piątek, 23 stycznia 2009

Nominacje do Oscarów za rok 2008

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona zdobył najwięcej, bo aż trzynaście nominacji do tegorocznych Oscarów

W kategorii najlepszy film nominacje otrzymali: "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona", "Frost/Nixon", "Obywatel Milk", "The Reader. Zaklinacz słów", "Slumdog. Milioner z ulicy".

Dokładnie te same tytuły pojawiają się w kategorii najlepszy reżyser. O statuetkę dla najlepszego reżysera będą się w tym roku starać David Fincher ("Ciekawy przypadek Benjamina Buttona"), Ron Howard ("Frost/Nixon"), Stephen Daldry "The Reader. Zaklinacz słów", Danny Boyle ("Slumdog. Milioner z ulicy"), Gus Van Sant ("Obywatel Milk").

Kandydaci do nagrody za pierwszoplanową rolę męską to: Mickey Rourke ("Zapaśnik"), Richard Jenkins ("Spotkanie"), Frank Langella "Frost/Nixon", Sean Penn ("Obywatel Milk") i Brad Pitt "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona".

Nominowani w kategorii rola męska drugoplanowa to: oczywiście Heath Ledger (Joker w "Mrocznym rycerzu"), Josh Brolin ("Obywatel Milk"), Robert Downey Jr (komediowa rola w "Jajach w tropikach"), Philip Seymour Hoffman ("Wątpliwość") i Michael Shannon ("Droga do szczęścia").

Wśród aktorek szanse na Oscara za rolę pierwszoplanową mają Anne Hathaway ("Rachel wychodzi za mąż"), Angelina Jolie ("Oszukana"), Marisa Leo ("Frozen River"), Meryl Streep ("Wątpliwość"), Kate Winslet ("The Reader. Zaklinacz słów").

W kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa o statuetkę starają się: Penelope Cruz ("Vicky Cristina Barcelona"), Viola Davis i i Amy Adams (obie za role w filmie "Wątpliwość") , Marisa Tomei ("Zapaśnik"), Taraji P. Henson ("Ciekawy przypadek Benjamina Buttona").

Nominacje w kategorii najlepszy scenariusz oryginalny przypadły: "Frozen River", "Happy-Go-Lucky", "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj", "Obywatelowi Milkowi" i "WALL-E"

Z filmów zagranicznych wybrano: niemiecki "Baader-Meinhof Komplex", francuską "Klasę", japońskie "Departures", austriacki "Rewanż" i izraelski "Walc z Bashirem".

Nominowane do Oscara animacje to: "Piorun", "Kung Fu Panda" i "WALL-E".

Nominacje odczytał - wraz z szefem Amerykańskiej Akademii Filmowej, Sidem Ganisem - nagrodzony Oscarem za rolę w "Ostatnim królu Szkocji" Forest Whitaker.

Największe owacje zgromadzonych na sali dziennikarzy wywołała nominacja dla Roberta Downeya Jr-a. Role komediowe mają zwykle w oscarowym wyścigu mniejsze szanse niż dramatyczne.

Gala oscarowa odbędzie się 22 lutego. W Polsce transmisję z tego wydarzenia pokaże CANAL+. A u nas - relacja na żywo z Oscarów! Błyskawicznie przedstawimy Wam zwycięzców, pokażemy zdjęcia z gali, zwiastuny nagrodzonych filmów i przytoczymy najciekawsze wypowiedzi prosto ze sceny w Kodak Theatre!

Nie błąd a awaria - dziennikarskie ustalenia w rocznicę katastrofy CASY

ga
2009-01-22, ostatnia aktualizacja 2009-01-23 08:03
Zobacz powiększenie
W piątek przypada pierwsza rocznica katastrofy CAS-y. Uroczystości odbędą się pod pomnikiem, który stanął w miejscu, gdzie zginęło dwudziestu lotników
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG

W przeddzień pierwszej rocznicy katastrofy samolotu CASA RMF i TVN Warszawa podały informację, że to nie błąd człowieka doprowadził do tragedii a awaria maszyny. Według obu stacji, wojsko naciskało na rodziny, aby te nie drążyły tematu katastrofy.- To jest materiał dziennikarski. Nie będę go komentował mówi rzecznik MON Robert Rochowicz.

Rok temu zginęło 20 polskich lotników. Czy pod Mirosławcem doszło do awarii, czy katastrofę spowodował błąd człowieka, jak ustaliła praca specjalnej komisji?

