poniedziałek, 7 stycznia 2008

Sędzia z automatu

Jacek Sobczak 07-01-2008, ostatnia aktualizacja 07-01-2008 08:37

Nie ma przekonujących argumentów uzasadniających różnicowanie sposobu przydzielania spraw sędziom w procedurze cywilnej i karnej – uważa sędzia Sądu Okręgowego – Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Łodzi

źródło: Rzeczpospolita

O tym, który konkretnie sędzia będzie rozpoznawał sprawę z zakresu prawa cywilnego, gospodarczego, rodzinnego, pracy i ubezpieczeń społecznych, decyduje przewodniczący wydziału. Zgodnie z treścią art. 206 § 1 kodeksu postępowania cywilnego przewodniczący jednocześnie z wyznaczeniem pierwszej rozprawy zarządza doręczenie pozwu i stosownie do potrzeby wyznacza sędziego sprawozdawcę. Może on zatem – w sposób dowolny, niedookreślony żadnymi przepisami ustawowymi, kierując się własną, subiektywną oceną pracy sędziów oraz, co oczywiste w kontaktach interpersonalnych, również własnymi sympatiami i antypatiami do poszczególnych osób – przydzielać sprawy do referatu. Nie można zatem wykluczyć takiej sytuacji, że znając zapatrywania prawne i poglądy w kwestiach społecznych podległych mu organizacyjnie sędziów, poprzez przydzielenie danej sprawy może w efekcie w pewnym stopniu kreować rozstrzygnięcie. Dlatego należy dopracować się takich przepisów, które zapobiegną administracyjnemu doborowi sędziów do orzekania.

Przede wszystkim bezstronność

Prawo do rzetelnego procesu sądowego najdobitniej wyraża art. 6 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 4 listopada 1950 r. (DzU z 1993 r. nr 61, poz. 284), stanowiąc, iż każdy ma prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd ustanowiony ustawą przy rozstrzyganiu o jego prawach i obowiązkach o charakterze cywilnym albo o zasadności każdego oskarżenia w wytoczonej przeciwko niemu sprawie karnej. Z kolei art. 45 ust. 1 Konstytucji RP stwierdza, iż każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.

W świetle tych przepisów jednym z podstawowych elementów konstrukcyjnych prawa do rzetelnego procesu jest bezstronność sądu. Niewątpliwie może być ona zapewniona jedynie wówczas, gdy o składzie sądu rozpoznającego konkretną sprawę decydują czynniki obiektywne, niezależne od kogokolwiek.

W procedurze karnej

System automatycznego przydzielania spraw istnieje w procedurze karnej. Polega na skojarzeniu kolejności wpływu spraw karnych do sądu z listą sędziów sądu lub wydziału, a wyjątkowo przeprowadzaniu losowania członków składu orzekającego. W myśl bowiem art. 351 kodeksu postępowania karnego sędziego albo sędziów powołanych do orzekania w sprawie wyznacza się w kolejności według wpływu sprawy oraz jawnej dla stron listy sędziów danego sądu lub wydziału. Odstępstwo od tej kolejności jest dopuszczalne tylko z powodu choroby sędziego lub z innej ważnej przyczyny, co należy zaznaczyć w zarządzeniu o wyznaczeniu rozprawy. Jeśli natomiast w akcie oskarżenia zarzuca się popełnienie zbrodni zagrożonej karą 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocia, wyznaczenia składu sędziowskiego dokonuje się na wniosek prokuratora lub obrońcy w drodze losowania, przy którym mają oni prawo być obecni. Jednocześnie szczegółowe zasady wyznaczania i losowania sędziów określił w rozporządzeniu z 2 czerwca 2003 r. minister sprawiedliwości (DzU nr 107, poz. 1007), mając na uwadze konieczność zagwarantowania równego prawdopodobieństwa udziału w składzie orzekającym w każdej sprawie wszystkim sędziom danego sądu lub wydziału.

Zasady przyjęte w procedurze karnej niewątpliwie mają zapewnić obiektywizm w przydzielaniu spraw sędziom, dają gwarancję realizacji prawa do sądu niezawisłego i wyznaczonego do rozpoznawania sprawy w myśl stałych, prawem przewidzianych kryteriów. Rozwiązanie to ma doniosłe znaczenie gwarancyjne i powinno zapobiegać podejrzeniom o manipulacje składem sądu oraz sprzyjać tak ważnemu ze względu na cele wymiaru sprawiedliwości zaufaniu do sądu.

