niedziela, 24 lipca 2011

Amy Winehouse nie żyje. Znaleziona martwa w swoim domu w Londynie


ps, PAP, AP
23.07.2011 aktualizacja: 2011-07-23 22:47
Amy Winehouse, 2007 rok
Amy Winehouse, 2007 rok
Fot. Steffen Schmidt AP

Brytyjska piosenkarka Amy Winehouse została znaleziona martwa w swoim domu w Londynie. Miała zaledwie 27 lat. Powód jej śmierci jest jeszcze nieznany, ale piosenkarka od wielu lat zmagała się z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu.

Winehouse została znaleziona martwa w swoim domu na Camden Square w Londynie. Informację o jej śmierci potwierdziła londyńska policja. Przyczyna śmierci jest jeszcze nieznana, ale funkcjonariusze nie podejrzewają udziału osób trzecich. Gazeta "Sunday Mirror" podaje, że prawdopodobną przyczyną śmierci jest przedawkowanie alkoholu i narkotyków.

Policja twierdzi, że około godziny 15 Winehouse wezwała do domu pogotowie. Po pięciu minutach na miejsce przybyły dwie karetki. - Niestety, mogliśmy tylko stwierdzić jej zgon - mówił jeden z ratowników.

Przed domem Winehouse zebrała się już grupa fanów i dziennikarzy. Policja musiała odgrodzić budynek.

Genialna wokalistka i jej walka z nałogiem

Wokalistka urodziła się 14 września 1983 roku w Londynie. Wywodziła się z żydowskiej rodziny o tradycjach jazzowych.

Winehouse szybko stała się jedną z najpopularniejszych wokalistek brytyjskich. Już jej wydany w 2003 roku debiutancki album "Frank" zyskał ogromną popularność. Krytycy i fani zachwycali się jej mocnym, soulowym głosem. Okrzyknięto ją "Janis Joplin naszych czasów."

Przez wiele lat zmagała się z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Problem z nałogiem i niechęć do pójścia na odwyk była motywem piosenki "Rehab" z wydanego w 2006 roku albumu "Back to Black". Piosenka stała się symbolem kultury celebrytów uwikłanych w nałogi.

"Back to Black" był jej drugim i ostatnim już albumem. Został nagrodzony pięcioma nagrodami Grammy. Winehouse nie mogła odebrać nagród osobiście, gdyż ze względu na uzależnienie od narkotyków władze USA odmówiły jej wizy.



Tabloidy wiele uwagi poświęcały także jej życiu osobistemu. W 2007 roku Winehouse wyszła za Blake'a Fieldera-Civila. Jej rodzice twierdzą, że po poznaniu Fieldera zaczęła brać heroinę i kokainę. Burzliwe i pełne przemocy małżeństwo trwało zaledwie dwa lata. Winehouse i Fielder byli kilka razy razem aresztowani za posiadanie narkotyków. Media publikowały zdjęcia posiniaczonych małżonków po gwałtownych kłótniach i bijatykach. Fielder został również skazany na karę więzienia za napaść.

Stylistów i projektantów mody inspirował jej oryginalny styl. "Znakiem firmowym" Amy był ogromny, przypominający ul kok, gruba czarna kreska na powiekach, obcisłe dżinsy, baletki i wielkie tatuaże.

Odwołała ostatnią trasę koncertową

Jeszcze w maju, kiedy przebywała na leczeniu w klinice Priory w Londynie, usłyszała od swych lekarzy diagnozę: albo całkowicie zerwie z alkoholem, albo czeka ją śmierć. Terapia miała jej pomóc w zaplanowanych na lato występach.

Piosenkarka w ubiegłym miesiącu odwołała trasę koncertową po 12 europejskich miastach po fatalnym występie w Serbii. Wokalistka wówczas słaniała się na nogach i co chwila znikała ze sceny. Muzyk Moby komentował później, że ktoś "powinien ją powstrzymać".

Winehouse odwołała także swój występ na ArtPop Festiwalu w Bydgoszczy. Jedyny w Polsce koncert miał odbyć się 30 lipca.

