poniedziałek, 2 marca 2009

Katastrofy górnicze w Polsce

Katastrofy górnicze na dzisiejszych terenach Polski (lista niekompletna):


1 XV wiek [edytuj]

  • XV wiek - wypadek w Złotym Stoku, w korytarzu "Himmelfahrt" w polu górniczym "Złoty Osioł" zginęło 59 górników.

2 XIX wiek [edytuj]

3 XX wiek [edytuj]

3.1 1901-1970 [edytuj]
  • 31 stycznia 1923 - pożar w kopalni "Rozbark" w Bytomiu, w wyniku którego poniosło śmierć 145 osób.
  • 9 lipca 1930 - wyrzut dwutlenku węgla w kopalni "Wenceslaus" (Wacław) w Miłkowie. Poprzednie nazwy miejscowości do roku 1945 Arnsdorf, do marca 1946 Hlondów. Śmierć poniosło 151 górników.Kopalnia znajdowała się na terenie III Rzeszy - Dolny Śląsk, miejscowość włączona w granice Polski po 1945 roku.
  • 1941 - wyrzut dwutlenku węgla w Nowej Rudzie. Zginęło 180 ludzi, w tym dwóch Brytyjczyków - jeńców wojennych z RAF.
  • 29 listopada 1950 - czad z uszkodzonej tamy w "KWK Katowice" spowodował śmierć 4 górników i 3 ratowników (dwa dni później). Kilkudziesięciu górników zostało podtrutych.
  • 18 lipca 1956 - pożar w kopalnia "KWK Boże Dary" w Katowicach- Kostuchnie, 24 górników i ratowników poniosło śmierć. W wyniku wybuchu gazów pożarowych na miejscu zginęło 12 górników. Z 72 górników i ratowników, którzy ucierpieli w czasie wypadku, w krótkim czasie 12 z nich zmarło w szpitalach na skutek odniesionych obrażeń.
  • 28 sierpnia 1958 - pożar w kopalni "Makoszowy", w wyniku którego zginęły 72 osoby. (więcej informacji)
  • lipiec 1969 - w wyniku zalania i zmulenia w kopalni KWK "Gen. Zawadzki" zginął jeden górnik, a ok. 100 zostało uwięzionych na dłuższy okres.

3.2 1971-1990 [edytuj]

3.3 1991-2000 [edytuj]

4 XXI wiek [edytuj]

4.1 2001-2005 [edytuj]
  • 6 lutego 2002 - wybuch pyłu węglowego w kopalni "Jas-Mos" w Jastrzębiu-Zdroju, w wyniku którego poniosło śmierć 10 górników. (więcej informacji)
  • 7 listopada 2003 - wybuch metanu w KWK Sośnica - 10 osób poszkodowanych - jeden górnik ginie na miejscu, z trzech poparzonych dwóch umiera i czterech zatrutych tlenkiem węgla.
  • 2003 - zapalenie sie ściany w kopalni "KWK Brzeszcze" ginie 1 górnik (spłonął a jego szczątki wydobyto po kilku miesiącach) kilku innych górników zostało poparzonych w tym jeden był w stanie ciężkim.
  • czerwiec 2005 - po wejściu w zamkniętą strefę o atmosferze niezdatnej do oddychania, zginęli dwaj górnicy (szef działu wentylacji i jego zastępca) w rudzkiej kopalni KWK Pokój.
  • 22 listopada 2005 - w wyniku wyrzutu metanu i skał zginęli trzej górnicy kopalni KWK Zofiówka w Jastrzębiu-Zdroju.

4.2 2006-dziś [edytuj]

Katastrofa kolejowa pod Nowym Dworem Mazowieckim

Data: 22 października 1949

Gdyby w jakimkolwiek w miarę normalnym kraju wydarzyła się katastrofa kolejowa, w której zginęłoby 200 ludzi, media – trochę nieładnie mówiąc – trąbiłyby o niej przez co najmniej kilka miesięcy, a przy okazji kolejnych jej rocznic mówiono by i pisano o niej dziesiątki lat później. Katastrofa pociągu relacji Gdańsk – Warszawa, do której doszło 22 października 1949 r., pochłonęła ponoć taką liczbę ofiar – wzmianki na jej temat powinny więc pojawiać się co jakiś czas w prasie, radiu, telewizji, a obecnie także w serwisach internetowych. Niestety jednak, na temat tego wydarzenia nie wiadomo praktycznie nic – nie jest nawet jasne, czy miało ono w ogóle miejsce.

Pewne w tej kwestii jest tylko jedno: w dwóch amerykańskich gazetach - Reno Evening Gazette z 24 X 1949 r. i Gettysburg Times z 25 X 1949 r. - pojawiła się wzmianka o tym, że 22 października tego samego roku koło Nowego Dworu Mazowieckiego lokomotywa i kilka wagonów pociągu pasażerskiego z Gdańska do Warszawy wypadło na łuku toru z szyn i wykoleiło się. Według wspomnianych źródeł katastrofa ta pociągnęła za sobą ponad 200 ofiar śmiertelnych.

