wtorek, 22 stycznia 2008

Minister Radek Sikorski w Moskwie: Wracamy do normalności

Tomasz Bielecki, Moskwa
2008-01-22, ostatnia aktualizacja 2008-01-21 22:19

Polacy i Rosjanie unikali konfrontacyjnych tonów podczas poniedziałkowej wizyty min. Radka Sikorskiego w Moskwie. - Jako sąsiedzi zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, więc wracamy do normalności - mówił Sikorski.

Zobacz powiekszenie
Fot. ALEXANDER NATRUSKIN REUTERS
Ministrowie Sikorski i Ławrow odpowiadali na pytania dziennikarzy na wspólnej konferencji prasowej
Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow z rzadko spotykaną w Moskwie powściągliwością podkreślił, że Rosja uznaje suwerenne prawo Polski do budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej na swym terytorium. Także Radek Sikorski nie zaogniał atmosfery i dopiero na zakończenie wizyty - już po spotkaniach z Ławrowem oraz doradcą Kremla ds. UE Siergiejem Jastrzembskim - ujawnił, że widział się wczoraj w Moskwie także z Michaiłem Kasjanowem, czyli byłym premierem i antykremlowskim kandydatem w marcowych wyborach prezydenckich.

Rosjanie z zimną krwią przyjmowali deklaracje Sikorskiego, że choć Moskwa zniosła embargo na import polskiego mięsa, to na razie nie może im obiecać zniesienia polskiego weta wobec negocjacji umowy o partnerstwie między UE oraz Rosją. - Musimy o tym porozmawiać w gronie krajów UE. Mogę tylko zapewnić, że zdziwiłbym się, gdyby negocjacje nie rozpoczęły się w tym półroczu - mówił polski minister.

Żartem zbył pytanie o groźby szefa rosyjskiego sztabu gen. Jurija Bałujewskiego, który niedawno w kontekście tarczy antyrakietowej groził, że Rosja może prewencyjnie użyć broni atomowej. - Miałbym prośbę, aby gen. Bałujewski straszył nas wojną nuklearną nie częściej niż raz na kwartał - powiedział Sikorski.

Sikorski i Ławrow zwracali wczoraj uwagę, że podczas dwóch ostatnich lat wyjątkowych chłodów w polsko-rosyjskich stosunkach pozytywną przeciwwagą była dobrze rozwijająca się współpraca handlowa. Dlatego nowe umowy gospodarcze, które ułatwią wzajemne inwestycje, będą jednym z głównych tematów podróży premiera Donalda Tuska do Moskwy 8 lutego, którą przygotowywał wczoraj Sikorski. Współpraca gospodarcza jest jedną z podstaw rosyjskiej doktryny w stosunkach międzynarodowych. Więzi biznesowe istotnie łagodzą spory polityczne m.in. w relacjach Rosji z Niemcami, ale - jak skarży się część rosyjskich opozycjonistów - przemysłowe lobby czasem narzuca milczenie, m.in. w sprawie łamania praw obywatelskich.

Czy w polsko-rosyjskich stosunkach istotnie idzie na lepsze? - Ostrożnie z tym optymizmem. Rzeczywiście, teraz jest lepiej, ale za miesiąc może być znów chłodniej - ostrzega Dmitrij Babicz, publicysta miesięcznika "Russia Profile". Podkreśla, że obecna odwilż nie opiera się na rozwiązaniu starych konfliktów, m.in. w sprawie tarczy, lecz na dobrej woli obu stron. - Dziś Ławrow mówi, że Rosja nie zamierza naciskać na Polskę w sprawie tarczy, ale chce, aby uwzględniono jej zastrzeżenia. Zmienił się więc język, ale nie zmienił się sprzeciw Kremla - podkreśla Babicz.

Eskalacja istniejących konfliktów może być wkrótce ponownie wykorzystana przez rosyjskich polityków, którzy używają polityki zagranicznej, aby straszyć Rosjan zagrożeniami z zewnątrz. - Kiedy tak się stanie, trzeba będzie zimnej krwi po obu stronach, aby nie dopuścić do nowej rosyjsko-polskiej zapaści. Cokolwiek by się działo, tym razem nie przestawajmy rozmawiać - mówi Babicz.

