piątek, 30 stycznia 2009

Mur nie do przebicia

Krzysztof Rawa , Tomasz Lorek 30-01-2009, ostatnia aktualizacja 30-01-2009 09:48

Australian Open. Finał debla jednak nie dla Łukasza Kubota. Mahesh Bhupati i Mark Knowles wygrali 6:3, 6:1

Serena Williams jest blisko czwartego zwycięstwa w Melbourne
źródło: Reuters
Serena Williams jest blisko czwartego zwycięstwa w Melbourne

Wynik mówi wszystko o przewadze zwycięzców. Kubot i jego austriacki partner deblowy Oliver Marach przyznali, że przegrali zasłużenie.

Rod Laver Arena, 11 czasu australijskiego, dach zasunięty z powodu skwaru. Kubot i Marach po raz pierwszy grali na najważniejszym obiekcie turnieju. Olbrzymie trybuny świeciły pustkami, z 15 tysięcy miejsc zajęte były może dwa tysiące. Widzowie bawili się grą, polskiego dopingu niemal nie było, Indusi byli głośniejsi. Polak i Austriak mieli się czym speszyć.

Zaczęli odważnie, spróbowali zaatakować, zdobyć pierwszego gema przy serwisie Bhupathiego. Nie wyszło. Po chwili przegrywali 0:3, bo sami stracili gema przy podaniu Austriaka.

Bhupathi bezskutecznie walczy o tytuł w Australii od dziesięciu lat. To jedyne trofeum, jakiego mu brakuje w deblowej karierze. Finał z braćmi Bryanami powinien być naprawdę dobry i jak pokazał półfinał, wcale nie jest przesądzone, że najsłynniejsi bliźniacy tenisa wygrają.

Todd Woodbridge, legenda gry podwójnej, komentator australijskiej stacji Channel 7, mówił: – Bhupathi i Knowles stworzyli mur przy siatce, a Kubot z Marachem nie mogą wyjąć ani jednej cegły.

Znakomita gra przy siatce, świetny bekhend Bhupathiego i błyskotliwe returny Knowlesa okazały się zbyt dobre dla pary polsko-austriackiej. Marach tłumaczył się bólem głowy, miał kłopoty z oddychaniem.

Pozostała bolesna lekcja na pożegnanie z Wielkim Szlemem i nowa umiejętność Kubota: po raz pierwszy w karierze miał okazję sprawdzić działanie „Jastrzębiego oka”, systemu weryfikującego pracę sędziów. Zareklamował jedną ich decyzję i okazało się, że miał rację. Cieszył się z tego, jakby wygrał mecz.

Polskie emocje jednak się w Melbourne nie skończyły, bo juniorka Sandra Zaniewska też awansowała do półfinału debla i dziś w nocy grała dalej.

Kobiece półfinały singlowe były zacięte, ale nie tak, by pisać o równej grze. Dinara Safina wygrała z Wierą Zwonariową dzięki chwilom koncentracji. Jelena Dementiewa skończyła serię tegorocznych zwycięstw na liczbie 15. Rosjanka dalej czeka na pierwszy sukces wielkoszlemowy. Serena Williams zagrała z nią najlepszy mecz w turnieju, co nie znaczy, że perfekcyjny. – Mogę być jeszcze lepsza – mówiła. Kobiecy finał rozstrzygnie, kto zabierze Jelenie Janković rankingowy numer 1.

Roger Federer awansował do finału pierwszy, wygrał bez straty seta z Andym Roddickiem. Szwajcar jest mocny i, jak chcieli jego kibice, będzie gonił rekord 14 wielkoszlemowych zwycięstw Pete’a Samprasa. Na razie ma 13. Rywala poznał dziś rano, gdy grali Rafael Nadal i Fernando Verdasco.

>Mężczyźni – 1/2 finału: R. Federer (Szwajcaria, 2) – A. Roddick (USA, 7) 6:2, 7:5, 7:5. Debel – 1/2 finału: M. Bhupathi, M. Knowles (Indie, Bahamy, 3) – Ł. Kubot, O. Marach (Polska, Austria) 6:3, 6:1; B. Bryan, M. Bryan (USA, 2) – L. Dlouhy, L. Paes (Czechy, Indie, 4) 6:3, 6:3.

