piątek, 16 stycznia 2009

PSL zlustruje marszałka Piłsudskiego

Chcą zbadać legalność zamachu majowego

PSL zlustruje Piłsudskiego za zamach majowy?

Czy zamach majowy marszałka Józefa Piłsudskiego był legalny? Chce się tego dowiedzieć PSL i dlatego szef klubu ludowców Stanisław Żelichowski prosi Biuro Analiz Sejmowych, by zbadało sprawę. PSL chce przyjęcia uchwały w Sejmie, by uczcić ofiary wydarzeń z 1926 roku.

czytaj dalej...
REKLAMA

"Warto zająć się kwestiami prawnymi związanymi z zamachem, bo kilkakrotnie staraliśmy się w Sejmie o przyjęcie uchwały upamiętniającej ofiary przewrotu" - mówi Żelichowski TVP Info.

Przewrót majowy był zamachem stanu, przeprowadzonym przez marszałka Józefa Piłsudskiego w 1926 roku. Efektem było odsunięcie od władzy rządu Wincentego Witosa i dymisja prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. Według historyków, zginęło w nim ponad trzysta osób. Wkrótce po zamachu Zgromadzenie Narodowe wybrało Józefa Piłsudskiego na prezydenta. Odmówił. Część historyków uważa jednak, że decyzja Zgromadzenia Narodowego stanowiła legalizację zamachu stanu.

Z odpowiedzi Biura Analiz Sejmowych wynika, że decyzja Zgromadzenia Narodowego nie stanowiła legalizacji zamachu. "Wybór Józefa Piłsudskiego na Prezydenta RP może być odczytywany w ten sposób wyłącznie na płaszczyźnie politycznej" - napisali sejmowi eksperci. "Przy kolejnej rocznicy zamachu majowego to pismo pomoże przekonać niezdecydowanych do naszego projektu uchwały" - cieszy się Żelichowski.

Do pomysłu krytycznie podchodzi PiS. "Niuanse prawne nie mają żadnego znaczenia. W 1926 roku Piłsudski postąpił słusznie. Polska stała u progu ważnych wyzwań. Nadmierna anarchizacja życia politycznego temu nie służyła" - komentuje Zbigniew Girzyński, poseł PiS i doktor historii. "Ludowcy starają się za wszelką cenę podkreślić swoje związki z Witosem, niestety bliżej jest im do ZSL działającego w PRL" - dodaje.

Próba prawnej oceny zamachu majowego to nie jedyna historyczna inicjatywa posłów PSL. Od lat starają się o rehabilitację Wincentego Witosa i innych przywódców Centrolewu skazanych w procesie brzeskim w 1932 roku.

"Witos był jedną z najbardziej świetlanych postaci polskiej historii i nie trzeba go rehabilitować. Pomysły PSL pokazują, że rozliczając historię za pomocą prawa można zabrnąć w ślepą uliczkę. Równie dobrze można zarzucić twórcom Konstytucji 3 Maja, że uchwalili ją z naruszeniem prawa. Może i tak było, ale jakie to ma znaczenie?" - komentuje Tomasz Nałęcz, profesor historii i były wicemarszałek Sejmu.

Wizyta niepełna: Sikorski wraca do kraju

tan, Gazeta.pl
2009-01-16, ostatnia aktualizacja 2009-01-16 18:26
Zobacz powiększenie
Sikorski spotkał się z szefem ukraińskiego MSZ Wołodymyrem Ohryzką
Fot. Konstantin Chernichkin REUTERS

- Polska delegacja jeszcze dziś wróci do kraju - poinformował rzecznik polskiego MSZ w rozmowie z Gazeta.pl, po krótkiej chwili zawahania ws. ewentualnego spotkania ministra Sikorskiego z prezydentem Juszczenką i premier Tymoszenko. Spotkania odwołano, bo doszło do pilnej narady najwyższych władz Ukrainy.

Około 16 pojawiła się informacja, że strona ukraińska odwołała planowane od tygodni spotkania ministra Sikorskiego, będącego w delegacji w Kijowie, z premier Julią Tymoszenko i prezydentem Wiktorem Juszczenką. Powodem było zwołane ad hoc kryzysowe spotkanie Tymoszenko, Juszczenki i szefa ukraińskiego MSZ ws. gazu. - Minister Ohryzka (Wołodomyr, szef ukraińskiego MSZ) bardzo nas przeprosił za tę sytuację - powiedział Piotr Paszkowski, rzecznik polskiego MSZ.

Na pytanie dlaczego minister Sikorski nie może zostać w Kijowie aż spotkanie się zakończy i potem zobaczyć się z premier i prezydentem Ukrainy, Paszkowski odpowiedział: bo Ukraińcy tego nie zaproponowali.

