niedziela, 21 września 2008

Terroryści zabili ambasadora Czech

Zamach bombowy w stolicy PakistanuGalerię

53 osoby zginęły, a 266 zostało rannych w zamachu w stolicy Pakistanu. Samochód-pułapka eksplodował przed hotelem Mariott w Islamabadzie. Po wybuchu został 10-metrowy krater. Wśród ofiar śmiertelnych jest ambasador Czech w Pakistanie oraz kilku innych cudzoziemców.

czytaj dalej...
REKLAMA

"Ambasador Ivo Zdarek odebrał telefon pięć minut po wybuchu, mówiąc, że jest cały i zdrowy. Kilka minut później zadzwonił i poprosił o pomoc" - poinformował Jaroslav Kalfirt z ambasady Czech w Islamabadzie. I to był ostatni kontakt z żywym dyplomatą. Pracownicy ambasady zidentyfikowali już jego zwłoki.

Ambasador Czech Ivo Zdarek zginął w zamachu w Islamabadzie
Czeski ambasador mieszkał w hotelu Marriott. W momencie zamachu jadł kolację w towarzystwie wietnamskiego kolegi.

Eksplozję słychać było w całym mieście. W chwili wybuchu wewnątrz budynku było ponad trzysta osób. Terroryści zaatakowali, kiedy goście zgromadzili się na uroczystej kolacji. W ramadanie, kiedy muzułmanie poszczą od świtu do zachodu słońca, wieczorne posiłki są niezwykle uroczyste i gromadzą wielu gości.

W zamachu zginęły co najmniej 52 osoby. Liczba zabitych może jednak wzrosnąć, bo jest prawie trzystu rannych, w tym wielu ciężko. Wśród ofiar oprócz Pakistańczyków są Marokańczycy i obywatele Arabii Saudyjskiej, a także Wietnamczyk i dwóch Amerykanów.

Zamach bombowy w stolicy PakistanuGalerię
"Słychać było wybuch, kiedy samochód dotarł do barykady przed hotelem" - powiedział jeden z policjantów. Zamachowiec chciał staranować wjazd do budynku.

Według świadków, runęły sufity w hotelowym lobby i w restauracji. Wybuch pozostawił głęboki na prawie 10 metrów krater. Półciężarówka mogła być wypełniona nawet toną materiałów wybuchowych.

Mohammad Jamil, który był świadkiem ataku, powiedział, że samochód eksplodował tuż obok silnie strzeżonej bramy hotelu. Widział, jak wybuch wyrzucił ciężarówkę wysoko w powietrze. Potem podmuch powietrza rzucił nim o ziemię. "Przez kilka sekund zupełnie nie wiedziałem, co się dzieje" - opowiada.

Prezydent Asif Ali Zardari i premier Yousuf Raza Gilani w oświadczeniu zdecydowanie potępili zamach. "Jest to terroryzm i musimy walczyć z nim razem jako naród" - powiedział szef pakistańskiego ministerstwa spraw wewnętrznych Rehman Malik w szpitalu, do którego przywożono rannych.

Prezydent wystąpił w telewizji ze specjalnym orędziem do narodu kilka godzin po krwawym zamachu. "Terroryzm jest jak rak. Jesteśmy zdeterminowani, by uwolnić kraj od tego raka" - zapowiedział.

Pakistan w ostatnich tygodniach przeżywa falę przemocy w następstwie ofensywy wojska przeciwko rebeliantom i bojownikom powiązanym z Al-Kaidą, którzy odpowiedzieli zamachami na ofensywę sił bezpieczeństwa. I to oni najprawdopodobniej dokonali ataku.

Usytuowany w centrum Islamabadu hotel był po 2001 roku dwukrotnie celem ataków. Obcokrajowcy i dziennikarze przybywający do Pakistanu zwykli się w nim jednak zatrzymywać, bo otacza go szczelny kordon ochrony.

sobota, 20 września 2008

Tak wyglądał zamach przed Marriottem

Według planów terrorystów miały zginąć setki ludzi

Gdyby nie strażnicy strzegący hotelu Marriott w Islamabadzie, we wczorajszym zamachu zginęłoby nie kilkadziesiąt, a kilkaset osób. Zamachowiec, który wiózł 600 kilogramów trotylu, chciał bowiem wjechać w budynek, ale został zatrzymany przy bramie. Wiedząc, że nie uda mu się osiągnąć celu, wysadził się. Pakistańska telewizja pokazała wstrząsający film z zamachu.



Zatrzymany w bramie terrorysta zdecydował się wysadzić samochód

>>>Zobacz zarejestrowany moment wybuchu pod hotelem Marriott w Islamabadzie

Na nagraniu z hotelowych kamer bezpieczeństwa widać, że mężczyzna próbuje przekonywać strażników, by wpuścili go na hotelowy parking. Gdy się na to nie zgadzają, naciska pedał gazu i próbuje sforsować bramę. Chwilę później zamachowiec wysadza się w szoferce ciężarówki. Ale najgorsze ma dopiero nadejść...

>>>Zobacz wstrząsającą relację z tragedii w Islamabadzie

Na filmie widać, że psy wykrywające materiały wybuchowe wyczuwają coś, a strażnicy zaczynają krzyczeć, by ludzie uciekali. Kilku próbuje gasić płonącą szoferkę. W tym momencie ekran robi się błękitny. To właśnie wtedy ma miejsce główna eksplozja, która zabija 53 osoby i rani setki innych.

