niedziela, 16 listopada 2008

Bush: potrzebne uczciwsze rynki

PAP, lko
2008-11-15, ostatnia aktualizacja 2008-11-15 21:55

Jako "bardzo udane spotkanie" ocenił prezydent George Bush zakończony w sobotę w stolicy USA szczyt 20 państw, największych potęg gospodarczych świata, poświęcony poszukiwaniu wyjścia z obecnego kryzysu ekonomicznego i zapobieżeniu podobnym w przyszłości.

ZOBACZ TAKŻE
Bush powiedział, że przywódcy wspomnianych państw uzgodnili, że trzeba poprawić transparentność rynków finansowych i ulepszyć reguły rachunkowości, "aby inwestorzy lepiej rozumieli wartość kupowanych przez siebie aktywów".

Uzgodniono również - jak poinformował - że należy sprawić, by "rynki finansowe działały w sposób uczciwszy", zmniejszając do minimum "manipulacje rynkowe i oszustwa".

Prezydent przestrzegł przy tym, żeby w dążeniu do zwiększenia regulacji rynków nie popaść w drugą skrajność.

"Cokolwiek zrobimy, musi nami kierować zasada, że głównym celem jest wzrost gospodarczy, a ten może gwarantować jedynie wolnorynkowy kapitalizm" - podkreślił.

Przestrzegł też przed pokusami protekcjonizmu - wznoszeniem barier handlowych. Jak powiedział, "odrzucenie protekcjonizmu było ważna częścią tego szczytu".

Postanowiono też - kontynuował Bush - przeprowadzić reformy Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, tak aby lepiej odzwierciedlały one większy obecnie wkład krajów rozwijających się do światowej gospodarki.

Szczyt w Waszyngtonie niektórzy porównują do spotkania w Bretton Woods w 1944 r., na którym powołano te dwie instytucje, utworzone w celu utrzymywania w równowadze globalnego systemu finansowego (MFW) i pomocy na rozwój dla biednych krajów (BŚ).

Bush zwrócił jednak uwagę, że na zreformowanie ich potrzeba czasu.

"Bretton Woods przygotowywano przez dwa lata. Nasze dzisiejsze spotkanie przygotowywaliśmy przez trzy tygodnie. Nie rozwiąże ono wszystkich problemów" - oświadczył.

Zaznaczył jednak, że mimo kryzysu państwa zamożne nie zaprzestaną pomocy krajom ubogim w zwalczaniu epidemii AIDS i malarii oraz w walce z nędzą.

Bush powiedział też, że prezydenta-elekta Baracka Obamę i jego zespół ds. przejęcia władzy w pełni poinformowano o przebiegu i wynikach szczytu.

"Ja niedługo odchodzę z urzędu" - przypomniał z uśmiechem. Nie szczędził też kurtuazyjnych słów pod adresem Obamy.

"Mam nadzieję, że mu się uda. To byłoby dobre dla kraju" - oświadczył.

Obama nie uczestniczył w spotkaniu, chociaż zależało na tym przywódcom innych państw.

Szczyt szczytny, termin fatalny

Marcin Bosacki, Waszyngton
2008-11-14, ostatnia aktualizacja 2008-11-14 20:40

Amerykańska prasa o szczycie

Amerykańscy komentatorzy są w większości głęboko sceptyczni co do efektów szczytu G-20.

Konserwatywny "The Wall Street Journal" pisze w komentarzu redakcyjnym, że szczyt sprowadzi się do "wspaniałej okazji dla przywódców państw do pokazania się jako mężowie stanu, prawdziwi lub wyimaginowani". Dziennik dodaje, że "Obama ma rację, że trzyma się na dystans od tej sesji zdjęciowej". "WSJ" podkreśla, że ponieważ jeden prezydent USA odchodzi za dwa miesiące, a nowy nie chce brać odpowiedzialności, zanim nie zacznie się jego kadencja, "to forum jest najgorzej wyznaczonym w czasie szczytem w historii".

