piątek, 27 czerwca 2008

Koniec Wimbledonu dla Ivanović

kris
2008-06-27, ostatnia aktualizacja 2008-06-27 19:27
Zobacz powiększenie
Fot. ALASTAIR GRANT AP

Po Marii Szarapowej z Wimbledonem pożegnała się kolejna faworytka. Numer jeden kobiecego tenisa, Serbka Ana Ivanović nie sprostała Chince Jie Zheng, 133. w rankingu WTA. Przegrała 1:6, 4:6.

SERWISY
Radwańska walczy o ćwierćfinał i jest niemal pewna pierwszej "10"

Wibledon turniejem sensacji - Szarapowa odpada

Ana Ivanović od początku turnieju grała słabo. W drugiej rundzie, w meczu z Nathalie Dechy miała spore problemy i była bliska odpadnięcia. Po ponad trzygodzinnym pojedynku wygrała jednak z niżej notowaną rywalką.

W piątek Jie Zheng nie dała Serbce żadnych szans. W pierwszym secie od początku zdominowała rywalkę i z każdym gemem powiększała przewagę. Pierwszą partię wygrała 6:1.

W drugim secie obraz gry się nie zmienił. Ivanović popełniała kolejne błędy (w całym meczu 17 niewymuszonych pomyłek) i tylko momentami grała jak liderka rankingu WTA. Zheng wykorzystała słabość rywalki i sprawiła wielką sensację. - To dla mnie wielka niespodzianka - powiedziała Chinka po meczu. - Dziękuję za przyznanie mi dzikiej karty. Starałam się, jak mogłam i nie mogłam się poddać. Wiedziałam, że Ivanović ma świetny serwis i forhend, więc starałam się grać na jej bekhend.

Do tej pory 25-letnia Chinka największe sukcesy odnosiła w deblu. Przed dwoma laty, grając w parze ze swoją rodaczką - Yan Zi, wygrała Wimbledon. Awans do czwartej rundy to największy sukces Zheng w grze singlowej.

W meczu 1/8 pogromczyni Ivanović zmierzy się z Węgierką Agnes Szavay, która w trzeciej rundzie pokonała Hiszpankę Anabel Medinę Garrigues.

Siostry Williams nie dały szans Polkom

Radwańska gra o ćwierćfinał! Jest w dziesiątce!

Jakub Ciastoń, Wimbledon
2008-06-27, ostatnia aktualizacja 2008-06-27 19:32
Zobacz powiększenie
Fot. Anja Niedringhaus AP

Agnieszka Radwańska wygrała w trzeciej rundzie Wimbledonu z Rosjanką Anastazją Pawluczenkową 6:3, 6:2 i w poniedziałek zagra z czwartą na świecie Rosjanką Swietłaną Kuzniecową o ćwierćfinał - relacjonuje z kortów Wimbledonu specjalny wysłannik Sport.pl, Kuba Ciastoń

SERWISY
Siostry Williams nie dały szans Polkom »

Kolejną świetną wiadomością dla Radwańskiej jest to, że po porażce zeszłorocznej finalistki Marion Bartoli z Amerykanką Bethanie Mattek, Polka jest już niemal pewna awansu do pierwszej dziesiątki na świecie. Radwańska zajmuje teraz na liście WTA 11. pozycję, ale Bartoli straci bardzo dużo punktów za zeszły rok. Agnieszka wyprzedzi ją już na pewno i tylko trzęsienie ziemi, może sprawić, że ktoś wyskoczy zza jej pleców i pozbawi ją awansu do dziesiątki. To będzie historyczny moment w naszym tenisie, bo do tej pory tak wysoko był jedynie wojciech Fibak (na 10. pozycji u mężczyzn w latach 70).

Ale przygoda Radwańskiej z Wimbledonem i marsz ku ścisłej światowej czołówce ciągle trwa w najlepsze i nie wiadomo tak do końca na której pozycji się skończy. Faworytki wypadają bowiem z Wimbledonu jak po strzale z procy (m.in. numer jeden na świecie Ivanović, numer dwa Szarapowa, Mauresmo, Bartoli itd.), a Polka bez straty seta awansowała już do 1/8 finału.

