poniedziałek, 20 września 2010

Jan Kliment

Gwiazdy Twarze


Moje życie jest jak bal

Po raz 12. ruszyła machina „Tańca z gwiazdami”. Dla niego to trzeci raz. On – brylujący na parkietach świata, zaprosił do tanga naszą najjaśniejszą gwiazdę estrady Edytę Górniak. Czy się dogadają? „Przytuliła mnie na pożegnanie” – mówi i przekonuje, że artystka nie ma gwiazdorskich kaprysów. Sam jest otwarty i konkretny. Do dziennikarki „Gali” oddzwania zaraz po próbach, o północy. I umawia się na wywiad na siódmą. Ciągle w biegu. Tak od lat. „Rzucamy się w wir pracy, bo boimy się bliskości z drugą osobą” – kwituje. Czy on ma się czego bać?


GALA: Wolisz mówić czy tańczyć?

JAN KLIMENT: Wolałybym zatańczyć.

GALA: Tańczony wywiad, hmm...

JAN KLIMENT: Mógłby się nie nadawać do druku...

GALA: No właśnie, to może jednak spróbujmy porozmawiać.

JAN KLIMENT: Dobrze, chociaż wolę wyrażać emocje tańcem. Mogę wyrazić ból, miłość...

GALA: Ból, miłość... Niezła mieszanka.

JAN KLIMENT: Czasami to się łączy. Wiem, o czym mówię, bo rozpadło się moje małżeństwo.

GALA: Żona była zazdrosna o partnerki?

JAN KLIMENT: Ależ skąd! Laura też jest tancerką. Przez wiele lat tańczyliśmy w parze na konkursach. To Laura mnie zostawiła. Najpierw skończyła się miłość. Potem taniec. Ale w posagu zostawiła mi wspaniałe wspomnienia. I punktualność.

GALA: Wpadłeś do Polski i narobiłeś niezłego zamieszania. Obtańcowujesz nasze najpiękniejsze dziewczyny. Tańczyłeś z Nataszą Urbańską, a teraz twoją partnerką jest Edyta Górniak. Nie mówiąc już o Katarzynie Grocholi, która straciła dla Ciebie głowę!

JAN KLIMENT: Miałem szczęście, co!

GALA: To szczęście czy ciężka praca?

JAN KLIMENT: Dla mnie taniec nie jest pracą. Jest zabawą i przyjemnością. Ja się całe życie dobrze bawię.

GALA: Mordercze treningi po kilka godzin dziennie nazywasz zabawą?!

JAN KLIMENT: Oczywiście! To jest moja wielka namiętność. Kocham taniec. Gdyby nie to, nie pracowałbym po 13 godzin na dobę. Nie miałbym dziennie 15 lekcji pod rząd!

GALA: Nie słaniasz się na nogach po 12. godzinie pracy?

JAN KLIMENT: Trochę boli mnie ciało. Ale to szybko przechodzi. Poza tym lubię ten ból. Taniec jest jak narkotyk. Im więcej go masz, tym więcej go chcesz. Ja jestem uzależniony od tańca. Nie umiem sobie znaleźć miejsca, gdy mam przerwę. Dlatego staram się nie mieć urlopów.

GALA: Nie jesteś czasami znudzony tańcem? Robisz to już ponad 20 lat.

JAN KLIMENT: Taniec boli, ale nigdy nie nudzi. Nawiązuję wciąż nowe znajomości. Uważam, że każdy człowiek jest niepowtarzalny i niezwykły. A żeby dobrze kogoś nauczyć tańczyć, trzeba go poznać, zrozumieć. Mnie to kręci.

GALA: Łatwiej się uczy tych, którzy nic nie umieją, niż tych, którzy mają złe nawyki, prawda?

JAN KLIMENT: Uczyłem Katarzynę Grocholę, która nie umiała nic. I udało się. Katarzyna jest bardzo kolorową osobą. Robiła przerwy w próbach co 30 minut, bo chciała pogadać, pośmiać się. Nie zależało jej na wygranej, ona chciała mieć z tego fun. I miała. A przy okazji inni dobrze się bawili. Natomiast Natasza Urbańska tańczyła świetnie i była dla mnie wyzwaniem. Teraz dostałem Edytę i także jest bardzo ciekawie. Ona jest po prostu niesamowitą dziewczyną.

GALA: Bałeś się pierwszego spotkania z Edytą?

JAN KLIMENT: Nie! Dlaczego?

GALA: Mogła Cię paraliżować jej sława.

JAN KLIMENT: Moim zadaniem jest zrozumieć ją, wsłuchać się w jej potrzeby i pomóc jej w tańcu osiągnąć to, co osiągnęła w muzyce. A czasu jest tak mało!

GALA: Mówisz o wczuwaniu się w drugą osobę. Czy taniec nie wydaje Ci się czynnością bardzo intymną?

JAN KLIMENT: Oczywiście. Przecież dotykam ciała mojej partnerki, nasze oddechy często krzyżują się... Ale jest też przekroczenie bariery psychologicznej. Niektóre kobiety źle reagują na bliskość. Ale po kilku lekcjach zmieniają się.

GALA: Taniec jest jak seks?

JAN KLIMENT: Taniec jak seks jest erotyczny i zmysłowy. A jeśli taki nie jest, to źle. Poza tym przecież często taniec poprzedza seks. Ludzie uwodzą się przez taniec. W większości kultur jest on nacechowany erotycznie. Działa zmysłowo zarówno na tańczących, jak i na obserwujących to widzów. Nawet sztywny, według mnie, walc angielski może ociekać seksem. Taniec to akceptowalna forma erotyki.

GALA: A jak tańczą Polacy?