TVN Warszawa: Wina spadła na tych, którzy zginęli

- Wina spadła na tych, którzy zginęli - ale wojsko nie ujawniło wszystkiego - to teza, która stawiają dziennikarze TVN Warszawa. Program "Kawaleria" twierdzi, że dotarł do ukrywanych dotąd podraportów, które - jak twierdzi TVN - nie tylko zostały zignorowane w końcowym Wyrównaj z obu stronraporcie badającej sprawę komisji, ale w wielu punktach są z nim sprzeczne. Dziennikarzom "Kawalerii" udało się dotrzeć do podraportów.

Według ich ustaleń, kontrolerzy lotów działali bezbłędnie, za to urządzenia aż dziewięciokrotnie sygnalizowały awarię instalacji przeciwoblodzeniowej. Szwankować też miała instalacja elektryczna w tym tzw. szyna energetyczna.

Według raportu MON, zawiniła załoga i właśnie kontrolerzy, a samolot był sprawny. Czy wojsko przyjęło po prostu wygodną dla siebie wersję? - zastanawiają się dziennikarze? Według ich ustaleń, są dwie możliwości: albo raport został napisany tak, by zrzucić winę na błąd człowieka (pilotów i kontrolerów), a nie zawodność sprzętu, albo przyczyna była zbyt trudna do ustalenia i przyjęto wygodną dla wojska wersję.

RMF: Rodziny były zastraszane

Z informacji do których dotarli reporterzy RMF FM wynika, że wojsko nie ujawniło całego raportu i chce ukryć niektóre przyczyny wypadku. Tajne pozostały przede wszystkim fragmenty, których ujawnienie - według mundurowych - mogłoby zagrozić bezpieczeństwu państwa.

Reporterzy RMF "otrzymują z różnych źródeł" informacje, że wojsko naciskało na rodziny, aby te nie drążyły tematu katastrofy. Argumentem były m.in. służbowe mieszkania, które po śmierci wojskowych żony powinny teoretycznie opuścić.

"Zostaw to gnoju"

Z kolei Andrzej Smyczyński, brat drugiego pilota CASY kpt Michała Smyczyńskiego, który kwestionował oficjalne ustalenia przyczyn katastrofy, opowiadał, że groziło mu dwóch mężczyzn. Według jego relacji w TVN Warszawa, mieli podjechać do niego "czarnym mercedesem z zasłoniętymi numerami rejestracyjnymi". Kierowca miał ostrzegać Smyczyńskiego: - Zostaw, gnoju, sprawę Mirosławca, bo jesteś na to za cienki. Wiemy dokładnie, gdzie mieszkasz, co robisz, z kim pracujesz, z kim się spotykasz. Jest to na razie prośba od wysoko postawionych panów w mundurach - miał powiedzieć mężczyzna. Smyczyński relacjonuje też, że człowiek ten wskazał na kaburę i wykonał ruch dłonią, jakby do niego wystrzelił.

MON: To są ustalenia dziennikarskie. Katastrofa jest wyjaśniona

Rzecznik MON nie chce komentować materiałów dziennikarskich przede wszystkim dlatego, że nie widział programu TVN. Jednak odrzuca tezę, że raport został sfałszowany - Dziennikarze kręcili na postawie jakiś swoich doniesień. Ja nie będę podważał ustaleń komisji. Raport o katastrofie CASY jest w internecie i można się z nim zapoznać. Poza tym przypominam, że sprawę bada wciąż prokuratura i nie choćby dlatego nie mogę tego komentować - mówił portalowi Gazeta.pl Robert Rochowicz.

Tragedia w Mierosławcu

CASA C-295 M z 13. Eskadry Lotnictwa Transportowego w Krakowie rozbiła się 23 stycznia w czasie podchodzenia do lądowania w 12. Bazie Lotniczej w okolicach Mirosławca. Na jej pokładzie znajdowało się 16 wysokiej rangi oficerów Sił Powietrznych i czterech członków załogi. Wszyscy zginęli na miejscu.