Mecz z 16-letnią rosyjską juniorką Pawluczenkową był co prawda najsłabszym w tym sezonie występem Radwańskiej na Wimbledonie, ale w przeciwieństwie do wielu gwiazd Polka poniżej pewnego przyzwoitego poziomu nie zeszła i ograła wychowankę znanej francuskiej akademii Patricka Moratoglu w dwóch setach. - Isia grała nierówno, znacznie częściej niż wcześniej się myliła. Zdarzały jej się kiksy, uderzenia ramą, była widać, że jest niezadowolona ze swojej gry, dlatego co chwila kręciła głową. Ale jest już na tyle doświadczona, że sobie poradziła. To był mecz, który trzeba było wygrać i to szybko, a nie ładnie grać - mówił po meczu trener Robert Radwański.

Spotkanie rozgrywano na korcie numer trzy, oglądało je sporo Polaków i wszyscy bali się, że za chwilę z nieba znów zacznie lać się woda, bo w Londynie od rana bardzo się chmurzyło i przelotnie padało. Pawluczenkowa momentami potrafiła zaskoczyć Radwańską mocnym uderzeniem w róg kortu, ale w sumie grała bardzo przewidywalnie. Gdy tylko trochę gorzej trafiała z serwisem, Radwańska, nawet grając nierówno, punktowała ją celnymi strzałami. Różnica była tylko taka, że Polka grała może lżej, ale sprytniej - podkręcała piłki, zagrywała loby i dropszoty, słowem wszystko to z czego słynie i przez co boją się jej wszystkie rywalki.

Radwańska na konferencji prasowej z całkowitym spokojem przyjęła informacje, że jest już w światowej dziesiątce. - To fajnie. Na początku roku zakładałam sobie ranking z końcówką "naście". Co dalej? No teraz celem będzie chyba pierwsza piątka - zaśmiała się. Polka po rozmowach z polskimi dziennikarzami była rozchwytywana przez zagraniczne media, w tym BBC. Na pytanie po angielsku, co zmieniło się w jej tenisie przez ostatni rok odparła krótko: - Nic, poza tym, że grałam już z najlepszymi na świecie. I wygrywałam.

W poniedziałek Radwańska stanie przed czwartą w karierze szansą awansu do ćwierćfinału Wielkiego Szlema. Do tej pory udało jej się tylko raz - w tym roku w Australian Open ograła Nadię Pietrową. Trzy pozostałe próby skończyły się niepowodzeniem (Wimbledon 2006, US Open 2007, Roland Garros 2008).

Łatwo nie będzie, bo Polka już po raz szósty w karierze zmierzy się ze swoją starą znajomą Rosjanką Swietłaną Kuzniecową, czyli czwartą rakietą świata, która w piątek - w dniu swoich 27 urodzin - dość łatwo uporała się w III rundzie z Czeszką Barborą Zahlavovą Strycovą (2:6, 4:6). - Kuzniecowa gra taki "męski" tenis. Bardzo mocno uderza i serwuje, ale musi mieć swój dzień, żeby wszystko się ułożyło. W tym roku nie zachwyca. Ale nie mam pojęcia co się może wydarzyć - powiedziała Radwańska, która w zeszłym roku właśnie z Rosjanką przegrała w III rundzie Wimbledonu. Pokonała ją tylko raz - w styczniu na twardej nawierzchni podczas Australian Open.

Trener Radwański o taktyce nie chciał mówić: - Tajemnica! Ale postaramy się, żeby zachować pewien ciąg. W pierwszej rundzie straciliśmy trzy gemy, w drugiej cztery, w trzeciej pięć, no to teraz stracimy sześć - uśmiechnął się w swoim stylu Radwański. - Na razie cieszymy się, że mamy dwa dni wolnego i na szczęście nie gramy już debla. Odpoczniemy, naładujemy akumulatory i w poniedziałek zobaczymy.