Przyjaciele Amy tuż przed jej śmiercią wyrażali obawę, że piosenkarka "zapije się na śmierć". - Jej nałóg jest zupełnie poza kontrolą. Co najmniej trzy razy w tygodniu upija się do nieprzytomności - mówili mediom.

Zmarła w wieku 27 lat

"Oto najnowsza członkini klubu 27" - to jeden z najczęstszych komentarzy, jaki po śmierci Winehouse pojawił się pod jej teledyskami na Youtube.

"Klub 27" to popularne w kulturze masowej określenie utalentowanych muzyków, którzy zmarli w wieku 27 lat. Zaliczają się do nich m.in. Janis Joplin, Jimi Hendrix, Jim Morrisson, Kurt Cobain i Brian Jones.

Zobacz więcej na temat:

Breivik prowadził notatki: "Będę nazywany największym nazistowskim potworem"


rik
2011-07-24, ostatnia aktualizacja 33 minuty temu
Fragmenty zapisków Andersa Behringa Breivika
Fragmenty zapisków Andersa Behringa Breivika
Fot. HO Reuters

Z liczących 1500 stron zapisków Andersa Behringa Breivika, który w piątek zabił 92 osoby w dwóch atakach w Oslo i na wyspie Utoya, wynika, że przygotowywał on zamachy od jesieni 2009 r. "Będę nazywany największym nazistowskim potworem od czasu II Wojny Światowej" - pisze wprost Breivik

Pierwsza strona dokumentu
Fot. REUTERS/HO
Pierwsza strona dokumentu "2083. Europejska Deklaracja Niepodległości" ndersa...
Anders Behring Breivik - jedno z jego wcieleń
Fot. AP
Anders Behring Breivik - jedno z jego wcieleń
Fragmenty zapisków Andersa Behringa Breivika
Fot. HO Reuters
Fragmenty zapisków Andersa Behringa Breivika
Znalezione w internecie zapiski są po części dziennikiem, po części poradnikiem robienia bomb, a po części polityczną tyradą, w której Breivik ujawnia swoją nienawiść do islamu i marksizmu. Nazywa się też sam siebie rycerzem templariuszem.

W zatytułowanym "2083. Europejska Deklaracja Niepodległości" dokumencie Breivik opisuje m.in. jak założył farmę, by przygotować się do ataków.

"Powodem założenia farmy jest stworzenie wiarygodnej przykrywki w przypadku gdybym został aresztowany. Pozwoli ona na zakup materiałów wybuchowych służących także jako sztuczny nawóz" - można przeczytać w zapiskach zamachowca.

"Będę nazywany największym nazistowskim potworem od czasu II Wojny Światowej" - pisze wprost Breivik, który podpisał się jako Andrew Berwick. Zaraz jednak wyjaśnia znaczenie swojego prawdziwego nazwiska. "Moje nazwisko "Breivik" mogło występować już nawet przed erą Wikingów. "Behring" jest przedchrześcijańskim germańskim nazwiskiem, które pochodzi od słowa "Behr" - czyli germańskim "Bear", "Anders" (Andreas jest skandynawski odpowiednikiem imienia Andrew").

"Putin zasługuje na respekt"

W tekście znajdujemy mnóstwo komentarzy do życia znajomych Breivika - ich zwyczajów, także seksualnych. Są też opisywane dzień po dniu przyziemne sprawy, włączając w to także notatkę o piciu drogiego wina przed atakiem.

"Osobiście napisałem mniej więcej połowę tego tekstu. Reszta jest kompilacją wypowiedzi różnych odważnych indywidualności tego świata. Zawartość tego kompendium naprawdę należy do wszystkich" - deklaruje Breivik. Pisze o także o rosnącej agresji, której powodem jest spożywanie produktów na powiększenie masy mięśniowej.

W pewnej części zapisków Breivik zadaje sam sobie pytania, na które odpowiada:

"- Wymień jedną żyjącą osobę, którą chciałbyś spotkać.

- Papież albo Władymir Putin. Putin wydaje się być zdecydowanym liderem, który zasługuje na respekt. Nie jestem pewien, czy mógłby stać się naszym największym przyjacielem, czy wrogiem".

