wtorek, 5 sierpnia 2008

Polscy floreciści mistrzami Europy dzięki włoskiemu dopingowiczowi

Adam Mauks
2008-08-05, ostatnia aktualizacja 2008-08-05 17:56
Zobacz powiększenie
Włoch Andrea Baldini zdobywa punkt w walce na florety z Jun Zhu z Chin
Fot. GIAMPIERO SPOSITO REUTERS

Polscy floreciści dostaną złote medale mistrzostw Europy, które odbyły się...miesiąc temu w Kijowie. Włosi, którzy wygrali z Polakami finał turnieju drużynowego zostali zdyskwalifikowani za doping jednego z florecistów.

Przeprowadzona niedawno analiza próbki B potwierdziła stosowanie zabronionych środków przez Andreę Baldiniego, numer 1 w światowym rankingu florecistów - poinformowała Włoska Federacja Szermiercza. W werdykcie federacji napisano, że 22-letni szermierz używał diuretyku maskującego stosowanie dopingu podczas mistrzostw Europy. W stolicy Ukrainy Włosi, z Baldinim w składzie, wywalczyli złoty medal pokonując w finale Polaków 45:30. Regulamin antydopingowy Międzynarodowej Federacji Szermierczej (FIE) określa, że w takim przypadku zostaje zdyskwalifikowana cała drużyna, w składzie której walczył zawodnik złapany na dopingu. Na stronie internetowej FIE jest już potwierdzenie wyników kontroli antydopingowej. Polacy mogą się już czuć złotymi medalistami. Dostali także 64 punkty w rankingu FIE i awansowali na 2. miejsce w klasyfikacji światowego rankingu.

- No cóż, siedzę sobie w domowych pieleszach a medale same lecą do ręki - żartuje trener reprezentacji Polski Stanisław Szymański. - Kiedy nieoficjalnie dowiedzieliśmy się o tym w piątek na zgrupowaniu w Spale skomentowaliśmy, że nie tak chcieliśmy zdobyć ten medal. On na pewno smakuje trochę inaczej. Zdaniem Szymańskiego włoska afera dopingowa rzuca cień na całą dyscyplinę sportu, która do tej pory uchodziła za czystą. Ryszard Sobczak, były polski florecista, srebrny medalista olimpijski z Atlanty i brązowy z Barcelony nie przypomina sobie podobnej wpadki floretu na imprezie tej rangi co mistrzostwa Europy.

- Przed igrzyskami w Sydney we Włoszech była już afera dopingowa z floretem w jednej z ról, ale sprawę szybko zatuszowano - mówi Sobczak.

Abolicja podatkowa od dochodów z zagranicy

Monika Pogroszewska 05-08-2008, ostatnia aktualizacja 05-08-2008 08:00

Są już gotowe wzory dokumentów, które powinni złożyć Polacy pracujący za granicą. Nie trzeba nic obliczać, wystarczą informacje o dochodach i podatku

Ustawa abolicyjna, rozwiązanie od dawna wyczekiwane przez wielu wyjeżdżających, pozwala osobom pracującym za granicą ubiegać się o zwrot zapłaconego tam podatku lub o umorzenie zaległości. Ma wejść w życie z dniem ogłoszenia, co powinno nastąpić w najbliższych dniach.

Dotyczy to osób pracujących w krajach, z którymi Polska zawarła niekorzystny typ umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, mianowicie oparty na metodzie proporcjonalnego zaliczenia. Chodzi m.in. o Holandię, Belgię, Danię, USA i Rosję oraz Wielką Brytanię (do końca 2006 r.).

Ministerstwo Finansów przygotowało projekt rozporządzenia do ustawy określający wzór wniosku abolicyjnego (PIT-AZ), a także wzór oświadczenia potwierdzającego uzyskanie przychodów za granicą i zapłacenie podatku.

Trzeba się pośpieszyć

Warunkiem skorzystania z abolicji jest złożenie wniosku. Nie należy zwlekać, bo jeśli ma on dotyczyć lat 2003 – 2007, zainteresowani powinni go złożyć w ciągu sześciu miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy. Jeszcze mniej czasu mają osoby, których wniosek dotyczyć będzie 2002 r. – tylko dwa miesiące.

Formularze PIT-AZ należy składać odrębnie za każdy rok podatkowy. Jeśli zatem ktoś chce skorzystać z abolicji za lata 2002 – 2007, powinien złożyć aż sześć wniosków. Można to zrobić osobiście lub przesłać je listem poleconym. Jednak wysyłając list z zagranicy, należy pamiętać, że liczy się data jego wpłynięcia do urzędu skarbowego. W razie opóźnień podatnik naraża się na kłopoty. Zainteresowany nie musi wykonywać na własną rękę żadnych obliczeń, ponieważ zrobi to urząd skarbowy. Podatnik musi natomiast podać takie dane, jak: kwota zagranicznego dochodu (przychodu), kraj ich uzyskania, koszty, zapłacony za granicą podatek oraz dane urzędu skarbowego, do którego wpłynęło zeznanie za rok objęty wnioskiem. Należy podać formę ewentualnego zwrotu – w kasie czy na rachunek bankowy.

Jakie załączniki

Osoba ubiegająca się o zwrot powinna dołączyć do wniosku oświadczenie potwierdzające uzyskanie przychodów z pracy i zapłatę podatku za granicą. Trochę więcej pracy czeka ubiegających się o umorzenia zaległości podatkowych, którzy mimo takiego obowiązku nie rozliczali się w Polsce. Takie osoby oprócz oświadczenia będą musiały dołączyć do formularza PIT-AZ zaległe zeznanie podatkowe za rok objęty wnioskiem.

