczyński podczas spotkania z uczestnikami powstania i warszawiakami na placu przy Muzeum Powstania Warszawskiego.
Fot. ALIK KEPLICZ ASSOCIATED PRESS
Lech Kaczyński i Toomas Hendrik Ilves
Fot. Robert Kowalewski / AG
Prezydent podczas obchodów, 3 sierpnia
Prezydent
Lech Kaczyński powiedział, że decyzja o wybuchu Powstania Warszawskiego była tragiczną, ale niezbędną ostatnią próbą utrzymania niepodległej Polski i wręczył odznaczenia bohaterom powstańczej Warszawy.
Obchody rocznicy Powstania Warszawskiego nie są upamiętnieniem klęski, ale hołdem dla bohaterów walk sprzed lat. Prezydent w przemówieniu poprzedzającym wręczenie orderów powstańcom podkreślił, że pamięć o nich będzie czczona w każdy dostępny sposób.
Lech Kaczyński mówił, że bohaterowie sprzed 64 lat mieli świadomość, że armia sowiecka jest już na przedmieściach warszawskiej Pragi, wiedzieli też, co stało się w Wilnie i Lwowie. Prezydent podkreślił, że było wówczas oczywiste, że albo Warszawa zostanie opanowana przez Polaków i pojawi się tam polski rząd z Londynu albo nie będzie żadnych szans na utrzymanie niepodległości.
Kaczyński przypomniał, że w dniu warszawskiego zrywu, w Lublinie działał już Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego - "grupa renegatów, która w imieniu obcego mocarstwa była przygotowywana do rządzenia Polską."
Prezydent dodał, że uroczystości odznaczenia uczestników powstania odbywają się wiele lat za późno. "Gdyby inny los zgotowano nam po roku 1945, powinny odbywać się 60 i więcej lat temu. Ale nawet uwzględniając, że wolność przyszła do nas dopiero w roku 1989, to i tak mamy tu prawie 20 lat spóźnienia" - powiedział Lech Kaczyński.
Jego zdaniem stało się tak dlatego, że "wolna Polska, zwana III Rzeczpospolitą chciała mieszać to, co dobre, i to, co złe, chciała odejść od pewnych elementarnych ocen". To, według prezydenta, działo się nie w imię pokoju społecznego, tylko w imię ochrony interesów, które z interesami naszego kraju nie miały nic wspólnego i z natury rzeczy mieć nie mogły" - dodał prezydent.
Pełna treść wystapienia prezydenta (za PAP)"Szanowny panie prezydencie Republiki Estonii, szanowne panie i panowie ministrowie, pani prezydent, ale przede wszystkim szanowni kombatanci.
Po raz kolejny już, tu w tym miejscu - przypominam, że pierwszy raz cztery lata temu - obchodzimy rocznicę wielkiego, bohaterskiego zrywu warszawiaków, ale można powiedzieć też, że wielkiego, bohaterskiego zrywu naszego narodu.
Obchodzimy rocznicę początku wielotygodniowej bitwy na ulicach Warszawy, bitwy, która jak już nieraz mówiłem, prowadziła na początku armia właściwie nieuzbrojona. Prowadziła ją z wielkimi sukcesami, a po
drugiej stronie stała bodajże, mimo przegrywanej wojny, samodzielnie największa potęga militarna świata - hitlerowskie
Niemcy.
Ta bitwa, ta bitwa na ulicach Warszawy, pokazała co znaczy determinacja i odwaga, co znaczy wola zwycięstwa, co w końcu znaczy wola wolności, niepodległości, ale i odpłaty za wieloletnie krzywdy, za straszliwą okupację lat 39-44.
Powstanie Warszawskie było decyzją tyle samo tragiczną, co w ówczesnej sytuacji niezbędną. To była ostatnia próba utrzymania niepodległej Polski. Armia sowiecka wchodziła już na praskie przedmieście Warszawy. Mieliśmy za sobą doświadczenie Wilna i Lwowa. Było oczywiste, że albo Warszawa zostanie opanowana przez
Polaków i może pojawi się tam polski rząd z Londynu albo żadnych szans na utrzymanie niepodległości nie ma.
Pamiętajmy, że 1 sierpnia 1944 roku w Lublinie działał już Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego - grupa renegatów, która w imieniu obcego mocarstwa była przygotowana do rządzenia Polską. Tak więc decyzja była niezbędna.
