środa, 28 kwietnia 2010

Ostatnia ofiara katastrofy pod Smoleńskiem - gen. Andrzej Błasik spoczął na Powązkach

jagor, IAR, PAP
2010-04-28, ostatnia aktualizacja 2010-04-28 20:16

- On, jak prawdziwy dowódca, ostatni schodzi z tego pola rozpaczy - powiedział podczas pogrzebu generała Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych RP, poseł Franciszek Stefaniuk z PSL. Ceremonia odbyła się w Katedrze Polowej Wojska Polskiego. Pogrzeb generała Błasika był ostatnim z pochówków 96 ofiar katastrofy polskiego Tu-154 pod Smoleńskiem.

Pogrzeb generała Andrzeja Błasika w Katedrze Polowej 
Wojska Polskiego
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Pogrzeb generała Andrzeja Błasika w Katedrze Polowej Wojska Polskiego
Gen. Andrzej Błasik
Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Gen. Andrzej Błasik
Szef MON Bogdan Klich wręcza nominację 
generalską wdowie po generale Andrzeju Błasiku
Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Szef MON Bogdan Klich wręcza nominację generalską wdowie po generale Andrzeju...
W homilii ksiądz pułkownik Józef Srogosz podkreślił, że Andrzej Błasik zginął w służbie dla Rzeczypospolitej. Dodał, że do Katynia generała i innych prowadziła miłość i pamięć o Tych, którzy 70 lat temu oddali za Polskę swe życie.



Ksiądz pułkownik Józef Srogosz mówił, że Andrzej Błasik był pilotem klasy mistrzowskiej, który dzięki swoim umiejętnościom zrobił błyskawiczną karierę. - Uchodził za świetnego pilota, był ambitny, koleżeński, oddany przyjaciołom, kochał lotniczą "gapę" i szachownicę - mówił w homilii ks. płk Srogosz.

Z kolei poseł Franciszek Stefaniuk z PSL powiedział: - On, jak prawdziwy dowódca, ostatni schodzi z tego pola rozpaczy.

Generał Błasik został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Był to ostatni z pogrzebów 96 ofiar katastrofy polskiego Tu-154.

Andrzej Błasik był absolwentem Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie. Ukończył też Akademię Obrony Narodowej w Warszawie, Holenderską Akademię Obrony oraz Szkołę Wojenną Sił Powietrznych USA. W 2001 roku objął funkcję szefa Szkolenia 2. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu. Dowodzona przez niego jednostka wojskowa otrzymała w 2003 roku "Znak Honorowy Sił Zbrojnych RP" za zabezpieczenie międzynarodowych manewrów NATO.

Od 2004 roku był szefem Oddziału Zastosowania Bojowego w Dowództwie Sił Powietrznych RP. W 2005 roku otrzymał awans do stopnia generała brygady. Później przez krótki czas pełnił funkcję komendanta-rektora Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych. W 2007 roku awansował do stopnia generała broni. Był pilotem I klasy. Miał uprawnienia instruktorskie do szkolenia pilotów we wszystkich warunkach atmosferycznych.

Generał Błasik był odznaczony: Złotym Medalem Za Zasługi Dla Obronności Kraju, Srebrnym Medalem Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny i Brązowym Krzyżem Zasługi. Pośmiertnie otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Pozostawił żonę i dwójkę dzieci.

"Putin zaproponował, by ciało prezydenta przewieźć do Moskwy"



Premier Donald Tusk, fot. Radek Pietruszka
PAP
Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej dotyczącej działań państwa po katastrofie prezydenckiego samolotu mówił, iż premier Rosji Władimir Putin wyszedł z propozycją, by zwłoki Lecha Kaczyńskiego przewieźć do Moskwy.
Tusk powiedział, że premier Rosji Władimir Putin dwukrotnie proponował mu, aby ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego przewieźć ze Smoleńska do Moskwy. Jak tłumaczył, możliwości identyfikacyjne i przeprowadzenie sekcji zwłok w Moskwie będzie dużo prostsze i odbędzie się w dużo lepszych warunkach, niż w Smoleńsku; według szefa rosyjskiego rządu w Moskwie można byłoby bardziej uroczyście i godnie pożegnać prezydenta.