Współpracujący z Kremlem politolog Siergiej Markow przyznaje, że Donald Tusk na razie jest znany w rosyjskich mediach jako uśmiechnięty i umiarkowany polityk. Ale kiedy zacznie zdecydowanie przypominać o priorytetach polskiej polityki, to "może być mniej przyjemnie".

Rosjanie bardzo dobrze przyjęli złożenie przez Sikorskiego kwiatów pod pomnikiem żołnierzy radzieckich. Podobnie jak prezydent Aleksander Kwaśniewski w 2005 r. szef MSZ zrównoważył ten gest wieńcem położonym pod Kamieniem Sołowieckim upamiętniającym ofiary stalinowskich represji.

Spółdzielco, płać, bo dom ci się zawali

Monika Górecka-Czuryłło 21-01-2008, ostatnia aktualizacja 21-01-2008 00:04

Ci, którzy wykupili mieszkania spółdzielcze po cenach rynkowych, mogą nie płacić na fundusz remontowy. Zarządy alarmują: grozi nam bankructwo

źródło: Rzeczpospolita

Na zarządy stołecznych spółdzielni mieszkaniowych padł blady strach. Zapisy ubiegłorocznej ustawy dotyczącej spółdzielczej mieszkaniówki mogą doprowadzić do ruiny całe osiedla.

Ustawa zezwoliła lokatorom na wykup mieszkania wraz z gruntem za symboliczną złotówkę (przeciętnie od 5 zł do 30 zł za mkw. w zależności od roku, w którym wybudowano dom, i od wielkości lokalu). Jednocześnie tym, którzy wykupili mieszkania po cenie rynkowej przed wejściem w życie ustawy (ale po 2000 r.), stworzyła możliwość niepłacenia na fundusz remontowy. Warunkiem jest zgoda walnego zgromadzenia spółdzielni. Osoby, które z opłat na fundusz remontowy mogą być zwolnione, stanowią nawet 30 – 50 proc. wszystkich członków warszawskich spółdzielni.– Jeśli u nas 17 tys. osób, które wykupiły mieszkania po komercyjnej cenie, przestanie płacić na remonty, to spółdzielnia splajtuje – przyznaje wiceprezes Energetyki Sylwester Mirecki.

Dodaje, że dopływ gotówki na fundusz i tak jest niższy, właśnie z powodu wykupu lokali za symboliczną złotówkę.

– Do tej pory pieniądze ze sprzedaży mieszkań szły właśnie na remonty. Jeśli teraz zabraknie jeszcze środków od tych, którzy wcześniej wykupili lokale, to bloki popadną w ruinę – mówi Mirecki.

Wnioski o zwolnienie z opłat już do zarządów spółdzielni wpływają. Czy będą realizowane, zależy od ustaleń walnych zgromadzeń.

– Był wniosek, by osoby, które wykupiły mieszkanie wcześniej, przez dziesięć lat nie płaciły za remonty – przyznaje kierownik działu członkowskiego spółdzielni Ursus Maria Urbańska. – Na razie został zawieszony, choć lokatorzy mocno naciskali.

Podobna sytuacja była w spółdzielni Bródno. Tu też sprawę odłożono na później – Jeśli wniosek by przeszedł, fundusz remontowy w skali roku uszczupliłby się o kilkanaście milionów złotych – mówi prezes Krzysztof Szczurowski. Dodaje, że o zwolnienie z opłat mogłoby się ubiegać prawie 25 proc. członków spółdzielni liczącej ponad 20 tys. osób.

Nawet połowa spółdzielców może się domagać zwolnienia z opłat na fundusz remontowy

Co może oznaczać uszczuplenie remontowych środków? Prezesi wyliczają: docieplenie trzyklatkowego dziesięciopiętrowego budynku kosztuje ok. 1 mln zł, a czteropiętrowego, niewielkiego około 300 tys. Podobny jest koszt wymiany instalacji wodno-kanalizacyjnej w stulokalowym bloku. Te wszystkie roboty trzeba by wstrzymać.

Na razie w większości spółdzielni walnych zgromadzeń jeszcze nie było. Muszą się odbyć do czerwca.

– Decyzji członków przewidzieć się nie da. Wnioski o zwolnienie wpływają – nie ukrywa niepokoju szef działu członkowskiego ze spółdzielni Gocław Andrzej Bartuszek. Dodaje, że zmniejszenie środków na remonty grozi popadaniem w ruinę całych osiedli.

