sobota, 19 kwietnia 2008

Biełsat TV nadaje w kosmos, a nie na Białoruś

Bartłomiej Kuraś, Kraków
2008-04-19, ostatnia aktualizacja 2008-04-19 08:10

Prawie nikt na Białorusi nie ogląda programu Biełsat TV. Jest nadawany przez satelitę Astra, z którego mało kto tam korzysta.

Zobacz powiekszenie
Program Biełsat TV
TVP Białoruś wystartowała 10 grudnia, jest finansowana przez polski MSZ. Na razie nadaje przez kilka godzin dziennie. W ramówce są m.in. programy informacyjne, reportaże, koncerty muzyków popierających opozycję na Białorusi.

- Tyle że tych programów prawie nikt nie ogląda, bo program nie jest nadawany z najpopularniejszego na Białorusi satelity Sirius, a z praktycznie nieużywanej tam Astry - mówi Jerzy Jurecki, właściciel "Tygodnika Podhalańskiego", który bierze udział w szkoleniach niezależnych białoruskich dziennikarzy.

- Białoruscy opozycjoniści nie mogą zrozumieć, dlaczego program za tak duże pieniądze trafia w próżnię. Szkoda tych materiałów realizowanych w konspiracyjnych warunkach przez białoruskich dziennikarzy, bo to są świetne reportaże - przekonuje Jurecki.

- To prawda, z Astry mało kto na Białorusi korzysta. Najpopularniejszy jest Sirius - przyznaje Andrzej Poczobut, współpracownik "Gazety" na Białorusi.

"Cały czas zabiegamy o przeniesienie na Siriusa"

Agnieszka Romaszewska, szefowa Biełsat TV, zdaje sobie sprawę, że programy jej stacji mało kto ogląda: - Zaczęliśmy nadawać na Astrze, bo taką umowę podpisał ośrodek emisji TVP. Cały czas zabiegamy o przeniesienie na Siriusa. Mam nadzieję, że wkrótce to się uda.

Polski rząd zastanawia się, ile przekazać w tym roku na działalność Biełsat TV. Do stacji miało trafić 21 mln zł, ale MSZ chce obciąć dotację do 18 mln zł. TVP szacuje, że na Biełsat TV w 2008 r. potrzebuje 27 mln zł.

Białoruski Narodowy Instytutu Badań Socjalno-Ekonomicznych podał tydzień temu, że Biełsat TV ogląda 7,3 proc. Białorusinów, czyli ok. 700 tys. widzów.

- Tyle osób odpowiedziało, że oglądało program naszej stacji, ale to nie oznacza, że odbierają nasz program - mogli widzieć jakąś produkcję Biełsatu, np. w internecie czy na kasetach - tłumaczy Romaszewska. - Jeśli do końca roku będzie nas oglądało 5 proc. Białorusinów, to będzie sukces.

Lepiej w internecie

Białorusini mają żal, że Biełsat nie jest dostępny w internecie. - Czasami któryś z dziennikarzy sam wrzuci jakiś reportaż na serwis YouTube - mówi nam białoruski dziennikarz związany z redakcją Biełsat TV.

Szefowa Biełsat TV Agnieszka Romaszewska: - Trwają prace nad udostępnieniem programu w internecie.

Białorusinom nie podoba się też, że na stacji zarabia rzesza pośredników. - TVP nie zamawia reportaży bezpośrednio u białoruskich dziennikarzy, tylko przez polskie firmy produkcyjne, do których trafia znaczna część pieniędzy przeznaczonych na działalność stacji - tłumaczy białoruski dziennikarz.

Romaszewska: - Nie możemy zamawiać programów bezpośrednio u Białorusinów, bo nie zezwala na to prawo. Musimy rozliczać produkcję z podatków, a jak żądać tego od białoruskich dziennikarzy pracujących prawie w konspiracji?

Źródło: Gazeta Wyborcza

Bush myślał, że poznał przyszłego papieża

sobota 19 kwiecień 2008 09:41
Prezydent Bush myślał, że poznał... przyszłego papieża

Było o krok od kolejnej gafy. Gdy Benedykt XVI przedstawił w Białym Domu amerykańskiego kardynała Williama Levada, George W. Bush przez chwilę sądził, że ma do czynienia z... następcą papieża. Na szczęście zanim prezydent USA zdążył to skomentować w swoim stylu, sprawa się wyjaśniła.

czytaj dalej...
REKLAMA

Kardynał Levada jest prefektem Kongregacji Wiary od czasu, gdy Joseph Ratzinger ustąpił z tego stanowiska i został głową Kościoła katolickiego.

"Panie prezydencie, przedstawiam Panu mego następcę" - powiedział Benedykt XVI, gdy kardynał Levada podszedł do George'a W. Busha. Słysząc to prezydent USA zrobił wielkie oczy, ale opanował zmieszanie i uścisnął dłoń hierarchy.

"Spostrzegłem, że prezydent zareagował zaskoczeniem, które trwało przez chwilę" - opowiadał z uśmiechem kardynał Levada na śniadaniu z przedstawicielami mediów i kultury w siedzibie tygodnika "Time". Na szczęście Bush szybko się zorientował, że ma do czynienia nie z następcą Benedykta XVI jako namiestnika Kościoła, a Josepha Ratzingera na stanowisku prefekta Kongregacji Wiary.

