piątek, 19 czerwca 2009

Łotwa bankrutuje

Leszek Baj
2009-06-19, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 23:01

Demonstranci nieśli transparenty:
Demonstranci nieśli transparenty: "Nie okradajcie biednych emerytów"
Fot. INTS KALNINS REUTERS

Jeśli nie pomoże Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, w sierpniu urzędnicy, lekarze, policjanci i nauczyciele nie dostaną pensji. Już w lipcu ich zarobki spadną o 20 proc. Emerytury o 10 proc. Kraj wrze

Wczorajsza manifestacja w centrum Rygi. Do demonstrantów wyszedł minister finansów Einars Repse. Protestujący nie dali mu dojść do głosu
Fot. INTS KALNINS REUTERS
Wczorajsza manifestacja w centrum Rygi. Do demonstrantów wyszedł minister finansów Einars Repse. Protestujący nie dali mu dojść do głosu
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
Fot. Roman Koksarov AP
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
Fot. INTS KALNINS REUTERS
W czwartek przeciwko cięciom pensji w Rydze demonstrowało 5 tys. osób
SERWISY
zobacz też: Łotwa: gospodarczy stan wyjątkowy

A miało być inaczej. Jeszcze niedawno Łotwa była nazywana bałtyckim tygrysem. Dwa lata temu jej gospodarka rozwijała się w tempie ponad 10 proc. rocznie.

- Teraz Łotwa znalazła się na skraju bankructwa. Możemy go uniknąć, radykalnie zmniejszając wydatki publiczne - powiedział w specjalnym oświadczeniu łotewski premier Valdis Dombrovskis. - Chciałbym przeprosić mieszkańców za tę sytuację i okres próby, który wspólnie będziemy musieli wytrzymać.

Nie przekonał Łotyszy. W czwartek przeciwko cięciom pensji na ulicach Rygi demonstrowało 5 tys. osób. To sporo jak na kraj liczący ledwie 2,3 mln mieszkańców.

- Nie możemy ratować państwa kosztem emerytów, nauczycieli, lekarzy czy policjantów - mówił Peteris Krigers, szef Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych Łotwy. Demonstranci nieśli transparenty "Nie kradnijcie od biednych emerytów".

- Dowiedziałam się, że moja pensja spadnie do 130 łatów miesięcznie (845 zł), a na utrzymanie potrzebne mi jest 170 łatów (1105 zł). Nie wiem, jak sobie poradzę - powiedziała Reuterowi 50-letnia Inta Lindemane, nauczycielka w przedszkolu.

We wtorek łotewski parlament przyjął opracowany przez rząd program oszczędności budżetowych. Ogranicza on planowane wydatki o 700 mln euro, czyli 10 proc. Wszystko po to, by choć trochę załatać błyskawicznie rosnącą dziurę budżetową. Oprócz obniżek pensji i emerytur program przewiduje m.in. obcięcie o połowę dodatków na dzieci dla pracujących rodziców i podwyżki niektórych podatków, np. akcyzy na piwo o 50 proc., a na mocne alkohole o prawie 8 proc. Cięcia te mają wejść w życie już od lipca.

Oszczędności mogą oznaczać zamknięcie wielu szpitali. Nie mógł się z tym pogodzić minister zdrowia, który podał się w środę do dymisji. - W kryzysowej sytuacji minister zdrowia wybrał łatwą ścieżkę - skomentował to zirytowany premier Dombrovskis.

Tylko dzięki mocnemu zaciśnięciu pasa Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy zgodzą się na wypłatę kolejnej wartej 1,2 mld euro transzy w ramach pożyczki uzyskanej pod koniec zeszłego roku (w sumie 7,5 mld euro).

- Bez pomocy międzynarodowej do sierpnia zabraknie po prostu pieniędzy w budżecie, nie będzie z czego płacić pensji nauczycielom, lekarzom czy urzędnikom - mówi "Gazecie" Alf Vanags, dyrektor łotewskiego Baltic International Centre for Economic Policy Studies (BICEPS).

Joaquin Almunia, komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych, uspokajał w łotewskim radiu, że decyzja o pożyczce zapadnie najpewniej do końca czerwca.

W ostatnich latach imponujący wzrost gospodarczy Łotwa zawdzięczała głównie konsumpcji finansowanej przez kredyty walutowe. W czasach prosperity kolejne rządy nie potrafiły jednak trzymać finansów publicznych na wodzy i łatwą ręką dawały podwyżki - pensje w sektorze publicznym rosły wtedy nawet o 30 proc. rocznie. Gdy boom się skończył, wszystko się zawaliło jak domek z kart. Ceny nieruchomości poleciały na łeb na szyję, banki odcięły strumień kredytów. - W tym roku łotewska gospodarka skurczy się o ok. 18-20 proc. W ten sposób w ciągu roku cofniemy się w czasie do poziomu z 2005-06 r. - mówi Vanags.

- Musimy wszyscy wziąć odpowiedzialność za to, że nasze decyzje i działania były często błędne - mówił wczoraj do parlamentarzystów łotewski prezydent Valdis Zatlers, który piastuje swoje stanowisko od połowy 2007 r. - Źle zarządzaliśmy naszym krajem.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy: