niedziela, 2 września 2007

Szarapowa: Szacunek dla Radwańskiej

qbi, Nowy Jork
2007-09-01, ostatnia aktualizacja 2007-09-01 22:03
Zobacz powiększenie
Fot. SHAUN BEST REUTERS

- Nie wiem co się ze mną stało w trzecim secie, gdy przegrałam sześć gemów z rzędu. To nie powinno się zdarzyć - zaczęła swoją konferencję prasową Maria Szarapowa po porażce z Agnieszką Radwańską.

Zobacz powiekszenie
Fot. SHAUN BEST REUTERS

Czy przegrałaś, bo nie zagrałaś dziś na 100 procent? - zapytał jeden z dziennikarzy. - Muszę pochwalić rywalkę, która umiała zagrać ten mecz i wygrać go. Wiele dziewczyn w jej sytuacji nie umiałoby poradzić sobie z presją. Ona umiała i należy jej się za to szacunek - odparła Szarapowa.

Nie przeszkadzało ci to, że kibice byli za Radwańską? - To normalne, bo nie była faworytką. Kibice zawsze w takiej sytuacji wspierają teoretycznie słabszą zawodniczkę, a mieli powód, bo grała bardzo dobrze.

sobota, 1 września 2007

Radwańska: Wygrałam, więc jedziemy na zakupy

Jakub Ciastoń, Nowy Jork
2007-09-01, ostatnia aktualizacja 2007-09-01 21:55

Agnieszka Radwańska sprawiła największą sensację tegorocznego US Open pokonując w III rundzie obrończynię tytułu - Marię Szarapową (6:4, 1:6, 6:2). Na pomeczowej konferencji prasowej pokazała, że błyszczeć umie nie tylko na korcie - korespondencja Sport.pl z Nowego Jorku.

Zobacz powiekszenie
Fot. Julie Jacobson AP

Pomeczowa konferencja prasowa odbyła się w głównej sali na parterze Arthur Ashe Stadium. Radwańska była tam po raz pierwszy - wcześniej interesowali się nią głównie polscy dziennikarze i rozmawiali bądź na korytarzu, bądź w jednej z bocznych sal.

Czy zdajesz sobie sprawę, że jutro w USA jest najważniejszy dzień dla prasy sportowej? Wszystkie gazety mają wielkie dodatki, a twoje zdjęcie będzie na okładce każdego z nich? - zapytał jeden z Amerykanów.

- Tak? To fajnie - odparła Radwańska, uśmiechając się szeroko.

Na konferencji Polka zrobiła świetne wrażenie. Amerykanie zasypywali ją pytaniami przez 25 minut. Radwańska powiedziała, że miała plan na mecz z Szarapową i konsekwentnie go realizowała - zmuszała Rosjankę do biegania, starała się ruszać podczas drugiego serwisu Rosjanki, bo wie, że ją to denerwuje.

- Jesteś świetnie przygotowana fizycznie. Jak wygląda twój trening? - pytał inny amerykański dziennikarz. - Normalnie. Trenuję cztery godziny dziennie. Gdzie? W Polsce, w Krakowie, czyli w domu.

Polka była kompletnie wyluzowana, uśmiechnięta, sala co chwila wybuchała salwą śmiechu po kolejnej błyskotliwej odpowiedzi Polki, która zdradziła, że przed meczem założyła się z młodszą siostrą Urszulą, że jeśli wygra z Szarapową, to kupi dla siebie i Uli drogie torebki Louisa Vuittona (kilka tys. dolarów sztuka).

- No i wygrałam, więc dziś wieczorem jedziemy na zakupy - śmiała się Radwańska.

Potem Polka przez kilkanaście minut rozmawiała z polskim dziennikarzami. - Uwierzyłam, że wygram dopiero po meczbolu. No może trochę wcześniej, gdy przełamałam Szarapową na 5:2 - mówiła Polka.

Podkreśliła, że niczym się nie denerwowała, ani przytłaczającą liczbą 20 tys. widzów na korcie centralnym, ani tym, że na przeciwko niej stoi broniąca tytułu, druga w światowym rankingu Rosjanka. - Grałam swoje. W drugim secie dałam się zdominować Szarapowej, ale ona się wtedy naprawdę nieźle wkurzyła, potem jednak wszystko wróciło do normy - mówiła Polka, która wyjmując z kieszeni telefon komórkowy złapała się za głowę, bo miała 17 nieodebranych wiadomości. - Do wieczora będzie 700 - rzucił któryś z fotografów. - Nie wiem nawet z kim mogę grać w kolejnej rundzie, bo nie patrzyłam na drabinkę poza Szarapową - stwierdziła 18-letnia krakowianka.

Gdy dziennikarze powiedzieli jej, że może to być Nicole Vaidisova lub Sahar Peer, Agnieszka stwierdziła, że woli grać z młodszą od siebie o dwa miesiące Czeszką.

- Oczywiście podczas meczu słyszałam doping na trybunach. Pod koniec zaczęli mi już chyba dopingować Amerykanie, bo "Agnieszka" krzyczeli z akcentem - śmiała się Polka, która na korcie centralnym w Nowym Jorku grała po raz pierwszy w karierze.

Radwańska już na 100 proc. awansuje po turnieju do pierwszej trzydziestki na świecie (będzie pierwszą tak wysoko notowaną Polką, Magdalena Grzybowska była w 1998 r. na 30. pozycji). - To, że będę pierwszą Polką tak wysoko, mnie interesuje, ale to, że będę w trzydziestce już tak. Do końca roku chcę być w dwudziestce - powiedziała Radwańska. Polka opowiadała też, że po meczu w szatni gratulowały jej wszystkie inne tenisistki. - Martina Hingis podeszła do mnie i poklepała po plecach.

