niedziela, 9 września 2007

Wielka mała Belgijka

Jakub Ciastoń
2007-09-09, ostatnia aktualizacja 2007-09-09 17:34

Zobacz powiększenie
Fot. SHAUN BEST REUTERS

Justine Henin we wspaniałym stylu zdobyła siódmy w karierze tytuł wielkoszlemowy. W finale US Open pokonała Rosjankę Swietłanę Kuzniecową 6:1, 6:3. - To mój najważniejszy triumf w karierze - powiedziała Belgijka


Zwycięstwo Henin było imponujące, ale nie ze względu na sobotni finał, który z pewnością nie był ani najlepszym, ani też najatrakcyjniejszym medialnie zakończeniem rywalizacji kobiet w US Open, jakie mogli wymarzyć sobie kibice i organizatorzy.

25-letnia Belgijka wygrała bowiem swój drugi tytuł w Nowym Jorku znacznie wcześniej, bo w ćwierćfinale i półfinale - pokonując siostry Williams. Rozstawienie zawodniczek i losowanie turniejowej drabinki sprawiły po prostu, że Henin w drodze do finału US Open musiała się bić z faworytkami znacznie wcześniej. Serena i Venus Williams, Jelena Janković, Ana Ivanović - wszystkie te tenisistki były w górnej części drabinki, czyli tam gdzie Henin. Belgijka przeszła przez to pole minowe niedraśnięta, grając tenis zapierający dech w piersiach, taki, o którym Martina Navratilova nie bała się powiedzieć, że jest idealny.

Henin w drodze po siódmy w karierze tytuł w Wielkim Szlemie nie straciła nawet seta. Tylko Serena i Venus Williams zdołały zmusić Belgijkę do maksymalnego wysiłku, ale i to nie starczyło na nic więcej jak tylko przeciągnięcie rywalizacji do przegranych przez Amerykanki tie-breaków.

Finał z Kuzniecową, czwartą zawodniczką światowego rankingu, w tych okolicznościach był więc dla Henin czystą formalnością. Owszem, parę razy zaiskrzyło, było kilka zaciętych wymian, a drugi set można nawet nazwać zaciętym. Patrząc jednak chłodnym okiem na wszystko to, co działo się na Arthur Ashe Stadium, trzeba przyznać, że Rosjanka po prostu nie mogła Belgijce zagrozić. Przegrała zdecydowanie w zaledwie 88 minut. Była tłem dla popisów Henin.

- Dziękuję, Carlos! - to były jej pierwsze słowa po zwycięstwie. Henin po ostatniej piłce pobiegła podziękować swojemu trenerowi. To właśnie Argentyńczyk Carlos Rodriguez od 11 lat prowadzi Belgijkę po kolejne triumfy. - Jest dla mnie jak ojciec. Na korcie zawdzięczam mu wszystko - mówiła wzruszona Henin.

- Wygrałam dla niego, ale też dla siebie. Moje życie się zmieniło. Musiałam sobie udowodnić kilka rzeczy i zrobiłam to. Dlatego to zwycięstwo jest najważniejsze w mojej karierze - podkreśliła triumfatorka na konferencji prasowej. Żeby zrozumieć, o co chodzi, trzeba było czytać między wierszami i znać historię jej kariery z ostatnich miesięcy. Henin ma bowiem za sobą piekielnie ciężkie zawirowania w życiu osobistym. W styczniu rozwiodła się z mężem Pierre'em-Ives'em Hardenne, potem, po wielu latach rozłąki, pogodziła się ze swoją rodziną - ojcem i rodzeństwem, z którymi były skłócona praktycznie od początku zawodowej kariery. Wszystko to bardzo przeżyła, odbiło się to na jej psychice, ale nie na grze. Podporą był dla niej właśnie Carlos Rodriguez, a ostatnio coraz bardziej także rodzina, której jednak tym razem zabrakło w Nowym Jorku. - Ale oglądali mnie w telewizji - zaznaczyła Henin.

Belgijka, która utrzymała pozycję numer jeden na świecie, stara się też zmieniać swój wizerunek - mistrzyni niedostępnej, rzadko uśmiechniętej, skupionej wyłącznie na pracy i treningu. To właśnie na turnieju w USA tę niedostępność widać najbardziej. Tam wszyscy są wyluzowani, żartują z dziennikarzami, bawią się. - Ja też tak chcę. Staram się zmienić. Ja naprawdę jestem bardzo miłą, towarzyską osobą. Ale przyjaciół dobieram sobie bardzo starannie, więc uważajcie - uśmiechała się Henin na konferencji prasowej.