– Już teraz fundusz jest za mały – przypomina.

Przedstawiciele władz spółdzielni, choć obawiają się zapaści finansowej, nie dziwią się osobom, które domagają się zwolnień z opłat na remonty.– Z pieniędzy, które płacili za wykup mieszkania, były robione remonty w całej spółdzielni. Może teraz więcej powinni płacić ci, którzy wykupują mieszkanie za grosze – postuluje prezes Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Elżbieta Tutak. Liczy jednak na rozsądek spółdzielców.Takim wykazali się już członkowie RSM Praga.

– Zdecydowali, że zwolnień nie będzie. Tak głosowali nawet ci, którzy wykupili mieszkanie za duże pieniądze – chwali swoich spółdzielców prezes Andrzej Półrolniczak. Dodaje jednak, że ludzie mają poczucie niesprawiedliwości. – Kiedyś trzeba było wziąć kredyt na wykup mieszkania. Teraz dostaje się je za darmo, a za remonty wszyscy płacą tak samo.

Jaromir Gazy z Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców pociesza: – Ludzie są rozsądni. Nie doprowadzą do ruiny własnych domów.

Źródło : Rzeczpospolita

Podział wspólnego majątku na wniosek wierzyciela

dom 21-01-2008, ostatnia aktualizacja 21-01-2008 09:40

Wierzyciel jednego z małżonków może zażądać, aby sąd ustanowił między nimi rozdzielność majątkową

To ważna zmiana będąca efektem obowiązującej od wczoraj nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Zawiera ją ustawa z 7 września 2007 r. o pomocy osobom uprawnionym do alimentów (DzU nr 192, poz. 1378). Jej zadaniem jest zapewnienie ochrony interesów wierzyciela jednego z małżonków.

Dotychczas rozdzielności majątkowej mógł żądać każdy z małżonków – z ważnych powodów. Z mocy prawa taka rozdzielność powstaje w razie ogłoszenia upadłości jednego z małżonków (gdy ma on tzw. zdolność upadłościową, czyli jest przedsiębiorcą). Rygor na wypadek upadłości wprowadzono przed trzema laty, aby syndycy (wierzyciele) mogli ściągać długi z tej części majątku upadłego małżonka, która wchodziła w skład majątku wspólnego.

Normalnie, żeby prowadzić egzekucję ze wspólnego majątku (który dominuje w większości małżeństw), potrzebna jest zgoda drugiego małżonka. Wraz z upadłością natomiast wspólnota majątkowa ustaje (wiadomo też, co jest czyje).

Nowe przepisy sprowadzają zasady podobne do tych obowiązujących w razie upadłości, do sytuacji prostszych i bardziej typowych – gdy pojedynczy wierzyciel nie może zaspokoić roszczeń z majątku odrębnego małżonka. – Celem noweli jest umożliwienie w takich sytuacjach sięgnięcia do majątku wspólnego – mówi Piotr Bodył Szymala, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

W rozdziale „Przymusowy ustrój majątkowy” k.r.o. wprowadzono przepis (art. 52 § 1a), wedle którego ustanowienia przez sąd rozdzielności majątkowej może żądać także wierzyciel jednego z małżonków, jeżeli uprawdopodobni, że zaspokojenie wierzytelności (stwierdzonej tytułem wykonawczym) wymaga podziału majątku. Kolejny nowy przepis (art. 52 § 3) stanowi, że w razie ustanowienia rozdzielności na żądanie wierzyciela małżonkowie mogą zawrzeć umowę majątkową małżeńską po podzieleniu majątku wspólnego lub zaspokojeniu wierzytelności (udzieleniu mu zabezpieczenia) lub po upływie trzech lat od ustanowienia rozdzielności.

Większość przepisów noweli ma usprawnić ściąganie alimentów i przywraca Fundusz Alimentacyjny. Wejdą w życie 1 października. Nowela to kolejny przykład na to, że do zmian kodeksowych dochodzi przez wąskie, branżowe ustawy. O ryzyku takich działań dla spójności kodeksów pisaliśmy 16 stycznia („Na zmiany w kodeksach należy spojrzeć z lotu ptaka”).

Źródło : Rzeczpospolita