czwartek, 7 marca 2013

Krzysztof Wielicki: Nie ma już nadziei. Jesteśmy tu dla bliskich


Dzisiaj, 7 marca (07:13)

"Jesteśmy tu dla rodzin, bliskich. Obserwujemy ścianę. Ale z mojego doświadczenia wynika, że nie ma już żadnych szans..." - mówi o zaginionych na Broad Peaku polskich himalaistach Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy. Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka przedwczoraj, wraz z dwoma innymi Polakami, zdobyli ośmiotysięcznik. Niestety nie zdołali zejść z góry.

Tomasz Kowalski (po lewej) i Maciej Berbeka /fot. Polski Himalaizm Zimowy /
Tomasz Kowalski (po lewej) i Maciej Berbeka
 
/fot. Polski Himalaizm Zimowy /

Maciej Pałahicki: Jaka jest w tej chwili sytuacja?

Krzysztof Wielicki: Sytuacja w tej chwili wygląda w ten sposób, że obserwujemy ścianę. Na wysokość 7000 metrów poszedł jeszcze zespół tragarzy wysokościowych - do bliższej obserwacji, żeby być na miejscu w  razie czego. Chociaż my stąd widzimy wszystko idealnie.

Jest jakiś ślad życia w tym rejonie?

Nie ma żadnego śladu. Nikt się nie pojawił.

Jeśli chodzi o Tomka (Kowalskiego), to on nie mógł się pojawić, bo nigdy nie zszedł na naszą stronę. Natomiast jeżeli chodzi o Macieja Berbekę... zniknął... albo spadł... w ścianie go nie ma.

Czy Artur Małek i Karim Hayyat, którzy wieczorem rozpoczęli zejście z obozu IV, dotarli już do bazy?

Tak.

Jaka jest w tej chwili pogoda, jakie dalsze plany?

Pogoda jest bardzo dobra. Obserwujemy jeszcze dziś cały dzień, całą noc i jeszcze jutro będziemy obserwować do południa, jeśli tylko pogoda na to pozwoli, choć w nocy ma się zmienić front, ma przyjść duży wiatr i całkowite zachmurzenie. Jeśli będzie słonecznie, to jeszcze zostaniemy.

Można mówić w tej chwili o szansach?

Bazując na moim doświadczeniu, nie ma żadnych szans. Jest ciężko... Bardzo ciężko...

Kiedy był ostatni kontakt z nimi?

Z Maćkiem nie było w ogóle kontaktu, Maciek odezwał się tylko raz - na szczycie. To jest w ogóle tajemnica, będziemy rekonstruować wszystkie wydarzenia z poprzednich dni, mamy nagrania, (spróbujemy ustalić) co się stało, że Maciek się w ogóle nie łączył. Tylko raz na szczycie się połączył i to nie ze swojego telefonu, tylko partnera.

A ostatni kontakt z Tomkiem?

Wczoraj o 6:30 rano.

On miał, zdaje się, poważne kłopoty?

Bardzo poważne. Po prostu w pewnym miejscu zatrzymał się i dalej nie chciał schodzić... Ostatnie jego słowa były takie, że będzie próbował, ale ja się obawiam, że przy tej próbie mógł spaść... on nie mógł kroku jednego zrobić.

W nocy hipotermia, minus 40, był wyziębiony zupełnie. Zaleciłem mu leki pewne. Jeden wziął, drugi mu wypadł.

On był już bardzo słabiutki, on już mówił cicho... Wiedział, że jedyny ratunek to, gdyby udało mu się zejść niżej, na przełęcz. Zresztą też małe szanse... Ale po tej stronie po 11 przychodzi słońce. I wiedzielibyśmy, że coś się dzieje, moglibyśmy próbować go ratować.

Ale od tamtego czasu się nie zgłosił. Ja przypuszczam, że on jednak próbował schodzić. Był namawiany przeze mnie, przez całą noc. On co chwilę, co pół godziny mówił, że dalej nie pójdzie i że będzie biwakował. A biwak przy tej wysokości, przy tych temperaturach jest bez sensu.

Czyli on nawet do przełęczy nie dotarł?

Nie dotarł do przełęczy. Bo gdyby dotarł, to byśmy coś wiedzieli, co robić dalej.

Podobno widział Maćka niżej?

Rano zaczął schodzić na naszą stronę. Ale potem - jak zespół ratowniczy był już blisko, w połowie drogi - zameldował, że przestał go widzieć. Ale i tak wysłałem ich do góry, do miejsca, gdzie ostatni raz był widziany Maciek. Tam były ślady na przełęcz. Nigdzie nie znaleźli Maćka, potem całą noc, całe popołudnie... cisza.