Ta decyzja kosztowała życie może 180 tysięcy, może 200 tysięcy mieszkańców Warszawy. Kosztowała życie dziesiątki tysięcy żołnierzy. Trzeba też jasno powiedzieć, że kosztowała życie wiele tysięcy naszych przeciwników, bo walki były wyjątkowo zacięte i armia niemiecka poniosła bardzo wysokie straty. Pamiętajmy też o tym, nie dlatego, że racja była tu po dwóch stronach; była tylko i wyłącznie po jednej - po naszej. Ale te straty wskazują na determinację naszych żołnierzy, na ich twardość, na ich odwagę. Przecież pamiętajmy, że mieliśmy do czynienia z armią ochotniczą, to nie byli ludzie, którzy w wojennym rzemiośle szkolili się w prawdziwych szkołach oficerskich, w normalnej dwuletniej służbie wojskowej.
Podchorążówki to były szkolenia nocne, gdzieś tam koło Warszawy, w jakichś lasach, bardzo często bez broni, której było zbyt mało. Żołnierze często szkoleni byli jeszcze w znacznie mniejszym stopniu, a mimo to potrafili osiągnąć takie sukcesy.
Przeciwnicy Powstania Warszawskiego, albo raczej przeciwnicy obchodzenia jego rocznicy, jako rocznicy klęski, nie biorą jednej rzeczy pod uwagę - my nie obchodzimy rocznicy klęski, my obchodzimy rocznicę tragiczną, ale niezbędną w naszej historii i my czcimy bohaterów, czcimy wyjątkowo bohaterską armię. Czcimy i czcić będziemy w każdy dostępny sposób.
Za chwilę odbędzie się ceremonia nadania kolejnych orderów - tym, którzy dziś żyją i tym, których już od dawna nie ma. Nie ma wśród nas. Którzy zginęli jeszcze w czasie II wojny światowej.
Powtarzam po raz setny - te uroczystości odbywają się dużo, dużo za późno. Gdyby inny los zgotowano nam po roku 1945, powinny odbywać się 60 i więcej lat temu.
Ale nawet uwzględniając, że wolność przyszła do nas dopiero w roku 1989, to i tak mamy tu prawie 20 lat spóźnienia. Dlaczego? Bo wolna Polska, podkreślam wolna, zwana III Rzeczpospolitą chciała mieszać to, co dobre i to, co złe, chciała odejść od pewnych elementarnych ocen. Dlaczego? W imię określonych interesów, nie w imię pokoju społecznego, nie w imię sprawiedliwości, tylko w imię ochrony interesów, które z interesami naszego kraju nie miały nic wspólnego i z natury rzeczy mieć nie mogły.
Natomiast miały dużo wspólnego z interesami tych, którzy władzę chcieli zamienić we własność, którzy w nowym społeczeństwie chcieli być też grupą uprzywilejowaną. Muszę powiedzieć, że w znacznym stopniu to się udało. Udało się to w stopniu znacznym, choć nie do końca, choć byli ludzie - od roku 89 - którzy to niebezpieczeństwo dostrzegali; byli oni jednak atakowani, wręcz niszczeni często przy użyciu policyjnych metod - w pierwszej połowie lat 90. Mam nadzieję, że tego rodzaju czasy w Polsce już nie wrócą. Mam nadzieję, choć nie mam pewności, bo ostatnie miesiące dostarczają tutaj przykładów bardzo, ale to bardzo niepokojących. Sądzę jednak, że to tylko czas przejściowy. Że to próba wykazania, że mówiąc przed rokiem, dwoma i trzema, że ktoś w Polsce grozi demokracji, nie mówiło się pustych słów. A były to słowa puste. Wtedy właśnie w Polsce, usiłowano w Polsce wprowadzić równość ludzi wobec prawa. Także ci, którzy byli potężni, mieli się czego bać, jeżeli mieli coś na sumieniu.
I mam nadzieję, mam nadzieję, że, gdy w następnym roku będziemy obchodzić kolejną, prawie okrągłą 65. rocznicę Powstania, to ten czas, który przeżywamy dzisiaj, będziemy mieli już za sobą, że będę mówił wyłącznie o bohaterstwie tych, którzy sześćdziesiąt kilka lat temu oddali swoje życie lub którzy przeżyli, ale nie odebrali należnej nagrody.
Dziękuję Państwu"