W kwietniu szef MON zdymisjonował pięciu oficerów bezpośrednio odpowiedzialnych za katastrofę. Odtajniono też raport o tragedii CASY.

czwartek, 22 stycznia 2009

Adwokaci i radcowie prawni: Kto się boi doktora

Jerzy Kopyra 22-01-2009, ostatnia aktualizacja 22-01-2009 06:58

Jeśli Sejm przyjmie poprawki Senatu do ustaw o adwokatach i radcach prawnych, to otrzymamy regulację fasadową i mało znaczącą dla leżącego w interesie publicznym szerszego otwarcia korporacji prawniczych – twierdzi Jerzy Kopyra, doktor nauk prawnych, adiunkt w Katedrze Inwestycji i Nieruchomości Szkoły Głównej Handlowej

autor zdjęcia: Paweł Gałka
źródło: Rzeczpospolita

Popłoch wśród członków korporacji adwokatów oraz radców prawnych wzbudza możliwość uzyskania przez doktorów nauk prawnych wpisu na listę adwokatów (radców prawnych). Przywołane samorządy zawodowe, broniąc swego korporacyjnego interesu (przez liderów owych korporacji zwanego, nie wiedzieć czemu, interesem publicznym), sprzeciwiają się możliwości wpisu, zdając się twierdzić (w ramach kolejnej batalii o ochronę wspomnianego interesu), że doktor to nie to co magister, a każdy doktor habilitowany to z kolei doświadczony praktyk. Ta frapująca intelektualnie teza znalazła swój wyraz w przyjętych 15 stycznia przez Senat poprawkach do uchwalonego przez Sejm projektu ustawy nowelizującej: prawo o adwokaturze, ustawę o radcach prawnych, prawo o notariacie (dalej: projekt sejmowy). Jak nietrudno się domyślić, niebagatelną rolę w przyjęciu owych poprawek odegrali senatorzy będący członkami korporacji prawniczych. Ale od początku.

Przyczyny nowelizacji

Głównym celem uchwalonej przez Sejm ustawy jest wykonanie trzech wyroków Trybunału Konstytucyjnego: z 19 kwietnia 2006 r. (K 6/06), z 8 listopada 2006 r. (K 30/06) oraz z 26 marca 2008 r. (K 4/07). Wyroki te zapadły w związku z wnioskami korporacji adwokatów, radców prawnych i notariuszy o zbadanie zgodności z konstytucją ustawy z 30 czerwca 2005 r. o zmianie ustawy – Prawo o adwokaturze i niektórych innych ustaw. Przypomnijmy, że owa ustawa z 2005 r. (zwana potocznie lex Gosiewski) była niezbyt udaną (jak się następnie okazało po wzmiankowanych wyrokach Trybunału) próbą otwarcia zawodów prawniczych dla młodych prawników. Projekt sejmowy ma zatem naprawić błędy legislacyjne popełnione przy tworzeniu ustawy z 2005 r. i tym razem już w sposób zgodny z konstytucją umożliwić łatwiejszy dostęp do zawodów prawniczych, a także wytyczyć alternatywną w stosunku do aplikacji drogę dostępu do zawodu adwokata i radcy prawnego.

Niby dlaczego praca z adwokatem w ramach jego kancelarii miałaby zostać uznana za gorszy od aplikacji sposób zdobywania doświadczenia

Ową nową drogą mogliby podążyć doktorzy nauk prawnych legitymujący się trzyletnim doświadczeniem zawodowym nabytym w kancelarii adwokackiej czy radcowskiej. Wydawałoby się, iż perspektywa dołączenia do korporacji osób dobrze wykształconych, posiadających przy tym doświadczenie zawodowe, powinna ucieszyć jej decydentów. Nic bardziej mylnego. Na wniosek Senackiej Komisji Ustawodawczej oraz Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Senat 5 stycznia przyjął poprawki do projektu sejmowego, na mocy których m.in. skreślono propozycję Sejmu umożliwiającą uzyskanie wpisu na listę adwokatów czy też radców prawnych przez powołanych doktorów prawa.

Chybiony argument

Teza nr 1 uzasadnienia uchwały Senatu: „egzamin doktorski, często z dziedzin dalekich praktyce zawodowej, został zrównany [w projekcie sejmowym] z zawodowymi egzaminami prawniczymi, takimi jak egzamin sędziowski i prokuratorski. Mogłoby to skutkować tym, że zawód adwokata i radcy prawnego będą wykonywały osoby, które nie dysponują sprawdzonymi egzaminem umiejętnościami praktycznymi”.

Argument ten należy uznać za chybiony. Zgodnie z projektem sejmowym możliwość uzyskania wpisu na listę adwokatów lub radców prawnych mogliby uzyskać tylko ci doktorzy nauk prawnych, którzy wykazaliby się trzyletnią praktyką zawodową nabytą w kancelarii adwokata lub radcy prawnego. Właśnie owa praktyka zapewnia tym osobom uzyskanie umiejętności, o jakich czytamy w uchwale, i sama praktyka stanowi zarazem ich najlepszy sprawdzian.

