poniedziałek, 9 czerwca 2014

Quo vadis Opole? Awantura o Bednarka, żenujące żarty i goła pupa na scenie. Skazano nas na festiwal obciachu?

09.06.2014 16:50
A A A Drukuj
Edyta Geppert, Kamil Bednarek, Margaret

Edyta Geppert, Kamil Bednarek, Margaret (Kapif/TVP)

Zakończył się 51. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. Patrząc na to, co działo się na scenie amfiteatru, zastanawiam się, czy jest sens dalej silić się na organizację tego przedsięwzięcia. A może jest jeszcze ratunek?

Dobrze pamiętam nerwowe podniecenie, które ogarniało mnie na hasło "Opole", gdy byłam małą dziewczynką. Kolorowe stroje, światła, znane piosenki, wykonawcy i ta świadomość, że Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej podobnie jak ja będą oglądały tysiące osób. Następnego dnia nikt nie będzie uważał za powód do wstydu wyznanie, że wczorajszy wieczór spędziło się przed telewizorem.

Jeszcze 10-20 lat temu można było faktycznie uznać, że to co dzieje się w polskim przemyśle muzycznym, jest miarodajnie reprezentowane na festiwalowej scenie. W Opolu zbierali się artyści reprezentujący różne style muzyczne. Zgadzało się to z ideą Jerzego Grygolunasa i Mateusza Święcickiego, których uważa się za ojców KFPP.

Chłopcy z Trójki wymyślili, aby w Opolu zrobić Festiwal Polskiej Piosenki. Nie tej komercyjnej, co się ją w knajpie śpiewa do kotleta, przy czym co ponętniejsze panie refrenistki, do śpiewania używają wyłącznie bioder. Właśnie nie! Opole w programowym zamyśle Trójki stanowić miało spontaniczną i odformalizowaną konfrontację tego, co nuci się w studenckich kabaretach i piwnicach, na jazzowych mszach, przy żeglarskim ognisku, nawet na imieninach u cioci, zaś przede wszystkim na kolorowych i wrzaskliwych festynach, gdzie do wtóru młodzieżowych demonstracji szczęścia zaczął raczkować polski rock - pisał Bohdan Łazuka w książce "...Trzymam się".

PHOTO: MATEUSZ JAGIELSKI / EAST NEWS 2014.06.07 OPOLE 51. KRAJOWY FESTIWAL PIOSENKI POLSKIEJ OPOLE 2014 N/Z:  MARGARET MALGORZATA JAMROZYEAST NEWS/MATEUSZ JAGIELSKI

Patrzę jednak dziś na gwiazdę młodego pokolenia, która na Festiwalu Piosenki Polskiej śpiewa piosenkę po angielsku i dosłownie przed chwilą zdjęła spódnicę zostając w majtkach odsłaniających połowę pośladków. Znów analizuję zdanie Łazuki: "Nie tej komercyjnej, co się ją w knajpie śpiewa do kotleta, przy czym co ponętniejsze panie refrenistki, do śpiewania używają wyłącznie bioder".

Rosnące uczucie zażenowania owocuje kolejnymi pytaniami. Jak to się stało, że na tej samej scenie opolskiego amfiteatru oglądaliśmy kiedyś takie legendy polskiej muzyki, jak Czesław Niemen, Ewa Demarczyk, Anna German, Andrzej Zaucha czy Violetta Villas? Dlaczego obniżamy tę poprzeczkę?

Z chwilowego zamroczenia wyrywa mnie wrzaskliwy i prosty (żeby nie powiedzieć prymitywny) jingle, a na estradę wbiega grupa tancerzy w kolorowych garniturkach z wielkimi żółtymi maskami na twarzach. Do niepokojącej gromadki przyłączają się gospodarze Festiwalu. Kiedyś byli to Lucjan Kydryński czy Jacek Fedorowicz, dziś są Barbara Kurdej-Szatan, czyli "Blondyka z reklam Play" i Katarzyna Pakosińska, oskarżona o plagiat książki podróżniczej aktorka kabaretowa, właścicielka najbardziej rozpoznawalnego śmiechu w Polsce. Po co? Dlaczego? Odpowiedź rzecznika wprawia w jeszcze większe osłupienie.