- Ja za każdym razem odpowiadałem premierowi Putinowi, że spodziewam się, że decyzje w tej kwestii będzie chciał podejmować brat prezydenta Jarosław Kaczyński i że ze względu na szczególną okoliczność relacji między zmarłym a Jarosławem Kaczyńskim uznałem, że te względy muszą być ważniejsze, niż ustalenie między premierami - powiedział Tusk.

Dlatego, jak dodał, po powtórnej propozycji Putina w tej sprawie, rzecznik rządu Paweł Graś skontaktował się z Jarosławem Kaczyńskim, który powiedział, że chce, aby ciało prezydenta jak najszybciej przewieźć ze Smoleńska do Polski. Szef rządu zaznaczył, że brat zmarłego prezydenta nie chciał uczestniczyć w rozmowie z nim, ani z premierem Putinem.

- Miałem wrażenie, że premier Putin rozumie moje stanowisko, że dopóki Jarosław Kaczyński nie znajdzie się na miejscu i nie podejmie decyzji, nie powinniśmy podejmować żadnych decyzji - dodał szef rządu.

Godzina katastrofy - 8.41

Premier Tusk powiedział, że przerwanie pracy niektórych urządzeń w samolocie, który rozbił się pod Smoleńskiem, może wskazywać, iż katastrofa nastąpiła o godz. 8.41. Zastrzegł jednak, że nie zostało to definitywnie stwierdzone.

- Mogę powiedzieć, że z relacji (...) tych, którzy uczestniczą razem z Rosjanami, jeśli chodzi o badanie tego, co w aparaturze samolotu do tej chwili odzyskano, to przerwanie pracy niektórych instrumentów wskazywałoby na godzinę wcześniejszą, czyli 8.41 - powiedział Tusk.

Zaznaczył jednak, że ta informacja powinna być traktowana jako "przykład, ilustrację, z jakim problemem się tam (w prokuraturze) borykają, niż jako definitywne stwierdzenie".

Tusk powiedział, że rozumie prokuraturę, iż nawet w tak elementarnej kwestii jak godzina katastrofy woli poczekać na stuprocentową pewność, niż później wycofywać się z ustaleń. Dotychczas jako godzinę katastrofy podawano godz. 8:56.

Premier Tusk stwierdził także, że wysłał do Rosji specjalnego akredytowanego. - Jego zadaniem jest dotarcie do przyczyn katastrofy - mówił Tusk.

Tusk zaznaczył, że przyjęto podstawę prawną wynikającą z prawa międzynarodowego, tzw. konwencję chicagowską, "która pozwoli działać przejrzyście obu stronom".

- Mamy wspólne reguły, dzięki którym możemy pracować wspólnie z Rosją - mówił Tusk.

Premier poinformował, że do Rosji, zgodnie z postanowieniami konwencji, wysłał specjalnego akredytowanego. Został nim Edmund Klich, przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, który ma prawo dostępu do wszystkich prowadzonych działań i informacji o śledztwie.

- Rosjanie wypełniają zobowiązania wynikające z konwencji, a nawet w ocenie Klicha są w wielu sytuacjach gotowi wykroczyć poza ramy konwencji, kiedy jest takie oczekiwanie strony polskiej - zaznaczył premier.



Rosjanie współpracują

Premier powiedział także, że uzyskał zapewnienie od prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, że do tej pory polska prokuratura nie ma żadnych zastrzeżeń do współpracy ze stroną rosyjską w postępowaniu ws. okoliczności katastrofy pod Smoleńskiem.