Nie wiadomo, co mogło się z nim stać?

Dwie rzeczy. Ja myślę, że Maciek był też wyczerpany, bo też bardzo wolno schodził. Tą całą grań 10 godzin, to dużo. Można się potknąć, wpaść do szczeliny albo też polecieć dalej. To jest wysoka ściana, 1800 metrów.

To działo się w rejonie tych szczelin.

Tak, przy szczelinie widzieli Maćka. Najpierw światełko widzieliśmy około 4 rano, a potem przy świcie widać było postać pewną.

I potem zniknął?

I potem zniknął... Jest w tym sensie zaginiony, bo nie wiemy, co się stało, ale generalnie zginął...

W tej chwili, po tylu godzinach, trudno mówić już o nadziei?

Ja uważam, że nie ma nadziei, ale dla bliskich, rodzin i tych, którzy uważają, że można przeżyć tyle dni, jesteśmy tu.

środa, 6 marca 2013

Polacy na Broad. Hajzer publikuje informacje od Wielickiego. ''Dramatycznie wolne tempo schodzenia, upadek Kowalskiego''

 
06.03.2013 05:39
A A A Drukuj
Polacy na Broad Peak

Polacy na Broad Peak (facebook/PHZ)

- Kowalski i Berbeka schodzili w dramatycznym tempie. Zamiast jednej godziny droga do przełęczy zajęła im osiem. Kowalski donosił, że ma kłopoty z oddychaniem. Podczas zejścia upadł, uszkodził raka - napisał na Facebooku Polskiego Himalaizmu Zimowego Artur Hajzer. Wiadomości pochodzą od kierownika wyprawy Krzysztofa Wielickiego.

Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka zaginęli między przełęczą (7900 metrów) a biwakiem szturmowym (7400 metrów) podczas zejścia z Broad Peaku. We wtorek wraz z Adamem Bieleckim i Arturem Małkiem zdobyli górę zimą, jako pierwsi himalaiści.

Dramatycznie wolne tempo

W środę Berbekę i Kowalskiego uznano za zaginionych - Małek i Bielecki bezpiecznie wrócili do biwaku szturmowego. Najnowsze informacje od kierownika wyprawy Krzysztofa Wielickiego mówią, że Berbeka i Kowalski schodzili ze szczytu w potwornie wolnym tempie, a ostatni kontakt z Wielickim nawiązał Kowalski o 6:30 rano miejscowego czasu.

- 4 himalaiści zdobywali szczyt kolejno ok. godziny 17-18.00, po czym bez zwłoki z/w na późną porę rozpoczynali zejście w dół. Chodziło o zejście jak najniżej zanim zapadną ciemności. Jako ostatni schodził Tomasz Kowalski. Przed nim był widoczny przez niego Maciej Berbeka. Choć każdy z uczestników posiadał radiotelefon to łączność była utrzymywana jedynie z Tomkiem Kowalskim i Arturem Małkiem (u Adama przestroiła się częstotliwość, Maciej nie używał radia z niewiadomych względów). Tempo schodzenia Tomka i idącego przed nim Maćka zaraz po zdobyciu szczytu od pierwszych minut zejścia było dramatycznie wolne. Do ok. godz. 2.00 6 marca - w ciągu aż 7-8 godzin marszu i wspinaczki w dół - pokonali oni odcinek prawie do przełęczy, który standardowo zajmuje ok. godzinę - pisze Hajzer nafacebooku Polskiego Himalaizmu Zimowego.

Adam Bielecki osiągnął obóz IV na 7400 m ok. 21.00 5 marca.

Artur Małek osiągnął obóz IV ok. 2.00 6 marca.

Kowalski upadł. Trudności z oddychaniem. Uszkodzony rak

Z dalszej części relacji dowiadujemy się, że Kowalski upadł schodząc z przedwierzchołka Broad Peaku. W wypiął mu się rak, z którym później wspinacz miał problem

- Tomasz Kowalski zgłosił kierownikowi przebywającemu w bazie, Krzysztofowi Wielickiemu, trudności z oddychaniem i ogólne osłabienie i miał zażyć lekarstwa w/g instrukcji. W czasie schodzenia z przedwierzchołka Rocky Summit zaliczył mały upadek w efekcie którego wypiął mu się rak. Podczas ostatniej łączności o 6.30 rano 6 marca meldował trudności z zapięciem tego raka. Mówił też, że widzi Macieja Berbekę. Tuż przed świtem widać było z bazy na wys. 4950 m światełko latarki na siodełku przełęczy. Rano jeden z pracowników bazy (kucharz) widział(?) postać pod przełęczą w okolicy szczelin (uznano, że to Maciej) - dodaje Hajzer.