Piąta co do wielkości katastrofa kolejowa w Europie

Jeśli przedstawiona w owych gazetach informacja odpowiadała prawdzie, znaczyłoby to, że największa tragedia w historii polskiego kolejnictwa miała miejsce nie w 1980 r. koło Otłoczyna pod Toruniem, lecz przeszło 20 lat wcześniej koło Nowego Dworu Mazowieckiego. Zakładając, że wypadek ten miał rzeczywiście miejsce – byłaby to piąta co do wielkości katastrofa kolejowa w historii Europy. Pod względem liczby ofiar przewyższałyby ją:

  • Wykolejenie się pociągu z wojskiem koło wjazdu do tunelu Mont Cenis koło Modane we Francji 12 grudnia 1917 r. – 543 zabitych.
  • Zatrucie tlenkiem węgla z niesprawnej lokomotywy pasażerów pociągu w tunelu koło Salerno we Włoszech 2 marca 1944 r. – 521 ofiar.
  • Zderzenie pociągów w tunelu Torro w prowincji Leon w Hiszpanii 16 stycznia 1944 r. – ponad 500 zabitych.
  • Zderzenie pociągu pasażerskiego z pociągiem wojskowym w Gretnie (Szkocja) 22 maja 1915 r. – 227 zabitych.

Czasy straszne, ale czy aż tak bardzo?

O tym, co wydarzyło się na torach kolejowych koło Nowego Dworu Mazowieckiego 22 października 1949 r., nie da się, niestety, napisać nic więcej – po prostu nie ma na ten temat żadnych informacji. Wzmianka na ten temat jest jednak dobrą okazją do postawienia pytania, na które ewentualnie mogliby odpowiedzieć ludzie, którzy mają większe, niż autor tego artykułu, pojęcie o czasach, w których doszło do tej tragedii:

Czy rzeczywiście cenzura, zastraszenie świadków (których musiało być przecież sporo) – najogólniej mówiąc eliminowanie kłopotliwych dla władzy informacji – były w czasach, zwanych potocznie stalinowskimi, aż takie, że o największej katastrofie kolejowej w historii Polski nie przetrwała praktycznie żadna wiadomość? Okres, w których się to wydarzyło, był niewątpliwie straszny, ale czy aż tak bardzo?

Wielki, wielki, głuchy telefon?

A może było zupełnie inaczej? Np. tak, że w sprzyjającej plotkom zimnowojennej atmosferze jakiś stosunkowo niewielki (a w każdym razie, nie wyróżniający się w sposób szczególny) wypadek urósł do rangi dramatu, jakich niewiele było w historii światowego kolejnictwa? Pamiętajmy, że w czasach, w których się to działo, o rzetelne informacje ze znajdującej się za tzw. żelazną kurtyną Polski było raczej trudno. Może więc cała ta informacja o 200 zabitych w katastrofie kolejowej pod Nowym Dworem Mazowieckim była efektem procesu przypominającego – w olbrzymiej skali – zabawę w głuchy telefon (mogło np. być tak, że faktycznie doszło do katastrofy, w której zginęło np. 20 osób – a wspomniane zjawisko spowodowało, że do liczby tej zostało dopisane jeszcze jedno zero)?

Było – nie było?

Tragedia pod Nowym Dworem Mazowieckim nie jest jedynym masowym wypadkiem w historii Polski, o którym praktycznie nic nie wiadomo. W różnych źródłach można się też zetknąć z informacją o podobnym wypadku koło Rzepina w 1952 r., w wyniku którego zginęło ok. 150 osób. Czy takie zdarzenia miały w ogóle miejsce? Jeśli w archiwach nie ma informacji na ich temat (a pamiętajmy, że zdarzało się, iż pewne informacje były z archiwów eliminowane – tak było np. z przypadkiem wjechania przez czołg w grupę osób obserwujących defiladę w Szczecinie w 1962 r.), niedługo – z racji choćby wieku, w jakim mogą być świadkowie tych katastrof – stracimy możliwość poznania odpowiedzi na to pytanie.

Obecnie ciągle jest na to – być może – szansa.

Bartłomiej Kozłowski, 2008

sobota, 28 lutego 2009

Rozmowa z Kamilem Cebulskim, informatykiem, jednym z najbogatszych młodych Polaków.

Zacząłem działać z chciwości
Perspektywy, Joanna Sopyło / 27 lutego 2009


Masz 24 lata, a już prowadzisz świetnie prosperującą firmę internetową, fundację, działalność edukacyjną, a w zanadrzu nosisz kolejne pomysły. Jak Ci się to udało?

