piątek, 19 czerwca 2009

Polacy atakują w Afganistanie

Marcin Górka
2009-06-19, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 21:17

Polskie wozy bojowe podczas operacji
Polskie wozy bojowe podczas operacji "Orle pióro"
Fot. PKW Afganistan

Nasi żołnierze wzięli w ostatnich dniach udział po raz pierwszy w wielkiej akcji zaczepnej przeciw talibom. - Wreszcie walczymy - mówią Polacy.

Polskie wozy bojowe podczas operacji
Fot. pkw afganistan
Polskie wozy bojowe podczas operacji "Orle pióro"
Zobacz też: Zachód nie wie, co zrobić z Afganistanem

To była największa dotychczas operacja polskich wojsk w Afganistanie. Efekt: kilkudziesięciu pojmanych talibów, zlikwidowane składy broni i systemy łączności. Straty: cztery uszkodzone pojazdy i trzech lekko rannych.

Ale te straty tak bardzo żołnierzy nie martwią: - Wreszcie uderzyliśmy, bo do tej pory, jak nas zaatakowali na patrolu, to uciekaliśmy. Mam poczucie, że teraz naprawdę chcemy przejąć inicjatywę w tej wojnie - mówi podoficer, który brał udział w akcji.

Operacja Orle Pióro trwała prawie tydzień i była największą, jaką przeprowadziło do tej pory polskie wojsko w Afganistanie. I pierwszą ofensywną czyli taką, która nie było po prostu odpowiedzią na atak. W Orlim Piórze udział wzięło 800 żołnierzy polskich oraz oddziały armii afgańskiej. - Żadnej ucieczki, tylko atak - opowiadają nam polscy oficerowie. - To my obserwowaliśmy przeciwnika, a nie on nas.

- Talibowie śledzą nasze ruchy za dnia, ale w nocy są ślepi. Robiliśmy więc tak: najpierw w teren wysłaliśmy wiele oddziałów, które talibowie widzieli, dopiero w nocy przerzucaliśmy jeden z nich w miejsce, o którym z rozpoznania wiedzieliśmy, że jest tam skład broni albo stacjonuje przeciwnik. A tego się już nie spodziewali, dzięki zaskoczeniu wyłapywaliśmy ich prawie bez oporu - opowiada nasz informator.

Polacy przekazali afgańskiej armii 29 talibów, przejęli karabiny, moździerze i sprzęt do przygotowania min-pułapek oraz materiały wybuchowe. Polacy zniszczyli także pole antenowe w Ghazni. - Stały tam anteny, które służyły talibom w Ghazni do porozumiewania się z pobratymcami w Pakistanie. Informacje o tym polu dostarczył nam wywiad, a śmigłowce szturmowe zniszczyły anteny - mówi polski dowódca.

Równocześnie polska armia rozdała paczki z artykułami higienicznymi, odzieżą i jedzeniem prawie 150 miejscowym rodzinom.

W czasie akcji uszkodzone zostały cztery transportery MRAP. Trzech żołnierzy zostało rannych w wybuchu miny-pułapki pod jednym z tych pojazdów. Jeden doznał urazu kręgosłupa, drugi urazu słuchu. Obaj trafili do amerykańskiego szpitala w Bagramie.

Do tej pory MRAP uchodził za pojazd bardzo bezpieczny, ale w ciągu ostatniego miesiąca w dwóch wybuchach min rannych zostało czterech Polaków. Jeden z nich w ciężkim stanie przebywa w szpitalu w Krakowie.

Jednak w polskiej armii zapanowała niemal euforia. Oficjalnie Dowództwo Operacyjne jest w ocenie operacji ostrożne. - Tak, na pewno była to jedna z największych operacji, faktycznie ofensywna i zakończona pełnym sukcesem - mówi ppłk Dariusz Kacperczyk, rzecznik DO.

- Najważniejsze, że to już inna wojna. To wreszcie atakujemy my. I niech tak już zostanie - mówi nam jeden z polskich oficerów.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Łotwa bankrutuje

Leszek Baj
2009-06-19, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 23:01

Demonstranci nieśli transparenty:
Demonstranci nieśli transparenty: "Nie okradajcie biednych emerytów"
Fot. INTS KALNINS REUTERS

Jeśli nie pomoże Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, w sierpniu urzędnicy, lekarze, policjanci i nauczyciele nie dostaną pensji. Już w lipcu ich zarobki spadną o 20 proc. Emerytury o 10 proc. Kraj wrze