Pora na radykalną zmianę

Tak samo powinno być w postępowaniu cywilnym. Dla zapewnienia poszanowania zasady bezstronności sądu w sensie obiektywnym (art. 45 konstytucji i art. 6 ust. 1 konwencji) potrzebna jest ingerencja ustawodawcy, a więc wprowadzenie do procedury cywilnej systemu opartego na skojarzeniu kolejności wpływu spraw do sądu z listą sędziów sądu lub wydziału.

Podejmując decyzję o wyznaczeniu sędziego referenta, przewodniczący wydziału powinien zatem co do zasady brać pod uwagę zapis w repertorium o wpływie sprawy do sądu oraz listę sędziów z uwzględnieniem faktu, którym sędziom przydzielono poprzednie sprawy. Oznacza to również, że strony będą mogły uzyskać w sekretariacie wydziału informację o tym, w jakiej kolejności wyznacza się sędziom wpływające sprawy oraz jaką pozycję w repertorium zajmuje ich sprawa.

Proponowane rozwiązanie wzmacniające gwarancje bezstronności sądu nie może mieć charakteru bezwzględnego i powinno doznawać ograniczeń, które racjonalnie uwzględniają realne konieczności oraz potrzeby praktyki. W szczególności oczywiste jest, że odstępstwo od alfabetyczno-chronologicznej metody wyznaczania sędziego może się wiązać z długotrwałą chorobą sędziego lub inną ważną przyczyną (np. planowany kilkutygodniowy urlop, nadmierne obciążenie innymi sprawami, które w efekcie prowadziłoby do przewlekłości postępowania, istnienie przesłanek z art. 219 k.p.c. przemawiających za połączeniem spraw, które pozostawałyby w różnych referatach, okoliczności powodujące wyłączenie sędziego). W takich warunkach wymaganie bezwzględnego respektowania zasady automatycznego przydzielania spraw raziłoby formalizmem, a nawet byłoby sprzeczne z dobrem wymiaru sprawiedliwości. Jednakże w razie zaistnienia przeszkody w rozpoznaniu sprawy przez sędziego wyznaczonego z automatu w zarządzeniu o wyznaczeniu innego sędziego referenta należy zaznaczyć przyczynę odstępstwa, by wykluczyć podejrzenia o manipulację składem orzekającym.

Postulowana zmiana treści k. p. c. (np. w postaci nowelizacji art. 206 § 1 k. p. c. w brzmieniu korelującym z regulacją zawartą w art. 351 k. p. k.) spowodowałaby wzmocnienie zasady bezstronności, gdyż o składzie sądu cywilnego, gospodarczego, rodzinnego, pracy i ubezpieczeń społecznych decydowałby nie czynnik administracyjny, lecz przesłanki obiektywne, niezależne od kogokolwiek.

To za mało

Pewne wzmocnienie zasady obiektywizmu reguł wyznaczania sędziów referentów wyraża nowy regulamin urzędowania sądów powszechnych (DzU z 2007 r. nr 38, poz. 249). Wedle bowiem § 49 (umieszczonego w rozdziale zawierającym przepisy wspólne dla wszystkich rodzajów spraw rozpoznawanych w sądach rejonowych, okręgowych i apelacyjnym) przewodniczący wydziału przydziela sprawy sędziom i referendarzom sądowym zgodnie z zasadami określonymi w ustawie, w sposób wskazany przez kolegium sądu okręgowego lub apelacyjnego. Sprawozdawcę w kolejnych sprawach przewodniczący wydziału wyznacza według alfabetycznej listy sędziów wydziału, uwzględniając stan ich referatów, w tym rodzaj i ciężar gatunkowy poszczególnych spraw. Przewodniczący wydziału może wyznaczyć sędziego sprawozdawcę w kolejnych sprawach, odstępując od kolejności z alfabetycznej listy sędziów, jeżeli dana sprawa pozostaje w związku z inną z referatu danego sędziego.

Rozwiązanie to w odniesieniu do sędziów orzekających w pionie cywilnym, gospodarczym, rodzinnym, prawa pracy i ubezpieczeń społecznych jest niewystarczające, gdyż nie ma przekonujących argumentów uzasadniających różnicowanie sposobu przydzielania spraw sędziom w procedurze cywilnej i karnej.

Tylko bowiem określone przez ustawę sztywne reguły wyznaczania sędziów referentów w ramach każdego wydziału (a nie tylko karnego) przy rozpoznawaniu wszystkich kategorii spraw podlegających kognicji sądu i wymagających wydania decyzji orzeczniczych w pełni zapewnią obiektywizm w zakresie obciążenia pracą sędziów i poszanowanie zasady bezstronności.

