poniedziałek, 11 sierpnia 2008

SZER: Gruchała ma już dość

Jakub Ciastoń, Radosław Leniarski, Pekin
2008-08-11, ostatnia aktualizacja 2008-08-11 11:11
Zobacz powiększenie
Sylwia Gruchała
Fot. STEFANO RELLANDINI REUTERS

Klęska polskich florecistek w turnieju indywidualnym. - Z tą Rosjanką jeszcze nigdy nie przegrałam. Ale ona jest młodsza, jeszcze jej się chce, a ja już nie mam w sobie tego walczaka sprzed lat - mówiła smutno Sylwia Gruchała po porażce - piszą nasi specjalni wysłannicy w Pekinie

Finał wszech czasów w pływaniu »

Florecistki to w ostatnich latach było to, co najlepszego miała polska szermierka. Nic dziwnego, że na starty Sylwii Gruchały, Magdaleny Mroczkiewicz i Małgorzaty Wojtkowiak przyszedł w poniedziałek tłum polskich dziennikarzy i kibiców.

Zaczęło się dobrze, bo grająca od 1/32 finału Mroczkiewicz pokonała Ukrainkę Olgę Lelejko 15:9. Gruchała i Wojtkowiak zaczynały rywalizację dopiero od 1/16 finału.

Niestety, kilkanaście minut później pokazało się, że dla wszystkich Polek są to już progi za wysokie. Najpierw odpadła Wojtkowiak - znokautowała ją 15:7 Chinka Lei Zhang, na którą w strefie mieszanej po tym zwycięstwie czekał tłum chińskich dziennikarzy. Potem poległa Gruchała - 11:12 z Rosjanką Aidą Szanajewą. Jako ostatnia z turniejem pożegnała się Mroczkiewicz, która nie miała najmniejszych szans w starciu z Włoszką Marią Valentiną Vezzali (3:15), mistrzynią świata i olimpijską.

Najdzielniej walczyła Gruchała, brązowa medalistka z Aten, która odrabiała straty od 1:8 i doprowadziła nawet do dogrywki, ale w końcówce nie obroniła się przez zabójczą kontrą Rosjanki.

- Źle rozpoczęłam, popełniłam błąd. Przespałam początek walki, a potem byłam już zbyt zmęczona, żeby skutecznie ją zaatakować. Ten moment, gdy musiałam wcześniej trafiać kilka razy z rzędu kosztował mnie zbyt dużo sił - powiedziała po walce Gruchała.

Dlaczego przespała początek walki? - Nie wiem, jestem trochę chora, ale nie będę się tym zasłaniać. Czułam się osłabiona, nie walczyłam tak jak zwykle. Miałam świadomość, że to igrzyska, jedna okazja na cztery lata. Jest mi bardzo przykro. Wiem, że w Polsce liczyło na mnie bardzo wielu ludzi.

Gruchała w 2000 r. wywalczyła w drużynie srebro na igrzyskach w Sydney, cztery lata później wróciła z indywidualnym brązem z Aten, jest też m.in. dwukrotną mistrzynią świata w drużynie. - Nigdy jeszcze nie przegrałam z tą Rosjanką. Jest ode mnie młodsza i bardziej chętna do zwycięstw. Ja już dużo osiągnęłam w sporcie. Jestem zadowolona ze swojej kariery, ale czuję już zmęczenie. Trzeba przyznać uczciwie, że ostatnie dwa lata miałam słabe, nie wiodło mi się w startach indywidualnych. W zeszłym roku towarzyszyły mi kontuzje ścięgna achillesa. Do końca jednak wierzyłam, że będę w stanie wrócić do formy sprzed lat. Nie chcę powiedzieć, że to ostatnie igrzyska, albo że kończę karierę, ale nie mam już w sobie tego "walczaka" co kiedyś. Trenuję już 16 lat, żyję cały czas pod presją. Jestem kobietą, mam 27 lat i chciałabym w życiu robić coś innego, mam plany, marzenia. Być może zrobię sobie rok przerwy, nie wiem jeszcze. Zdecyduję po igrzyskach. Teraz mam trzy miesiąca wolnego, zastanowię się nad wszystkim.

Słynna piosenkarka jedzie ratować Gruzję » Słynna piosenkarka jedzie ratować Gruzję Zamknij X Katie Melua jedzie do Gruzji zobacz galerię Katie Melua

Katie Melua jedzie do Gruzji

"Pojadę do ogarniętej wojną Gruzji, bo nie chcę być z dala od swego kraju w takiej chwili" - deklaruje znana na całym świecie brytyjska piosenkarka gruzińskiego pochodzenia Katie Melua. Choć artystka jest w tej chwili na tournee w Niemczech, z napięciem śledzi informacje o konflikcie gruzińsko-rosyjskim, zwłaszcza że w środku zawieruchy znaleźli się jej najbliżsi - pisze DZIENNIK.

czytaj dalej...
REKLAMA

"Rozmawiałam wczoraj przez telefon z matką i bratem, którzy wybrali się w odwiedziny w ojczyste strony. Bardzo się o nich martwię, choć moja rodzina stara się zbytnio nie dramatyzować" - zwierzyła się Melua dziennikowi „Mail on Sunday”. Sytuacja jest jednak bardzo poważna, zwłaszcza że gruziński prezydent Micheil Saakaszwili zarządził powszechny pobór do armii, a choć 16-letni brat Katie Zurab jest na szczęście za młody na noszenie karabinu, przywdzianie munduru nie ominie za pewne wuja ślicznej gwiazdy.