Do dzisiaj nie wiem, jak się udało i właściwie jeszcze się nie udało, bo cały czas siebie i coś rozwijam. To, do czego doszedłem, to raczej wynik ewolucji niż rewolucji i na pewno nie przypadku. Gdy brat kupił komputer, zagrywałem go na śmierć. Potem dostawałem gry do recenzowania dla gazety, następnie założyłem swój magazyn, bo mi się tamten nie podobał. Zaczęły pojawiać się reklamy, z nimi pieniądze, a skala przedsięwzięcia rosła. Założyliśmy wydawnictwo, drukarnię, księgarnię, potem kolejną rzecz i kolejną. I jak się mogło nie udać?

Pracowałeś według jakiegoś planu czy raczej robiłeś to na wyczucie?

Poszedłem na żywioł. Nie lubię planować, nie jestem zwolennikiem badań marketingowych. Uważam, że jeżeli czuje się jakąś potrzebę, to po prostu się ją realizuje.

Na początku chciałeś zostać etatowym informatykiem.

Kiedyś kolega z Niemiec, dla którego robiłem strony, zaproponował mi, żebym przyjechał do niego i pracował jako koordynator grupy informatyków. Jednak zorientował się, że mam 17 lat i muszę zdać maturę. Gdybym wtedy miał maturę, to pewnie bym pojechał i spoczął na jakimś etacie. Nie mogłem wyjechać, więc rozpocząłem własną działalność. W klasie maturalnej wypuściliśmy produkt, który się fajnie sprzedawał.

Mówisz o ściągach?

Jakich ściągach? (śmiech) To było vademecum. Przejąłem serwis z opracowaniami i zrzuciłem treść na płytę CD. Biznes fajnie się toczył. Nie miałem zamiaru nic zmieniać, ale wprowadzono nową maturę i trzeba było zająć się czymś innym. Dużo czytałem. Chciałem też zarabiać pieniądze. Otworzyliśmy z kolegą księgarnię.

Miałeś wtedy 17 lat i 43 proc. nieobecności w szkole. Czy to dobry czas na rozkręcanie biznesu?

To jest, jak najbardziej wiek na zaczynanie biznesu.

Dlaczego?

Rodzice dają nam jeść, mamy dużo wolnego czasu i nie mamy obowiązków. To taki wiek, kiedy mamy najwięcej pomysłów. Jesteśmy pełni ideałów, mamy jakąś wizję i przede wszystkim nam się chce. W kwestii nieobecności muszę się usprawiedliwić - miałem ich 57 proc., ale miałem również wzorowe zachowanie.

Czy takie pozytywne młodzieńcze myślenie jest Twoim mottem.

Tak. Młodzi ludzie, mimo że są określani mianem pokolenia MTV, to jednak rzadziej niż dorośli oglądają głupoty w telewizji. Niedawno spotkaliśmy się z Danielem Friedmanem (syn słynnego ekonomisty Miltona Friedmana - przyp. red.), który przyjechał do Polski. Był zaskoczony, że mamy taką fajną młodzież, że zadają pytania, że dociekają.

Jak zainteresować przedsiębiorczością młodzież, która na pytanie, kim chciałaby zostać w przyszłości, odpowiada, że chciałaby zostać sławna?

W przedsiębiorczości chodzi o to, żeby pokazywać życiowe przykłady. Trzeba mówić o osobach, które sobie poradziły np. o Feliksie Zandmanie. Staram się tych przykładów przedstawiać jak najwięcej.

Te przykłady przedstawiacie na Alternatywnych Lekcjach Przedsiębiorczości.

Na spotkania w szkołach zapraszam przedsiębiorców, którzy faktycznie prowadzą firmy. Takich, którzy umieją udało im się osiągnąć to, co mają.

Tobie się udało. Czy ta chęć działania była w Tobie, czy ktoś powiedział Ci, że takie podejście ułatwia życie?

Rodzice starali się jak mogli, ale tak naprawdę zacząłem działać, bo potrzebowałem kasy. Miałem ochotę zabrać gdzieś dziewczynę, pójść się pobawić, więc przepraszam, ale zacząłem działać z chciwości. Chciałem kupić cały bukiet, a nie tylko jeden kwiat.

Oprócz zarobienia dużych pieniędzy spełniasz marzenie wielu osób, o tym, że praca może być pasją.

Pieniądze to pojęcie względne. Naprawdę jestem bezrobotny bez wykształcenia, bez majątku, nawet ubranie, które noszę, kupiłem za pieniądze spółki. Można się realizować na wiele sposobów, a ja akurat wybrałem przedsiębiorczość. Najlepiej wziąć los w swoje ręce i nie być zależnym od nikogo.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję i pozdrawiam wszystkich.

Kamil Cebulski, ma 24 lata, mieszka w Jędrzejowie. Jest właścicielem ESC Poland. Prowadzi księgarnię internetową, napisał książki Efekt Motyla i Myśleć jak milionerzy, kieruje fundacją Business Education, która m. in. organizuje w szkołach Alternatywne Lekcje Przedsiębiorczości. Nazwano go już polskim Billem Gatesem i najmłodszym milionerem. Tygodnik Wprost umieścił go na 7. Miejscu rankingu ăNajlepiej zarabiające młode polskie gwiazdy.


Rozmawiała Joanna Sopyło