wtorek, 14 kwietnia 2009

III Ogólnopolskie Dyktando Prawnicze

03-04-2009, ostatnia aktualizacja 03-04-2009 00:01

Pół prawnicze, a pół lingwistyczne niełatwe rozważania o nieruchomościach i ochronie przyrody

Nieprzypadkowo do tematów nierzadko poruszanych na zebraniach Międzywydziałowego Koła Naukowego „Lingua Iuris” w bieżącym roku należą zagadnienia prekluzji sądowej związanej z niektórymi nieruchomościami położonymi w niezwykle atrakcyjnych miejscach, np. w okolicach placu Na Rozdrożu, pałacu Pod Blachą, placu Generała Sikorskiego, pałacu Krasińskich, Pałacu Staszica i Pałacu Namiestnikowskiego. Tak jest w tym roku, przeszłoroczne rozważania poświęcano zaś przede wszystkim nie najkrótszym, bo przeszło sześciomiesięcznym problemom z nie najłatwiejszymi do rozstrzygnięcia roszczeniami zstępnych odnoszącymi się do terenów wokół cmentarzy, np. cmentarza Rakowickiego i Cmentarza Łyczakowskiego oraz nieruchomości kościelnych, takich jak kościół Świętego Krzyża [proszę zapisać wyraz świętego całym słowem w tym przykładzie, a w dalszych skrótem], kościół św. Franciszka, kościół Na Skałce, a nawet Bazylika św. Piotra w Rzymie.

Na urządzanych z nagła i znienacka niedługich quasi-debatach, a niekiedy nawet w półprzerwie między nimi, rozważa się też nie najoczywistsze problemy na wpół utraconych rekompensat za bezprawne pozbawienie w latach 50. XX w. [proszę 50. i XX wieku zapisać cyframi] własności pięcioipółhektarowej [proszę zapisać słowem] nieruchomości położonej w Kędzierzynie-Koźlu w okolicach pomnika Lotnika i parku Ludowego.

Nie na co dzień urządzane są superdyskusje nawiązujące do ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska, na które wysyła się ekstrazaproszenia z ponadtygodniowym wyprzedzeniem. Bo czyż nie warto by się zastanowić nad wydłużeniem arcykrótkiego zdaniem niektórych okresu ochronnego takich ptaków, jak pustułka, gżegżółka, jaskółka, cietrzew i bażant. Można by też rozważyć to, jak by objąć specjalną ochroną gatunek rzadkiej szczeżui, który ostatnio przeżywa jakby niby-regres w swych ekosystemach nad Biebrzą, oraz półoswojone łosie z Puszczy Kampinoskiej. Wypadałoby też rozstrzygnąć problem bestii od niedawna grasującej w Opolskiem, zwłaszcza w kontekście takich paremii prawniczych, jak consuetudo pro lege servatur – ‘zwyczaj jest traktowany jako prawo’ oraz crimen grave non potest esse impunibile – ‘przestępstwo nie może ujść bezkarnie’.

"Rz" Online

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Kapitan "Alabamy" odbity z rąk piratów

tan, AP
2009-04-12, ostatnia aktualizacja 2009-04-12 23:29
Statek Maersk Alabama, jeszcze pływający pod starą nazwą
Statek Maersk Alabama, jeszcze pływający pod starą nazwą
Fot. AP

Richard Philips, kapitan porwanego cztery dni temu statku "Maersk Alabama" został uwolniony z rąk piratów - podała telewizja CNN, powołując się na źródła w Waszyngtonie. Chwilę później informację tę potwierdził oficjalnie Departament Stanu. Media ustaliły, że zgodę na operację wydał prezydent Obama.

Kapitan Richard Phillips - nowy bohater Ameryki
Fot. Ho REUTERS
Kapitan Richard Phillips - nowy bohater Ameryki
USS Bainbridge - niszczyciel wysłany na miejsce zdarzenia
Fot. Paul Farley AP
USS Bainbridge - niszczyciel wysłany na miejsce zdarzenia
Według CNN Philips wyskoczył za burtę, zostawiając na łodzi ratunkowej samych porywaczy. Tę okazję wykorzystali marynarze USS Bainbridge, przebywającego w pobliżu amerykańskiego niszczyciela, i zabili trzech z czterech piratów. Ostatni został zatrzymany.

Kapitanowi nic się nie stało, cały i zdrowy jest już na pokładzie USS Bainbridge.

Dopiero pod wieczór Marynarka Wojenna zdradziła szczegóły zdarzenia. Rozkaz strzału dla snajperów padł w momencie, gdy "dowódca okrętu ocenił, że kapitał Philips znajduje się w niebezpieczeństwie" po tym, jak wyskoczył za burtę łodzi ratunkowej. Wiceadmirał William Gortney dowódca niszczyciela USS Bainbridge, powiedział że piraci mierzyli do Philipsa z karabinów. - Snajperzy zareagowali doskonale. Dostatecznie szybko, żeby piraci nie byli w stanie nic zrobić - powiedział Gortney.