>Kobiety – 1/2 finału: S. Williams (USA, 2) – J. Dementiewa (Rosja, 4) 6:3, 6:4; D. Safina (Rosja, 3) – W. Zwonariowa (Rosja, 7) 6:3, 7:6 (7-4). Debel – 1/2 finału: S. Williams, V. Williams (USA, 10) – C. Dellacqua, F. Schiavone (Australia, Włochy, 12) 6:0, 6:2; D. Hantuchova, A. Sugiyama (Słowacja, Japonia, 9) – N. Dechy, M. Santangelo (Francja, Włochy) 6:4, 6:3.

>Debel juniorek – 1/4 finału: A. Krunić, S. Zaniewska (Serbia, Polska) – W. Kamieńska, K. Pimkina (Rosja) 6:4, 6:7 (6-8), 10-8.

Rzeczpospolita

Do Strasburga za Katyń

Justyna Prus 30-01-2009, ostatnia aktualizacja 30-01-2009 09:56

Przegrana przed sądem w Moskwie. – Sprawie katyńskiej szkodzi polityka – mówi „Rz” adwokat krewnych ofiar zbrodni NKWD.

Pamięć o Katyniu jest częścią polskiej tożsamości historycznej (na zdjęciu: Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej na warszawskich Powązkach, kwiecień 2008 r.)
autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Pamięć o Katyniu jest częścią polskiej tożsamości historycznej (na zdjęciu: Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej na warszawskich Powązkach, kwiecień 2008 r.)

Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego Rosji oddaliło wczoraj zażalenia rosyjskich prawników reprezentujących rodziny dziesięciu ofiar mordu NKWD na polskich oficerach w Katyniu w 1940 roku.

Rosyjscy adwokaci Anna Stawicka i Roman Karpiński – reprezentujący krewnych ofiar zbrodni – domagali się uchylenia postanowienia Głównej Prokuratury Wojskowej Rosji z 21 września 2004 roku o umorzeniu śledztwa. Chcieli także, by umożliwiono ich klientom zapoznanie się z dokumentem, co wymagałoby odtajnienia śledztwa. Adwokaci żądali formalnego uznania rodzin pomordowanych za poszkodowanych. Sąd, utrzymując w mocy wyrok Moskiewskiego Sądu Wojskowego, wnioski odrzucił.

– Zamierzamy skierować skargę do Międzynarodowego Trybunału w Strasburgu – powiedział „Rz” mecenas Ireneusz Kamiński, pełnomocnik Rodzin Katyńskich. Oprócz wczorajszej decyzji sądu ma też zostać zaskarżona listopadowa odmowa rehabilitacji polskich ofiar Katynia. – Skarga jest w zasadzie gotowa, ale przed jej ostatecznym zredagowaniem musimy się zapoznać z pisemnym uzasadnieniem wczorajszej decyzji – tłumaczy Kamiński.

Czwartkowe posiedzenie toczyło się przy drzwiach zamkniętych, a dziennikarze zostali wyproszeni z sali sądowej. Rozprawa trwała niespełna 40 minut. Kolegium uznało, że sprawę należy rozpatrywać na podstawie sowieckiego kodeksu karnego obowiązującego w chwili popełnienia przestępstwa w 1940 roku. Zgodnie z nim przestępstwa pospolite, za jakie uznano tę zbrodnię, ulegają przedawnieniu po dziesięciu latach. Wyjątek stanowią „przestępstwa kontrrewolucyjne”, a – jak tłumaczył sędzia – zbrodnia katyńska takim nie była. W związku z tym wznowienie śledztwa byłoby niezgodne z prawem. Nasi rozmówcy, obecni na sali sądowej, określili panującą tam atmosferę jako groteskową.

W grudniu kolegium dwukrotnie odraczało rozpatrzenie zażalenia prawników, bo prokuratura „potrzebowała więcej czasu na zapoznanie się z uzupełnieniem do skargi kasacyjnej”.

– W końcu wykoncypowali, że nie zrobią ani kroku wstecz. Wydali nam twardą decyzję na „niet” – mówi Karpiński.

Prawnicy nie są zaskoczeni.