Kodeks etyczny nie może tłumić krytyki

Ireneusz Walencik 07-01-2008, ostatnia aktualizacja 07-01-2008 08:40

Rzecznik praw obywatelskich uważa, że kodeks etyki lekarskiej narusza wolność słowa. Przyłączył się do skargi konstytucyjnej lekarki ukaranej dyscyplinarnie za krytykę pracy kolegów

Dr Zofia Szychowska w 2006 r. po kilku latach postępowania została przez Naczelny Sąd Lekarski ukarana upomnieniem za to, że skrytykowała w prasie przeprowadzenie przez swoich kolegów z Akademii Medycznej we Wrocławiu niepotrzebnych, jej zdaniem, zabiegów punkcji u 40 dzieci.

Sąd uznał, że złamała art. 52 ust. 2 kodeksu etyki lekarskiej, który nakazuje lekarzowi „zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza” oraz zabrania publicznego dyskredytowania go „w jakikolwiek sposób”. Przy czym w ogóle nie oceniał tego, czy krytyka była uzasadniona, za przewinienie uznał sam fakt, że lekarka się jej dopuściła.

Wolność słowa kontra ochrona czci

Dr Szychowska wniosła w ubiegłym roku do Trybunału Konstytucyjnego skargę na ten przepis KEL, który jej zdaniem ogranicza wolność słowa. W sprawę zaangażowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Prawnicy fundacji napisali skargę konstytucyjną. – Przygotowaliśmy ja w ramach Programu Spraw Precedensowych – mówi Maciej Bernatt z Fundacji.

W skardze kwestionują inkryminowany przepis kodeksu etyki oraz trzy artykuły ustawy o izbach lekarskich, które są podstawą obowiązywania regulacji etycznej, a także odpowiedzialności zawodowej lekarzy. Twierdzą, że naruszają one konstytucyjną zasadę wolności słowa i prawo do krytyki. – Przyjęliśmy taką konstrukcję, bo kodeks etyki doprecyzowuje przepisy ustawy. W takim wypadku, naszym zdaniem, ten akt wewnętrznego prawa środowiska lekarskiego może być badany przez TK- wyjaśnia Maciej Bernatt.

Zasznurowane usta lekarzy

W ostatnich dniach do tej skargi przyłączył się rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski.

– Bardzo się cieszę – mówi Zofia Szychowska. – Wiele razy informowałam rzecznika o mojej sprawie, ale poprzedni, prof. Andrzej Zoll, zawsze odpowiadał, że moje prawa nie są łamane.

R. p. o. w swoim piśmie do TK potwierdza wyrażony w skardze pogląd, że zaskarżone przepisy, wykluczając możliwość opartej na faktach i podjętej w interesie publicznym krytyki lekarza przez innego lekarza, są sprzeczne z gwarantowaną przez konstytucję zasadą wolności słowa. Stawiają bowiem tamę – uważa rzecznik – jakimkolwiek krytycznym publicznym wypowiedziom lekarzy na temat praktyki medycznej kolegów po fachu. Jego zdaniem tak daleko posunięta w KEL ochrona czci i dobrego imienia lekarzy nie ma uzasadnienia. Obowiązują przecież w tej kwestii równe dla wszystkich przepisy prawa cywilnego. Rzecznik podkreśla, że ograniczenie wolności słowa nie służy także ochronie zdrowia publicznego. Kodeks etyki, nakładając rygory na wypowiedzi lekarzy, blokuje im udział w publicznej dyskusji na ten temat, choć to właśnie ich wiedza i doświadczenie ma najwyższą wartość merytoryczną. Art. 52 ust. 2 KEL może bowiem być barierą w dyskusji o skuteczności jakiejś terapii, zabiegów czy leków, która dotyczyłaby konkretnego przypadku. Zdaniem rzecznika, ograniczanie lekarzom swobody wypowiedzi jest wyrazem źle pojętej „solidarności zawodowej”, która nie służy ani środowisku, ani pacjentom.

Rzecznik prasowy Naczelnej Rady Lekarskiej nie chciał na gorąco skomentować decyzji r. p. o. Stwierdził, że z jego argumentacją muszą najpierw dokładnie zapoznać się prawnicy NRL. Samorząd lekarski będzie miał okazję przedstawić swoją podczas rozprawy przed TK.