Z tymi sceptycznymi ocenami zgadza się Mark Landler w "The New York Times". Publicysta podkreśla, że różnice między uczestnikami szczytu co do tego, jak mocno regulować rynki finansowe i jakie role przydzielić Bankowi Światowemu czy Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, są zbyt duże. "Francuzi chcą więcej koordynacji światowych finansów niż Brytyjczycy. Niemcy nie chcą składać zobowiązań finansowych, które zmusiłyby ich do pomocy sąsiadom" - pisze Landler.

Jedyny pochlebny dla szczytu komentarz zamieszcza "The Washington Post". Były szef Banku Światowego Paul Wolfensohn pisze, że "G20 jest właściwym ciałem do zmierzenia się z kryzysem o tej skali", bo G-7 (najbardziej uprzemysłowione kraje) jest już instytucją przestarzałą. "Zachód powinien słuchać porad i wątpliwości przywódców krajów rozwijających się i traktować ich jak równych sobie" - pisze Wolfensohn. Ale i on nie daje żadnych konkretnych rozwiązań, jakie szczyt powinien przyjąć.

Publicysta "NYT"" zadaje pytanie, czy Europejczycy lub Chińczycy są gotowi "skorzystać z interregnum w Ameryce", gdy Bush będzie na szczycie "głównie życzliwym przechodniem"? Jako odpowiedź cytuje profesora Massachusetts Institute of Technology Simona Johnsona: "Wygląda na to, że świat czeka na przybycie nowego króla [Obamy]. To może być moment powrotu siły Ameryki, zwłaszcza jeśli na szczycie w Waszyngtonie nic nie zostanie ustalone".

"WSJ", podobnie jak administracja Busha, odrzuca pomysły, by stworzyć ponadnarodowe ciało do regulacji rynków w poszczególnych państwach, w rozmowach przed szczytem nazywane przez Europejczyków "kolegium nadzorców". "Wziąwszy pod uwagę dominującą rolę USA w świecie finansów, ciało takie byłoby jedynie kolejną próbą wiązania Guliwera przez Liliputów" - pisze "WSJ".

Najbardziej druzgoczącą, bo wypowiadaną z pozycji siły, ocenę szczytu przedstawił w "NYT" Leon Panetta, był szef sztabu w Białym Domu Clintona, dziś doradzający Obamie: "Nie ma wątpliwości, że ważny szczyt organizowany przez odchodzącego prezydenta to przedsięwzięcie ryzykowne. Oni [na szczycie] mogą wyznaczyć jakieś pryncypia dalszego postępowania, ale nie mogą zawrzeć żadnych umów. Mówiąc szczerze, to już nie jest gra George'a Busha, tylko Baracka Obamy".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Szczyt G20: regulacja, nadzór i obniżanie stóp

PAP, IAR, lko
2008-11-15, ostatnia aktualizacja 2008-11-15 22:12

Porozumienie na waszyngtońskim szczycie G20. Będą reformy Banku Światowego i MFW. Reformy mają mieć na celu poddanie zwiększonej regulacji rynków finansowych, produktów finansowych i uczestników rynku finansowego. Główna linia sporu uczestników szczytu związana była ze skalą potrzebnych interwencji państwowych. Szczegóły reform zostaną nakreślone w przyszłym roku

Zobacz powiekszenie
Fot. JASON REED REUTERS
Przedstawiciele 20 najbardziej rozwiniętych państw świata spotkali się na szczycie w Waszyngtonie
Czytaj także: Polityczna panika wokół kryzysu

Potrzebne uczciwsze rynki: George Bush podsumowuje szczyt G20

Członkowie grupy G20, reprezentujący 85 procent potencjału gospodarczego świata, wydali 5 stronicowy komunikat. Kraje zgodziły się na zaostrzenie regulacji i większą przejrzystość rynków finansowych. Ostatnim punktem będzie komunikatu jest "apel o obniżkę stóp procentowych".