Uniemożliwienie wpisu na listę adwokatów (radców prawnych) doktorom nauk prawnych legitymującym się trzyletnią praktyką zawodową jest irracjonalne i narusza spójność przepisów ustaw o adwokaturze oraz o radcach prawnych. Zarówno bowiem wedle jednej, jak i drugiej ustawy powołany wpis przysługuje doktorom habilitowanym nauk prawnych, którzy nie muszą się legitymować żadnym doświadczeniem zawodowym. Pokreślmy również, że prace habilitacyjne w porównaniu z pracami doktorskimi są o wiele bardziej teoretyczne, gdyż traktują o instytucjach prawnych istniejących niezależnie od zmiennych przepisów, które z owych instytucji biorą początek. Posługując się nomenklaturą uzasadnienia uchwały, prace habilitacyjne ze względu na powołany wybitnie teoretyczny charakter są jeszcze bardziej „dalekie praktyce zawodowej” niż prace doktorskie. Oczywiste jest, że jedne i drugie mogą dotyczyć tych samych dziedzin prawa.

Reasumując: argumentację do tezy nr 1 należy odrzucić jako godzącą w spójność ustaw o adwokaturze oraz o radcach prawnych, a także w racjonalność rozwiązań tamże przyjętych.

Błędne założenia

Teza nr 2 uzasadnienia uchwały Senatu: „zostałaby tym samym [wprowadzeniem możliwości uzyskania wpisu na listę adwokatów czy radców prawnych przez doktorów nauk prawnych z odpowiednim doświadczeniem zawodowym] naruszona zasada badania rękojmi przez samorządy zawodowe adwokatów i radców prawnych, ponieważ nie miałyby one możliwości ustalenia, na czym polegała praktyka zawodowa”.

W art. 66 ust. 1 pkt 5 lit. b ustawy o adwokaturze oraz w art. 25 ust. 1 pkt 5 lit. b ustawy o radcach prawnych w wersji projektu sejmowego wyraźnie zaznaczono, iż doktorzy nauk prawnych powinni się legitymować praktyką zawodową nabytą przy wykonywaniu czynności wymagających wiedzy prawniczej bezpośrednio związanych ze świadczeniem pomocy prawnej przez adwokata lub radcę prawnego.

Nie bez znaczenia jest tu fakt, że o wykonywaniu powołanych czynności zaświadcza adwokat albo radca prawny – członek korporacji, której organy decydują o wpisie na listę. Z zupełnie niezrozumiałych przyczyn Senat wydaje się zakładać, że praca w kancelarii adwokata czy radcy prawnego jest jakąś niewłaściwą, ułomną praktyką zawodową, gorszą od tej oferowanej przez korporacje w ramach aplikacji.

Powołane zaświadczenie wystawione przez adwokata lub radcę prawnego składa się wraz z wnioskiem o dokonanie wpisu na odpowiednią listę. Ponadto o zakresie obsługi prawnej wykonywanej przez doktorów nauk prawnych mają świadczyć załączane do wniosku o wpis umowy, na podstawie których owe usługi były wykonywane.

Powstaje zatem pytanie, dlaczego praca z adwokatem czy radcą prawnym w ramach jego kancelarii miałaby zostać uznana za gorszy od aplikacji sposób zdobywania doświadczenia. Nie sposób nie zauważyć, że aplikacja jest rodzajem studiów tylko połączonych z odbywaniem praktyki, natomiast praca w kancelarii to sama praktyka. Zgodnie z art. 66 ust. 4 ustawy o adwokaturze oraz art. 25 ust. 4 ustawy o radcach prawnych w brzmieniu projektu sejmowego przez trzyletni okres praktyki zawodowej doktorów nauk prawnych należy rozumieć pracę w pełnym wymiarze godzin. Wystarczy zestawić ten przepis z liczbą godzin zajęć praktycznych przewidzianych w ramach aplikacji adwokackiej czy radcowskiej, aby się przekonać, że to aplikanci legitymują się krótszą praktyką zawodową od doktorów nauk prawnych.

Argumentację Senatu do tezy nr 2 należy ocenić jako nietrafną już z punktu widzenia samej treści projektu sejmowego, a ponadto opartą na błędnych założeniach co do praktyki zawodowej doktorów nauk prawnych. Brak także podstaw, by twierdzić, iż praktyki odbywane w ramach aplikacji są jakościowo lepsze od praktyki zawodowej nabywanej w kancelarii adwokackiej czy radcowskiej.

Wprowadzenie omawianych poprawek Senatu wypaczy w znacznej mierze cele całego projektu sejmowego mającego stworzyć możliwości alternatywnego wobec aplikacji dostępu do zawodu adwokata i radcy prawnego.

Rzeczpospolita