- W czasie długiego spotkania z prokuratorem generalnym uzyskałem zapewnienie, że jak do tej pory polska prokuratura nie ma żadnych zastrzeżeń do współpracy ze stroną rosyjską - podkreślił Tusk na konferencji prasowej.

Według premiera prokuratura od początku ma możliwość uczestniczenia w postępowaniu, w badaniach i w śledztwie prowadzonych przez stronę rosyjską. Jak dodał, dotyczy to także dostępu do czarnych skrzynek od momentu ich odnalezienia, zabezpieczenia, otwarcia i przesłuchań.

Jak zaznaczył, zapewnił Prokuraturę Generalną "o pełnej pomocy logistycznej i organizacyjnej oraz dyplomatycznej" w czasie działań prokuratury wojskowej w Rosji.

Tusk zapewnił, że prokurator generalny jest z nim w stałym kontakcie i "ma pełną świadomość niezależności prokuratury od innych organów państw".

- To bardzo trudny egzamin dla prokuratury, która działa od kilku tygodni w zupełnie nowych warunkach ustrojowych. Ale to także test na ile prokuratura, będąc niezależnym ciałem wobec rządu, będzie w stanie dobrze działać - powiedział premier.

W jego ocenie "fakt, że prokuratura jest w pełni niezależna od rządu jest faktem sprzyjającym obiektywizmowi postępowania" w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem.

Przypomniał, że bezpośrednio postępowanie w sprawie katastrofy lotniczej prowadzi prokuratura wojskowa, która jest podległa prokuratorowi generalnemu. - To prokuratura będzie ustalała nie tylko przebieg zdarzeń, ale i zakres odpowiedzialności i ewentualnej winy za to tragiczne zdarzenie - mówił szef rządu.

"Szybka informacja może narobić wiele szkód"

- Śledztwo budzi szczególnie dużo emocji, co jest zrozumiałe. Wszyscy niecierpliwie czekamy na wynik. Dobrze rozumiem tą niecierpliwość i osobiście dbałem od pierwszych godzin, aby przyjęto odpowiednie procedury - stwierdził premier, dodając, że "kluczowa dla instytucji państwa w procesie wyjaśniania przyczyn tragedii jest wiarygodność, zgodność z procedurami i nieuleganie presji, aby zaspokoić potrzebę szybkiej informacji. A szybka, ale nieprecyzyjna, albo nieprawdziwa informacja w takich momentach jak ten może narobić bardzo wiele szkód - ocenił premier.

Dodał, że doradcy i eksperci akredytowanego mają także prawo dostępu do wszelkich czynności i materiałów, jakie bada komisja rosyjska. Tusk zaznaczył, że akredytowany będzie oceniał, na ile projekt raportu ze strony rosyjskiej odpowiada czynnościom, działaniom, materiałom, które oni podczas postępowania komisji widzieli.

Premier poinformował, że dzięki obecności E. Klicha strona polska będzie formułowała ewentualne uwagi do projektu raportu strony rosyjskiej.

Tusk powiedział, że na czele polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy stanął szef MSWiA Jerzy Miller.

Premier poinformował, że Jerzy Miller stoi na czele Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych od środy. Dodał, że przyjął rezygnację dotychczasowego szefa tej komisji Edmunda Klicha, który uznał, że nie jest w stanie łączyć funkcji akredytowanego przy komisji rosyjskiej i odpowiadać za raport polskich biegłych.

Szef rządu powiedział, że zadaniem polskiej komisji będzie przygotowanie końcowego raportu, z którego będzie wynikała polska ocena przyczyny katastrofy i potrzebne zmiany, które trzeba będzie wprowadzić w Polsce. Jak zaznaczył, ta komisja zgodnie z prawem nie ustala odpowiedzialnych i winnych. - To nie jest i nie może być zakres jej odpowiedzialności - powiedział Tusk.

