czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozpacz, przybici, bezradni. Jak piłkarze, jak Radwańska

www.EUROSPORT.pl

Publikacja 09/08/2012 godz. 07:55, aktualizacja 09/08/2012 godz. 07:59

Polska prasa komentuje odpadnięcie z igrzysk olimpijskich reprezentacji siatkarzy, którzy mieli przywieźć z Londynu medal.

Prasa po meczu z Rosją - Siatkówka - Igrzyska olimpijskieAFP

"Gazeta Wyborcza": Przybici do boiska

To ćwierćfinał igrzysk miał być dla siatkarzy zwieńczeniem pięknych kilkunastu miesięcy z Anastasim. Po brązie w LŚ i ME, po srebrze w PŚ i złocie w tegorocznej LŚ miał być kolejnym krokiem. - Jedziemy po złoto - wyrywało się Anastasiemu i ta kontrolowana pewność siebie była uprawniona. Żadna drużyna poza polską nie stawała na podium czterech ostatnich imprez.

W Londynie nie stanie. Nigdy nie dowiemy się, czy nie z powodu sensacyjnej porażki w ostatnim grupowym meczu z Australią. Zwycięstwo dałoby ćwierćfinał z Niemcami, prawdopodobnie o niebo łatwiejszy. Zamiast tego mamy piekło.

"Rzeczpospolita": Koniec snu o potędze

Kapitan zatrzymał się przy dziennikarzach, inni przechodzili zapłakani, Bartosz Kurek rzucił krótkie "Nie dzisiaj", Michał Winiarski "Dajcie mi spokój", a Zbigniew Bartman nawet nie zareagował na pytania. Polacy nie ukrywali łez, niektórzy założyli na głowę koszulki, żeby nikt później nie wypominał im chwili słabości.

Siatkarze na igrzyskach rozczarowali jak piłkarze na Euro. Może nawet bardziej, bo wcześniejszymi meczami nauczyli nas wiary w ich sukces. Dwa dobre mecze w Londynie to za mało, by głaskać ich po głowie. Ale Anastasi zostaje do 2014 roku (mistrzostwa świata w Polsce). Ma czas, by wypracować naprawdę mistrzowską formę.

Tak bolesna lekcja na pewno długo nie wyjdzie z głów siatkarzy. Wracają do domu pobici, nie ma co pocieszać się tym, że dali z siebie wszystko. Historię z "Polacy, nic się nie stało" przerabialiśmy już tego lata przy okazji Euro. Teraz miało być inaczej.

Prasa po meczu z Rosją - Siatkówka - Igrzyska olimpijskie"Przegląd Sportowy": Bezradni

To koniec marzeń o pierwszym olimpijskim medalu siatkarzy od 36 lat. To koniec dobrej passy trenera Andrei Anastasiego, który w każdej kolejnej imprezie prowadził biało-czerwonych do medalu. Polscy siatkarze przegrali ćwierćfinał igrzysk olimpijskich z Rosjanami 0:3 i odpadli z turnieju. W niezrozumiały sposób z drużyny, której po triumfie w Lidze Światowej zaczęli bać się wszyscy rywale, biało-czerwoni zamienili się w zagubionych, niepewnych siebie siatkarzy. - Na pewno nie jest tak, że forma przyszła zbyt wcześnie. Żadnych wymówek! To jest sport. Czasami przegrywa się jak Agnieszka Radwańska, która przyjeżdża na Wimbledon po finale i odpada w pierwszej rundzie - mówił Andrea Anastasi.

"Super Express": Biało-czerwona rozpacz

Ćwierćfinałowe starcie z Rosją miało być meczem prawdy, a ta okazała się potwornie bolesna. Mecz, który wyglądał jak zderzenie potężnych mężczyzn z kruchymi chłopcami, zakończył się klęską 0:3.

- Wiem, co teraz będzie się działo w Polsce - mówił Anastasi. - Tak samo było z Radwańską. Jak doszła do finału Wimbledonu wszyscy ją wielbili. A jak przegrała na igrzyskach, zaczęła się straszna krytyka. Przykro mi, że zawiedliśmy polskich kibiców, jest mi strasznie smutno. Ale nie odwracajcie się od nas, nie zapominajcie, że to jest sport i nie zawsze się wygrywa. Chyba zabrakło nam doświadczenia.

"Fakt": Siatkarze grali jak piłkarze

W ostatniej partii nic się nie zmieniło. Polacy byli coraz bardziej bezradni. Doping dla Polski ucichł. Na trybunach niosło się "Rosija, Rosija!". Patrząc na to, co się dzieje, nie mogliśmy uwierzyć, że całkiem niedawno nasza reprezentacja wygrywała z każdym, jak chciała. Tym razem biało-czerwoni byli bezradni. Ostatni punkt dla Rosji zdobył Musierski, niszcząc marzenia polskich siatkarzy o olimpijskim medalu. Po raz trzeci z rzędu Polska odpadła w igrzyskach w ćwierćfinale.

Brązowy Janikowski jest dumny ze swoich kalafiorów


Publikacja 09/08/2012 godz. 08:48, aktualizacja 09/08/2012 godz. 09:40

- Jeśli będę czuł taką potrzebę, być może wystąpię na jakiej amatorskiej gali MMA. Na większe na razie się nie piszę - mówi w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" brązowy medalista z Londynu, Damian Janikowski.

Janikowski: MMA poczeka - Zapasy - Igrzyska olimpijskiePolska Agencja Prasowa

Cieszy się pan z brązowego medalu, czy może rozpamiętuje pan, że finał był bardzo blisko?