Jeśli ktoś tego nie zrobi, nie będzie mógł skorzystać z rozwiązań abolicyjnych. Na zwrot podatku można liczyć w ciągu miesiąca od dnia doręczenia decyzji określającej wysokość zwracanej kwoty.

Komentuje Jadwiga Chorązka, doradca podatkowy w PricewaterhouseCoopers

Należy pochwalić Ministerstwo Finansów, że tak szybko przygotowało wzór wniosku, ponieważ jest to bardzo ważna sprawa dla wielu osób. Wypełnienie formularza nie powinno sprawiać podatnikom istotnych trudności, ponieważ nie wymaga przeprowadzania żadnych obliczeń. Całą pracę wykona urząd skarbowy.

Trochę komplikacji wprowadza tu konieczność złożenia odrębnego oświadczenia o wysokości przychodów i zapłaconego podatku. Niewątpliwie wygodniejszym rozwiązaniem byłoby połączenie obu formularzy. Na pewno warto skorzystać z abolicji. Osoby, które zapłaciły podatek, mogą liczyć na jego zwrot. Jeśli jednak nie zapłaciły – mogą liczyć na umorzenie potencjalnych zaległości.


Wniosek o umorzenie zaległości podatkowej lub o zwrot podatku dochodowego od osób fizycznych.pdf

Prezydent: Jest dokument w sprawie usunięcia mnie z urzędu

ga, mm IAR, Gazeta.pl
2008-08-05, ostatnia aktualizacja 2008-08-05 09:25
Zobacz powiększenie
Prezydent RP Lech Kaczyński
Fot. Virginia Mayo ASSOCIATED PRESS

Prezydent Lech Kaczyński powiedział, że dwa lata temu Platforma Obywatelska przygotowała dokument, który przewidywał scenariusz odwołania prezydenta z urzędu. - Jego autorem jest jeden z członków obecnego rządu Donalda Tuska - powiedział prezydent w "Sygnałach Dnia". Zaznaczył jednak, że nie sądzi, by PO miała zamiar rozpocząć procedurę impeachmentu.

Po co politycy straszą odwołaniem prezydenta?



Prezydent głównym zagrożeniem PO?

- Jest to dokument, który stwierdza, że jestem głównym zagrożeniem dla Platformy Obywatelskiej. Jego autorem jest jeden z członków obecnego rządu Donalda Tuska - powiedział prezydent. Po chwili sprecyzował, że chodzi o ministra finansów Jacka Rostowskiego. Dokument - według prezydenta - miał powstać wiosną 2006 roku. - Tam się zakłada m.in. scenariusz odwołania mnie ze stanowiska prezydenta - dodał.

Wcześniej o istnieniu takiego dokumentu mówił prezes Telewizji Polskiej, Andrzej Urbański. Prezes TVP wspomniał o nim w wywiadzie dla "Dziennika".

Prezydent: Nie boję się odwołania

Jednak zdaniem prezydenta, PO w najbliższym czasie nie będzie próbowała przeprowadzić impeachmentu. - Nie boję się w tej chwili odwołania ze stanowiska (...). Nie biorę tego pod uwagę - powiedział.

- Zdaję sobie sprawę, że jestem zagrożeniem w tym sensie, że wypełniam swoje obowiązki konstytucyjne. Prezydent jest od oceny ustaw - tak przewiduje konstytucja - mówił Lech Kaczyński. - Pewna część Platformy Obywatelskiej nie jest w stanie tego zaakceptować - dodał. Jak przypomniał, prezydent Aleksander Kwaśniewski "miał 23 celne weta" w okresie rządów AWS-u. - Pan Kwaśniewski osiągnął swoje cele i nikt go z tego powodu nie atakował. Od stycznia tego roku jest kampania pod tytułem "prezydent nie ma żadnych uprawnień" - powiedział. Prezydent zapewnił jednak, iż dobrych ustaw nie będzie wetował.

Nie będzie raportu ws. zdrowia prezydenta

Palikot będzie walczył o raport



- Jestem przeciwnikiem takiego raportu. Dzisiaj to będzie mnie dotyczyło, jutro - każdego innego polityka, który podpadł - powiedział prezydent w "Sygnałach Dnia".

- W ciągu ostatnich paru miesięcy miałem około stu wystąpień publicznych, wyjazdy zagraniczne, spotkania poza Warszawą i proszę mi powiedzieć, czy w którymkolwiek z tych momentów widać było, że mam jakieś wady, jeżeli chodzi o stan zdrowia? - spytał prezydent. I po chwili dodał: - Nie, nie mam. Oczywiście, mam 59 lat i nie mam takiego zdrowia, jak miałem np. 39 lat.

Prezydent stwierdził, że minister Michał Kamiński zapowiedział upublicznienie raportu o stanie jego zdrowia bez porozumienia z nim.

Surmacz będzie prezydenckim doradcą

Prezydent w "Sygnałach Dnia" potwierdził, że Marek Surmacz zostanie jego doradcą. - Będzie się zajmował bezpieczeństwem - powiedział.

Lech Kaczyński odniósł się także do tego, że - jak zauważył dziennikarz - Surmacz znany jest głównie z tzw. "afery kanapkowej". W 2006 roku Surmacz - wówczas wiceminister spraw wewnętrznych i administracji - wysłał policjantów po hamburgery dla podróżującej pociągiem koleżanki z rządu. Tłumaczył później, że zrobił to w "odruchu ludzkiego współczucia". - To jest sprawa po prostu śmieszna - powiedział prezydent. - Ja nie wiem, czy wysłał, czy nie wysłał, ale to był okres walki z poprzednim rządem, gdzie najdrobniejsza sprawa traktowana, jako bardzo poważna - dodał.