Jak ustaliły amerykańskie media zgodę na interwencję Navy Seals (komandosi marynarki wojennej) wydał prezydent Barack Obama.

W środę rano duński kontenerowiec Maersk Alabama, pływający pod amerykańską banderą, został uprowadzony u wybrzeży Somalii. Na pokładzie było 20 Amerykanów. Wieczorem załoga odbiła statek i uwięziła jednego z piratów.

Pozostali porywacze uciekli na szalupy ratunkowej wraz z uprowadzonym kapitanem statku. Kapitan miał z własnej woli oddać się w ręce napastników, stając się ich zakładnikiem. W ten sposób chciał zapewnić bezpieczeństwo swej załodze.

Pirat trafi do więzienia w USA?

Departament Sprawiedliwości rozważa teraz, czy wnieść oskarżenie przeciwko somalijskiemu piratowi, który został ujęty. Rzecznik ministerstwa Dean Boyd poinformował, że prokuratorzy przeglądają "dokumenty i inne aspekty", aby ustalić czy wytoczyć oskarżenie w Stanach Zjednoczonych.

Prokurator Generalny Eric Holden mówił przed kilkoma dniami, że sprawa aktu piractwa przeciwko amerykańskiemu statku nie była widziana w amerykańskim wymiarze sprawiedliwości od początku XIX wieku. Amerykańscy prokuratorzy mają prawo działać jeśli przestępstwo zostało dokonane przeciwko amerykańskim obywatelom.


Media w USA: pierwszy "militarny" sukces Obamy

PAP, PKo/13.04.2009 18:30

Barack Obama

Szczęśliwy finał historii z porwaniem amerykańskiego statku przez piratów u wybrzeży Somalii i odbicie jego kapitana przez amerykańskie siły specjalne komentuje się w USA jako osobisty sukces prezydenta Baracka Obamy.
- Wynik konfrontacji - dramatyczna i udana akcja ratunkowa sił specjalnych - dały Obamie wczesne zwycięstwo, które może pomóc w budowie zaufania do jego zdolności kierowania operacjami wojskowymi za granicą - pisze poniedziałkowy "Washington Post".

Nawet konserwatywny "Wall Street Journal", zwykle bardzo krytyczny wobec nowej administracji, wyraża uznanie prezydentowi za wydanie rozkazu użycia siły.

Podkreśla też, że Obama podjął w ten sposób ryzyko, ponieważ "byłby krytykowany w pewnych kręgach - chociaż nie przez nas - gdyby kapitan Philips zginął po wydaniu rozkazu strzelania do piratów".

Obama 17 razy naradzał się z dowódcami wojsk na temat porwania statku i wydał armii polecenie "użycia odpowiedniej siły, aby ratować życie kapitana".

Podobnie komentują uwolnienie kapitana Richarda Philipsa stacje telewizyjne. Pojawiają się nawet głosy, że sukces może podnieść na duchu kraj pogrążony w kryzysie i nastroju pesymizmu.

Przypomina się, że fiasko wojskowych operacji politycznie kosztowało poprzednich prezydentów.

Skazą na reputacji prezydenta Jimmy'ego Cartera była nieudana akcja na rzecz odbicia zakładników w ambasadzie USA w Teheranie w 1980 r., kiedy na pustyni rozbiły się dwa helikoptery amerykańskie powodując śmierć ośmiu żołnierzy.

Podobnie, prezydentowi Billowi Clintonowi zaszkodziła porażka pierwszej próby desantu na Haiti w październiku 1993 r., kiedy okręt USS "Harlan County" wycofał się napotkawszy na ogień kilkuset Haitańczyków.

Po uratowaniu kapitana i schwytaniu jednego z piratów rozlegają się głosy, aby go surowo ukarać, a także zaatakować bazy piratów w Somalii.

"Administracja Obamy ma teraz obowiązek ukarania i odstraszenia piratów, tak aby nigdy więcej nie ryzykowali porwania statku pod amerykańską banderą albo amerykańskiej załogi" - pisze w artykule redakcyjnym "Wall Street Journal".

Dziennik wyraża opinię, że aresztowany pirat powinien być sądzony przed sądem w USA - gdzie groziłaby mu kara dożywotniego więzienia - a nie deportowany do Kenii, co zwykle czyni się ze sprawcami ataków pirackich u wschodnich wybrzeży Afryki.

"Jeszcze lepiej będzie, jeśli przewiezie się go do Guantanamo (więzienia wojskowego w bazie amerykańskiej na Kubie -PAP) i będzie tam przetrzymywać jako +enemy combatant+ (wrogi bojownik), czy jakkolwiek administracja Obamy woli nazywać terrorystów" - pisze "WSJ".

"A ponieważ marynarka wojenna nie jest w stanie zapobiec każdemu porwaniu, potrzebna może być pewnego rodzaju operacja wojskowa przeciw piratom na lądzie" - dodaje.