Tusk zaznaczył, że jego intencją jest, by Państwową Komisją Badania Wypadków Lotniczych kierował cywil, ponieważ "przedmiotem badania tej komisji będą także procedury zachowania, różne fakty, które dotyczą wojska w kontekście katastrofy, ale także zdarzeń ją poprzedzających".

Szef rządu poinformował także, że telefony i laptopy ofiar katastrofy samolotowej pod Smoleńskiem są w Polsce, dysponują nimi służby specjalne i prokuratura.

- Chcę uspokoić państwa, jeśli chodzi o tego typu sprzęt, jak laptopy czy telefony komórkowe, nasze służby specjalne, w porozumieniu z Rosjanami i za ich pomocą, są w dyspozycji tego sprzętu. Cały drogą dyplomatyczną został przez stronę rosyjską przekazany i jest w Polsce także do dyspozycji prokuratury, łącznie z telefonem komórkowym prezydenta - powiedział Donald Tusk.

"Poczekam z decyzjami politycznymi"

Premier Tusk zapowiedział, że ewentualne decyzje polityczne dotyczące odpowiedzialności w związku z katastrofą samolotu pod Smoleńskiem zapadną dopiero po wyborach prezydenckich i będą konsultowane z nowym prezydentem.

Szef rządu, pytany, czy ma zamiar odwołać krytykowanego przez część polityków i ekspertów ministra obrony Bogdana Klicha, powiedział, że zarzuty formułowane pod jego adresem są przedwczesne. Jak podkreślił, byłoby źle, gdyby tego typu decyzje przyczyniały się do wskazywania odpowiedzialnych za katastrofę.

- Będę także chciał (...) poczekać na wyjaśnienie przynajmniej części okoliczności katastrofy, tak aby mieć prawdziwą wiedzę, a nie domysły o zakresie odpowiedzialności politycznej urzędników państwowych, czy wojskowych. Jak sadzę, ewentualne decyzje będą tak czy inaczej po wyborach prezydenckich. Tego typu decyzje, także ze względu na przyszłość, powinny być konsultowane z nowym prezydentem - oświadczył premier.

"Od prokuratury zależy, jakie informacje trafią do opinii publicznej"

- Od decyzji prokuratury będzie zależało tempo i skala informowania opinii publicznej o okoliczności katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem - powiedział

- Wyrażam to przekonanie, podziela je także prokurator generalny, że wszystko co możliwe, wszystko co nie szkodzi śledztwu, wszystko co jest już do zdefiniowane powinno być tak szybko, jak to możliwe ujawnione publicznie - podkreślił premier.

Jak dodał, rozumie prokuraturę i "jej powściągliwość". - Zadaniem prokuratury, akredytowanego i komisji jest dotarcie do wszystkich okoliczności katastrofy, a nie snucie hipotez i spekulacji - zaznaczył.

Samolot wiozący delegację na rocznicę zbrodni katyńskiej rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem. W katastrofie zginęło 96 osób - wśród nich prezydent Lech Kaczyński z małżonką, parlamentarzyści, najwyżsi dowódcy wojska, duchowni i przedstawiciele rodzin polskich obywateli pomordowanych przed 70 laty w Katyniu.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Napieralski: Będę nosił niebieskie koszule tak jak Kwaśniewski

Joanna Miziołek

2010-04-25 22:25:46, aktualizacja: 2010-04-26 07:36:43

O tym czy wierzy w swoje zwycięstwo, kto udzieli mu wsparcia, o niebieskich koszulach i czym jest wojna polsko-polska, z Grzegorzem Napieralskim, kandydatem SLD na prezydenta, rozmawia Joanna Miziołek.

Panie prezydencie - wierzy Pan, że kiedyś dziennikarz tak się do Pana zwróci?
Wierzę, że Polska może być krajem szczęśliwych ludzi, europejskim krajem dobrobytu, tolerancji i uśmiechu. A nie krajem wojny, teczek, policji politycznej i indoktrynacji religijnej.