"Jestem wyjątkowo cierpliwą i bardzo pozytywnie nastawioną osobą" - pisze Brevik.

Jednak w lipcu tego roku tempo zapisków i ich charakter ulegają przyspieszeniu. "Wierzę, że to będzie mój ostatni wpis. Jest teraz piątek 22 lipca, 12.51, szczere pozdrowienia, Andrew Berwick, sprawiedliwy rycerz, dowódca, rycerz templariusz Europy, rycerz templariusz Norwegii".

W piątkowym wybuchu w dzielnicy rządowej w Oslo oraz w strzelaninie na wyspie Utoya, gdzie odbywał się młodzieżowy obóz przybudówki partii premiera Norwegii, zginęło 91 osób. Do ataku przyznał się Anders Behring Breivik - 32-letni Norweg. - Atak był brutalny, ale konieczny - powiedział po zatrzymaniu.

Amy już tu nie mieszka


dzisiaj, 07:10 Paweł Piotrowicz / Onet.pl
Amy Winehouse (fot. Getty Images)
Amy Winehouse (fot. Getty Images)

Żyła na krawędzi, wzbudzała kontrowersje, a kłopoty były jej specjalnością. Mimo to przedwczesna śmierć Amy Winehouse to dla całego muzycznego świata ogromny szok. Szok i zarazem wielka strata.

Najprościej powiedzieć: "To było do przewidzenia" lub "Sama sobie zgotowała ten los". Siedząc za klawiaturą komputera łatwo jest przecież ferować wyroki, oceniać i osądzać. Zwłaszcza anonimowo, nie mając o krytykowanej przez siebie gwieździe wiedzy wykraczającej poza to, co podają media, nie znając jej psychiki ani podłoża problemów, z jakimi się boryka – czy raczej borykała. Zataczająca się na scenie Amy Winehouse wywoływała róże emocje – uśmiech, współczucie, zażenowanie, niekiedy pogardę. Była jednak na tyle łakomym kąskiem, że w doniesieniach prasowych na jej temat rzadko pojawiała się refleksja, iż stoi za tym autentyczna choroba. "Ma za dużo kasy!", "Odbiło jej!" – grzmiały komentarze. I grzmią również teraz, tyle że w czasie przeszłym.

Amy Winehouse nie żyje (zdjęcia: 17)

  • amy
  • amy
  • amy
  • amy

"Jesteś teraz wolna"

Amy Winehouse zmarła w sobotę, 23 lipca 2011 roku – ciało piosenkarki znaleźli wezwani przez pogotowie ratunkowe policjanci w jej mieszkaniu przy londyńskim placu Camden. Przyczyna śmierci nie jest jeszcze znana – wyjaśnić ma ją zaplanowana na 24 lipca autopsja. Pod domem gwiazdy zbierają się dziennikarze, a fani składają znicze i kwiaty.

Z całego świata od razu zaczęły napływać kondolencje, wstrząśnięta jest cała branża muzyczna. "Boże miej litość!!! W tej chwili mam tego serdecznie dość!" – napisała w serwisie społecznościowym Twitter Rihanna, po chwili dodając "Mam autentycznie złamane serce". "RIP Amy Winehouse. Niech wreszcie znajdzie pokój" – skomentowała Katy Perry. "Właśnie się dowiedziałem. Czuję ból. Czuję złość. Odpocznij piękna dziewczyno, odpocznij. Jesteś teraz wolna!" – napisał Ricky Martin.

Zobacz teledyski Amy Winehouse!


Anioł w skórze demona

Amy nie była aniołkiem, co o tego nie ma wątpliwości. Nie była jednak, jak chciała część prasy, dekadenckim demonem, mającym zgubny wpływ na młodzież. Nawet jeśli gros jej tekstów dotyczyło seksu, imprez i narkotyków, nie były to tanie teksty o balangach. Przeciwnie, z jej twórczości, między wierszami, dało się wyczytać ogromną wrażliwość autorki. Można ją było niekiedy odebrać jako wołanie o pomoc. – Piszę tylko o rzeczach, które mi się przytrafiły i przeszłości, z którą nie mogę sobie poradzić – zapewniała Amy. I rzeczywiście: "Rehab", "Back to Black", "You Know I'm No Good" czy "Tears Dry on Their Own" to nic innego jak piekielnie szczera wiwisekcja własnego upadku.