Pierwszy koncert prowadził wyjątkowo roześmiany duet: Basia Kurdej-Szatan i Katarzyna Pakosińska. Aby podkreślić ich pozytywne nastoje, zdecydowaliśmy się wykorzystać popularne w internecie buźki, emotikonki. Zarzuca się nam, że jesteśmy nienowocześni. W tym roku chcemy to zmienić - powiedział w rozmowie z nami rzecznik Festiwalu Mikołaj Dobrowolski.

PublicznośćScreen z Facebook.com/festiwalwopolu

Aby upewnić się, czy przypadkiem nie zamieniłam się może w typowego, wiecznie niezadowolonego malkontenta i nie potrafię po prostu docenić lekkiej, przyjemnej formy letniej zabawy, włączam Facebooka. Coś faktycznie poszło nie tak, co bezlitośnie punktują internauci.

Komentarze internautów. Festiwal w Opolu.

Screen z Facebook.com/krajowyfestiwalpiosenkiwopolu

Kolejny dzień Festiwalu w Opolu nie przyniósł upragnionego ratunku po poprzednim uczuciu niesmaku. Estetyka koncertu SuperJedynek, który odbywał się następnego dnia, była utrzymana w podobnym tonie.

Konferansjerką zajęła się aktorka, Katarzynka Kwiatkowska, która niczym stereotypowa blondynka z kawałów biegała po scenie robiąc "selfie" z gwiazdami. Scenki z aparatem przerywane były krótkimi (zakładam, że w zamyśle autorów "satyrycznymi") rozmowami artystki ze współprowadzącym Arturem Orzechem, kiedy to tłumaczył podstawowe fakty swojej "naiwnej i mało inteligentnej koleżance".

Przejdźmy do SuperJedynek - powiedział Orzech do Kwiatkowskiej
Dentyści zawsze mi mówili, że mam super jedynki - odpowiedziała aktorka.

Katarzyna KwiatkowskaScreen z TVP

Koncert konkursowy przepleciony był z występem Maryli Rodowicz, która teksty Osieckiej zamieniła w tym roku na szlagiery z gatunku disco polo.

Kosztowało mnie to sporo nerwów Musiałam wziąć dużo leków uspokajających, bo uległam namowom telewizji, dałam się wpuścić w ten pomysł, a potem przyszły nerwy i niepewność, ale nie było już odwrotu - mówiła po koncercie Maryla Rodowicz na konferencji prasowej.

Całość oceniało zaimprowizowane jury złożone z członków kabaretu Paranienormalni, co stanowić miało parodię talent show konkurencyjnej stacji "Mam talent".

Nie trzymała ramy - mówił "Agustin Egurrola"
Jak chcesz se potrzymać ramę, to do działu z nabiałem - odparła "Agnieszka Chylińska".

 

Maryla, disco polo i Opole, a potem te żarciki. Śmiać się czy zacząć płakać? Znów sprawdzam Facebooka z nadzieją, że może to jednak jest dobre, tylko w rejestrach, które są mi niedostępne. Niestety, znów odnajduję refleksje internautów zbliżone do moich odczuć.

Komentarze internautów. Festiwal w Opolu.Screen z Facebook.com/krajowyfestiwalpiosenkiwopolu

Z estetycznej depresji wyrywa mnie dopiero mistrzowski recital Edyty Geppert, ale niestety na krótko. Jej wirtuozeria i kunszt podkreśliły tylko braki występów pozostałych wykonawców, którzy byli wyróżniani takimi nagrodami jak SuperZespół, SuperPrzebój, SuperShow, SuperArtysta.

Komentarze internautów. Festiwal w Opolu.Screen z Facebook.com/festiwalpiosenkipolskiejwopolu

Całą nadzieję w uratowaniu tegorocznego Festiwalu pokładałam w niedzielnym koncercie: "25lat! Wolność - kocham i rozumiem!". Prowadzili go Małgorzata Kożuchowska i Adam Woronowicz, których nie byłam sobie w stanie wyobrazić, gdy wymieniają się żenującymi żartami albo w otoczeniu "ludzi-emotikonów".