Czyli nawet Pan nie wierzy w to, że wygra?
Jakbym nie wierzył, tobym nie stratował. Aleksander Kwaśniewski, który namawiał mnie na kandydowanie, powiedział, że kiedy startował, był niewiele starszy ode mnie, nikt nie wierzył w jego zwycięstwo. A udało się.

Dziś wśród Pana przeciwników w Sojuszu pojawiają się głosy, że od samego początku miał Pan zamiar wystartować, a w ostatnich dniach przed ogłoszeniem decyzji wykonał Pan pokerową zagrywkę. Co chwilę w mediach pojawiał się inny kandydat na prezydenta z ramienia SLD.
Dopiero na dwa dni przed ogłoszeniem kandydata na prezydenta podjąłem ostateczną decyzję, że startuję. Po pogrzebie Jerzego Szmajdzińskiego, na cmentarzu wiele osób z Sojuszu podchodziło do mnie i prosiło, żebym wystartował. Mówili, że w przeciwnym przypadku będzie rozłam i podział w SLD, i tak to wyszło. Takie są kulisy tej decyzji. Żadnego pokera nie było.

Czyli wyszło słynne: nie chcem, ale muszem?
Chcę zawalczyć.

Kalisz i Siwiec też chcieli powalczyć o prezydenturę. Dlaczego nie oni?
To wynik takich małych prawyborów, demokratycznej decyzji. Jestem młody, czym skutecznie wyróżniam się od pozostałych kandydatów. Polacy chcą zmiany w polityce. A moja kandydatura jest zapowiedzią i gwarancją tych zmian. Ponieważ wybór polityka nowego pokolenia to koniec wojny polsko-polskiej, koniec gorszących sporów. Mnie interesuje przyszłość. Jestem rozpoznawalny i mam poparcie w strukturach, wśród członków i sympatyków SLD.

Ale Ryszard Kalisz też jest rozpoznawalnym politykiem Sojuszu. Wielu działaczy optowało za jego kandydaturą. Dlaczego przegrał?
W SLD jest mnóstwo rozpoznawalnych ludzi i świetnych fachowców. Jednak wszyscy nie mogą kandydować na prezydenta. Poza tym Ryszard Kalisz nie przegrał. Jego kandydowanie to były tylko spekulacje medialne. Szefowie regionów i zarząd krajowy zadecydowali jednogłośnie, że stawiają na mnie.

To w końcu rozmawiał Pan z nimi o tym, czy chcą wystartować w wyborach, czy nie? Czy to też były medialne spekulacje?
My w SLD w ogóle bardzo dużo rozmawiamy. To nie jest partia wodzowska.

Czyli poszedł Pan za ciosem i zaryzykował. Jak powiedział były szef SLD Wojciech Olejniczak: wóz albo przewóz. Ma Pan poczucie, że to jest test na przywództwo?
Daleki jestem od takiej rolniczej terminologii. Od lidera wymaga się więcej. Przewodniczący musi stawić czoła trudnym wyzwaniom i wziąć odpowiedzialność w ciężkiej sytuacji za całą lewicę. Bo tragedia zabrała Sojuszowi trójkę przyjaciół, w tym kandydata na prezydenta.

Na jakie poparcie Pan liczy? Wierzy Pan w to, że pomoc Aleksandra Kwaśniewskiego zapewni panu 15 proc.?
Wierzę w bardzo dobry wynik wyborczy. Bo wiem, że Polacy nie chcą już wybierać między prawicą a prawicą. Nie chcą również wojen polsko-polskich, grzebania w przeszłości. Chcą, by politycy rozwiązywali ich problemy. A fakty są jednoznaczne: kiedy prawica spod znaku PO i PiS pracowała nad ustawą o CBA, które szczuło ludzi, my pracowaliśmy nad ustawą o in vitro. Gdy prawica zajmowała się IPN i niszczeniem ludzkich życiorysów, lewica pracowała nad podwyższeniem minimalnej płacy i emerytury. Jak prawica rzucała kolejne teczki, my przekonywaliśmy do narodowego programu budowy przedszkoli.