Maciej Bernatt, Helsińska Fundacja Praw Człowieka

To sprawa niezwykle interesująca z punktu widzenia wolności słowa i prawa do krytyki w zawodzie lekarza. Kodeks etyki lekarskiej zabrania publicznego dyskredytowania jednego lekarza przez drugiego, ale nie wiadomo, na czym to ma polegać. Zakaz jest uregulowany nieprecyzyjnie i przez to może być rozumiany zbyt szeroko. Dyskredytowaniem może być przecież w zasadzie każde wytknięcie komuś publicznie błędu w sztuce medycznej. Sprawa dr Szychowskiej pokazuje, że ten przepis może być wykorzystany w celu przeciwdziałania jakiejkowiek krytyce zawodowej między lekarzami.

Polscy siatkarze przegrali z Hiszpanią

W pierwszym meczu turnieju kwalifikacyjnego do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie reprezentacja Polski przegrała z Hiszpanią 2:3.

Czytaj blogi sport.pl


Po ostatniej piłce trzeciego seta, wyrzuconej w aut przez Israela Rodrigueza, niewiele brakowało, by eksplodujący radością trener Raul Lozano uwiesił się na szyi Krzysztofa Ignaczaka. To był niebywale ciężki okres, Polakom długo kompletnie nic nie wychodziło i dopiero w mrożącej krew końcówce wydostali się z tarapatów i objęli prowadzenie 2:1. Nie bez solidnej pomocy rywali.

Później wydawało się, że biało-czerwoni opanowali sytuację, ale to rywale przetrwali ten twardy, obfitujący w zaskakujący zwroty bój. Po wieńczącym go zbiciu - niecelnym - Bartosza Kurka Polacy długo siedzieli na parkiecie. W milczeniu, zawieszając martwe, smutne spojrzenia w jakimś nieokreślonym punkcie w przestrzeni.

Już pierwsza akcja, w której zaszło nieporozumienie w nowiusieńkim duecie reprezentacyjnych przyjmujących, mogła wywołać niepokój. Później Dawidowi Murkowi i Krzysztofowi Gierczyńskiemu szło o niebo lepiej, ale, niestety, nie do końca meczu. - Oczekiwałem od siebie więcej, jestem rozczarowany - mówił ten pierwszy. - Hiszpanie pewnie się bardzo ucieszyli, że grając słabo pokonali Polskę. A najdziwniejsze, że łapały mnie skurcze, Krzyśka zresztą też, choć tutaj są mniejsze obciążenia niż w lidze, gdzie skaczemy więcej - dodał Murek, najsurowiej oceniający grę drużyny.

Reprezentację Raula Lozano w jej najlepszym okresie napędzał mocny i zrównoważony, skuteczny na obu skrzydłach atak. Tymczasem teraz kontuzje wpędziły kadrę w taki kryzys, że w Izmirze za regularne zbijanie odpowiadać mają niemal wyłącznie nowe - mniej lub bardziej - twarze. Gruszka, przesuwany po boisku przez całą karierę, to kapitan drużyny, ale jako atakujący nie grał w niej od lat. Murek też wrócił po długiej przerwie, Gierczyński poprzednie występy pewnie ledwie pamięta, Kurek niemal wszystkim dotychczasowym meczom przyglądał się jako rezerwowy, a Wika w kadrze debiutuje. Jeśli dołożyć do tej grupy cierpiącego, walczącego z bólem barku Sebastiana Świderskiego, to okaże się, że przy największym atucie reprezentacji rozbłysnął ogromny znak zapytania.

Wczoraj ten znak zapytania się nie zmniejszył, choć z żadnego skrzydła nie straszyło rażącą wyrwą w ataku. Już w trzecim secie jednak bombardowani agresywnym serwisem Polacy z trudem ciułali punkty, sporo z nich zawdzięczając niewymuszonym błędom przeciwnika. Zaciął się nawet Gruszka, który przez dwa sety zachowywał regularność, nie deprymował się pojedynczymi niepowodzeniami i utrzymywał 50-procentową skuteczność. W końcu jednak Lozano musiał zastąpić go Kurkiem. Ten dał dobrą zmianę, ale w najważniejszym być może momencie błysnął Gierczyński, przebijając się przez potrójny blok Hiszpanów.

A później nastąpiły dwa dziwne sety, w których Polacy wysoko prowadzili, a mimo to je przegrali. W rozstrzygających chwilach oglądaliśmy drużynę jeszcze bardziej odmienioną personalnie na każdej niemal pozycji - ze wspomnianym Kurkiem w roli atakującego, Marcinem Możdżonkiem, teoretycznie czwartym w hierarchii środkowym reprezentacji, Gruszką przywróconym na pozycję przyjmującego i Marcinem Wiką. Niestety, nikt nie uniknął błędów.

- Na takim poziomie trzeba utrzymać maksymalną koncentrację do samego końca - wzdychał Kurek. - Nam się nie udało, rozprężenie nastąpiło w najgorszym momencie.