Belgijka jest we współczesnym tenisie kobiecym fenomenem. Ma zaledwie 167 cm wzrostu, nie ma potężnego serwisu, ale i tak daje radę pokonać wszystkie wysokie i potężnie zbudowane dziewczyny, jak siostry Williams, Nicole Vaidiszova czy Maria Szarapowa. - Jestem z tego naprawdę dumna. Jak na tak niewysoką dziewczynę spisuję się chyba całkiem nieźle - uśmiechała się Henin. Za zwycięstwo dostała czek na 1,4 mln dol., ale najcenniejszą nagrodą było chyba to, co już kilka dni wcześniej powiedziała Martina Navratilova. - Justine jest jedyną tenisistką, za której mecze warto zapłacić każde pieniądze - stwierdziła najsłynniejsza zawodniczka w historii.

- Kiedy byłam małą dziewczynką, marzyłam o wygraniu jednego turnieju Wielkiego Szlema. Zwyciężyłam już w siedmiu. I wciąż nie mogę w to uwierzyć - mówiła w sobotę wielka mała Belgijka.

Statystyka finału

HENIN-KUZNIECOWA
57%skuteczność pierwszego serwisu75%
4asy1
185najszybszy serwis (km/godz.)177
7podwójne błędy0
21niewymuszone błędy29
25zagrania kończące11
28 z 34 (82%)wygrane piłki po pierwszym serwisie26 z 48 (54%)
12 z 26 (46%)wygrane po drugim serwisie8 z 16 (50%)
4 z 8 (50%)przełamania serwisu rywalki0 z 6 (0%)
70suma wszystkich punktów54
Liczby Henin

0
tyle setów w drodze po tytuł straciła. Tylko dwukrotnie musiała w Nowym Jorku grać tie-breaki - z siostrami Williams. Oba wygrała

7
tyle razy Belgijka wygrała w Wielkim Szlemie. Czterokrotnie w Paryżu (2003, 2005-07), raz w Melbourne (2004) i dwukrotnie w Nowym Jorku (2003 i 2007). Nie zdobyła tytułu tylko w Wimbledonie

11
od tylu lat jej trenerem jest Argentyńczyk Carlos Rodriguez. - Jest dla mnie jak drugi ojciec. Na korcie zawdzięczam mu wszystko - mówiła Justine

86
tygodni Henin jest numerem jeden na świecie. Zajmuje siódme miejsce na liście wszech czasów. Liderką jest Steffi Graf (377 tygodni). Do szóstej Lindsay Davenport Henin traci 12 tygodni

1 400 000
dolarów (minus podatek, plus premie od sponsorów) zasili konto Henin po finale. Od początku kariery Belgijka z Liege zarobiła już na korcie 17,6 mln dol.

Najszybsza setka świata 9,74

rl
2007-09-09, ostatnia aktualizacja 2007-09-09 20:14


Zobacz powiększenie
Fot. STRINGER/ITALY REUTERS

Asafa Powell pobił rekord świata na 100 m. Na mityngu w Rieti Jamajczyk pobiegł w czasie 9,74 s. Teraz czas na Tysona Gaya?


25-letni Powell wystartował w mityngu Rieti, który odbywa się dwa dni po Złotej Lidze w Zurychu. W Szwajcarii miał biec Gay, najjaśniejsza gwiazda mistrzostw świata w Osace, trzykrotny złoty medalista. Powell tam właśnie rok temu wyrównał swój ówczesny rekord - 9,77 s.

Szwajcarzy daliby się pokroić, by mieć u siebie rewanż finału mistrzostw świata, gdzie Gay wygrał, a Powell był trzeci, ale Jamajczyk ostatecznie wybrał start we Włoszech. Na dodatek Gay, dowiedziawszy się o tym, zrezygnował z biegu na 100 metrów, tłumacząc się zmęczeniem po mistrzostwach świata. Show zamienił się więc w Zurychu w katastrofę - Gay zdecydował się na start tylko w sztafecie. To było łatwe zwycięstwo, sam mistrz pobiegł na trzeciej zmianie, po łuku, jako specjalista również od biegu na 200 metrów.

A Jamajczykowi w Rieti pomogła pogoda. Było ciepło, podczas gdy po drugiej stronie Alp - w Zurychu - panowało przenikliwe zimno. Asafa nawet nie miał godnych siebie przeciwników. Następny na mecie Jaysuma Ndure Saidy osiągnął 10,07 s, zaś trzeci na mecie mistrz świata z 2003 roku Kim Collins - 10,14 s. "Co najbardziej zadziwiające, Powell na ostatnich metrach nie wyciskał z siebie wszystkiego, zostawiając wrażenie, jakby stać go było na więcej" - pisze Diego Sampaolo na stronie iaaf.org.

Sprinty poniżej 9,8 s dla Powella i Gaya nie są nowością. Powell trzykrotnie już osiągnął 9,77 s, co było poprzednim rekordem. Z kolei Gay na mityngu w Nowym Jorku, jeszcze przed mistrzostwami świata, pobiegł 9,76. Tyle że pomagał mu zbyt silny wiatr.