Małgorzata KożuchowskaDarek Majewski

Całe szczęście nie rozczarowałam się. Wyprowadzili oni konferansjerkę z poziomu "-1000" do takiego, który można uznać za poprawny i co najważniejsze - niedrażniący. Choć gdyby jeszcze wyrzucić z przemówień aktorów połowę stwierdzeń, jak to strasznie było w PRL-u oraz jak to kiedyś dzieci się dobrze bawiły na świeżym powietrzu, byłoby jeszcze lepiej.

Jak dzieci wychowane na smartfonach wciskają przycisk w windzie? - pytała Kożuchowska - Nie tak jak my, palcem wskazującym, ale kciukami! - na potwierdzenie swoich słów aktorka szybko zaczęła poruszać kciukami.

Facebook.com/FestiwalWOpolu Facebook.com/FestiwalWOpolu

Ze sceny zapachniało nieco atmosferą dawnego Opola. Wystąpili Michał Bajor, Magda Umer, Krystyna Janda, Maryla Rodowicz (tym razem zaśpiewała "Polska Madonno" i "Ja to mam szczęście), ale także artyści z coverami legendarnych utworów, np. Kayah z "Świecie nasz", LemON z "Nie pytaj o Polskę" i "Sen o Victorii" czy Kamil Bednarek z piosenką "W moim ogrodzie" pierwotnie wykonywaną przez zespół Daab. Okazuje się, że grupa Daab nie była jednak poinformowana o tym fakcie. Swojemu niezadowoleniu dała wyraz na Facebooku.

Zespół Daab o BednarkuScreen z Facebook.com/daab.muzykaserc

Rzecznik Festiwalu Mikołaj Dobrowolski, przyznał w rozmowie z nami, że nie brali pod uwagę udziału Daab w koncercie w Opolu.

Chcieliśmy połączyć tradycję z nowoczesnością, uatrakcyjnić koncert. Scenariusz został napisany tak, aby zaprezentować widzom piosenki wykonane przez ich autorów, a także w formie coverów. Nie rozważaliśmy udziału Daab w koncercie - powiedział rzecznik.

Choć "W moim ogrodzie" usłyszeliśmy w wersji zaproponowanej przez Bednarka, w mojej opinii nie uchybiła ona twórcom przeboju.

Kamil BednarekScreen z TVP

51. Festiwal w Opolu trwał 3 dni. Każdy z koncertów po 4 godziny w najlepszym czasie antenowym miał wysłać imprezę w XXI wiek. Festiwal faktycznie odleciał, jednakże mam spore wątpliwości, czy we właściwym kierunku. W takim układzie, nie chcę obserwować jego dalszej drogi. W pewnych aspektach fantazja poniosła organizatorów za daleko. Aż chciałoby się zadać patetyczne pytanie "Quo vadis Opole?". Opole stara się sprostać gustom odbiorców. W pogoni za wynikami i w walce o jak największą liczbę odbiorców traci na jakości. Masa jednak nie jest buforem wysokiej kultury, a taką promowano w końcu dawniej w Opolu.

Czy dla Opola jest ratunek? Owszem, ale chyba należy zerwać z presją stworzenia wielkiej ogólnopolskiej imprezy. Dziś to, co najlepsze w kulturze, wywodzi się z małych inicjatyw artystycznych, którymi stopniowo fascynują się coraz większe grupy ludzi. Marzy mi się, aby Opole odzyskało dawny sznyt. Zamiast jednak patrzeć wstecz na wielkie festiwale z czasów PRL, warto spojrzeć w przyszłość. Na nowoczesne festiwale, takie jak Męskie granie, Karuzela Cooltury, Malta czy Halfway Festival . Mniej znaczy więcej.

