poniedziałek, 26 maja 2008

Eyeball żąda od Gadu-Gadu 22 mln dolarów!

Krzysztof Gontarek
2008-05-25, ostatnia aktualizacja 2008-05-25 19:30

19 maja 2008 r. Gadu-Gadu otrzymało wezwanie do stawienia się w Sądzie Najwyższym... Kolumbii Brytyjskiej. Proces producentowi popularnego w Polsce komunikatora wytoczyła firma Eyeball Networks Inc. Chodzi o spór z 2006 roku dotyczący wykorzystywanej przez GG technologii przesyłania głosu i obrazu na licencji Eyeball.

Zobacz powiekszenie
Logo Gadu-Gadu
JAK EYEBALL CHCIAŁ POLAKOM ZAKAZAĆ KORZYSTANIA Z GG

Przypomnijmy, że 2 października 2006 roku spółka Gadu-Gadu poinformowała, iż zaprzestała stosowania w swoim komunikatorze technologii licencjonowanej od kanadyjskiej firmy Eyeball Networks. Według GG powodem tej decyzji było naruszenie warunków umowy przez licencjodawcę i przedstawiciela handlowego licencjodawcy na terenie Polski - firmy SalesManager Polska.

Tymczasem według SalesManager Polska to Eyeball Networks deaktywowała firmie Gadu-Gadu S.A. licencję na wykorzystywanie komponentów SDK w komunikatorze, ponieważ producent GG przekroczył termin wezwania do naprawienia uchybień związanych z wykonywaniem postanowień Umowy Licencyjnej.

Co ciekawe, w wymianie zdań na komunikaty prasowe firma Eyeball podważyła wtedy prawo polskiego producenta nie tylko do wykorzystywania jej technologii, ale nawet do udostępniania rozmów tekstowych oraz czerpania zysków z reklam i usług telefonii internetowej, a nawet wezwali Zarząd GG do.... zakazania użytkownikom komunikatora dostępu do sieci Gadu Gadu, jeśli nie zostanie wynegocjowana ugoda z licencjodawcą.

GADU-GADU WYGRYWA W POLSKIM SĄDZIE

W rezultacie sporu użytkownicy komunikatora otrzymali nową wersję Gadu-Gadu, pozbawioną możliwości prowadzenia rozmów głosowych oraz komunikacji wideo. Natomiast Gadu-Gadu S.A. wystąpiła przeciwko SalesManager Polska Sp. z o.o. na drogę sądową, oskarżając przedstawiciela Eyeball o czyn nieuczciwej konkurencji poprzez rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji.

Sprawę sądową w dniu 20 listopada 2007 roku wygrało Gadu-Gadu S.A. SalesManager Polska wniosła apelację od wyroku, ale ta została w dniu 9 kwietnia 2008 r. oddalona w całości przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku - informują przedstawiciele GG.

EYEBALL WCIĄŻ WALCZY

Jak się okazało kilka dni temu, to jednak nie koniec problemów Gadu-Gadu z kanadyjskim dostawcą technologii audio-video. 19 maja 2008 r. Zarząd Gadu-Gadu S.A. otrzymał wezwanie z Sądu Najwyższego Kolumbii Brytyjskiej. Przedmiotem postępowania jest żądanie zapłaty w oparciu o umowę licencyjną z dnia 23 marca 2005 r. dotyczącą technologii, o którą toczył się spór w 2006 roku. Jak wynika z wezwania, postępowanie przeciwko GG zostało wszczęte przed Sądem Najwyższym Kolumbii Brytyjskiej w dniu 7 marca 2008 r. Stroną skarżącą jest Eyeball Networks Inc. z siedzibą w Kanadzie.

Eyeball Networks żąda od Gadu-Gadu S.A. 22.242.000 dolarów odszkodowania twierdząc, że w komunikatorze GG wciąż są wykorzystywane produkty Eyeball, co narusza warunki rozwiązanej uprzednio umowy licencyjnej.

Gadu-Gadu twierdzi, że roszczenia te są nieuzasadnione i pozbawione podstaw prawnych. Spółka zapewnia, że rozwiązując w dniu 11 listopada 2006 r. umowę licencyjną z Eyeball Networks wykonała wszelkie czynności, do których była zobowiązana zgodnie z postanowieniami tej umowy. Co więcej, według GG zobowiązania zostały wykonane jeszcze przed rozwiązaniem umowy. Przyczyniły się do tego działania Eyeball Networks, który zablokował Gadu-Gadu dostęp do komponentów serwera i w związku z tym osoby korzystające z GG w wersjach 7.0 do 7.5 nie mają od tego czasu żadnej możliwości wykorzystywania tego komunikatora w celu komunikacji audio-video.

Szczegółowe wyjaśnienia znajdziecie w raporcie bieżącym nr 16/2008 Gadu-Gadu S.A. z dnia 20 maja 2008r., w sekcji Informacje dla inwestorów.