– Nie mieliśmy wielkich nadziei. Byliśmy na 90 procent przekonani, że właśnie tak to się skończy – mówi „Rz” mecenas Anna Stawicka. Ale skierowanie sprawy do Trybunału w Strasburgu wymagało wyczerpania drogi sądowej w Rosji. – Przeszliśmy przez wszystkie instancje. Teraz mamy otwartą drogę do Trybunału – dodaje.

Zdaniem Stawickiej starania Polaków nie dają skutku z powodów politycznych.

– Gdyby w Rosji liczyło się prawo, ta sprawa dawno by się już skończyła i byśmy wygrali. Ale w przypadku Katynia zawsze górę bierze polityka – mówi adwokat.

Zbrodnia katyńska przed rosyjskimi sądami

Rehabilitacja

∑ Ośrodek Memoriał skierował do sądu pierwszej instancji wnioski w sprawie rehabilitacji 17 rozstrzelanych oficerów. siedem wniosków już rozpatrzono odmownie, kolejne będą rozpatrywane 6 lutego.

∑ Adwokaci Anna Stawicka i Roman Karpiński reprezentują krewnych dziesięciu ofiar. Po odmowie w dwóch instancjach sprawa zostanie skierowana do Trybunału w Strasburgu.

Odtajnienie i uchylenie decyzji o umorzeniu Śledztwa

∑ Po odmowach sądów dwóch instancji Memoriał skierował sprawę do sądu trzeciej instancji i jednocześnie do Trybunału w Strasburgu.

∑ Po wczorajszej odmowie Sądu Najwyższego adwokaci Stawicka i Karpiński przygotowują wraz z innymi prawnikami skargę do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Opinia dla „Rz”

prof. Paweł Wieczorkiewicz, historyk, sowietolog

Tu nie ma mowy o przypadku. Sądy w Rosji – szczególnie gdy orzekają o takich sprawach – nie są niezawisłe. Takie decyzje są przygotowywane w gabinetach politycznych Kremla. Znowu mamy więc sytuację, w której Rosja oficjalnie zapewnia o chęci współpracy i ułożenia dobrosąsiedzkich stosunków z Polską, a jednocześnie robi coś takiego. Bo Katyń to największa zadra w stosunkach polsko-rosyjskich. Trup w szafie, który zatruwa te relacje. Bez pełnego przyznania się i wyjaśnienia masakry naszych oficerów Rosjanie nie mają co marzyć o pojednaniu z Polską. Putin doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Polska nie jest jednak dla niego partnerem, ale potencjalnym przeciwnikiem, państwem, które stoi na drodze Rosji do Europy. Dlatego chce nas przedstawić jako pieniaczy i awanturników.

Nie powinniśmy się tym jednak przejmować. Nasi politycy powinni zdać sobie sprawę, że są momenty, w których trzeba powiedzieć non posummus. Że nadszedł czas na obronę priorytetów. Musimy zjednoczyć nasze siły z Ukraińcami, Bałtami i innymi narodami doświadczonymi przez Związek Sowiecki i Rosję i głośno mówić o naturze Rosjan. Niestety, ten naród ceni u przeciwników tylko siłę i zdecydowanie. Okazanie słabości wobec Rosji może się skończyć tragicznie. Damy palec i zaraz wezmą całą rękę, a potem zaczną dusić za gardło.

—not. p.z.

Aleksander Gurianow, Komisja Polska Stowarzyszenia Memoriał

Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego uznało, że należy do tej sprawy zastosować kodeks karny obowiązujący w chwili przestępstwa, czyli w 1940 roku. Na jego mocy przedawnienie następuje po dziesięciu latach, chyba że sprawa dotyczy przestępstwa kontrrewolucyjnego. Podczas wczorajszej rozprawy uznano, że tak nie było. Zakwalifikowano je jako przestępstwo pospolite – zgodnie z artykułem 193-17 p. „b”: „nadużycie władzy przez osobę z kadry dowódczej Armii Czerwonej”. Rodzą się różne pytania, na przykład, na jakiej podstawie wszczęto postępowanie w 1990 roku, skoro dziesięcioletni okres przedawnienia dawno upłynął? Ale najważniejsze i najstraszniejsze jest to, że Kolegium Wojskowe usankcjonowało – nie badając jej – całkowicie arbitralną kwalifikację tego czynu przez Główną Prokuraturę Wojskową jako nadużycie władzy przez osoby wojskowe. Tym samym z kręgu oskarżonych wyłączono Józefa Stalina i innych członków politbiura, którzy wydali zgodę na ten mord. Tak więc w istocie rzeczy wczorajsze postanowienie sądu usankcjonowało zwolnienie od odpowiedzialności członków Biura Politycznego, przede wszystkim Józefa Stalina! Znaczenie tego postanowienia wykracza daleko poza kwestię zbrodni katyńskiej, gdyż może oznaczać zamiar rozszerzenia tego zwolnienia na wszystkie zbrodnie reżimu sowieckiego.