19 września Powell pojawi się na stadionie Orła w Warszawie - będzie to jego druga wizyta na mityngu Pedros Cup. Organizatorzy pracowali nad tym, aby w innej serii w korespondencyjnym pojedynku pobiegł również Gay. Zdaje się, że z wysiłków nic nie wyszło. I z wydarzeń ostatniego weekendu widać, że trudno będzie doprowadzić do rewanżu za 100 m w Osace.

Chronologia rekordu na 100m mężczyzn od 1968 roku:

CzasZawodnikDataMiejsce
9.95Jim Hines (USA)14 października 1968Meksyk
9.93Calvin Smith (USA)3 lipca 1983Colorado Springs
9.92Carl Lewis (USA)24 września 1988Seul
9.90Leroy Burrell (USA)14 czerwca 1991Nowy Jork
9.86Carl Lewis (USA)25 sierpnia 1991Tokio
9.85Leroy Burrell (USA)6 lipca 1994Lozanna
9.84Donovan Bailey (Kanada)27 lipca 1996Atlanta
9.79Maurice Greene (USA)16 czerwca 1999Ateny
9.77Asafa Powell (Jamajka)14 czerwca 2005Ateny
9.74Asafa Powell (Jamajka)9 września 2007Rieti
Źródło: Gazeta Wyborcza

Cud Kubicy

Radosław Leniarski, Monza
2007-09-09, ostatnia aktualizacja 2007-09-09 18:59


Zobacz powiększenie
Fot. POOL REUTERS

Fernando Alonso wygrał wielkie Grand Prix na Monza. Robert Kubica po swoim błędzie i katastrofalnej zmianie opon musiał odrabiać straty. Był piąty

Zobacz powiekszenie
Fot. ANTONIO CALANNI AP
Zwycięski Fernando Alonso
Zobacz powiekszenie

Wyścig mógłby być kanwą sensacyjnego filmu. Oskarżany o szpiegostwo, sabotaż i inne zbrodnie zespół McLaren położył na łopatki Ferrari - 150 kilometrów od siedziby włoskiej firmy-symbolu F1. Stało się to dzień po wizycie carabinieri w centrum dowodzenia McLarena (patrz tekst poniżej), dwa tygodnie po podwójnej porażce z Ferrari w Turcji. Co więcej, był to pierwszy w historii dublet McLarena na jednym z najsłynniejszych, jeśli nie najsłynniejszym torze wyścigowym świata.

Szef angielskiej firmy Ron Dennis płakał na ramieniu żony, gdy Fernando Alonso, a zaraz za nim młody geniusz Lewis Hamilton mijali linię mety przed Ferrari Kimiego Raikkonena. Drugi kierowca włoskiej stajni Felipe Massa w ogóle nie dojechał do mety, co było ciosem dla 140 tysięcy tifosi.

Pół minuty za Finem przyjechał Niemiec z BMW Sauber Nick Heidfeld i niecałe 4 sekundy później jego partner z teamu Robert Kubica. I właśnie to - piąte miejsce Polaka - było chyba największym cudem tego wyścigu. Cudem, który kierowca zawdzięcza tylko sobie. Ale zanim do niego doszło, było blisko całkowitej porażki.

Katastrofa w pit lane

Najpierw Kubica, ruszający na starcie z mniej przyczepnej prawej części toru, dał się wyprzedzić przez Heikkiemu Kovalainenowi z Renaulta. Zresztą na starcie szybsi od swoich sąsiadów z prawej byli niemal wszyscy kierowcy czołówki jadący po lewej, czystej, nagumowanej stronie.

Polak jakby wbił się w tył samochodu Fina, nie odpuścił go na metr i gdy wyjechał na długi łuk Parabolica, udało mu się odzyskać szóste miejsce, wyduszając z samochodu ponad 330 km na godz. Dopiero później nastąpiła sekwencja porażek.

Polak zjechał do garażu, a tam w jednej chwili diabli wzięli mit o niemieckiej organizacji. Samochód ześliznął się z przedniego podnośnika, tylny podnośnik nie mógł podnieść bolidu, wąż pneumatycznego pistoletu nie sięgał do tylnego koła, mechanik poprawiający przedni statecznik nie trafiał śrubokrętem w dziurkę. Zmiana opon i tankowanie trwało 17,5 sekundy!

Polak wyjechał na 11. miejscu!

- Robert nieprecyzyjnie wjechał na swoje miejsce parkingowe - mówił Mario Theissen po wyścigu, tłumacząc mechaników. Na drugim pit-stopie - który poszedł płynnie - widać było, jak mechanik odpowiedzialny za koła gestykuluje w nerwach: "No proszę, teraz wszystko OK! To nie była moja wina".