Wczorajsza manifestacja w centrum Rygi. Do demonstrantów wyszedł minister finansów Einars Repse. Protestujący nie dali mu dojść do głosu
Fot. INTS KALNINS REUTERS
Wczorajsza manifestacja w centrum Rygi. Do demonstrantów wyszedł minister finansów Einars Repse. Protestujący nie dali mu dojść do głosu
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
Fot. Roman Koksarov AP
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
Fot. INTS KALNINS REUTERS
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
SERWISY
zobacz też: Łotwa: gospodarczy stan wyjątkowy

A miało być inaczej. Jeszcze niedawno Łotwa była nazywana bałtyckim tygrysem. Dwa lata temu jej gospodarka rozwijała się w tempie ponad 10 proc. rocznie.

- Teraz Łotwa znalazła się na skraju bankructwa. Możemy go uniknąć, radykalnie zmniejszając wydatki publiczne - powiedział w specjalnym oświadczeniu łotewski premier Valdis Dombrovskis. - Chciałbym przeprosić mieszkańców za tę sytuację i okres próby, który wspólnie będziemy musieli wytrzymać.

Nie przekonał Łotyszy. W czwartek przeciwko cięciom pensji na ulicach Rygi demonstrowało 5 tys. osób. To sporo jak na kraj liczący ledwie 2,3 mln mieszkańców.

- Nie możemy ratować państwa kosztem emerytów, nauczycieli, lekarzy czy policjantów - mówił Peteris Krigers, szef Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych Łotwy. Demonstranci nieśli transparenty "Nie kradnijcie od biednych emerytów".

- Dowiedziałam się, że moja pensja spadnie do 130 łatów miesięcznie (845 zł), a na utrzymanie potrzebne mi jest 170 łatów (1105 zł). Nie wiem, jak sobie poradzę - powiedziała Reuterowi 50-letnia Inta Lindemane, nauczycielka w przedszkolu.

We wtorek łotewski parlament przyjął opracowany przez rząd program oszczędności budżetowych. Ogranicza on planowane wydatki o 700 mln euro, czyli 10 proc. Wszystko po to, by choć trochę załatać błyskawicznie rosnącą dziurę budżetową. Oprócz obniżek pensji i emerytur program przewiduje m.in. obcięcie o połowę dodatków na dzieci dla pracujących rodziców i podwyżki niektórych podatków, np. akcyzy na piwo o 50 proc., a na mocne alkohole o prawie 8 proc. Cięcia te mają wejść w życie już od lipca.

Oszczędności mogą oznaczać zamknięcie wielu szpitali. Nie mógł się z tym pogodzić minister zdrowia, który podał się w środę do dymisji. - W kryzysowej sytuacji minister zdrowia wybrał łatwą ścieżkę - skomentował to zirytowany premier Dombrovskis.

Tylko dzięki mocnemu zaciśnięciu pasa Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy zgodzą się na wypłatę kolejnej wartej 1,2 mld euro transzy w ramach pożyczki uzyskanej pod koniec zeszłego roku (w sumie 7,5 mld euro).

- Bez pomocy międzynarodowej do sierpnia zabraknie po prostu pieniędzy w budżecie, nie będzie z czego płacić pensji nauczycielom, lekarzom czy urzędnikom - mówi "Gazecie" Alf Vanags, dyrektor łotewskiego Baltic International Centre for Economic Policy Studies (BICEPS).

Joaquin Almunia, komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych, uspokajał w łotewskim radiu, że decyzja o pożyczce zapadnie najpewniej do końca czerwca.

W ostatnich latach imponujący wzrost gospodarczy Łotwa zawdzięczała głównie konsumpcji finansowanej przez kredyty walutowe. W czasach prosperity kolejne rządy nie potrafiły jednak trzymać finansów publicznych na wodzy i łatwą ręką dawały podwyżki - pensje w sektorze publicznym rosły wtedy nawet o 30 proc. rocznie. Gdy boom się skończył, wszystko się zawaliło jak domek z kart. Ceny nieruchomości poleciały na łeb na szyję, banki odcięły strumień kredytów. - W tym roku łotewska gospodarka skurczy się o ok. 18-20 proc. W ten sposób w ciągu roku cofniemy się w czasie do poziomu z 2005-06 r. - mówi Vanags.

- Musimy wszyscy wziąć odpowiedzialność za to, że nasze decyzje i działania były często błędne - mówił wczoraj do parlamentarzystów łotewski prezydent Valdis Zatlers, który piastuje swoje stanowisko od połowy 2007 r. - Źle zarządzaliśmy naszym krajem.