Amy Winehouse 1983-2011 (zdjęcia: 17)

  • amy
  • amy
  • amy
  • amy

Winehouse słynęła z niewyparzonego języka. – Jestem muzykiem, a nie kimś kto w drodze do swoich 15 minut sławy próbuje być dyplomatą. Stawiam na uczciwość i szczerość – tłumaczyła. Cokolwiek by o niej sądzić, nikogo nie udawała. Jak mówiła, słuchała wyłącznie wewnętrznego głosu małego dziecka, które tkwiło głęboko w jej wnętrzu. A dziecko, wiadomo, czasem może nabroić. Sama wielokrotnie obiecywała poprawę. – Myślę, że powinniśmy sobie zdawać sprawę, że ludzie mają prawo do błędów.


Próba bez mikrofonu

Ostatni raz Winehouse pokazała się publicznie trzy dni temu, podczas londyńskiego iTunes Festival. Wyszła na scenę w trakcie koncertu swojej 15-letniej chrześnicy Dionne Bromfield. Amy, choć ograniczyła się jedynie do tańczenia w rytm piosenki "Mama Said", wydawała się być w całkiem niezłej formie. To cieszyło, zwłaszcza że ostatnie miesiące nie nastrajały jej fanów zbyt optymistycznie. Osoby z otoczenia gwiazdy mówiły, że nie radzi sobie z własnymi problemami i wróciła do alkoholu i narkotyków. Niedawno przeszła zresztą terapię w klinice odwykowej Priory w Londynie – chciała oczyścić się przed europejską trasą koncertową. Usłyszała wtedy od lekarzy. – Albo całkowicie zerwiesz z alkoholem, albo czeka cię śmierć.

Amy Winehouse 1983-2011 (zdjęcia: 17)

  • amy
  • amy
  • amy
  • amy

Zerwać się nie udało, a inaugurujący tournee występ z 18 czerwca w Belgradzie był dla dwudziestu tysięcy Serbów ogromnym rozczarowaniem, zakończonym skandalem i gwizdami. Amy, będąca wyraźnie "pod wpływem" nie potrafiła nawet utrzymać mikrofonu, a jej śpiew kojarzył się alkoholowym majaczeniem. Fragmenty "widowiska” stały się przebojem" serwisu YouTube. Media znowu miały pożywkę. Nic więc dziwnego, że menadżer gwiazdy odwołał jej kolejne koncerty, w tym ten z Bydgoszczy, który miał się odbyć 30 lipca.


Głos ciemności

Nazywano ją nową królową soulu, choć trudno było przyrównywać jej styl do znanych z list przebojów div w rodzaju Whitney Houston czy Mariah Carey – soul Amy Winehouse był bardziej ciemny, mroczny i organiczny, więcej w nim było pasji i żywiołu. Artystka odświeżyła jego formułę, zgrabnie poruszając się po wielu innych konwencjach muzyki popularnej, zwłaszcza jazzu, funky i R’n’B. Stylowo nawiązywała do lat 60., ale w bardziej zawadiackim niż kiedykolwiek stylu, podrasowanym niemalże rockandrollowym pazurem. Świetnie komponowała, pisała chwytliwe teksty, ale jej największym atutem był kontraltowy głos, za sprawą którego przyrównywano ją do Arethy Franklin czy Macy Gray. Tyle że Amy nikogo nie podrabiała. Była jedyna w swoim rodzaju.

Sukces, jaki osiągnęła, zadziwił branżę muzyczną, zwłaszcza że związany był ze stylistką retro – jej druga i ostatnia płyta "Back To Black" z 2006 roku zdobyła pięć statuetek Grammy i znalazła aż dziewięć milionów nabywców. Jak na dzisiejsze standardy to ogrom, a przecież najbliższe tygodnie z pewnością ten wynik wywindują.

