środa, 15 kwietnia 2009

"Inka to kobieta, która posiada to coś"

09:00, 15.04.2009 /"Dziennik", TVN24

HALINA G. JEST AUSTRIACKIM ŚWIADKIEM KORONNYM

TVN24, fot. PAP
- "Inka" to kobieta, która posiada to "coś". Gdyby wędrowała ulicą, wiele męskich oczu byłoby na nią skierowanych - mówił w TVN24 dziennikarz śledczy "Dziennika" Robert Zieliński. To właśnie Halina G. wystawiła byłego ministra sportu pod lufę płatnego zabójcy. Teraz, po odsiedzeniu wyroku, "femme fatale" zmienia tożsamość i... otrzymuje od Austrii dożywotnią pensję.
Jak dowiedział się "Dziennik", Halina G., została objęta austriackim programem ochrony świadka koronnego. Wszystko to w zamian za złożenie przed ośmioma laty zeznań obciążających jej byłego "pracodawcę", gangstera Jeremiasza B. - To Austriacy zaproponowali "Ince" status świadka specjalnego, czyli odpowiednika naszego koronnego. Poszła z nimi na współpracę. W zamian za pogrążenie "Baraniny" wynegocjowała sobie korzystne warunki: wysoką pensję, nową tożsamość i pomoc w starcie w nowe życie - ujawnił "Dziennikowi" jeden z rozmówców z CBŚ.
Zieliński: "Inka" to kobieta, która posiada to "coś"


W Polsce nie można było, ale w Austrii tak

Robert Zieliński, dziennikarz śledczy "Dziennika", powiedział w TVN24, że od samego początku także polska prokuratura miała ochotę zaproponować "Ince" status świadka koronnego. To jej zeznania pozwoliły ustalić, kto zastrzelił Dębskiego - i kto zlecił zabójstwo. Polskie prawo nie pozwalało jednak na objęcie "Inki" statusem świadka koronnego, bo uczestniczyła w zabójstwie. To ona przecież wyprowadziła ofiarę pod lufę zabójcy. Agenci CBŚ szybko znaleźli sposób na to, jak zaproponować Halinie B. propozycję, której nie odrzuci - austriacki status świadka specjalnego.

- Dzięki jej zeznaniom Austriacy zrozumieli, jaką grę "Baranina" prowadził z nimi przez lata - powiedział anonimowy oficer CBŚ. Chodzi o tajną współpracę Jeremiasza B. z austriacką policją. Polski gangster współpracował z austriacką policją - ale donosił tylko na tych bandytów, którzy konkurowali z nim np. w organizacji handlu narkotykami.

"Ona każdego zdradzała"
Właśnie skończyły się zdjęcia do filmu "Izolator", obrazu opartego na... czytaj więcej »


- Ona każdego zdradzała: swojego pierwszego chłopaka, warszawskiego gangstera, porzuciła dla innych, bogatszych. "Baraninę", który jej ojcował, również zdradziła. Nie jest wykluczone, że teraz zdradzi Austriaków, a także męża, którego poślubiła za kratkami więzienia. To prawdziwa niebezpieczna femme fatale - powiedział "Dziennikowi" jeden z warszawskich prokuratorów.

"Ona wraca do przestępców"

Robert Zieliński, dziennikarz śledczy "Dziennika, jako jeden z nielicznych dziennikarzy miał okazję spotkać się z "Inką" twarzą w twarz. - To kobieta, która posiada to "coś". Gdyby wędrowała ulicą, wiele męskich oczu byłoby na nią skierowanych - mówił w TVN24 dziennikarz. Według niego, "historia życia Inki wskazuje na to, że ona wraca do przestępców". - Lubi to środowisko - mówił dziennikarz. - Teraz dostaje nową szansę. To od niej zależy, czy ją wykorzysta, czy wróci za kraty - ocenił Zieliński.
"Inka", jedyny żyjący współsprawca zabójstwa Jacka Dębskiego, po 8 latach... czytaj więcej »


Po ośmiu latach na wolności

O "Ince" stało się znów głośno, kiedy w Wielką Sobotę, dokładnie w osiem lat po zabójstwie Jacka Dębskiego, opuściła kobiece więzienie na warszawskim Grochowie. Nigdy nie pokazała swojej twarzy, nigdy nie chciała rozmawiać z dziennikarzami i nigdy nie wzięła na siebie odpowiedzialności za śmierć byłego ministra sportu. A to właśnie ona zdaniem sądu, na zlecenie Jeremiasza B. (ps. "Baranina"), wystawiła Jacka Dębskiego pod lufę płatnego zabójcy "Saszy".

ŁOs, tka/ola

Komandosi przejęli statek somalijskich piratów

tm, AFP, PAP
2009-04-15, ostatnia aktualizacja 2009-04-15 19:33
Jedna z łodzi piratów - zdjęcie wykonano z pokładu francuskiego wojskowego helikoptera
Jedna z łodzi piratów - zdjęcie wykonano z pokładu francuskiego wojskowego helikoptera
Fot. AP

Marynarze francuskiej fregaty "Nivose" udaremnili atak piratów na wodach międzynarodowych w pobliżu wybrzeży Kenii na statek płynący pod banderą Liberii. Komandosi aresztowali 11 Somalijczyków .

Komandosi zbliżają się do jednej z łodzi piratów
Fot. AP
Komandosi zbliżają się do jednej z łodzi piratów
Komandosi zbliżają się do jednej z łodzi piratów
Fot. AP
Komandosi zbliżają się do jednej z łodzi piratów
Siły francuskie zaatakowały piratów wcześnie rano, po całonocnej obserwacji przy użyciu śmigłowca, w momencie, gdy przygotowywała się do napadu.