Hayyat szukał ich na 7700 m

Od 6.30 czasu lokalnego nie ma żadnego kontaktu z zaginionymi. Ostatnia rozmowa z Maciejem Berbeką miała miejsce na szczycie o 18.00. Maciej rozmawiał najprawdopodobniej z radia Kowalskiego.

O świcie 6 marca z obozu II na 6200 m wyszedł do góry oczekujący tam w odwodzie pakistański wspinacz Karim Hayyat i ok. 13.00 dotarł według raportu raportu Wielickiego do szczelin.

- Oceniamy tą wysokość na ok 7700 m. Nie napotkał on żadnych śladów, widział wszystkie szczegóły drogi aż do przełęczy i wycofał się do obozu IV. Dwójkę himalaistów uznano od tego momentu oficjalnie za zaginionych - pisze Hajzer.

Więcej o wyprawie:

- Kurczab: Niewykluczone, że Kowalski i Berbeka też się rozdzielili. Czasem trzeba, żeby ratować życie >>

- Małek czeka na Berbekę i Kowalskiego do 10 rano >>

- Hajzer: Mogli wpaść do szczeliny >>

- Baranowska: To nie tak, że poddali się euforii i osłabli >>


dsz, PHZ

poniedziałek, 25 lutego 2013

Biskup Pieronek: Pedofilia to margines, wynika z namiętności

Biskup Tadeusz Pieronek

Biskup Tadeusz Pieronek Fot. Pawel Ulatowski / Newspix

To miała być rozmowa o pontyfikacie abdykującego papieża. Ale gdy Monika Olejnik zapytała biskupa Tadeusza Pieronka o pedofilię w Kościele, z którą walczył Benedykt XVI, hierarcha odparł, że pedofilia to margines, że chodzi o wystawienie księży na pośmiewisko.


Monika Olejnik w "Kropce nad i" przypomniała, że cierpienia ofiar pedofilów papież Benedykt XVI porównywał do cierpień chrześcijańskich męczenników.

Zjawisko pedofilii w Kościele jest marginesem - odparł biskup Tadeusz Pieronek.

Nie jest marginesem, w Stanach Zjednoczonych... - oponowała dziennikarka.

W Stanach Zjednoczonych jest 200 milionów ludzi - stwierdził duchowny.

A w Holandii, w innych krajach. No księże biskupie... - nie zgodziła się z nim Olejnik.

A w Holandii, proszę pani, to zwróćmy uwagę na coś innego. Ileż ci chrześcijanie w świecie się rozwodzą, ileż dokonują gwałtów, zabójstw, różnego rodzaju przestępstw? Widzi się tylko to, co jest złą przypadłością u księży - bronił się biskup Pieronek

Ale z tą przypadłością walczył papież - przypomniała Olejnik.

Tak, ale trzeba widzieć te belki we własnych oczach, zanim się dostrzeże te niewielkie elementy w skali światowej u tych, których chce się wystawić na pośmiewisko - odpowiedział na to krakowski biskup.

No nie, trzeba najpierw widzieć cierpienie dzieci, to jest najważniejsze, a nie cierpienie Kościoła z tego powodu, że się o tym mówi - ripostowała publicystka.

Zawsze coś jest najważniejsze, zwłaszcza jeśli ktoś ma taki plan i konsekwentnie go realizuje. Cóż te dzieci mają za wspaniałe życie dzisiaj w demokratycznym świecie, kiedy te dzieci odsyła się do poprawczaka, bo rodzice są biedni albo są nieporadni? Trzeba tym rodzicom pomóc - podkreślił hierarcha. A potem dodał:

Papież zmagał się z ważniejszymi problemami niż pedofilia. Dbał o to, żeby ludzie żyli zgodnie z przykazaniami Bożymi. To jest o wiele ważniejsze zadanie niż ukrócenie sprawy pedofilskiej, która była na świecie, jest i będzie. Żadna siła nie powstrzyma człowieka od tego, żeby korzystać z pewnych możliwości, jakie daje człowiekowi wolna wola i do czego gopchają namiętności. Przepraszam bardzo, świata nie zmienimy.

Źródło: TVN24