sobota, 9 sierpnia 2014

Rząd połączy Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską? "Musimy reagować na sytuację geopolityczną"

Są szanse że za 6 lat rozpocznie się budowa przekopu Mierzei Wiślanej - informuje "Dziennik Bałtycki". Premier jeszcze rok temu odrzucał możliwość budowy kanału, ale Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju wpisało projekt na listę prac legislacyjnych rządu.
- Musimy reagować na sytuację geopolityczną. Kryzys ukraiński pokazał jasno, że musimy w większym stopniu liczyć na siebie i uniezależnić się od największego sąsiada -powiedział "Dziennikowi Bałtyckiemu" Stanisław Lamczyk, poseł PO i członek sejmowej komisji infrastruktury.

Utrudnienia w żegludze na Zalewie Wiślanym faktycznie mogą się pojawić, ponieważ działo się tak wcześniej, gdy stosunki z Rosją ulegały pogorszeniu. Jedynym wejściem z Morza Bałtyckiego do akwenu zalewu jest Cieśnina Pilawska znajdująca się na terytorium rosyjskim. W latach 2004-09, po akcesie Polski do UE, wejście było zamknięte. Od 2009 r. natomiast Rosjanie umożliwiają wpływanie tylko polskim i rosyjskim jednostkom.


Rozwój regionu czy zagrożenie?

"Przekop ma przyczynić się m.in. do rozwoju portu w Elblągu. Po inwestycji liczba przeładowanych towarów ma wzrosnąć do 3,5 mln ton rocznie z obecnych 400 tys. Na polską część Zalewu Wiślanego wpływać będą mogły jednostki pod każdą banderą. Kanał ma także pomóc turystyce jachtowej na Zalewie Wiślanym" - informuje "Dziennik Bałtycki".

Według informacji "DB" budowa ma kosztować około 880 mln zł, a rozpoczęcie prac datuje się na lata 2020-22. Miejscem wyznaczonym pod budowę kanału są okolice osady Przebrno.

fot. Maps.google.com

Zdania na temat inwestycji są podzielone. Działacze PiS uważają, że jest to zagranie przed wyborami, burmistrz Krynicy Morskiej mówi o "projekcie bez perspektyw ekonomicznych, w dodatku groźnym dla środowiska i mieszkańców Mierzei Wiślanej", a lokalni działacze PO są zdania, że to "sukces regionu".

Kopanie leżącego

8 sierpnia 2014

Ktoś w Legii dał się przyłapać na głupim błędzie, za który klub zapłaci rysami na wizerunku i przetrąconymi marzeniami, również o ciężkich milionach. Hejt dostał jako bonus.

Życie jest pełne paradoksów. Legia Warszawa, klub, którego właścicielami są dwaj prawnicy, stawiany za wzór, jeśli chodzi o organizację i profesjonalne zarządzanie, żegna się z marzeniami o Lidze Mistrzów. Powód? Któryś z jego pracowników nie dopełnił formalności związanych z karą dyskwalifikacji dla jednego z piłkarzy.

Za błahostkę, która nie miała żadnego wpływu na wynik dwumeczu z Celtikiem, nie była żadnym oszustwem, cwaniactwem, cyniczną próbą obejścia prawa, tylko zwykłym niedopatrzeniem, Legia zapłaciła karę najwyższą z możliwych. Nie zagra w kolejnej rundzie eliminacyjnej, mimo że na boisku nie zostawiła cienia złudzeń, kto jest lepszy. Z przepisami się nie dyskutuje i jeśli się lubi miliony, które UEFA płaci za udział w organizowanej przez siebie zabawie, to trzeba też polubić jej regulaminy.

Legia jeszcze nie awansowała do Ligi Mistrzów, choć takie wrażenie można było odnieść, czytając doniesienia na temat skutków walkowera, jakim została ukarana. Ale mecze z Celtikiem wlały w piłkarzy i kibiców taki zastrzyk optymizmu, że żadne marzenie nie wydawało się zbyt szalone. Teraz Legia leży, płacze i obrywa kopniaki, a chętni, żeby jeszcze dołożyć zatrudnionym w klubie sprawcom całego nieszczęścia, przebierają nogami.

Poważni komentatorzy stawiają tezy, że gdyby kierownikiem zespołu (który nasuwa się jako winny) był ktoś, kto zna zapach szatni, a nie pani, której powierzono tę funkcję przed kilku laty, mimo że nie miała żadnych związków z futbolem, do takiej kompromitacji by nie doszło. Nie wiem, skąd taka pewność. Może dlatego, że byli kierownicy to ich koledzy. To się nazywa złośliwa satysfakcja.

Legię zaboli więc odpływ potencjalnych milionów, trochę ucierpi duma jej arcyprofesjonalnych właścicieli, ale żyć i grać trzeba dalej. Smutne nie jest to, że w klubie obnoszącym się z najwyższymi standardami doszło do takiego niedopatrzenia, ale to, że ten błąd wywołał taki potok jadu, złośliwości oraz żądzy zmieszania z błotem ludzi, którzy dla Legii daliby się pokroić. A to się nazywa polskie piekiełko.

Arcybiskup Głódź dostał ćwierć miliona odprawy!


Szokujące dochody polskiego arcybiskupa! Duchowny, który powinien żyć skromnie, mieszka jak prawdziwy władca. Na utrzymanie ma emeryturę w wysokości 10 tys. zł miesięcznie. Ale to jeszcze nic. Gdy Sławoj Leszek Głódź (69 l.) odchodził z wojska, jako były biskup polowy w stopniu generała otrzymał aż... 250 tysięcy złotych odprawy! I jak ma się to do słów papieża Franciszka, który nakazuje, by księża zamienili limuzyny na rowery i obniżyli sobie pensje?

zdjęć (2)
Głódź dostał ćwierć miliona odprawy
Sławoj Leszek Głódź (69 l.), arcybiskup metropolita gdański
Agencja foto: Super Express (fotomontaż)
fb udostępnij tweet udostępnij g+ udostępnij nk udostepnij

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź znany jest z zamiłowania do luksusu. Pod dom zajeżdża czarną limuzyną, którą prowadzi wynajęty szofer. Choć domem trudno to nazwać. Duchowny mieszka w ogromnej rezydencji w Gdańsku. Zabytkowa siedziba otoczona jest wielkim ogrodem o powierzchni trzech tysięcy metrów kwadratowych. Na jego terenie Sławoj Leszek Głódź założył hodowlę danieli.

Zobacz: Rekompensaty dla Polski za embargo Rosji

Ale najbardziej porażają zarobki tego kapłana. Sławoj Głódź jako generał zarabiał około ośmiu tysięcy złotych. Kilka lat temu arcybiskup przeszedł na emeryturę. Ale nie klepie biedy, jak większość polskich ubogich seniorów, którzy co niedziela składają część swoich oszczędności na tacy. Co miesiąc arcybiskup otrzymuje generalską emeryturę sięgającą ok. 10 tys. zł. A - jak podała "Gazeta Wyborcza" - na odchodne z wojska Sławoj Głódź otrzymał około 250 tysięcy złotych odprawy generalskiej.

Ciekawe, co by na to powiedział papież Franciszek, który próbuje przekonać duchownych do skromniejszego życia. - W ciągu 25 lat ktoś w polskim Kościele zgubił zdrowy rozsądek. Wśród księży jest ogromna dysproporcja. Jedni kapłani ledwo wiążą koniec z końcem, a drudzy jeżdżą limuzynami.

Niestety, są tacy biskupi, którzy zdają się być przywiązani wyłącznie do  luksusu - ocenia dla "Super Expressu" ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski (58 l.).