Wizyta niepełna: Sikorski wraca do kraju

tan, Gazeta.pl
2009-01-16, ostatnia aktualizacja 2009-01-16 18:26
Zobacz powiększenie
Sikorski spotkał się z szefem ukraińskiego MSZ Wołodymyrem Ohryzką
Fot. Konstantin Chernichkin REUTERS

- Polska delegacja jeszcze dziś wróci do kraju - poinformował rzecznik polskiego MSZ w rozmowie z Gazeta.pl, po krótkiej chwili zawahania ws. ewentualnego spotkania ministra Sikorskiego z prezydentem Juszczenką i premier Tymoszenko. Spotkania odwołano, bo doszło do pilnej narady najwyższych władz Ukrainy.

Około 16 pojawiła się informacja, że strona ukraińska odwołała planowane od tygodni spotkania ministra Sikorskiego, będącego w delegacji w Kijowie, z premier Julią Tymoszenko i prezydentem Wiktorem Juszczenką. Powodem było zwołane ad hoc kryzysowe spotkanie Tymoszenko, Juszczenki i szefa ukraińskiego MSZ ws. gazu. - Minister Ohryzka (Wołodomyr, szef ukraińskiego MSZ) bardzo nas przeprosił za tę sytuację - powiedział Piotr Paszkowski, rzecznik polskiego MSZ.

Na pytanie dlaczego minister Sikorski nie może zostać w Kijowie aż spotkanie się zakończy i potem zobaczyć się z premier i prezydentem Ukrainy, Paszkowski odpowiedział: bo Ukraińcy tego nie zaproponowali.
Jedyne zrealizowane elementy wizyty Radka Sikorskiego to udział, wraz z wicepremierem Hryhonijem Nemyrią, w obradach dotyczących polskiego biznesu na Ukrainie, oraz spotkanie z ministrem Ohryzką.

Osobno od wizyty szefa polskiego MSZ w Kijowie przebywa też przedstawiciel prezydenta, minister Michał Kamiński. Na zorganizowany przez Kijów mini-szczyt przyjechali też prezydent Słowacji i premier Mołdawii. Rozmowy dotyczą kryzysu gazowego i tego, co jutro będzie się dziać na szczycie właściwym - w Moskwie.

Dorn pyta o U-boota, a "Marynarka tonie"

awe, Gazeta.pl
2009-01-16, ostatnia aktualizacja 2009-01-16 16:37
Zobacz powiększenie
U214 uważane są za najnowocześniejsze okręty podwodne na świecie

Ludwik Dorn poskarżył się na ministra Bogdana Klicha - informuje "Dziennik". Resort obrony unikał bowiem odpowiedzi na pytanie o plany zakupu okrętu podwodnego. Przy tej okazji powróciło pytanie o stan polskiej Marynarki Wojennej. Według ujawnionego przez "Gazetę Wyborczą" poufnego raportu istnieje groźba, że do 2015 r. polska flota wojenna może przestać istnieć. Większość eksploatowanych przez wojsko okrętów nadaje się właściwie na złom, a o zakupach nowych jednostek na razie nie ma co marzyć.

Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Ludwik Dorn
Zobacz powiekszenie
Fot. Rafał Malko / AG Fot. Rafał Malko / AG
Bogdan Klich
ZOBACZ TAKŻE
- Nic mnie tak ostatnio nie rozbawiło, jak wystąpienie pana posła Dorna - stwierdził Bogdan Klich pytany o komentarz do sprawy. Szef MON tłumaczy, że jego resort przeprowadza analizę rynku. Dodaje, że jest ona potrzebna, zanim zostanie wszczęta jakakolwiek procedura zakupu.

Zaznaczył, że żadna procedura jeszcze się nie zaczęła. - Jestem do dyspozycji posła Dorna i chętnie pokażę mu mapę procedur stosowanych w wojsku i w którym miejscu teraz jesteśmy - dodał Klich.

Kupimy okręt, którego nie chcieli Grecy?Wyrównaj z obu stron

O planach zakupu przez MON supernowoczesnej łodzi podwodnej U-214 z niemieckiej stoczni poinformował "Dziennik". Według informacji gazety do takiego zakupu miałoby dojść jeszcze w tym roku, z pominięciem procedury przetargu. Okręt kosztuje prawie dwa miliardy złotych.

Ludwik Dorn w liście do ministra obrony prosił o rozwianie wątpliwości wokół zakupu. Dorn twierdzi, że resort ukrywa prawdę o transakcji i podejrzanie faworyzuje niemieckiego wykonawcę.