Ale rozumiem, że Wojciech Olejniczak nie jest wliczany w poczet osób, które udzielą Panu wsparcia przy kampanii. Bo od momentu ogłoszenia kandydata na prezydenta parę prztyczków w nos Pan już od niego dostał.
Nie wiem dokładnie, co ma pani na myśli, używając takich określeń. Wierzę, że Wojtek zaangażuje się w kampanię jako europoseł i będzie aktywnie mnie wspierał.

Olejniczak powiedział, że nie wierzy, iż wejdzie Pan do drugiej tury.
Jestem zaskoczony, jak bardzo na starcie tej kampanii Wojciech Olejniczak nie rozumie tego, co dziś czują członkowie i kierownictwo SLD. To język Tomasza Nałęcza, a nie byłego przewodniczącego naszej partii. A wygrywa się wtedy, kiedy ma się wiarę, motywację i postulaty. Ja to wszystko mam. Ci, którzy są niedowiarkami, przegrywają nie tylko w wyborach, ale i w życiu.

Pije Pan do Olejniczka? Pana zdaniem jest przegrany?
Nie piję do Olejniczaka. Wojtek odnosi sukcesy. Jest dobrym europosłem.

A nie boi się Pan tego, że jeśli w tej kampanii uzyska Pan słaby wynik, to Wojciech Olejniczak może wrócić i przejąć władzę w partii?
Tragedia pod Smoleńskiem zabrała nam kandydata na prezydenta i znakomitych parlamentarzystów. Ale też katastrofa spowodowała, że zobaczyliśmy, że Polacy chcą zmiany w polskiej polityce. Ja jestem gwarantem tego, że teraz w SLD będzie inna polityka. Wszyscy szefowie regionów i członkowie władz partii będą murem za szefem partii. I to pokazuje, że jest szansa na zjednoczenie lewicy.

Tylko, że Partia Demokratyczna poparła Bronisława Komorowskiego, a SdPl zadeklarowała w mediach, że też nie jest skłonna Pana poprzeć. Może Pan liczyć tylko na Unię Pracy.
Zachowajmy rozsądne proporcje. Partia Demokratyczna to partia liberalna, a nie lewicowa. Czekam na rozmowy z innymi partiami na lewicy. I mam nadzieję, że przyniosą one pozytywne efekty. Wybór dla wszystkich lewicowych środowisk jest prosty - Jarosław Kaczyński, Bronisław Komorowski to politycy prawicy. Poza wąsami niewiele ich różni. Dlatego jedyną alternatywą dla prawicowych polityków jest lewicowy Grzegorz Napieralski, reprezentant nowej generacji. Jestem kandydatem, który brał kredyt hipoteczny, jestem kandydatem, który doświadcza realnych problemów zwykłych ludzi, a nie żyje, jak pozostali, w oderwaniu od rzeczywistości. Jestem osobą, która ma jasne, czytelne lewicowe poglądy. Dla każdej lewicowej partii wybór powinien być jasny.

Myślał Pan już o wizji prezydentury? Jaka ona będzie?
Oczywiście, że myślałem. Ogłoszę ją niebawem. Jej główne założenie to przede wszystkim zakończenie wojny polsko-polskiej. Teraz młode pokolenie, którego ja jestem przedstawicielem, ma przed sobą wielkie szanse. Wiem dokładnie, czego potrzeba Polakom. Nie chcę, aby moi
rodacy wyjeżdżali z kraju. Chcę też poprawićkontakty z naszymi zagranicznymi sąsiadami, szczególnie z Rosją. Chcę, aby prezydent był inspiratorem porozumienia społecznego. Zamierzam stworzyć silną prezydenturę w oparciu o konstytucję. Prezydent powinien być inicjatorem zmian w służbie zdrowia. Chcę, aby Polska była krajem standardów europejskich, gdzie będzie zagwarantowane finansowanie in vitro z budżetu państwa, gdzie państwo będzie rozdzielone od Kościoła. Prezydent powinien być też aktywny na polu walki z bezrobociem.