Źródło: Dziennik Internautów

Wojtek Wowra
2008-05-26, ostatnia aktualizacja 2008-05-26 13:02

Wymiana plików w sieciach typu peer-to-peer przez wiele osób kojarzona jest odruchowo z łamaniem prawa. W mediach co jakiś czas pojawiają się informacje o kolejnych sankcjach, zarówno cywilnych, jak i karnych, wymierzanych w użytkownikom spod znaku czarnej bandery z czaszką i piszczelami. W natłoku tych sensacyjnych wieści zdajemy się jednak zapominać, że i ten medal ma dwie strony. Działania podejmowane przez władze państwowe oraz prywatne konsorcja walczące z łamaniem praw autorskich mogą bowiem naruszać także słuszne interesy tych użytkowników, którzy z peer-to-peer korzystają w dobrej wierze. Jak zatem bronić się przed sieciową inwigilacją?

ZOBACZ TAKŻE
Sieć peer-to-peer powstała w 1999 roku wraz z narodzinami protokołu Freenet, którego twórcą był młody Irlandczyk Ian Clarke. Kilka miesięcy później P2P trafiło pod strzechy dzięki Napsterowi autorstwa Amerykanina Shawna Fanninga. Sieć Napstera działała tylko dwa lata, ale to ona ustanowiła obowiązujące do dziś standardy. Pozwoliła milionom ludzi na wymienianie się piosenkami przez bezpośrednie połączenia, z pominięciem serwerowych ograniczeń.

Po zamknięciu Napstera, co było bezpośrednim skutkiem wniesienia pozwów o naruszenie praw autorskich zarówno przez samych muzyków, jak i czołowe wytwórnie, w Sieci pojawiło się wiele nowych rozwiązań. Obecnie najpopularniejsze protokoły to eDonkey, BitTorrent i Gnutella. Każdy z nich wykorzystuje różne aplikacje klienckie – można wśród nich wymienić eMule'a (eDonkey oraz Kad) czy Shareazę (Gnutella, eDonkey, BitTorrent).

Najlepsze aplikacje klienckie P2P

BearShare – klient P2P obsługujący sieć Gnutella. Potrafi pobierać pliki od wielu użytkowników jednocześnie, zawiera zaawansowaną wyszukiwarkę i wbudowany odtwarzacz.BitComet – znany i ceniony klient sieci BitTorrent.eMule – jeden z najpopularniejszych klientów P2P. Obsługuje sieci eDonkey oraz Kad, jest całkowicie darmowy i nie zawiera żadnych szkodliwych dodatków (spyware, adware). Program pozwala na zaawansowane zarządzenie pobieraniami i wysyłaniami (priorytety), sam aktualizuje listy najlepszych serwerów.Kazaa Lite K++ – nieoficjalna wersja znanego programu Kazaa, pozbawiona uciążliwych dodatków – reklam oraz programów szpiegujących. Korzysta z sieci FastTrack.Shareaza – nowoczesny program do wymiany plików, obsługujący wiele sieci – Gnutellę, Gnutellę 2, eDonkey i BitTorrent. Uchodzi za jedną z najbardziej wydajnych aplikacji P2P. Zawiera wbudowany odtwarzacz multimedialny.Soulseek – stary, ale nadal znany program P2P. Działa nie tylko jako klient wymiany plików, ale również komunikator internetowy. Każdy użytkownik może dzięki niemu stworzyć własny kanał, poświęcony danemu rodzajowi muzyki.StrongDC++ – modyfikacja znanego programu DC++, obsługującego sieć Direct Connect.uTorrent – niewielki i prosty klient sieci BitTorrent. Nie obciąża zbytnio systemu, a jednocześnie zawiera rozbudowany konfigurator opcji. Nie wymaga instalacji – uruchamia się bezpośrednio z dysku. Wspomniane programy reprezentują tak zwaną drugą generację P2P. Działają w sposób bardziej zdecentralizowany niż starsze aplikacje typu klient-serwer, takie jak Napster czy nadal popularny Soulseek. Jednocześnie coraz więcej zwolenników zyskuje trzecia generacja – sieci takie jak RShare, I2P czy GNUnet. Rozwiązania te oferują anonimowe i szyfrowane transfery plików. Pozycję na rynku powoli wypracowuje sobie również czwarte pokolenie, którego założenia koncentrują się nie tyle na pobieraniu danych, co na ich streamingu. Obecnie najbardziej znany tego typu serwis to Joost.

Nie ma żadnych oficjalnych statystyk dotyczących obciążenia łączy generowanego przez P2P. Szacunkowe dane wskazują na to, że sieci wymiany plików odpowiadają za 50–80% całego ruchu w Internecie. Jednocześnie odsetek osób masowo korzystających z peer-to-peer nie jest zastraszająco wysoki. Z informacji przedstawianych przez dostawców usług internetowych wynika, że stosunkowo niewielu użytkowników pobiera z Sieci więcej niż kilka gigabajtów miesięcznie. Była to jedna z przyczyn, dla których czołowi providerzy bez oporów wycofali się niedawno z ustalania limitów transferu danych.