Według informacji, do jakich wcześniej dotarła "Gazeta Wyborcza" niemiecki okręt U214 zamówiła grecka marynarka wojenna, jednak ze względu na znalezione w nim usterki wycofała się z zakupu. Dlatego niemiecki armator chce go sprzedać polskiemu wojsku.

- Znaleźli usterki. Przecieki, usterki peryskopu, stwierdzili też, że okręt jest niestabilny podczas pływania na powierzchni. Do tego usterki instalacji elektrycznej i systemu dowodzenia - powiedział "Gazecie" rozmówca z Marynarki Wojennej.

"To wstępna oferta"

Okręty U214 są uznawane za jedne z najnowocześniejszych na świecie. Mogą zejść na głębokość 400 metrów a pod wodą rozwinąć prędkość do 20 węzłów. Mogą pozostawać w zanurzeniu do kilku tygodni. Dla porównania najnowocześniejszy okręt podwodny w naszej flocie czyli radziecki okręt z 1986 r. zanurza się do 300 metrów.

MON potwierdza, że wpłynęła do nich oferta z Niemiec. Według niemieckiego producenta okręt jest całkowicie sprawny, a strona grecka wykręca się z zakupu z braku pieniędzy. Okręt mieli nawet oglądać polscy specjaliści z Marynarki Wojennej i byli zadowoleni z testów. - Strona niemiecka miała prawo wysłać ofertę sprzedaży do MON - tłumaczy jego rzecznik Robert Rochowicz.

- Nowe okręty będą nam potrzebne - tłumaczy w rozmowie z portalem Gazeta.pl Grzegorz Hołdanowicz, redaktor naczelny miesięcznika "Raport". Zapewnia, że zakup nowych jednostek dla polskiej Marynarki Wojennej to nie jest fanaberia. Przyznaje jednak, że nasze siły zbrojne czeka wiele priorytetowych zakupów.

Znikająca Marynarka

Według poufnego raportu Marynarki Wojennej, do jakiego dotarła "Gazeta Wyborcza" zakup nowych jednostek jest palącym problemem. Jeśli nie dojdzie do choćby częściowej wymiany floty to do 2015 r. polska marynarka praktycznie przestanie istnieć. Na zakup nowych okrętów potrzebne jest ok. 8 mld dolarów.

Raport przypomina, że na stanie jest obecnie 41 okrętów, z czego zaledwie 11 ma "charakter uderzeniowy". W działaniach bojowych mogą uczestniczyć dwie duże fregaty ORP "Pułaski" i ORP "Kościuszko" które marynarka wojenna otrzymała w 2001r. od Stanów Zjednoczonych. Oprócz tego MW dysponuje trzema mniejszymi okrętami rakietowymi, pięcioma okrętami podwodnymi i jedną korwetą. Pozostałe to okręty pomocnicze, np. pływające szpitale. Niektóre, służące do tej pory okręty zwodowano w latach 60 - tych.

Z raportu wynika, że po 2015 r. Marynarka musi wycofać dwie fregaty, cztery okręty podwodne i dwa mniejsze okręty rakietowe. - Doprowadzi to do utraty zdolności bojowej - twierdzą jego autorzy.

"Toniemy"

Dwa najnowocześniejsze polskie okręty, fregaty klasy Olivier Perry to amerykański dar dla polskiej armii. Zwodowano je w latach 80 - tych. Są więc stosunkowo nowe w porównaniu z innymi, polskimi jednostkami. W 2014 r. Amerykanie przestaną produkować części do takich okrętów. Marynarka USA wycofuje też helikoptery Kaman służące na okręcie do zwalczania łodzi podwodnych i zastępuje je nowszymi Seahawkami.

Pod polską banderą pływa pięć okrętów podwodnych. Cztery wyprodukowane w latach 60 - tych okręty klasy kobben: ORP "Sokół", OKR "Bielik", ORP "Sęp" i ORP "Kondor". Pływają do tej pory, choć miały być wykorzystywane przez 25 lat. Są już tak wysłużone, że kolejne usuwanie rdzy z kadłuba poważnie osłabiło ich powłokę. "Orzeł", jedyny w miarę nowoczesny radziecki okręt klasy kilo wyprodukowano w 1986r.

Aby uchronić Marynarkę przed paraliżem w najostrożniejszym wariancie trzeba wydać 8 mld zł na zakup nowych jednostek. Inny problem to czas potrzebny na wybudowanie nowych okrętów. Gdyby MON zdecydował się teraz na zakup, pierwsze nowe okręty weszłyby do służby w 2013 r.- Toniemy. Marynarkę może uratować osobny program rządowy finansowany spoza budżetu MON - powiedział "Gazecie" oficer Marynarki.