Zuzanna Iwińska

niedziela, 8 czerwca 2014

Szarapowa pokazała puchar i długie nogi


Szarapowa pokazała puchar i długie nogi
Foto: PAP/EPA | Video: Reuters Widok zapiera dech w piersiach

Po męczącym finale, przyszedł czas na przyjemność. Początek niedzieli w Paryżu dla Marii Szarapowej stał pod znakiem pozowania fotoreporterom. Było co oglądać, bo Rosjanka prezentowała główne trofeum za zwycięstwo w turnieju na kortach Rolanda Garrosa (to już jej drugie, które zabierze ze stolicy Francji) oraz swoje wdzięki.

Paryż należy do rosyjskiej carycy. Szarapowa wygrała French Open

Po niezwykle...
czytaj dalej »
Z rewelacyjną Rumunką Simoną Halep Masza musiała się w sobotę sporo napocić. Wygrała dopiero po trzech setach i trzech godzinach tenisowej wojny, po pełnym wzlotów i upadków z każdej strony finale.

Puchar, mini i szpilki

W niedzielę była już najszczęśliwszą kobietą we francuskiej stolicy. Była olśniewająca. Już bez sportowego stroju, rakiety i piłek, tylko w mini i szpilkach.

Uśmiechnięta od ucha do ucha pękała z dumy, gdy na tle Wieży Eiffla prezentowała zwycięski puchar. Jej drugi w karierze wygrany w Paryżu.

Szarapowa powtórzyła w sobotę sukces sprzed dwóch lat, gdy w decydującym spotkaniu French Open pokonała Włoszkę Sarę Errani.

Źródło: PAP/EPA Tegoroczna zwyciężczyni French Open w pełnej krasie
Autor: twis / Źródło: sport.tvn24.pl

Legenda? Skazy na wizerunku Pelego

Ile goli strzelił Pele?


Pierwsza kontrowersja dotyczy liczby strzelonych przez niego goli. Pele mówi o sobie: strzeliłem 1281 goli w 1363 meczach. Nikt inny tego nie zrobił.
I to prawda, tyle tylko, że Pele zdobył 526 goli w meczach nieoficjalnych. Jego prawdziwy rekord to 757 bramek w 812 meczach. Trzeba przyznać, że wspaniały, ale... nie wygląda już tak imponująco. W dodatku według historyków futbolu nie jest to najlepsze osiągnięcie wszech czasów. Najwięcej goli w oficjalnych meczach - ponad 800 - miał strzelić bowiem austriacki Czech Josef Bican (urodził się w Pradze i grał w reprezentacjach Austrii i Czechosłowacji), który miał tego pecha, że najlepsze lata jego kariery przypadły na czas II wojny światowej.
Co więcej statystycy twierdzą, że więcej goli od Pelego w oficjalnych meczach strzelił też Romario (772), a może nawet Ferec Puskas, bo do całkowitej liczby bramek Węgra nie ma pewności. Naliczono mu ich 746, ale to liczba nieco zaniżona.


Jaki udział miał Pele w tytułach Brazylii?

Pele zdobył trzy tytuły mistrza świata. Pod tym względem jest rekordzistą. Grał w czterech turniejach finałowych. Warto jednak przyjrzeć się bliżej dokonaniom Pelego na mundialu:
1958: zdobył 6 goli, wystąpił w 4 meczach
1962: zdobył 1 gola, wystąpił w 2 meczach
1966: zdobył 1 gola, wystąpił w 2 meczach
1970: zdobył 4 gole, wystąpił w 6 meczach
W 1958, 1962 i 1966 Pele nie zagrał we wszystkich meczach swojej drużyny z powodu kontuzji. W sumie opuścił 7 meczów. Jego udział w zdobyciu tytułu w Chile był niewielki.
Krytycy, którzy powołują się na tę statystykę, nie mają bynajmniej zamiaru pozbawiać Brazylijczyka mistrzowskich tytułów. Zwracają jednak uwagę, że obok niego grało co najmniej kilkanaście innych gwiazd, które legenda Pelego całkowicie umniejszyła i sprowadziła do roli dam dworu Króla Futbolu. Warto przecież pamiętać, że tylko w 1970 r. Pele został wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju. W 1958 r. to miano przypadło Didiemu, a w 1962 - Garrinchy.

Dlaczego Pele nie chciał grać w Europie?