Zagrożenia związane z P2PNajwiększym niebezpieczeństwem, grożącym nam podczas korzystania z P2P, są wirusy, konie trojańskie i inne robaki komputerowe. Ryzyko jest bardzo zróżnicowane, w zależności od tego, jakie materiały decydujemy się pobierać. Oczywiście pliki MP3 są znacznie bezpieczniejsze niż filmy pornograficzne czy crackowane programy. Do udostępnionego materiału może być na przykład dołączona aplikacja typu adware (wyświetlająca niechciane reklamy) czy spyware (szpiegująca działania użytkownika oraz przekazująca jego loginy i hasła na specjalny serwer). Z danych firmy G DATA wynika, że już dwie trzecie użytkowników P2P zetknęło się ze złośliwym kodem.

Dlatego wskazane jest, by bezpośrednio po zakończeniu pobierania pliku przeskanować go aktualnym antywirusem. Wbrew pozorom nie trzeba inwestować w komercyjne pakiety zabezpieczające. Wystarczy Avira Antivir czy inna darmowa aplikacja oraz bezpłatny firewall (ZoneAlarm, PC Tools). O ile dawniej zapory ograniczały pracę klientów P2P, obecnie programy te są bardzo nowoczesne i nie sprawiają w tej kwestii żadnych problemów.

Drugim poważnym problemem są niepełnowartościowe pliki, które w niektórych sieciach – według samych użytkowników – stanowią nawet 25% wszystkich udostępnionych materiałów. Utwory w formacie MP3 mogą mieć uszkodzone nagłówki, filmy korzystać z egzotycznych kodeków, gry zaś być nieprawidłowo skompresowane. W tej sytuacji użytkownik może mieć jedynie pretensje do samego siebie, wszak zdecydował się na kontrowersyjną, a czasem i nielegalną metodę na pozyskanie danego materiału.

Trzecie ograniczenie stanowi oczywiście prawo. Nie da się ukryć, że duża część użytkowników, korzystając z sieci P2P, narusza przepisy chroniące uprawnienia twórców i producentów. Popularne niegdyś plotki o legalnym kopiowaniu „na 12 godzin” i inne, podobne, należy oczywiście włożyć między bajki. Z drugiej jednak strony interpretacja obowiązujących przepisów często nie jest jednoznaczna i nie każdy użytkownik podejrzewany o ich łamanie okazuje się rzeczywiście przestępcą. Skala zjawiska jest zaś dość duża – według danych Związku Producentów Audio-Video i firmy Gemius każdego tygodnia nad Wisłą pobiera się z Sieci 5 milionów piosenek. Do korzystania z P2P w celu pozyskania popularnych „empetrójek” przyznaje się 53% użytkowników, co trzecia z tych osób twierdzi jednak, że ściąga tylko kilka piosenek w tygodniu. Tak czy inaczej skala zjawiska stawia pod znakiem zapytania możliwość jego skutecznego zwalczania. To z kolei powoduje, że od pewnego czasu podejście do zagadnień restrykcyjnej ochrony praw autorskich, w konfrontacji z ideą „Wolnego Internetu”, zdaje się ewoluuować (więcej informacji na temat prawnych aspektów korzystania z P2P znajduje się w ramce na końcu artykułu).

Wojna wokół peer-to-peer, w której szala zwycięstwa przechyla się raz na jedną, raz na drugą stronę spowodowała, że dziś niewielu dostawców usług internetowych ogranicza dostęp do takich sieci, jak eDonkey czy BitTorrent. W Stanach Zjednoczonych nie ma zwyczaju blokowania wykorzystywanych przez nie portów. Co więcej, w amerykańskim parlamencie trwają prace nad ustawą, która – zależnie od ostatecznego kształtu – może wręcz zabronić providerom ograniczania ruchu do i z Internetu w jakikolwiek sposób. W Polsce odsetek dostawców blokujących dostęp do peer-to-peer jest nieco wyższy. Wynika to jednak nie z troski o poszanowanie prawa, ale z marnej infrastruktury, która nie podołałaby wymogom sieci wymiany plików.

Nielegalne szpiegowanieOrgana ścigania i prywatne firmy antypirackie (jak należące obecnie do SafeNet MediaSentry czy MediaDefender) coraz częściej szpiegują użytkowników sieci peer-to-peer. Z badań Uniwersytetu Kalifornijskiego wynika na przykład, że aż 15% wszystkich maszyn podłączonych do sieci Gnutella to komputery monitorujące. Dzięki takim praktykom Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Muzycznego przygotowało już 26 tysięcy pozwów przeciwko użytkownikom P2P. Mieszkankę Minnesoty Jammie Thomas skazano jesienią ubiegłego roku na horrendalną grzywnę w wysokości 220 tysięcy dolarów za udostępnienie raptem 24 plików.