Pościg i sukces Kubicy

Kubica musiał teraz wykonać kilkanaście naprawdę szybkich okrążeń, aby nadrobić czas do tych kierowców, którzy jechali z taktyką z jednym postojem w garażu. A takich było teraz przed nim kilku. Polak dużo sekund stracił, jadąc za wolnym Kovalainenem, za którym wylądował po katastrofalnym postoju. Na szczęście Fin zjechał na drugi pit-stop, Polak przyspieszył i po swoim drugim pobycie w boksie wyjechał przed Kovalainenem, ale za to za Nico Rosbergiem. Kubicy zabrakło ułamków sekundy.

Na tym wyścigu były dwa piękne manewry wyprzedzania. Jeden z nich wykonał właśnie Kubica. Mając przewagę szybkości nad williamsem Rosberga, najpierw próbował go wyprzedzić na długim łuku zwanym Parabolica, na którym na pierwszym kółku wyprzedził Kovalainena. - Byłem pewien, że mi się uda. Jechałem za nim jak w tunelu aerodynamicznym. To niebezpieczne, bo traci się przyczepność, robi się bardzo ślisko - mówił Polak.

Gdy się nie udało na łuku, Kubica bardzo późno zaczął hamowanie przed szykaną nr 4 i wbił się w nią przed Niemcem. Było to na 45. okrążeniu, czyli zaledwie osiem przed metą.

Hamilton się uratował

To było coś. Ale jeszcze piękniejszy manewr, tyle że dwa okrążenia wcześniej, wykonał Lewis Hamilton walczący o drugie miejsce z Kimim Raikkonenem. Desperacko zahamował na końcu prostej startowej, aż z kół poszedł dym, na uślizgu wkręcił się niemal w szykanę, lekko wypychając samochód rywala, odzyskał kontrolę nad bolidem i uciekł Finowi.

To był dla Brytyjczyka ratunek.

Gdyby nie wyprzedził Fina, jego przewaga nad zwycięzcą Grand Prix Włoch, kolegą z zespołu i wiceliderem klasyfikacji kierowców Fernando Alonso zmalałaby zaledwie do 1 punktu!

Emocje wyścigowe udzieliły się tłumowi, który wdarł się na tor podczas prezentacji. Jednak to Polacy byli jedyną zwartą grupą, jaka pozostała na torze jeszcze godzinę po zakończeniu wyścigu. 200-300 biało-czerwonych kibiców skandowało bez wytchnienia imię swojego kierowcy. Kubica wyszedł do nich w obstawie członków zespołu, wyrzucił kilkanaście czapek z limitowanej wersji "Italian GP, Monza 2007". - Robert nie przejmuj się, kochamy cię - krzyczał tłumek Polaków.

- Ale ja się nie przejmuję - powiedział kierowca.

Cytaty GP Włoch

- Samochód po prostu ześliznął się z podnośnika - Robert Kubica

- Robert nieprecyzyjnie trafił w swoje miejsce parkingowe. Stąd problemy - Mario Theissen, szef BMW-Sauber

Wyniki Grand Prix Włoch:
1. Fernando Alonso (Hiszpania/McLaren-Mercedes) 1:18.37,806
2. Lewis Hamilton (W.Brytania/McLaren-Mercedes) +6,062
3. Kimi Raikkonen (Finlandia/Ferrari) +27,325
4. Nick Heidfeld (Niemcy/BMW-Sauber) +56,562
5. Robert Kubica (Polska/BMW-Sauber) +1.00,558
6. Nico Rosberg (Niemcy/Williams-Toyota) +1.05,810
7. Heikki Kovalainen (Finlsndia/Renault) +1.06,751
8. Jenson Button (W.Brytania/Honda) +1.12,168
9. Mark Webber (Australia/Red Bull-Renault) +1.15,879
10. Rubens Barrichello (Brazylia/Honda) +1.16,958
11. Jarno Trulli (Włochy/Toyota) +1.17,736
12. Giancarlo Fisichella (Włochy/Renault) +1 okr.
13. Alexander Wurz (Austria/Williams-Toyota) +1 okr.
14. Anthony Davidson (W.Brytania/Super Aguri-Honda) +1 okr.
15. Ralf Schumacher (Niemcy/Toyota) +1 okr.
16. Takuma Sato (Japonia/Super Aguri-Honda) +1 okr.
17. Vitantonio Liuzzi (Włochy/Toro Rosso-Ferrari) +1 okr.
18. Sebastian Vettel (Niemcy/Toro Rosso-Ferrari) +1 okr.
19. Adrian Sutil (Niemcy/Spyker) +1 okr.
20. Sakon Yamamoto (Japonia/Spyker) +1 okr.

Źródło: Gazeta Wyborcza