W zamachu w pakistańskiej stolicy zginął między innymi ambasador Czech, dwóch Amerykanów i Wietnamczyk. Po eksplozji zaginął także duński dyplomata. Trzej inni Duńczycy, którzy przebywali w hotelu, są lekko ranni.

Egzamin dla aplikantów był za trudny

Marek Domagalski 20-09-2008, ostatnia aktualizacja 20-09-2008 08:00

Aż 68 procent krakowskich aplikantów adwokackich nie zdało rocznego egzaminu zaliczającego. Korporacja przyznaje się do błędu. Test był zbyt skomplikowany i trzeba go powtórzyć

Adwokat Marek Stoczewski, dziekan krakowskiej izby, przyznał „Rz”, że czas egzaminu był zbyt krótki, dlatego dodatkowy test będzie przedłużony. Przyznał też, że część pytań kazusowych była zbyt skomplikowana. W kolejnej wersji będą więc uproszczone. Ci, co zdali egzamin, nie będą go powtarzać.

– Lepiej późno naprawić błąd niż wcale – tak komentuje decyzję swoich kolegów jeden ze znanych warszawskich adwokatów. Cieszą się też aplikanci.

Większość oblała

Spośród 173 aplikantów, którzy 5 września przystąpili do egzaminu, nie zdało aż 117, mimo że trzygodzinny test rada przedłużyła o pół godziny. Po ogłoszeniu wyników pojawiły się jednak zarzuty, że może to być sposób na odsiew aplikantów.

Test składał się ze 144 pytań, wśród których były oparte na tzw. kazusach – i to one sprawiły największe kłopoty. Nie tyle przez swoją trudność, ile przez fakt, że samo przeczytanie i zrozumienie kazusu wymagało sporo czasu. Zabrakło go na odpowiedzi.

Tak mówią aplikanci, do których udało się nam dotrzeć. Nie kryją jednak obaw, że niezdanie egzaminu (powiedzmy od razu, że mogą do niego przystąpić po raz drugi) może być podstawą (by nie powiedzieć – pretekstem) do skreślenia ich z listy aplikantów.

117 osób nie zdało rocznego egzaminu zaliczającego na aplikacji adwokackiej w Krakowie

Są jednak tacy, którzy uważają, że aplikanci powinni się więcej uczyć. – Przyjmuję ten argument, powinni się uczyć, nawet ostro, ale aplikacja jest od uczenia, a nie odsiewania – mówi Grzegorz Maj, prezes Stowarzyszenia Fair Play.

Widmo skreślenia

Dziekan Stoczewski temu zaprzecza i wskazuje, że krakowskiej adwokaturze nie o to chodziło, ale nawet w Ministerstwie Sprawiedliwości dopuszczają taką możliwość. Zauważono, że wśród kilkunastu odwołań od decyzji w sprawie skreśleń najwięcej było z Krakowa. Od oblanego kolokwium do skreślenia droga daleka, ale czy aż tak bardzo?

Monika Madurowicz, zastępca dyrektora Departamentu Nadzoru nad Aplikacjami MS, wskazuje, że zgodnie z § 19 regulaminu aplikacji adwokackiej negatywny wynik kolokwium rocznego stanowi podstawę do stwierdzenia przez radę adwokacką nieprzydatności do wykonywania zawodu. Z kolei art. 79 ust. 2 prawa o adwokaturze mówi, że jeżeli rada stwierdzi nieprzydatność aplikanta do wykonywania zawodu, to może go skreślić w ciągu pierwszych dwóch lat aplikacji.

Ale nawet te dwa lata rodzą wątpliwości, bo czy egzamin po drugim roku to jeszcze drugi rok czy już trzeci? Stąd dodatkowe zdenerwowanie. Jest jeszcze jeden powód do niepokoju: Co robić z aplikantem, który nie zaliczy także poprawki?

– Test był w większości przygotowany przez zespół spoza rady adwokackiej, przez wykładowców Uniwersytetu Jagiellońskiego, sędziów itp. – wskazuje Stoczewski. – Trudno przyjąć, że podejmując się wykładów i opracowania testu, byli zainteresowani zamykaniem drzwi do zawodu swoim wychowankom. Wyciągamy jednak wnioski z tego zdarzenia i powtórzymy egzamin, poprawimy test.

Komentuje Jakub Jacyna adwokat, rzecznik Warszawskiej Rady Adwokackiej

Niełatwo przygotować inteligentne, a jednocześnie niezłośliwe, niehaczykowe i weryfikowalne pytania. My w Warszawie z naszych błędów, a mieliśmy dużo mniejszą wpadkę niż w Krakowie (przy kolokwium z procedury karnej przed dwoma laty), wyciągnęliśmy wnioski i szybko powtórzyliśmy kolokwium ku zadowoleniu wszystkich. Nie można za wszystko obciążać studiów, aplikantów, samorząd także musi się uczyć, wyciągać wnioski z doświadczeń. Żeby egzamin, test, pytania odpowiadały poziomem trudności poziomowi kształcenia aplikantów i żeby nie zabrakło czasu na odpowiedzi. Dopracowaliśmy się normy: dwie godziny na sto pytań.

Skomentuj ten artykuł
Rzeczpospolita