Jednak w wielu wypadkach same organizacje antypirackie łamią prawo. W marcu okazało się, że szwajcarska firma Logistep przez wiele miesięcy zbierała, bez zgody odpowiednich władz, informacje o włoskich użytkownikach sieci P2P. Dane te sprzedawane były później właścicielom praw autorskich, którzy wykorzystywali je do ustalania tożsamości internautów. Podobne działania firma prowadziła w Niemczech i Wielkiej Brytanii. W styczniu 2008 roku Unia Europejska zdecydowała, że adres IP będzie traktowany jak informacja osobista. Włoska Komisja Ochrony Danych wezwała wtedy szwajcarską spółkę do przerwania jej kontrowersyjnych działań.

W Polsce głośnym echem odbiła się akcja śląskiej policji z listopada 2006 roku. Media donosiły wtedy, że funkcjonariusze odwiedzają mieszkania w towarzystwie przedstawicieli organizacji zwalczających piractwo i sprawdzają legalność oprogramowania oraz plików multimedialnych. Po jakimś czasie policja poinformowała, że „niczego o takich nalotach nie wie”. Gdy szum medialny przycichł, okazało się, że organa ścigania wzięły na celownik kilka osiedlowych sieci komputerowych, których administratorzy nielegalnie udostępniali swoim klientom pliki na masową skalę. Kilku użytkowników rzeczywiście poniosło kary finansowe, ale było to w istocie zdarzenie w mikroskali. Niektórzy handlowcy ze Śląska twierdzili nawet, że sprawę rozdmuchali właściciele sklepów komputerowych, którzy chcieli zarobić przed świętami na sprzedaży systemów operacyjnych Windows. I rzeczywiście – po oprogramowanie Microsoftu ustawiały się długie kolejki.

Warto pamiętać o tym, że – wbrew powszechnemu mniemaniu – prokuratura może pozyskać dane osobowe klientów providera bez nakazu sądowego. Zespoły policyjne przy komendach wojewódzkich mają prawo do monitorowania Sieci za pomocą specjalistycznego oprogramowania. Jeśli zdobędą informacje wskazujące na złamanie praw autorskich, informują podmioty uprawnione. Te z kolei – aby prokuratura zajęła się sprawą – muszą złożyć wniosek. Prywatne firmy, które bez udziału policji wpadły na trop przestępstwa i chcą doprowadzić do ukarania winnych, także powinny zawiadomić organa ścigania, nie mają jednak takiego obowiązku.

Ochrona prywatnościDotychczasowe próby ustalania tożsamości użytkowników P2P były albo nie do końca konsekwentne, albo wręcz nielegalne. Każdy użytkownik ma bowiem prawo do ochrony swojej prywatności podczas korzystania z sieci wymiany plików. W Internecie dostępnych jest wiele łatwych do zainstalowania, bezpłatnych programów filtrujących numery IP należące do instytucji rządowych oraz firm zwalczających nielegalne rozpowszechnianie materiałów cyfrowych. Najpopularniejsze z tych aplikacji to ProtoWall, PeerGuardian 2, BTGuard oraz Tor.

ProtoWallProtoWall to niewielki i darmowy program, który działa podobnie jak zwykła zapora sieciowa – jego ikona pojawia się w zasobniku systemowym tuż obok zegara. ProtoWall współpracuje bez problemu z popularnymi, darmowymi firewallami, takimi jak ZoneAlarm czy PC Tools, a aplikacje mogą działać w systemie jednocześnie.

Instalacja programu jest bardzo prosta. Należy jedynie pamiętać, aby podczas jej przeprowadzania wybrać opcję Full installation – opcje ipfilter.p2p file oraz Driver muszą być aktywne. Następnie powinniśmy przejść do ustawień połączenia internetowego, w ramach którego ma być wykorzystywany ProtoWall (Panel sterowania | Połączenia sieciowe). Jeżeli na liście składników będzie umieszczony ProtoWall Driver, trzeba go odinstalować, ponieważ i tak nie będzie on prawidłowo funkcjonował. Kolejny krok, który powinniśmy wykonać, to „ręczne” ustawienie ochrony – w tym celu wybieramy opcję Zainstaluj | Usługa | Z dysku. Wymagany plik „ProtoWall.inf” znajduje się pod adresem „C:\Program Files\Dudez\xpdriver”. W czasie procedury instalacyjnej Windows może ostrzegać przed brakiem zgodności oprogramowania z systemem operacyjnym. Należy kliknąć przycisk Mimo to kontynuuj. Teraz ProtoWall powinien się uruchomić normalnie.

