wtorek, 16 grudnia 2008

Co najmniej 24 zabitych w wypadku autokaru w Izraelu


rik, PAP
2008-12-16, ostatnia aktualizacja 2008-12-16 17:46
Zobacz powiększenie
Izraelskie ekipy w trakcie akcji ratunkowej. W wypadku zginęło co najmniej 22 osoby
 Fot. STRINGER/ISRAEL REUTERS

Co najmniej 24 ludzi zginęło, a wielu zostało rannych w Izraelu, kiedy autokar wiozący rosyjskich turystów spadł do wąwozu - poinformowały izraelskie służby ratunkowe.


Zobacz powiekszenie
Fot. Ruhama Biton AP
Na południu Izraela k. kurortu Ejlat doszło do wypadku autobusu. Autokar wiozący rosyjskich turystów spadł do wąwozu. Co najmniej 24 ludzi zginęło, a wielu zostało rannych
Zobacz powiekszenie
Fot. Ruhama Biton AP
Na południu Izraela k. kurortu Ejlat doszło do wypadku autobusu. Autokar wiozący rosyjskich turystów spadł do wąwozu. Co najmniej 24 ludzi zginęło, a wielu zostało rannych
Zobacz powiekszenie
Fot. STRINGER/ISRAEL REUTERS
Na południu Izraela k. kurortu Ejlat doszło do wypadku autobusu. Autokar wiozący rosyjskich turystów spadł do wąwozu. Co najmniej 24 ludzi zginęło, a wielu zostało rannych


Do wypadku doszło na północ od kurortu Ejlat (południe Izraela). Na miejsce wypadku w wąwozie na pustyni wysłano wojskowe śmigłowce. W autobusie znajdowało się ok. 55 podróżnych, którzy przylecieli tego dnia z Petersburga.

To najpoważniejszy wypadek drogowy, do jakiego doszło w tym roku w Izraelu.

- Widziałem ludzi, którzy wylatywali przez okna, kiedy autokar zjechał ze skarpy - powiedział kierowca, który był świadkiem wypadku. Na dnie przepaści leżały porozrzucane ciała, fragmenty pojazdu i bagaże podróżnych.

Według przedstawicieli izraelskiego lotniska Ovda obsługującego gości kurortu Ejlat grupa rosyjskich turystów przyleciała z Sankt Petersburga. Rosyjska ambasada w Tel Awiwie poinformowała, że nie ma jeszcze potwierdzonych informacji o wypadku, ale wysłała swojego przedstawiciela na miejsce zdarzenia.

- Ofiary wypadku są wysyłane helikopterami do szpitala w Beershebie - powiedział rzecznik izraelskiej policji Micky Rosenfeld.

Położony na południu Izraela kurort Ejlat jest popularny wśród rosyjskich turystów, którzy spędzają w nim zimowe wakacje.

PE: Cohn-Bendit ostro skrytykował Sarkozy'ego


asz, PAP
2008-12-16, ostatnia aktualizacja 2008-12-16 20:31
Zobacz powiększenie
Nicolas Sarkozy przemawia w PE, 16.12.2008 r.
 Fot. VINCENT KESSLER REUTERS

Ostre słowa w Parlamencie Europejskim. Daniel-Cohn Bendit zaatakował prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego. - Jak stoimy przed wielkimi, to na kolana - stwierdził lider Zielonych, porównując przewodnictwo francuskie do chorągiewki na wietrze, która "na zmianę kłamie i mówi prawdę".

Cohn-Bendit krytykował politykę zagraniczną prowadzoną przez prezydencję francuską.

- UE siedzi cicho zarówno, gdy torturowani są opozycjoniści w Chinach, jak i wtedy, kiedy Władimir Putin zatrzymuje kolejnych manifestantów. Jak wielcy przed nami, to my na kolanach - mówił lider Zielonych. Dodał, że tylko Parlament Europejski miał odwagę przyznać nagrodę Sacharowa chińskiemu dysydentowi.