Amy Winehouse 1983-2011 (zdjęcia: 17)

  • amy
  • amy
  • amy
  • amy

Kolczyk mieć w nosie

Amy od dzieciństwa była ambitna, utalentowana i niepokorna. Urodziła się 14 września 1983 roku w londyńskiej dzielnicy Southgate, w rodzinie o jazzowych tradycjach. Swój pierwszy zespół – Sweet 'n' Sour – zespół założyła jako dziesięciolatka. Po jego rozpadzie próbowała swoich sił w Sylvia Young Theatre School, z którego wyrzuconą za… wstawienie sobie kolczyka do nosa. W wieku szesnastu lat była już sprawną gitarzystką i wokalistką. Na graniu i komponowaniu spędzała po kilka godzin dziennie.


Kontrakt płytowy podpisała dzięki znajomemu wokaliście Tylerowi Jamesowi, który rozesłał jej demo do wytwórni. Ostatecznie dołączyła do Island Records, części Universal Music, któremu została wierna do samego końca. Pierwszy album, "Frank", nie odniósł wielkiego sukcesu – a to za sprawą dość jazzowej zawartości. Po sukcesie "Back To Black" został jednak odkryty na nowo.

Droga do zatracenia

Już jako nastolatka Amy miała liczne problemy mentalne, związane z depresją, samookaleczeniami i zaburzeniami odżywiania, choć próbowała wtedy wyłącznie miękkich narkotyków. Z tymi twardymi zetknęła po wydaniu płyty "Frank". Uzależnienie nasiliło się w 2006 roku, po śmierci babci, z którą była bardzo blisko. Na narkotyki wydawała fortunę – 2008 roku wartość jej majątku szacowano na 10 milionów funtów, a rok później – na zaledwie milion. Większość miała wydać na imprezy i siedmiomiesięczny pobyt na wyspie St. Lucia. Szybko stała się ulubienicą paparazzi, z każdym rokiem coraz mniej kojarzoną z muzyką, a coraz bardziej z narkotykami, alkoholem, a nawet bijatykami – trzy lata temu pobiła w pubie Marokańczyka, który nie chciał jej ustąpić miejsca przy stole bilardowym.

Amy Winehouse 1983-2011 (zdjęcia: 17)

  • amy
  • amy
  • amy
  • amy

Amy kilkakrotnie przedawkowała – lubiła aplikować sobie mikstury kokainy, ecstasy, ketaminy i marihuany. Stała się synonimem upadłej gwiazdy ze skłonnością do autodestrukcji. To wszystko, w połączeniu z problemami z bulimią i anoreksją, sprawiło, że wyglądała na znacznie starszą niż była w rzeczywistości.


W "klubie" z Morrisonem

Dwa lata temu w mrocznym egzystencjalnym tunelu Winehouse pojawiło się jednak światełko nadziei, a to za sprawę nowego partnera gwiazdy, reżysera Rega Travissa, który miał mieć na nią bardzo pozytywny wpływ. Dzięki niemu Amy odstawiła na pewien czas używki i wzięła się do pracy nad nowymi piosenkami. "Wróciła do życiowej formy!" – donosiły media. Niestety, związek niedawno ostatecznie się rozpadł.

Efektem chwilowej poprawy miała być płyta, która jest już zresztą ponoć nagrana. I pewnie się ukaże. Jeśli tak, sukces ma zapewniony, bez względu na zawartość. Niepotwierdzone doniesienia mówiły o "mnóstwie nowych doskonałych kawałków", utrzymanych w "stylistyce podobnej do drugiego albumu".

W chwili śmierci Amy miała 27 lat, tyle samo co Jimi Hendrix, Jim Morrison, Janis Joplin czy Kurt Cobain. Ale jeśli w przyszłości będzie uznawana za równie wielką legendę, to raczej ze względu na coś więcej niż zbieżność liczb czy przynależność do jakiegokolwiek pośmiertnego klubu, najbardziej nawet ekskluzywnego.