Ikona aplikacji pojawi się w zasobniku systemowym. Jej dwukrotne kliknięcie otworzy okno główne. Pod ikoną z symbolem „W”, w lewym górnym rogu, znajduje się menu. Z niego wybrać trzeba File | Load IP Table i otworzyć dołączony do materiałów instalacyjnych plik „ipfilter.p2p”. W opcjach (Preferences) warto zaznaczyć Automatically start filtering... (Automatycznie rozpocznij filtrowanie...) oraz Load minimized (Uruchom zminimalizowany). W ten sposób aplikacja będzie automatycznie ładowała tabelę niepożądanych numerów IP przy każdym kolejnym uruchomieniu.

PeerGuardian 2PeerGuradian 2 to darmowy, opensource'owy program wydany przez firmę Phoenix Labs. Działa on na podobnej zasadzie co ProtoWall – nie ukrywa IP użytkownika, ale zapobiega gromadzeniu dowodów na to, że dany komputer był podłączony do konkretnej sieci. Dodatkowo PeerGuardian blokuje reklamy oraz spyware. Aplikacja w wersji drugiej – tak jak ProtoWall – ma własne sterowniki, co znacznie ogranicza jej zapotrzebowanie na zasoby systemowe.

Plik instalacyjny programu zajmuje niecały megabajt. Po zakończeniu procesu instalacji uruchomi się Startup Wizard, który pomoże nam w skonfigurowaniu produktu. Tu w specjalnym oknie możemy wybrać, jakie typy zapytań mają być blokowane – do wyboru mamy między innymi organizacje szpiegujące sieci P2P, serwery reklamowe i spyware'owe, strony rządowe czy edukacyjne. Dodatkowo istnieje możliwość włączenia opcji Always Allow HTTP pozwalającej na przeglądanie witryn, nawet jeśli ich adresy będą na czarnej liście P2P.

Po zakończeniu pracy z kreatorem PeerGuardian automatycznie się zaktualizuje i uruchomi główny moduł. Zawiera on dwie zakładki: pierwsza wyświetla log pakietów oraz podstawowe polecenia, druga zaś pozwala dokonać zmian w ustawieniach programu. Po kliknięciu przycisku Next załaduje się kolejna strona opcji – tu można włączyć uruchamianie aplikacji w trakcie startu systemu czy jej automatyczną aktualizację.

BTGuardBTGuard jest usługą przeznaczoną specjalnie dla użytkowników BitTorrenta, którzy chcą pozostawać anonimowi. Przekierowuje ona ruch generowany w sieci wymiany plików na swoje serwery umieszczone w Kanadzie. Oprogramowanie szpiegujące odczytuje więc numer IP przydzielony przez usługę, a nie ten, który naprawdę ma użytkownik. Administratorzy BTGuard twierdzą, że ich produkt nie ogranicza prędkości transferu ani ilości przesyłanych danych.

BTGuard – w odróżnieniu od wcześniej omawianych programów – nie jest darmowy. Jego użytkowanie kosztuje 17 złotych miesięcznie. Opłatę można uiścić za pośrednictwem konta w serwisie PayPal. Wcześniej istnieje także możliwość wypróbowania usługi przez dzień za darmo. Na podobnych zasadach – zwrot pieniędzy w ciągu 7 dni w razie niespełnienia oczekiwań – działa VPNOut. Tutaj opłata wynosi 5 dolarów za miesiąc korzystania z „pośrednictwa”.

TorTor to projekt, który wykorzystując technologię tak zwanego „onion routingu”, pozwala zapewnić użytkownikom Sieci anonimowość w trakcie korzystania z różnych jej dobrodziejstw. Zasadność używania routingu cebulowego dla przesyłania danych w sieciach P2P jest co prawda przez wielu kwestionowana, ale nie pozostaje poza zasięgiem naszych możliwości. Ponadto Tor wykorzystać można na przykład do maskowania naszego adresu IP podczas łączenia z trackerami sieci Torrent czy katalogami odnośników. Wyjściowa aplikacja Tor uważana jest za narzędzie przeznaczone dla zaawansowanych internautów, gdyż jej skonfigurowanie wymaga nieco wysiłku. Na szczęście do dyspozycji mniej uzdolnionych użytkowników udostępniono Vidalię, czyli graficzną nakładkę na Tora, znacznie ułatwiającą instalację. Najlepszym rozwiązaniem będzie w tym wypadku pobranie ze strony domowej aplikacji jej wersji „bundle”, która zawiera wszystkie konieczne do bezproblemowego startu elementy.

Po pomyślnym zakończeniu procesu instalacji pojawi się panel kontrolny Vidalii. Pokazuje on status sieci Tor oraz podstawowe skróty. W menu Ustawienia znajdują się opcje umożliwiające zmianę języka, hasła czy adresu portu sterującego. Elementy te są jednak konfigurowane automatycznie i ingerencja użytkownika w większości wypadków będzie zbędna.