Oskarżał też Sarkozy'ego o uległość wobec Chin. Podkreślał, że prezydent popełnił błąd spotykając się z Dalajlamą dopiero w Gdańsku, a nie podczas wizyty duchowego przywódcy Tybetańczyków w Paryżu. - To Chińczycy was upokorzyli, a nie wy ich - stwierdził.

"Nie naszą rolą jest klękać"

Lider Zielonych skrytykował nawet działania Sarkozy'ego w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego. - W sprawie klimatu byliśmy silni, ale ostatecznie cel 3x20 (czyli mniej emisji CO2 o 20 proc., mniej zużycia energii o 20 proc. i więcej o 20 proc. energii odnawialnej) został wyparty interesami gospodarki 4X4 (samochód z napędem na cztery koła) - oświadczył.

Ocenił, że przyjęcie pakietu klimatyczno-energetycznego w pierwszym czytaniu, to "szantaż". - Chce pan ograniczyć PE do viagry dla rządów. To nie nasza rola, by tylko podpisać się pod ustaleniami szefów rządów - powiedział. Dodał, że rolą eurodeputowanych nie jest "klękać przed swoimi rządami". - Chodzi o to, by bronić interesu wspólnotowego, a nie interesów narodowych - podkreślił.

Sarkozy odpowiada: Europę zmieniłem, Cohn-Bendita - nie

Odpowiadając na te ataki, Nicolas Sarkozy spokojnie wyznał, że podczas sześciomiesięcznego przewodnictwa w UE "udało mu się trochę zmienić Europę, ale już nie Daniela Cohna-Bendita".

- Pan jest czarującym człowiekiem, tolerancyjnym, sympatycznym, kiedy się pana zaprasza na obiad, ale kiedy tylko widzi pan kamerę, ma się wrażenie, że pan szaleje - dodał.

Wydłużenie kadencji Dumy i prezydenta poparte przez regiony

pmaj 16-12-2008, ostatnia aktualizacja 16-12-2008 21:37

58 z 83 parlamentów regionów tworzących Federację Rosyjską zaakceptowało już poprawki do konstytucji Rosji wydłużające kadencje prezydenta i Dumy z czterech do - odpowiednio - sześciu i pięciu lat.

Dziś zmiany poparły zgromadzenia ustawodawcze kolejnych 14 podmiotów FR. Tym samym liczba regionów, które zatwierdziły poprawki, wzrosła do 58.

To więcej niż dwie trzecie (56) wymagane do tego, aby zmiany weszły w życie.

Duma Państwowa, izba niższa parlamentu Rosji, uchwaliła poprawki 21 listopada. Pięć dni później - 26 listopada - poparła je Rada Federacji, izba wyższa parlamentu.

Nowe rozwiązania, które 5 listopada zaproponował prezydent Dmitrij Miedwiediew, mają wejść w życie dopiero w następnym cyklu wyborczym - nie będą więc dotyczyć obecnego szefa państwa i obecnej Dumy.

Wybory parlamentarne w Rosji odbyły się w grudniu 2007 roku, a prezydenckie - w marcu 2008 roku.

Zdaniem niektórych analityków - pisał o tym m.in. opiniotwórczy dziennik "Wiedomosti" - obecna reforma konstytucyjna, przewidująca także rozszerzenie funkcji kontrolnych parlamentu nad rządem, jest elementem planu przygotowanego w czasie prezydentury Władimira Putina i mającego utorować mu drogę powrotu na Kreml.

Według "Wiedomosti", plan ten zakładał wybranie następcy, który przeprowadzi niezbędne zmiany w konstytucji i niepopularne reformy społeczne, by Putin mógł wrócić na Kreml na dłuższy czas. Przy takim scenariuszu Miedwiediew miałby złożyć urząd przed końcem kadencji, uzasadniając to właśnie nowelizacją konstytucji.

Ceniona rosyjska politolog Lilija Szewcowa nie wyklucza, że przedterminowe wybory prezydenckie w Rosji odbędą się "przed latem" 2009 roku. W jej ocenie, jeśli Putin zamierza wrócić na Kreml, to musi to uczynić zanim obecny kryzys finansowy i gospodarczy osiągnie apogeum.

PAP