Krytycy, którzy w Pelem nie widzą wyjątkowej gwiazdy, ale stawiają go w jednym rzędzie z Maradoną czy Messim, zwracają uwagę na kolekcję tytułów Brazylijczyka w piłce klubowej. Pele ma na koncie sześć tytułów mistrza Brazylii (w tym żadnego w lidze po jej ustanowieniu w 1971 r.), dwa zwycięstwa w Copa Libertadores i dwa Puchary Interkontynentalne. To znakomity dorobek, ale nie wyjątkowy.

W dodatku krytycy dodają, że Brazylijczyk nigdy nie sprawdził się w Europie, gdzie rozgrywki klubowe są dla piłkarzy najbardziej wymagające. Odrzucił wszystkie propozycję transferowe, które miał m.in. z Juventusu Turyn czy Realu Madryt. Można wierzyć, że przekonały go do tego głosy rodaków, by ich nie opuszczał i stanowisko brazylijskiego rządu, który ustanowił go skarbem narodowym. Może jednak przyczyna była też inna? W Brazylii Pele został najlepiej zarabiającym sportowcem świata z kwotą 150 tys. dolarów rocznie. Umowa z Santos gwarantowała mu nie tylko pensję, ale też wpływy ze spotkań pokazowych. W 1960 r. Pele zarabiał dwa razy więcej niż cały zespół Liverpoolu, w którym rządy rozpoczynał wtedy Bill Shankly. Żaden klub w Europie nie dałby Brazylijczykowi ani takich pieniędzy, ani tym bardziej takiej swobody w organizowaniu i graniu pokazowych meczów.


Pele najbogatszym piłkarzem wszech czasów?





Wieczna pogoń za pieniędzmi - to też jeden z zarzutów, jaki można postawić Królowi Futbolu. Nie ulega wątpliwości, że w Pelem geniusz piłkarski towarzyszył geniuszowi marketingowemu. Brazylijczyk umiał doskonale spieniężyć swoją karierę. Nie chodzi jednak o to, ile on zarabiał, ale jak. Jego monstrualny kontrakt z Santos sprawiał bowiem, że dla klubu ważniejsze były mecze pokazowe niż spotkania o punkty. Warto przytoczyć w tym miejscu przykładowy kalendarz gier Santos z europejskiego tournee (ten pochodzi z 1959 r.):
23 i 24 maja - Sofia (dwa mecze)
26 maja - Liege
27 maja - Bruksela
30 maja - Gandawa
3 czerwca - Rotterdam
5 czerwca - Mediolan
6 czerwca - Duesseldorf
7 czerwca - Norymberga
9 czerwca - Genewa
11 czerwca - Hamburg
13 czerwca - Hanower
15 czerwca - Enschede
17 czerwca - Madryt
19 i 21 czerwca - Lizbona (dwa mecze)
24 czerwca - Walencja
26 czerwca - Mediolan
28 czerwca - Barcelona
30 czerwca - Genua
2 lipca - Wiedeń
5 lipca - Sewilla.
Już w latach 60. krytykowano Santos, że stał się Harlemem Globetrotters i bardziej niż na punktach i trofeach zależy mu na liczbie sprzedanych biletów. Zdarzały się też przypadki, że brazylijski klub odmawiał gry i żądał dodatkowego wynagrodzenia, bo organizatorzy sprzedali więcej biletów niż było to wcześniej ustalone.
Za pieniądze Pele i Santos gotowi byli grać w każdym miejscu pod słońcem. Nie brakowało kontrowersyjnych wizyt w krajach rządzonych przez krwawych dyktatorów.
Na zdjęciu Pele ściska dłoń Idiemu Aminowi - dyktatorowi Ugandy, który doprowadził do zamordowania ok. 300-500 tys. swoich rodaków. Fotografia pochodzi z 1976 r., gdy Brazylijczyk grał już w Cosmosie Nowy Jork. Do Ugandy przybył jednak sam.
Do dziś Pele zarabia na swojej legendzie kilkanaście milionów dolarów rocznie. Mistrzostw świata w Brazylii to będą jego złote żniwa.