Więcej czasu warto poświęcić samym aplikacjom, które pozwolą nam w pełni wykorzystać możliwości routingu cebulowego. Dla aplikacji Mozilla Firefox czy Thunderbird można zainstalować rozszerzenie Torbutton. Inne programy wymagają ręcznego skonfigurowania serwera proxy. Należy wybrać typ „SOCKS 4” lub „SOCKS 5”, podać nazwę hosta „127.0.0.1” i numer portu „9050” lub „9051” – taki sam, jaki umieszczono w ustawieniach Vidalii. Szczegółowe opisy konfigurowania poszczególnych aplikacji wyczerpująco omawia sieciowy podręcznik Wiki.

PodsumowanieKorzystając z któregokolwiek z wyżej wymienionych produktów, trzeba pamiętać o tym, że żadne rozwiązanie nie jest w stu procentach skuteczne. Zawsze może dojść do sytuacji, w której zdezaktualizowane tabele numerów IP lub nowe mechanizmy szpiegujące doprowadzą do obejścia zabezpieczeń. Choć egzekwowanie – na skalę masową – przepisów regulujących ochronę praw autorskich w realiach globalnej Sieci jest niezwykle trudne, to jednak takie działania są podejmowane. Użytkownik łamiący prawo musi się więc liczyć z konsekwencjami swojego postępowania. Jaki kształt przybierze ochrona praw własności intelektualnej w następstwie prowadzonych obecnie dyskusji, pokaże przyszłość. Obecny stan prawny jest jednak w miarę jasny i nie pozostawia przyłapanemu na gorącym uczynku zbyt wielu możliwości obrony. Stąd najlepszym rozwiązaniem będzie oczywiście wykorzystywanie dobrodziejstw sieci wymiany plików w taki sposób, który nie narazi nas na odpowiedzialność cywilną lub karną.

P2P a prawo


Raport bieżący nr 16/2008

20-05-2008
Zarząd Gadu – Gadu S.A. informuje iż w dniu 19 maja 2008 r. otrzymał z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi – Południe w Warszawie korespondencję skierowaną z Sądu Najwyższego Kolumbii Brytyjskiej tj. wezwanie do stawienia się w sądzie. Przedmiotem postępowania jest żądanie zapłaty w oparciu o rozwiązaną przez Gadu – Gadu S.A. umowę licencyjną z dnia 23 marca 2005 r. Postępowanie zostało wszczęte przed Sądem Najwyższym Kolumbii Brytyjskiej w dniu 7 marca 2008 r. Stronami postępowania są Eyeball Networks Inc z siedzibą w Kanadzie oraz Gadu – Gadu S.A. Wysokość roszczeń zgłaszanych przez Eyeball Networks Inc. wynosi 22.242.000 USD.

Stanowisko Emitenta:

Roszczenia zgłaszane przez Eyeball Networks Inc. są nieuzasadnione i pozbawione podstaw prawnych. Gadu – Gadu S.A. rozwiązując w listopadzie 2006 r. umowę licencyjną z dnia 23 marca 2005 r. wykonała (co znajduje potwierdzenie w posiadanych dokumentach i okolicznościach faktycznych) wszelkie czynności do których była zobowiązana zgodnie z postanowieniami umowy licencyjnej, w tym natychmiast zaprzestała jakiegokolwiek użytkowania oprogramowania, jakiegokolwiek komponentu, dokumentacji, znaków handlowych Eyeball Networks Inc. W konsekwencji, od dnia rozwiązania umowy licencyjnej tj. 11 listopada 2006 r., a nawet wcześniej, bowiem od dnia w którym Eyeball Networks Inc. w sposób niezgodny z postanowieniami umowy licencyjnej zablokował Gadu - Gadu S.A. dostęp do komponentów serwera, użytkownicy komunikatora Gadu – Gadu, którzy ewentualnie posiadają zainstalowany na swoich stacjach roboczych komunikator Gadu – Gadu w wersjach 7.0 do 7.5 nie mają żadnej możliwości wykorzystywania komunikatora Gadu – Gadu w celu komunikacji audio–video. Zarzuty podnoszone przez Eyeball Networks Inc. i twierdzenia o dalszym wykorzystywaniu produktów Eyeball Networks Inc. przez Gadu – Gadu S.A., które jakoby naruszały warunki rozwiązanej uprzednio umowy licencyjnej, są pozbawione podstaw faktycznych i prawnych.