Uczestnicy szczytu w Waszyngtonie zgodzili się na przeprowadzenie reformy Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush podkreślił, że struktura tych instytucji stworzona w połowie lat 40. XX wieku powinna zostać dostosowana do obecnych realiów.

Amerykański przywódca mówił, że zarówno Bank Światowy jak i MFW powinny zmienić struktury zarządzania. Dodał, że należy rozważyć też przyznanie większej reprezentacji i siły głosu w tych instytucjach krajom rozwijającym się.

Reforma Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego będzie zatem oznaczać zwiększenie roli takich krajów jak Indie, Chiny czy Brazylia.

Podsumowując szczyt prezydent George Bush wyraził zadowolenie, że uczestnicy szczytu wyrazili przywiązanie do zasad rynkowych i wolnego handlu.

Spór o interwencjonizm państwowy

Przyjęty na szczycie plan zakłada wprowadzenie bardziej czytelnych reguł księgowych, które pozwolą inwestorom na lepszą ocenę ryzyka. Jedna z koncepcji przewiduje powołanie międzynarodowego "kolegium nadzorców", którego zadaniem będzie monitorowanie rynków finansowych i obowiązujących na nich regulacji.

Punktem spornym podczas dyskusji członków G20 był zakres państwowych interwencji, które miałyby pobudzić światową gospodarkę. Brytyjski premier Gordon Brown i inni przywódcy europejscy opowiadają się za równoczesnym wprowadzeniem we wszystkich krajach pakietów stymulacyjnych. Jednak administracja George'a Busha chłodno przyjęła tę propozycję. Ustępujący prezydent Stanów Zjednoczonych George W. Bush nazwał wolne rynki "najlepszą drogą do dobrobytu na całym świecie".

Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała, że na szczycie G20 widać było wspólną wolę niedopuszczenia do tego, żeby powtórzył się taki kryzys jak obecny. Uczestnicy szczytu byli też zgodni co do tego, że trzeba "ponownie rozruszać" gospodarkę światową.

Problemy z regulacją

"Jest jasne, że kryzys wykazał, iż istnieją problemy z regulacją i nadzorem. Powinniśmy się zająć tymi problemami" - powiedział Barroso po kolacji roboczej w Białym Domu, od której rozpoczęli spotkanie uczestnicy szczytu państw G20.

"Żadna instytucja finansowa nie powinna być wyjęta spod regulacji i nadzoru. Powinniśmy stworzyć więcej jasnych reguł, by światowe finanse dobrze funkcjonowały, i sądzę, że w tym punkcie istnieje rzeczywista zgoda" - dodał.

"Nie mówię, że zgadzamy się we wszystkim, ale naprawdę uważam, że panuje obecnie większa gotowość zreformowania zasad, którymi rządzą się światowe finanse, a później także światowe instytucje finansowe, czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy" - oznajmił w piątek późnym wieczorem.

Warunki dla dobrobytu

Jak dodał, uczestnicy szczytu są świadomi, że światowych instytucji finansowych nie można zreformować w ciągu jednego czy dwóch dni, "ale możemy najszybciej, jak to możliwe, stworzyć warunki dla światowego wzrostu i dobrobytu".

W rozmowach brali udział przywódcy państw G8 (USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Włoch i Japonii oraz Rosji), tzw. gospodarek wschodzących (Argentyny, Australii, Arabii Saudyjskiej, RPA, Brazylii, Chin, Korei Południowej, Indii, Indonezji, Meksyku i Turcji), a także Holandii i Hiszpanii, reprezentujących Unię Europejską.

Członkowie grupy G20 wyznaczyli na razie tylko kierunek zmian. Szczegóły planu zostaną prawdopodobnie opracowane w przyszłym roku. Podkreślają, że waszyngtoński szczyt jest pierwszym z serii tego typu spotkań. Kolejne miałby się odbyć wiosną przyszłego roku, czyli już po objęciu funkcji prezydenta USA przez Baracka Obamę.

Komentarz: Mateusz Machaj, "Wasz plan zawiedzie"