Szarapowa gratuluje Radwańskiej

- Nie wiem co się ze mną stało w trzecim secie, gdy przegrałam sześć gemów z rzędu. To nie powinno się zdarzyć - zaczęła swoją konferencję prasową Szarapowa.

Czy przegrałaś, bo nie zagrałaś dziś na 100 procent? - zapytał jeden z dziennikarzy. - Muszę pochwalić rywalkę, która umiała zagrać ten mecz i wygrać go. Wiele dziewczyn w jej sytuacji nie umiałoby poradzić sobie z presją. Ona umiała i należy jej się za to szacunek - odparła Szarapowa.

Nie przeszkadzało ci to, że kibice byli za Radwańską? - To normalne, bo nie była faworytką. Kibice zawsze w takiej sytuacji wspierają teoretycznie słabszą zawodniczkę, a mieli powód, bo grała bardzo dobrze.

Air Show: Dwie ofiary śmiertelne zderzenia samolotów

Monika Firlej, "Gazeta Wyborcza" Radom, Szymon Jadczak, "Gazeta Wyborcza" Kraków
2007-09-01, ostatnia aktualizacja 43 minuty temu
Zobacz powiększenie
Fot. KACPER PEMPEL REUTERS

Podczas pokazów lotniczych Air Show zginęli dwaj piloci z zespołu akrobatycznego "Żelazny". Ich samoloty zderzyły się na wysokości ok. 30 m, przy predkości 300 km/h.

Zobacz powiekszenie
Zdj. Grupa "Żelazny"
Inż pil. Piotr Banachowicz Członek Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, reprezentant Aeroklubu na Mistrzostwach Polski w akrobacji samolotowej
Zobacz powiekszenie
Zdj. Grupa "Żelazny"
Ppłk rez. mgr inż. pil. Lech Marchelewski Instruktor Dyrektor Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, instruktor szybowcowy i samolotowy, egzaminator PLKE, twórca zespół, lider. Był pilotem liniowy w firmiue SKY Express
Zobacz powiekszenie
Fot. Karol Piętek / AG Fot. Karol Piętek / AG
Żelazny - podczas Air Show 2003
Zginął Lech Marchlewski, założyciel "Żelaznych" i Piotr Banachowicz, młody członek grupy.

Prezydent Radomia Andrzej Kosztowniak odowłał pokazy i wszystkie imprezy towarzyszące Air Show 2007 oraz wprowadził 3-dniową żałobę w mieście. Według nieoficjalnych informacji "GW" to ostatni Air Show w Radomiu.



Tragedia przy 300km/h

Do tragedii doszło, kiedy samoloty wykonywały w powietrzu figurę nazywaną ''rozetą''. Maszyny miały minąć się na wysokości ok. 30 m, w odległości ok. 1,5 m od siebie. Leciały z prędkością 300 km/h. Niestety doszło do zderzenia.

Jeden z pilotów w momencie zderzenia wyleciał z samolotu. Druga maszyna rozsypała się na kawałki. - W pierwszym momencie, myślałem, że piloci dla uatrakcyjnienia widowiska wyrzucili coś. Kolega, który był zemną krzyknął "wypadek, uciekamy, zaraz coś na nas spadnie" - opowiadał Piotr, jeden z widzów zebranych na radomskich pokazach.

Szczątki obu samolotów rozleciały się w promieniu klkuset metrów. Teren zabezpieczyli żołnierze, którzy szukli fragmentów maszyn.

Na miejscu pojawił się prokurator wojskowy.

Po tragedii kapelan z publicznoscią odmówił modlitwę z zebranymi widzami.

Lech Marchelewski, który zginął w wypadku, to płk rezerwy, dyrektor aeroklubu Ziemi Lubuskiej, pomysłodawca i załozyciel grupy "Żelazny". Miał 62 lata.

Inżynier pilot Piotr Banachowicz był młodym, 24-letnim, członkiem Aeroklubu Ziemi Lubuskiej, wylatał 500 godzin.

Grupa "Żelazny"

Grupa akrobacyjna Żelazny powstała wiosną 2000 r. w Aeroklubie Ziemi Lubuskiej.

Na początku zespół dysponował trzema maszynami Zlin - dwoma Zlinami 526 AFS oraz jednym modelem 50 LA. Akrobaci w powietrzu dokonują rzeczy niebywałych. Do historii przeszedł już popis, jaki "Żelaźni" dali na Pikniku Lotniczym w Góraszce przed dwoma laty. Z lotniska wystartowały trzy samoloty spięte czterometrowymi łańcuchami. Piloci w powietrzu wykonali dwie pętle i wylądowali.

Do grupy należą: Lech Marchelewski, Piotr Banachowicz, Krzysztof Kossiński, Piotr Haberland, Tadeusz Kołaszewski i Wojciech Krupa.

To nie pierwszy wypadek "Żelaznych"

2 czerwca 2003 r. pod Zieloną Górą rozbił się dwusilnikowy samolot Morava. Zginęli dwaj piloci Grupy Akrobatycznej Żelazny - Marek Dubkiewicz i Sebastian Chrząszcz.

Samolot wystartował z lotniska w Przylepie. Spadł dwie minuty po starcie.

Dubkiewicz starał się o licencję pilota samolotów wielosilnikowych. Zajęcia w pilotażu rozpoczął trzy dni wcześniej. Jego instruktorem był pilot Marchelewski, a zmiennikiem - drugi pilot Grupy Żelazny Sebastian Chrząszcz.