Wimbledon turniejem sensacji? Szarapowa już odpadła »

Ivanović też odpadła »

Koreańczycy wysadzili element ośrodka nuklearnego

tan, jas, Reuters, BBC, AFP, PAP, gazeta.pl
2008-06-27, ostatnia aktualizacja 2008-06-27 16:02

Północna Korea zniszczyła wieżę chłodniczą w swoim ośrodku nuklearnym w Jongbion - poinformowały media południowokoreańskie. Minie jednak zapewne trochę czasu zanim zdjęcia i nagrania z ceremonii wysadzania jej w powietrze dotrą do mediów, bowiem cenzura - mimo, że wpuściła zachodnich dziennikarzy do ośrodka - chce przejrzeć materiały przed ich emisją.

Zobacz powiekszenie
Fot. Lee Jin-man AP
Południowokoreańczyk ogląda relację telewizji MBC z wysadzania w powietrze wieży chłodzącej reaktor w Jongbion
Zobacz powiekszenie
Fot. JO YONG-HAK REUTERS
Południowokoreańczycy oglądają relację telewizji MBC z wysadzania w powietrze wieży chłodzącej reaktor w Jongbion
Zobacz powiekszenie
Fot. YONHAP REUTERS
Satelitarne zdjęcie ośrodka nuklearnego w Jongbion, oraz wieża chłodnicza.
Propagandowy ruch Phenianu ma miejsce dzień po przekazaniu pozostałym państwom Szóstki (Rosji, Chinom, Korei Płd, Japonii i Stanom Zjednoczonym), z półrocznym opóźnieniem, raportu dotyczącego działalności atomowej Koreańczyków.

KRLD: Koniec programu nuklearnego? (BBC)

W zamian za ten gest Biały Dom zgodził się cofnąć niektóre sankcje ekonomiczne, oraz usunąć Koree Północną z listy krajów sponsorujących terroryzm. Stanie się tak najwcześniej za 45 dni i tylko jeśli oświadczenia Phenianu zawarte w przedstawionym raporcie okażą się prawdziwe.

Korea Północna wyraziła zadowolenie z zapowiedzi USA zniesienia głównych sankcji gospodarczych wobec tego kraju oraz skreślenia go z listy sponsorów terroryzmu. Władze w Phenianie wezwały Waszyngton do całkowitego zakończenia "wrogiej polityki", by Korea Północna mogła kontynuować odstępowanie od programu jądrowego.

Decyzja Busha, przekazana mediom jeszcze w czwartek, spotkała się jednak z pewną krytyką w środowiskach analityków i dyplomatów.

- To ostateczna klęska polityki zagranicznej Busha. Ta decyzja jest karygodna - powiedział John Bolton, były ambasador Stanów Zjednoczonych przed ONZ.

Także niektórzy analitycy oceniają decyzję Amerykanów jako zdecydowanie zbyt pochopną.

- Problem polega na tym, że oni zawsze myślą, że mogą wciąż grać i takie propagandowe akcje w telewizji jak wysadzenie wieży nie dają wiele praktycznych efektów - ocenił w rozmowie z agencją Reutera Derek Mitchell, ekspert z Centrum Studiów Strategicznych.

60-stronicowy dokument został przekazany, za pośrednictwem Pekinu, wczoraj. Jego prezentacja była jednym z warunków, uzgodnionych w lutym 2007 roku, po spełnieniu których Koreańczycy będą mogli liczyć na zniesienie sankcji, pomoc gospodarczą i pewne dyplomatyczne uznanie.

Analitycy oceniają, że jest "znikome prawdopodobieństwo", że dokument cokolwiek mówi o dwóch kluczowych tajemnicach Phenianu - programie wzbogacania uranu i ewentualnej pomocy Syrii w budowie ich własnego ośrodka atomowego, który miał być zbombardowano i zniszczony przez Izraelczyków we wrześniu zeszłego roku. W obu przypadkach Koreańczycy nie przyznali się do zarzucanych im działalności.

W odpowiedzi na dzisiejszy propagandowy krok Phenianu Moskwa już zaproponowała wznowienie rozmów "Szóstki" - miałoby to mieć miejsce jeszcze w tym tygodniu.