Katie z ogromnym rozgoryczeniem wypowiada się o wybuchu kolejnego konfliktu na Kaukazie. "Czy kiedykolwiek ktoś zbudował coś na wojnie?" - pyta retorycznie 24-letnia piosenkarka. "W tej chwili wydaje się, że obie strony po prostu prężą muskuły i licytują się, kto jest silniejszy. Mam nadzieję, że przemoc zakończy się, zanim jeszcze więcej ludzi zginie" - mówi z wiarą.

Melua niestety doskonale wie, co znaczy żyć w kraju ogarniętym zbrojnym konfliktem i nieraz słyszała odgłos karabinowych strzałów. Jej prawdziwe imię brzmi bowiem nie Katie, a Ketevan. Piosenkarka urodziła się w Kutaisi, a wychowywała w Tbilisi oraz Batumi w regionie Adżarii: "Opuściliśmy Gruzję, gdy zaczęła się wojna domowa. Wtedy przenieśliśmy się do Belfastu w Irlandii Północnej, a tam też toczyły się walki między protestantami i katolikami. Przez większość życia mieszkałam w krajach ogarniętych krwawymi konfliktami" - wspomina.

Właśnie te bolesne doświadczenia z młodości sprawiły, że artystka chciała początkowo poświęcić się studiowaniu historii lub karierze politycznej. Stało się jednak inaczej. Po przeprowadzce do Londynu Katie wybrała muzykę i dziś jest jedną z najpopularniejszych brytyjskich artystek. Sama pisze, komponuje oraz akompaniuje sobie na gitarze i pianinie, a także gra na skrzypcach. Doskonała sprzedaż trzech albumów studyjnych w stylistyce popu, soft rocka i bluesa zagwarantowała jej 7. miejsce w rankingu najbogatszych brytyjskich artystów przed trzydziestką.

SZERM: Pierwszy taki przypadek w historii igrzysk

PAP /11.08.2008 16:38
AFP
Włoszka Valentina Vezzali zdobyła w poniedziałek złoty medal olimpijski w turnieju floretowym. Tym samym została pierwszą zawodniczką, która zdobyła trzy złote medale olimpijskie w indywidualnych turniejach szermierczych.
34-letnia Vezzali pierwszy indywidualny tytuł mistrzyni olimpijskiej zdobyła w 2000 roku w Sydney. Swój sukces powtórzyła cztery lata później w Atenach, a w poniedziałek po raz trzeci została najlepszą florecistką igrzysk, po wygranej w finale z Koreanką Hyunhee Nam 6:5. W tej dyscyplinie takim osiągnięciem nie może pochwalić się żadna zawodniczka.

Włoszka jest jedną z najbardziej utytułowanych sportsmenek w szermierce. Do tej pory zdobyła 32 medale. Jest pięciokrotną indywidualną mistrzynią; ma też w swoim dorobku sześć krążków olimpijskich. Od momentu swego debiutu na igrzyskach, w Atlancie, najgorszym miejscem Vezzali w indywidualnych turniejach olimpijskich była... druga lokata, wywalczona właśnie w 1996 roku.

Włoszka przez pewien czas wzięła rozbrat ze sportem. Poświęciła się macierzyństwu - urodziła syna Pietro i wówczas odstawiła floret do kąta. Być może po igrzyskach w Pekinie stanie się podobnie. Vezzali chce urodzić drugie dziecko. Florecistka chciałaby tym razem mieć dziewczynkę. Ma już dla niej wybrane imię - Sofia.

"Trudno jest mi wyjaśnić, dlaczego finałowa walka przebiegała w taki sposób. Na pewno jednak to był mój najtrudniejszy finał olimpijski - powiedziała po zakończeniu rywalizacji Włoszka. - Jeszcze niecałą minutę przed końcem przegrywałam 4:5. Ostatecznie jednak udało się".

"Poświęciłam wszystko temu sportowi. W tym momencie muszę podziękować mojemu pierwszemu trenerowi. Myślę też o moim tacie, który musi być teraz ze mnie dumny. Przede wszystkim jednak dziękuję mojemu synowi, który teraz czeka na mnie z utęsknieniem w domu" - mówiła najbardziej utytułowana florecistka w historii występów olimpijskich.

"Kiedy synek (Pietro) widział, jak pakuję się przed wyjazdem na igrzyska do Pekinu, powiedział do mnie: »Jeśli chcesz, wezmę swój plastikowy floret i pojadę z tobą«. To było wzruszające" - mówiła Vezzali.

"Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do mojego sukcesu. W życiu sukcesy można odnosić tylko dzięki pracy zespołowej i wsparcie innych pozwala zwyciężyć, nawet jeśli wydaje się to niemożliwe".