Oficjalna strona Stowarzyszenia Memoriał

www.memo.ru

Rzeczpospolita

czwartek, 29 stycznia 2009

Putin mówi, że chce porozumienia z Polską

Piotr Zychowicz 29-01-2009, ostatnia aktualizacja 30-01-2009 03:51

Chcemy rozwijać stosunki z Polską – oznajmił Władimir Putin przed rozmową z Donaldem Tuskiem. Parę godzin wcześniej Kolegium Wojskowe w Moskwie odrzuciło kolejną skargę w sprawie Katynia

– Tu nie ma mowy o przypadku. Sądy w Rosji nie są niezawisłe. To decyzja Kremla. Pomimo oficjalnych zapewnień Putinowi nie zależy na poprawie relacji z Polską – uważa sowietolog prof. Paweł Wieczorkiewicz. – W odpowiedzi powinniśmy usztywnić nasze stanowisko. Nasi politycy powinni zdać sobie sprawę, że są momenty, w których trzeba powiedzieć: "non possumus".

Członkowie Kolegium Wojskowego Sądu Najwyższego Rosji oddalili skargę apelacyjną w sprawie Katynia, powołując się na sowiecki kodeks karny, który obowiązywał w 1940 roku. Zgodnie z nim sprawa masakry oficerów się przedawniła.

W wypowiedzi po zakończeniu spotkania w Davos – obaj politycy byli tam na szczycie ekonomicznym – Tusk o Katyniu nie wspomniał. Swoją rozmowę z rosyjskim premierem przedstawił jednak jako sukces. – Problem z dostawami gazu do Polski prawdopodobnie zostanie rozwiązany – powiedział. I podkreślił, że Putin miał mu złożyć w tej sprawie jakąś deklarację.

Panowie rozmawiali również o planach rozmieszczenia rakiet Iskander w pobliżu granic Polski w odpowiedzi na budowę w naszym kraju tarczy antyrakietowej. – Czuję się [w tej sprawie] trochę większym optymistą. Mam wrażenie po tej rozmowie – to jest może nawet trochę więcej niż wrażenie – że także Rosja nie jest szczególnie zainteresowana, aby preferować tego typu rozwiązanie – podkreślił Tusk.

Największą sensację wzbudziła informacja o zaproszeniu Putina do Polski. Miało ono zostać przyjęte. Wizyta ta miałaby się odbyć późną wiosną. Informacji tej nie potwierdzili Rosjanie, powiedzieli jedynie, że termin podróży zostanie "ustalony na drodze dyplomatycznej".

Ostatni raz z oficjalną wizytą w Polsce Putin był w 2002 roku. Tusk odwiedził Moskwę rok temu. W czwartek przed spotkaniem rosyjski premier był przyjazny: – Cieszę się bardzo, że możemy się spotkać i zastanowić, co jeszcze możemy zrobić, żeby oczyścić drogę ku dalszemu rozwojowi stosunków.

Co mówił podczas spotkania, nie wiadomo, bo odbywało się przy drzwiach zamkniętych.

– Z Rosjanami powinniśmy rozmawiać. Ale kto spodziewa się nagłego przełomu, rozczaruje się. Nadal będą sprawy, w których nasze zdanie zasadniczo się różni – przekonuje Paweł Kowal, poseł PiS. – A jeśli chodzi o wizytę Putina, to poczekajmy z komentarzami, aż przyjedzie. Pamiętam podobne zapowiedzi, które się nie potwierdziły.

Rzeczpospolita