A kto pomoże Panu pisać tę wizję?
W naszym obozie jest dwukrotny prezydent i trzech premierów. Poza tym poproszę, aby Bartosz Arłukowicz i Marek Balicki zajęli się zdrowiem, Janusz Zemke sprawami bezpieczeństwa, Marek Siwiec sprawami zagranicznymi. Ale wiele postulatów zostało nam w testamencie po Jerzym Szmajdzińskim, które chcę realizować.
Boi się Pan powrotu IV RP? Tego, że PiS urośnie w siłę, a brat tragicznie zmarłego prezydenta Jarosław Kaczyński będzie realizował jego polityczny testament, ale tym razem skutecznie?
IV RP nie musi wracać. Wskutek koalicji ustrojowej PO i PiS IV RP trzyma się świetnie. Nikt nie rozwiązał CBA. IPN ma się doskonale. Biskupi mieszają się do polityki, a często ją rozgrywają. Rozdział Kościoła od państwa jest fikcją. Nie ma refundacji in vitro, a prawo aborcyjne jest u nas najsurowsze w Europie.

W sprawie IPN Bronisław Komorowski zaczął działać.
To pudrowanie, nie działanie. IPN trzeba zlikwidować, a akta przekazać do archiwów.

Pan gdyby został prezydentem, przyłożyłby do tego rękę.
Oczywiście.

A kto będzie pomagał Panu w kampanii, jeśli chodzi o specjalistów od wizerunku. Będzie Pan prowadził kampanię w stylu Kwaśniewskiego? Pojawią się słynne niebieskie słynne koszule?
No mam niebieskie koszule i będę je zakładał, bo je lubię.

Co jeszcze będzie? Spoty, billboardy? SLD na kampanię jak na razie planuje wydać 4 mln zł. To stosunkowo niewiele.
A kwoty, które prawica wydaje na PR, uważam za gorszące. Podkreślam, to nie są pieniądze wydane na debatę, tylko na reklamę. Taką samą jak reklama chipsów czy materiałów opatrunkowych. Nie tak powinna wyglądać demokratyczna kampania.

Rozumiem, że nie powstanie strona, która będzie się nazywała www.supernapieral.pl?
Chyba nie. To by była za długa nazwa.

Prawie tak samo długa jak www.superszmaja.pl.
To była strona stworzona przez młodych ludzi dla młodych ludzi. I do nich trafiała.

Będzie Pan wykorzystywał rodzinę w czasie tej kampanii? W sobotę zbierał Pan podpisy pod swoją kandydaturą razem z córkami.
Nie używałbym słowa "wykorzystywanie". To normalne, że w tej szczególnej kampanii (prezydenckiej) kandydatowi towarzyszy rodzina. A moja jest wspaniała i do tego wyrozumiała. Tak, zamierzam spędzać jak najwięcej czasu z moimi najbliższymi. Również publicznie.

A jak rodzina zareagowała na Pana decyzję o starcie w wyborach prezydenckich?

Odbyłem poważną rozmowę z żoną i z rodzicami. Bardzo boją się tego, co może wydarzyć się w trakcie kampanii. Wszyscy mamy wciąż w pamięci tę brudną politykę, która toczyła się przed katastrofą pod Smoleńskiem.

To jaka ta kampania będzie Pana zdaniem? Kreślone są teraz dwa scenariusze. Albo będzie prowadzona polityka tonowania emocji, albo wprost przeciwnie - brutalnych ataków.
Mam nadzieję, a jestem człowiekiem dużej wiary, że politycy będą mądrzeć.