- Statek miał długość 10 metrów, przewoził 17 200-litrowych beczek oleju opałowego. Na pokładzie znajdowały się dwie mniejsze łodzie szturmowe - powiedział francuski minister obrony. Pościg miał miejsce ponad 900 kilometrów na wschód od kenijskiego wybrzeża.

Wojskowi określili położenie statku na krótko po nocnym, nieudanym ataku, jakiego próbowali dokonać bandyci na Liberyjski okręt handlowy.

Wszyscy piraci są przetrzymywani na pokładzie francuskiego okrętu Nivose.

"Atlanta" upora się z piratami?

Sprawa miała miejsce niedługo po tym, gdy Abdi Garad, jeden z dowódców somalijskich piratów zapowiedział akcje odwetowe , które piraci przeprowadzą na amerykańskich statkach za odbicie kapitana Richarda Phillipsa z ich rąk.

Francuska jednostka "Nivose" uczestniczy wraz z siedmioma innymi okrętami wojennymi oraz samolotami zwiadowczymi z Niemiec, Hiszpanii i Włoch w unijnej operacji antypirackiej "Atalanta".

Jednostki te towarzyszą frachtowcom w charakterze ochrony w Zatoce Adeńskiej, gdzie bezbronne statki handlowe są szczególnie narażone na akty piractwa. Jednostki eskortują także frachtowce wiozące pomoc humanitarną Światowego Programu Żywnościowego dla Somalii.

Złapana jednostka była wykorzystywana do transportu szybkich łodzi służących do ataku na statki handlowe.

Pogrzeb prof. Andrzeja Stelmachowskiego

zaw, PAP, KAI
2009-04-15, ostatnia aktualizacja 2009-04-15 19:57

Na warszawskich Powązkach pochowano pierwszego marszałka odrodzonego Senatu RP Andrzeja Stelmachowskiego. Modlitwę nad grobem odmówił metropolita warszawski, arcybiskup Kazimierz Nycz. W uroczystościach wzięli udział m.in. prezydent Lech Kaczyński, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz oraz byli i obecni parlamentarzyści.

Andrzej Stelmachowski
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Andrzej Stelmachowski
- Żegnamy dzisiaj jednego z twórców tego wolnego państwa, w którym żyjemy od dwudziestu lat, wybitnego prawnika - mówił podczas środowego pogrzebu prof. Andrzeja Stelmachowskiego prezydent Lech Kaczyński.

Jak podkreślił Lech Kaczyński podczas przemówienia, Stelmachowski był "wybitnym prawnikiem, teoretykiem prawa cywilnego, prawa rolnego; był działaczem społecznym". "Był - jak podkreślano już - człowiekiem ściśle związanym z Kościołem, członkiem Rady Prymasowskiej, doradcą Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana Wyszyńskiego, był też człowiekiem ostatniego polskiego państwa podziemnego, (...) był doradcą Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ +Solidarność+ w latach jej funkcjonowania 1982-87" - wspominał prezydent.

Przypomniał, że Stelmachowski był również jednym z głównych twórców Okrągłego Stołu, przewodniczącym podstolika ds. rolnictwa, pierwszym marszałkiem Senatu Rzeczpospolitej: izby - jak mówił prezydent - która "została wybrana w wolnych wyborach, całkowicie wolnych, pierwszych od wielu, wielu dziesiątek lat w naszym kraju".

"Cała jego działalność warta jest zapamiętania na zawsze" - podkreślił prezydent.

Prezydent dodał, że Stelmachowski jako jego doradca "do końca, dosłownie do kilkunastu dni przed śmiercią" wykonywał swoje obowiązki. Jak mówił, sam nie zdawał sobie sprawy ze stanu zdrowia Stelmachowskiego. "Gdybym wiedział, to bym uważał, że to jest wysiłek zbyt wielki, a jednak podejmował go" - zaznaczył prezydent. Podkreślił, że Stemachowski do końca chciał być aktywny i potrzebny. "Pan Bóg sprawił, że mógł być" - dodał.

Stelmachowski odznaczony pośmiertnie.


Glemp: On służył prawdzie

- On się nie szamotał, nie obrażał, nie zniechęcał - powiedział o zmarłym w homilii prymas Józef Glemp. - Był politykiem. Oświadczał, perswadował, negocjował - dodał kardynał. Podkreślił, ze zmarły nie robił tego dla kariery, tylko z obowiązku służenia prawdzie. - Był absolutnie drobiazgowo uczciwy - przypomniał hierarcha. Prymas przestrzegł przed myśleniem, że polityk nie może być uczciwym katolikiem. - Stelmachowski, choć nie jedyny, jest przykładem wierzącego polityka - zaznaczył prymas.

Na początku uroczystości odczytano decyzję prezydenta RP z dnia 7 kwietnia o przyznaniu pośmiertnie prof. Stelmachowskiemu Orderu Orła Białego w uznaniu jego znamienitych zasług, za "wybitne osiągnięcia w działalności państwowej i publicznej, za zaangażowanie w budowanie tożsamości narodowej wśród Polaków zamieszkałych za granicą". Odznaczenie odebrała żona profesora - Anna Mińkowska-Stelmachowska.

Abp Nycz rozpoczynając liturgię powiedział iż, prof. Stelmachowski był prawdziwie człowiekiem, o którym powiedziano, że jego zasługami można by obdarzyć wiele osób. - To człowiek wielkich zasług dla państwa, zasług dla rodzącej się wolności, dla nauki, Kościoła. Prawdziwie wierny Chrystusowi katolik świecki - wymieniał je abp Nycz.

Andrzej Stelmachowski - były marszałek Senatu, były minister edukacji narodowej, były prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska i doradca prezydenta L. Kaczyńskiego ds. Polonii, zmarł 7 kwietnia w Warszawie. Miał 84 lata.