- Każdy, łącznie ze mną, dołożył swoją pomyłkę i przyłożył się do porażki - wtórował mu Daniel Pliński. - Ale moim zdaniem zagraliśmy dzisiaj naprawdę dobrze, poszliśmy na maksa i nie możemy sobie wiele zarzucić. Hiszpanie okazali się po prostu minimalnie lepsi. Ja sądzę jednak, że jeśli z Włochom zagramy na podobnym poziomie, to zwyciężymy. Dlatego w żadnym razie się nie poddajemy.

Pliński pocieszał się jak mógł, ale niewykluczone, że gdyby mecz dzisiejszych rywali oglądał, byłby optymistą ostrożniejszym. Włosi rozbili bowiem Holandię w imponującym stylu, nawet jeśli ta wypadła zaskakująco słabo. Rozpędzali się z seta na set, każdego kolejnego wygrywali łatwiej, w ostatnim mknąc już w tempie iście rakietowym. A przede wszystkim zostawili po sobie wrażenie grupy potwornie zdeterminowanej, jak nigdy żądnej sukcesu i wpadającej w euforię po każdym zdobytym punkcie. Dla nich - podupadłego siatkarskiego supemocarstwa - rok 2008 bez igrzysk, na których występują nieprzerwanie od trzech dekad, byłby końcem świata. I dzisiaj z Polską zagrają tak, by końca świata uniknąć.

I set


Do pierwszej przerwy technicznej żadna drużyna nie mogła wywalczyć przewagi. Polacy prowadzili 2:1, Hiszpanie 7:5. Chwilę po niej na kilka punktów odskoczyli Polacy, którzy dobrą grą blokiem doprowadzili do stanu 12:9. Trener Hiszpanów wziął czas, ale na niewiele się to zdało, bo jego zawodnicy nie potrafili odrobić strat. Na drugą przerwę techniczną Polacy zeszli z prowadzeniem 16:13. Po niej Hiszpanie nie mieli już nic do powiedzenia i po kilku chwilach zrobiło się 19:15. Do końca seta nie było już momentu, w którym Hiszpanie mogliby dogonić siatkarzy Lozano. Po bardzo dobrym secie Polacy prowadzili z Hiszpanią 1:0.

II set


Znów początek seta był bardzo wyrównany, z tą różnicą, że tym razem na pierwszą przerwę techniczną z prowadzeniem zeszli Hiszpanie. Po chwili było już 11:8 i o czas poprosił Raul Lozano. Niewiele to zmieniło, Polacy cały czas nie potrafili odrobić straty i na drugą przerwę techniczną schodzili przegrywając 13:16. Dopiero po niej Polacy zaskoczyli i po chwili doprowadzili do stanu 16:17. Nie trwało to długo, bo kilku błędach drużyny Lozano Hiszpanie wyszli na prowadzenie 19:17. Później Hiszpanie doprowadzili do stanu 24:21. Polacy obronili dwa setbole, ale przy trzecim skapitulowali.

III set


Już na początku seta dzięki świetnej grze Guillermo Falasci Hiszpania wyszła na prowadzenie 6:2. Po chwili jeszcze powiększyła przewagę do 8:3. Polacy obudzili się po przerwie technicznej. Dzięki dobrej grze Gierczyńskiego doprowadzili do stanu 11:9. Potem błędy popełniali jedni i drudzy, przy drugiej przerwie technicznej Hiszpanie prowadzili 16:15. Później obie drużyny grały punkt za punkt, aż w końcu Polacy zdobyli dwa punkty z rzędu i wygrali 28:26.

IV set


Polacy fantastycznie zaczęli czwartego seta, bardzo szybko wyszli na prowadzenie 5:2. Hiszpanie odrobili kilka punktów ale na pierwszą przerwę techniczną Polacy zeszli z prowadzeniem 8:5. Później znowu dobrze grali Polacy i doprowadzili do stanu 14:11. Hiszpanie przejęli inicjatywę dopiero w końcówce, po serii błędów Polaków doprowadzili do stanu 21:19, a po kolejnych wygrali seta 25:21.

V set


Znów dobrze zaczęli Polacy, którzy wykorzystali błędy Hiszpanów i wyszli na prowadzenie 7:4. I znów Hiszpanie i dogonili, doprowadzając do stanu 8:8. Polacy jakby stanęli i pozwolili rywalom zdobyć kolejne punkty. Hiszpanie prowadzili już 12:8. Potem trzy punkty z rzędu zdobyli Polacy, ale nie udało im się wygrać.