Gadu – Gadu S.A. kategorycznie zaprzecza, jakoby w trakcie obowiązywania umowy licencyjnej, jak również po jej rozwiązaniu naruszała prawa intelektualne Eyeball Networks Inc. Zgłoszone przez Eyeball Networks Inc. zarzuty korespondują z zarzutami i twierdzeniami przedstawiciela handlowego w Europie Środkowej i Wschodniej tj. SalesManager Polska Sp. z o.o., formułowanymi również za pośrednictwem środków masowego przekazu we wrześniu i październiku 2006 r. Zarzuty te i twierdzenia zmusiły Gadu – Gadu S.A. do wystąpienia przeciwko SalesManager Polska Sp. z o.o. na drogę sądową na podstawie ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (tekst jednolity Dz. U. z 2003 r., nr 153, poz. 1503 z późn. zm.). Fakt popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji przez SalesManager Polska Sp. z o.o. poprzez rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji został potwierdzony wyrokiem niezawisłego sądu okręgowego, wydanym w dniu 20 listopada 2007 r. Wniesiona przez SalesManager Polska Sp. z o.o. apelacja od ww. wyroku została w dniu 9 kwietnia 2008 r. oddalona w całości przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

Radwańscy w szampańskim nastroju. Polka faworytką Roland Garros?

Jakub Ciastoń, Paryż
2008-05-25, ostatnia aktualizacja 2008-05-25 19:05

Agnieszka Radwańska pokonała 6:3, 6:2 siódmą rakietę świata Jelenę Dementiewą i wygrała w sobotę turniej WTA w Stambule. Czy można teraz traktować Polkę jako jedną z faworytek w Paryżu? - pisze z Paryża specjalny wysłannik Sport.pl Jakub Ciastoń.

Zobacz powiekszenie
Fot. OSMAN ORSAL REUTERS
Radwańska 15. i już z milionem dolarów

Robert Radwański, ojciec i trener Agnieszki, był w sobotę w szampańskim nastroju. - Wywiad? Dziś nie udzielam wywiadów, tylko świętuję - żartował w hotelu przy lampce czerwonego wina, wznosząc toast za sukces starszej córki w Stambule.

Agnieszka nie dała w finale szans Dementiewej i sięgnęła po trzeci w karierze singlowy triumf w WTA Tour. Poprzednio okazała się najlepsza w 2007 r. w Sztokholmie i na początku tego roku w tajskiej Pattai.

Radwański meczu z Dementiewą nie oglądał, bo podobnie jak rekordowa, kilkunastoosobowa armia polskich dziennikarzy, jest już od kilku dni w Paryżu. - Rozmawiałem z Agnieszką po finale. Była zadowolona z serwisu i tego, jak rozegrała mecz taktycznie, nie pozwalając na wiele Jelenie. Ale szczerze mówiąc, szybko zeszliśmy na tematy komunikacyjne. Trzeba było załatwić lot do Paryża. To w sobotę zajmowało Isię najbardziej - śmiał się Radwański.

Radwańska nie dała szans Dementiewej

Milion dolarów dla Radwańskiej

Impreza w Stambule nie miała mocnej obsady. Poza Dementiewą najlepsza polska tenisistka wygrywała z niżej od siebie notowanymi zawodniczkami. - Przyznaję, że turniej w Stambule był nam trochę nie na rękę, jeśli chodzi o przygotowania do French Open. Jasne, że lepiej być w Paryżu już od kilku dni, ale co Agnieszka miała zrobić? Celowo przegrać w III rundzie, i to gdy w poprzednim meczu wygrała 6:0, 6:0? Isia ma taki charakter, że nie w głowie jej kombinowanie. Grała jak najlepiej, a że wygrała... trzeba się tylko z tego cieszyć - mówi Sport.pl Radwański.

"Million Dollar Win for Radwanska", czyli "Zwycięstwo za milion dolarów" - taki tytuł do relacji ze Stambułu opatrzony dużym zdjęciem Polki dała w niedzielę oficjalna strona federacji WTA. Inkasując czek na 30,5 tys. dolarów za wygraną w Turcji, Radwańska przełamała bowiem barierę miliona dolarów zarobionych na zawodowej grze w tenisa. Żadna Polka nigdy nawet nie zbliżyła się do tej sumy (Grzybowska - 500 tys., Domachowska - 600 tys.). Tymczasem Radwańska zarobiła ten milion w dwa lata, bo jej kariera na dobre rozpoczęła się wiosną 2006 r. od turnieju J&S Cup w Warszawie.

W poniedziałkowym notowaniu światowego rankingu Agnieszka zajmuje wciąż 15. miejsce, ale na liście The Race, która uwzględnia tylko wyniki z tego sezonu, Polka jest ósma. Gdyby elitarne mistrzostwa WTA dla ścisłej światowej czołówki zaczynały się dziś (a nie w listopadzie), zagrałaby w nich razem z Szarapową, Kuzniecową, Sereną Williams, Janković, Ivanović, Zwonariewą i Dementiewą.

Dementiewa to kolejna rywalka z najwyższej półki, z którą poradziła sobie Radwańska. 26-letnia Rosjanka była przed turniejem wymieniana jako jedna z faworytek Rolanda Garrosa - jeśli nie do zwycięstwa, to przynajmniej awansu do najlepszej czwórki. Trzy tygodnie temu w Berlinie Dementiewa doszła bowiem do finału dużego turnieju na czerwonej mączce, pokonując po drodze Anę Ivanović i Jelenę Janković, nad którymi w Paryżu rozpływają się niemal wszyscy, widząc w Serbkach faworytki do końcowego zwycięstwa.