Całe też szczęście, że prezydent USA nie skomentował poznania "przyszłego papieża" w swoim słynnym humorystycznym teksańskim stylu. Do historii przeszły już jego liczne gafy językowe. Ostatnio na przykład w obecności Elżbiety II stwierdził, że królowa brytyjska ma ponad 300 lat.

W czasie ubiegłorocznego spotkania z Benedyktem XVI George W. Bush też się nie popisał. Siedząc w fotelu swobodnie zakładał nogę na nogę, a do papieża zwracał się "proszę pana", zamiast "Wasza Świątobliwość".

Zabójca Papały zostawił ślady krwi na ulicy

Specgrupa na tropie zabójcy gen. Papały

Morderca generała Marka Papały, uciekając z miejsca zbrodni, zostawił na ulicy ślady krwi. Teraz, po dziesięciu latach, te tropy z asfaltu, a także pocisk, odciski palców i próbki DNA zostaną sprawdzone w europejskich bazach danych, przy użyciu nowych metod kryminalistycznych - czytamy w DZIENNIKU.

Ponowne przebadanie wszystkich śladów z miejsca zabójstwa to pierwsze wnioski wysunięte przez specjalną grupę policyjno-prokuratorską, która analizuje na nowo sprawę zabójstwa generała.

"Dostałem raport na ten temat" - potwierdził minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.

Lada dzień nowe zadanie w sprawie Papały otrzymają specjaliści z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego.

"Już w pierwszych tomach akt znaleźliśmy informacje o zabezpieczonych w samochodzie i na miejscu zabójstwa śladach. Ale natychmiast rzuciło nam się w oczy, że były one sprawdzane przez ekspertów tylko na początku. A od tamtego czasu technika kryminalistyczna poszła do przodu. Mamy też większe możliwości korzystania z zagranicznych komputerowych baz danych. Musimy to wykorzystać, by ruszyć sprawę z miejsca" - mówi DZIENNIKOWI oficer KGP.

Co policja zabezpieczyła przed 10 laty?

* Pocisk, od którego zginął generał. Kula trafiła prosto w czoło i wyszła przez potylicę. Pocisk znaleziono w samochodzie, w którym zabito Papałę. Łuski nigdzie nie było. Bandyta najprawdopodobniej strzelał z pistoletu TT lub innej podobnej broni. CLK zdołało wówczas tylko stwierdzić, że nie ma w swoich zbiorach informacji, by kiedykolwiek użyto gdzieś broni, z której wystrzelono ten pocisk.

* Krwawe ślady. Na parkingu obok samochodu, w którym zginął generał, zachowały się odciski butów. Część z nich już na początku rozszyfrowano, bo należały do żony Papały, która znalazła zwłoki męża. Ale są też ślady, które zostawił morderca, odbiegając zygzakiem w kierunku Wyścigów. O tym, że uciekał w tamtą stronę, mówili także świadkowie. Policjanci zabezpieczyli kawałki asfaltu z chodnika przy ul. Wyścigowej z brunatnymi plamami pozostawionymi przez zbrodniarza. Zabrudzenia - co potwierdziła ekspertyza - były krwią generała.

* Odciski palców. Zebrano je m.in. z samochodu Daewoo Espero, w którym zginął Papała, oraz aut zaparkowanych obok. Część śladów okazała się należeć do generała i jego żony. Ale policjanci zabezpieczyli także linie papilarne, o których nie wiadomo, do kogo należą. Śledczy porównywali je wprawdzie z odciskami różnych osób przewijających się w śledztwie, ale dotychczas nie dało to żadnych efektów. Część przeniesionych na folię odcisków była nieostra i nie nadawała się - według ekspertów - do porównywania.

* Próbki DNA. 10 lat temu i technika daktyloskopijna, i komputerowe bazy danych były znacznie uboższe. "Nie mamy nic do stracenia, a ponowne sprawdzenie śladów może dać jakieś efekty" - mówi oficer KGP.

Na co mogą liczyć śledczy?

Po pierwsze, mając dostęp do komputerowych baz danych wszystkich europejskich policji, mogą trafić na ślad użycia broni, z której zabito Papałę. Jeśli kiedykolwiek kogoś z tej samej broni zraniono lub zastrzelono i zachował się pocisk, będzie to odnotowane.

Po tylu latach znacznie bogatsze są też polskie i europejskie zbiory linii papilarnych. Być może uda się ustalić, kto pozostawił odciski palców na miejscu zbrodni? Czy był to zabójca, albo inny gangster, który "kontrolował wykonanie zadania”? A może zrobił to któryś z polityków, którzy tłumnie zgromadzili się na miejscu zbrodni tuż po zabójstwie?

Marek Papała zginął 25 czerwca 1997 r. przed swoim domem przy ul. Rzymowskiego w Warszawie. Po 10 latach śledztwa nadal nie wiadomo, ani kto strzelał, ani kto zlecił tę zbrodnię i dlaczego. Gangsterowi Ryszardowi Boguckiemu postawiono tylko zarzut "pomocnictwa” w zabójstwie, a Andrzej Zieliński ps. "Słowik” i polonijny biznesmen Edward Mazur mieli szukać płatnego zabójcy. Na nich trop się urwał.