Źródło: Gazeta Wyborcza

czwartek, 18 czerwca 2009

Radwańska przegrała z Razzano i nie obroni tytułu

Wyrównaj z obu stron
qbi
Agnieszka Radwańska przegrała w czwartek 6:7 (5-7), 5:7 z Francuzką Virginie Razzano w ćwierćfinale turnieju WTA na trawiastych kortach w Eastbourne. Polka nie obroni tytułu wywalczonego w Anglii przed rokiem, ale gorsza wiadomość jest taka, że gra Radwańskiej na trawie nie wyglądała tak dobrze jak 12 miesięcy temu.
Fyrstenberg i Matkowski w półfinale »

Razzano (WTA 25) pokonała rozstawioną z ósemką Radwańską w 1 godz. i 54 minuty. Polka przegrała z Francuzką pierwszy mecz w karierze. W 2007 r. ograła pochodzącą z Dijon tenisistkę w dwóch setach na US Open, a rok temu w Eastbourne pokonała ją w II rundzie w drodze po tytuł, po którym była nawet wymieniana jako jedna z faworytek Wimbledonu.

Teraz Polka nie zrobiła w Eastbourne tak dobrego wrażenia. W I rundzie łatwo pokonała swoją siostrę 18-letnią Urszulę, a do ćwierćfinału awansowała szybko po wycofaniu się z powodu kontuzji Chinki Na Li. Mecz z Razzano miał być więc dla Radwańskiej pierwszym poważnym testem na trawie, bo 20-letnia krakowianka nie grała w poprzednim tygodniu w żadnym turnieju.

Spotkanie zaczęło się obiecująco, bo Radwańska dość łatwo wygrywała kolejne gemy. Imponowała przy siatce, kilka razy zagrała swoje firmowe dropszoty. Ale Francuzka, która w poprzedniej rundzie wyeliminowała numer jeden turnieju Jelenę Dementiewą, odpowiedziała równie dobrą grą, a z czasem znacznie lepszą od Polki.

Pierwszy set rozstrzygnął się po tie-braku, ale Francuzka mogła wygrać go wcześniej, bo jako pierwsza w końcówce przełamała podanie Polki. Radwańskiej udało się jednak natychmiast odrobić straty. Ale w tie-braku zagrała zbyt bojaźliwie - posyłała piłki w pół kortu i przez środek, co wykorzystała Razzano nastawiona od początku bardzo ofensywnie.

W II secie Radwańska zaczęła od przełamania, ale potem dała odskoczyć rywalce na 4:1. Mimo kłopotów ze swoim drugim serwisem, dzięki nerwowej grze Razzano, zdołała jeszcze odrobić straty na 5:5. Przy 5:4 obroniła trzy piłki meczowe. Ostatnie dwa gemy należały już do Francuzki, która zasłużenie awansowała do półfinału. Zmierzy się w nim z rodaczką Marion Bartoli.

W całym meczu w grze Radwańskiej szwankował przede wszystkim drugi serwis - Razzano atakowała go z łatwością wchodząc w pół kortu, a także brak kończących piłek. Polka rzadko umiała skończyć wymiany sama, a rywalka pomagała jej własnymi błędami rzadko, bo rozegrała naprawdę bardzo dobry mecz.

Radwańska, która w rankingu WTA zajmuje teraz 11. lokatę, może w najbliższy poniedziałek nieco spaść, bo w Eastbourne broniła aż 550 pkt. za zeszłoroczną wygraną. Za ćwierćfinał dostanie 120.

Na tym etapie sezonu rok temu Radwańska miała już na koncie trzy wygrane turnieje WTA (Pattaya, Stambuł, Eastbourne). W tym sezonie jest dużo mniej imponująco - nie przeszła jeszcze ani razu ćwierćfinału.

Marnym pocieszeniem jest to, że Radwańska odpadła z turnieju w doborowym towarzystwie. Z trawą w Eastbourne nie poradziły sobie m.in.: Dementiewa, Janković, Ivanović, Kuzniecowa i Mauresmo.

- Nie czujemy presji. Najważniejszy jest Wimbledon. Eastbourne traktujemy jedynie jako przygotowanie do występu w Wielkim Szlemie - mówił kilka dni temu trener Robert Radwański.

Na Wimbledonie Radwańska broni 500 pkt. za zeszłoroczny ćwierćfinał. Ewentualna wczesna porażka może ją kosztować utratę miejsca w pierwszej piętnastce rankingu.

Domachowska przegrała w deblu - czytaj tutaj »