- Agnieszka to piekielnie trudna rywalka. Potrafi odbić niemal każdą piłkę, jest mistrzynią defensywy i kontrataku - mówiła po przegranej z Radwańską Dementiewa.

- Jeśli Rosjanka wygrała z Serbkami, a Agnieszka z Dementiewą, to... - próbowali podpuszczać dziennikarze trenera. - Spokojnie. Agnieszka zagrała świetny turniej w Stambule, ale w Paryżu walka zaczyna się od nowa. Trzeba przejść pierwszą rundę, a nie filozofować - szybko uciął Radwański.

W biurze prasowym na kortach Rolanda Garrosa chciałem sprawdzić, czy wzrosły notowania Polki u bukmacherów. Z początku się nie udało, bo Francuzi mają psychozę na punkcie zwalczania ustawiania wyników meczów w internecie i po prostu blokują strony z zakładami na terenie kortów. Na szczęście jednak nie wszystkie - według brytyjskiego Easyodds.com notowania Radwańskiej po tym zwycięstwie poszły w górę o 10 funtów. Jeszcze w zeszłym tygodniu za trafne wytypowanie, że wygra całego Rolanda Garrosa, płacono 51 funtów, w niedzielę już tylko 40. Dementiewa jest na siódmym miejscu ze stawką 12. Faworytką bukmacherów jest Serena Williams (3,5).

Jest tylko jedno ale...

Żeby do końca nie było tak różowo, trzeba jednak uczciwie przyznać, że sukces w Stambule wcale nie musi przełożyć się na dobrą grę w Paryżu.

- W Turcji jest inna nawierzchnia. To niby ta sama czerwona mączka, ale jednak zawsze są różnice. Na Rolandzie jest szybsza. Przestawienie się na nowy kort zawsze zajmuje kilka dni treningów - ostrzega Marta Domachowska, która w poprzednim tygodniu grała w Stambule, ale od piątku jest we Francji. - Agnieszka jest już bardzo doświadczoną tenisistką, powinna sobie poradzić - dodaje Domachowska.

Według wstępnego planu gier Radwańska powinna grać w I rundzie z Ukrainką Marią Korytcewą (WTA 65) już w poniedziałek. Zdąży potrenować na paryskim korcie raz, najwyżej dwa. - Będzie padać. Przełożą mecz na wtorek - uśmiechał się na to Radwański, patrząc na kłębiące się nad Paryżem chmury. - Jak nie będzie padać, też jakoś damy radę z przygotowaniem - zakończył.

Radwańska - o ile upora się z Korytcewą - w drugiej rundzie wpada na zwyciężczynię meczu między Francuzką Severine Bremond (WTA 117) a Chorwatką Jeleną Pandzić (WTA 189). Potem przeszkody mogą być już trudniejsze. W trzeciej rundzie mogłoby dojść do meczu z Alize Cornet (WTA 20), która uśmiecha się z okładki ostatniego kolorowego dodatku do "L'Equipe". Francuzi oszaleli na punkcie swojej 18-letniej rodaczki, odkąd doszła tydzień temu do finału w Rzymie i kreują ją na swój największy tenisowy talent. W 1/8 finału Radwańska jest na kursie kolizyjnym z Jeleną Janković (WTA 3).

Gdyby nie Australia.. Kubica byłby już drugi w MŚ!

Radosław Leniarski, Monako
2008-05-25, ostatnia aktualizacja 2008-05-25 19:45
Zobacz powiększenie
Robert Kubica przez moment był na prowadzeniu
Fot. LUCA BRUNO AP

Po GP Monako Robert Kubica powiedział, że gdyby nie pechowa kraksa z Nakajimą, byłby wiceliderem mistrzostw świata. To prawda. Polak miałby tyle samo punktów co lider klasyfikacji Lewis Hamilton!

Kubica zdradza jak wpadł by zmienić opony

Bezbłędny Kubica drugi w Monako

Oto aktualna klasyfikacja MŚ kierowców:

1. Hamilton38
2. Räikkönen35
3. Massa34
4. Kubica32
W GP Australii, gdzie Kubicę staranował Japończyk Nakajima, Polak mógł zająć co najmniej trzecie miejsce, co dałoby mu sześć punktów. Miałby więc ich 38, ale liderem byłby Brytyjczyk z powodu dwóch zwycięstw - właśnie w Australii i tu w Monako.

- Jesteśmy w tym miejscu, ponieważ stanowimy najbardziej stabilny zespół, a ja jestem bardzo solidnym kierowcą - powiedział w niedzielę Kubica, który w tym sezonie zdobył dwa drugie, jedno trzecie i dwa czwarte miejsca.

Jak Kubica walczył z deszczem - relacja Z czuba