Cały czas odczuwam niedosyt. Nie myślałem jednak o finale, zawsze koncentruję się na najbliższej walce. Kiedy się udaje wygrywać, dziękuję sobie, dziękuję Bogu i myślę o następnym rywalu. Przed walką z półfinałową z Karamem Gaberem, mistrzem olimpijskim z Aten, miałem nadzieję na zwycięstwo. W drugiej rundzie dałem z siebie wszystko, ale nie wyszło. Natomiast w trzeciej nie czułem się na tyle mocny, by atakować. Wybrałem obronę, ale rywal mnie zaskoczył. Wykonał klasyczne wyniesienie i rzucił mną jak dzieciakiem.

Wiele mówi się, że pańska przyszłość to MMA.

Janikowski: MMA poczeka - Zapasy - Igrzyska olimpijskie- Ten brązowy medal zdopingował mnie do tego, by przez kolejne cztery lata trenować zapasy i wystąpić w Rio. Ale przez najbliższy rok planuję również trenować w zaprzyjaźnionym klubie grappling. Nie zaszkodzi mi też poćwiczyć trochę boksu i brazylijskiego ju-jitsu. Jeśli będę czuł taką potrzebę, być może wystąpię na jakiej amatorskiej gali MMA. Na większe na razie się nie piszę. Jestem młody i jeszcze dużo mogę osiągnąć w zapasach, a na przestawienie się na stałe na MMA przyjdzie czas. Pewnie po tym medalu organizatorzy będą mnie kusić i jeśli zaproponują jakąś fajną walkę za fajne pieniądze, rozważę taką opcję.

Zapaśnicy mają specyficzne uszy, tak zwane "kalafiory". Nie są dla pana powodem kompleksów?

- Wręcz przeciwnie - uważam, że są fajne. Na skutek uderzenia i ocierania pęka chrząstka, a krew wylewa się do małżowiny. Pierwszy "kalafior" wyszedł mi po siedmiu latach treningów. Ważne jest, by pielęgnować uszy. Trzeba regularnie odwiedzać lekarza, który musi spuszczać z "kalafiora" krew. Jeśli ktoś zaniedba uszy, zamiast ładnych "kalafiorów" jak moje, ma odstające lub wiszące. Po uszach widać, którą stroną zawodnik najczęściej wykonuje techniki. Ja jestem wszechstronny, dlatego oba "kalafiory" mam równiutkie.

Porażka na Euro jest niczym wobec przegranej siatkarzy

08/08/2012 - 22:48


Od zawodników Franciszka Smudy trudno było oczekiwać sukcesu. Ludzie Andrei Anastasiego byli skazani na medal. Zawiedli jednak na całej linii. Najbardziej, oddanych fanów, którzy ślepo wierzyli, że znakomita forma z Ligi Światowej i Memoriału im. Huberta Wagnera zostanie utrzymana w Londynie. 

Piłkarze mieli prawie wszystko, aby zaprezentować się, co najmniej dobrze. Nie dość, że dostali dziką kartę na udział w mistrzostwach Europy, to jeszcze grali u siebie i mieli mnóstwo kibiców za sobą. Nie udało się nawet wyjść z grupy.  Wiadomo jednak, że w reprezentacji było tylko kilku piłkarzy na światowym poziomie. Co innego w gronie siatkarzy. 

W tę grę tak naprawdę na świecie poważnie inwestuje się tylko w kilkunastu krajach. O dziwo, w Polsce, gdzie nie ma specjalnego programu szkolenia udało się wychować zawodników, którzy spokojnie mogą walczyć o miano najlepszych na świecie. Zespół gwiazd. 

Siatkarze przed igrzyskami wygrali po raz pierwszy w historii prestiżową Ligę Światową, potem trochę "mniej ważny" Memoriał im. Huberta Wagnera. Pojechali do Londynu w znakomitej ponoć formie. W kraju balonik nadmuchano do granic możliwości. Sami zawodnicy narzekali na to, ale mówili, że to nie będzie miało żadnego znaczenia. Tak się jednak nie stało. 

Mówiłem przed igrzyskami, że Polacy nie zdobędą medalu. Wieszano na mnie psy, że  gadam głupoty. Serio, nie chciałem być złym prorokiem, jakimś tam Jonaszem. Tak jak każdy chciałem miejsca na podium! Ale trochę interesuję się sportem i czułem, że dobrej dyspozycji nie można utrzymać przez tak długi czas. 

Po pierwszym meczu z Włochami (3:1), moja teoria nieco upadła. Potem jednak wszystko potoczyło się... zresztą, każdy wie, jak było i jak się skończyło. 

- Mamy nadzieję, ze to będzie dla nas dobra nauczka i wyciągniemy z niej wnioski - skomentował mecz z Rosją Marcin Możdżonek. Sorry, kapitanie. Naprawdę nie chcieliśmy śpiewać: "Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało". Co jednak innego możemy zrobić? Siatkarze buńczucznie, z pogardą w głosie mówili, że nie oglądali Euro. Powód? Wiedzieli, że drużyna Smudy jest słaba i nic z tego nie będzie. Teraz, mogą ugryźć się w język. 

W ich przypadku wszyscy myśleli, że coś z tego będzie. 

Wnioski trzeba było wyciągać po występie piłkarzy. W tej chwili można już tylko spakować walizki. 

Szkoda, wielka szkoda. 

Krzysztof Srogosz