JAN KLIMENT: Ja jestem załamany Polakami...

GALA: No wiesz! Nie przesadzaj!

JAN KLIMENT: Jestem załamany jako Czech, bo po prostu wam zazdroszczę. Jesteście świetni. Dlatego należy się wam takie pismo jak ,,Place For Dance”. Magazyn, który opisywałby taniec szczegółowo, który informowałby o imprezach i szkoleniach i pokazywałby piękne, taneczne sesje. Wy jesteście tak utalentowanym narodem, że uważam, że takie pismo powinno być po prostu w każdym kiosku. Już wam zazdroszczę! I chętnie będę dzielił się wiedzą i moim doświadczeniem, jeśli zostanę zaproszony na jego łamy.

GALA: A jak tańczą inni Europejczycy? Na przykład Szwajcarzy, których reprezentowałeś w mistrzostwach tańca?

JAN KLIMENT: Oni mają kulturę chłodu, ukrywania emocji. Wy nie. Moim zdaniem jesteście jednym z bardziej roztańczonych narodów europejskich. Tylko w siebie nie wierzycie!

GALA: Z reguły jest tak, że to mężczyzna prowadzi. A co zrobić, gdy kobieta nie daje się prowadzić?

JAN KLIMENT: Oj, to wtedy jest trudno. Na początku miałem tak z Nataszą. Ona chciała prowadzić, bo sama świetnie tańczy. Poza tym ma silną osobowość. Ale trafiła na mnie, na „czeskie turbo”! I ja jej już nie odpuściłem! Musiała się podporządkować.

GALA: A jaka jest metoda na Edytę? Masz już swoją prywatną „instrukcję obsługi Górniak”?

JAN KLIMENT: Edyta jest bardzo wymagająca. To mi się w niej najbardziej podoba. Fantastyczne jest to, że każda z moich partnerek była zupełnie inna. Natasza miała świetną koordynację i doświadczenie bycia na scenie. Katarzyna w ogóle nic nie umiała. Jak jej mówiłem: „Ruszaj prawą ręką”, ona ruszała lewą nogą. Zaczynaliśmy od kompletnego zera, ale też satysfakcja była wielka, kiedy zaczęła robić postępy. Katarzyna miała do siebie dystans, śmiała się bez przerwy i to bardzo ułatwiło mi naukę. Jestem z niej naprawdę dumny. A Edyta? Cóż, jest po prostu geniuszem. Gdy słyszę, jak śpiewa, to naprawdę ciarki przebiegają mi po krzyżu. Ona ma głos jak Murzynka. Wciąż zastanawiam się, skąd się to w niej bierze? Nie jest wielka ani silna, a jak zaczyna śpiewać, to wszystko drży.

GALA: Jak przewidujesz, z czym możecie mieć kłopoty?

JAN KLIMENT: Z Edytą o tyle będzie trudno, że ona będzie szukała perfekcji i absolutnej doskonałości także w tańcu. To może być dla nas zabójcze. Ale wiem też, że jeśli Edyta czegoś chce, osiąga to. Zobaczyłem w jej oczach, że jak postanowiła, tak zrobi. Ja już to od niej czuję, ten powiew geniuszu.

GALA: Mówisz jak zakochany...

JAN KLIMENT: Na czas tańca kocham każdą moją partnerkę (śmiech). Edyta nie robi spektakularnych figur, wielkich gestów. Wystarczy mały ruch i... och, ciarki przebiegają po krzyżu. Bo to jest to! Ona jest jak dobrze przyrządzone spaghetti. Makaronu jest zawsze dużo, ale to sos stanowi o smaku całej potrawy.

GALA: Czego możesz się nauczyć od Edyty?

JAN KLIMENT: Ona otworzyła mnie na muzykę. Czy wiesz, że kiedy Edyta ze mną tańczy, to również śpiewa. Nie nuci pod nosem, lecz po prostu głośno śpiewa.

GALA: A jej słynne kaprysy gwiazdy?

JAN KLIMENT: Nie wierzę absolutnie w żadną plotkę na temat Edyty.

GALA: Jakie wrażnie miałeś po pierwszym spotkaniu?

JAN KLIMENT: Edyta jest taka ciepła. Przytuliła mnie na pożegnanie. Ma duże wyczucie drugiej osoby. Myślę, że na widok publiczny wystawia pewien rodzaj maski, a pod spodem to delikatna osoba. Ma też dużą świadomość swego ciała. Na pierwszym spotkaniu powiedziała mi, że ma problem w tańcu z partnerem, bo nie lubi dopuszczać do zbyt bliskiego kontaktu. Na co ja spytałem: „To co ty, dziewczyno, robisz w tym programie”! I zaczęliśmy się oboje śmiać. Ale najfajniejsze w niej jest to, że nie stroi fochów gwiazdy. Przychodzi na spotkania punktualnie. Jak się spóźni odrobinkę, zaraz przeprasza jak mała dziewczynka.

GALA: Jak tańczysz z kobietą, to wiesz, jaka jest też w łóżku?

JAN KLIMENT: Dlaczego ciągle pytasz o seks? Przecież to takie intymne.

GALA: Bo taniec jest intymny. Sam to powiedziałeś.

JAN KLIMENT: OK, masz rację. Zdradzę ci, że czuję w tańcu, jakim typem jest kobieta. Czy jest gorąca, czy aseksualna. Ale ja się tym nie zajmuję. Ja nie romansuję z moimi partnerkami.

GALA: Można poznać swoje ciało, tańcząc?

JAN KLIMENT: Tak, wiele kobiet, ucząc się tańca, odkrywa siebie na nowo. Traci różne blokady. Umiem je otwierać przez taniec.

GALA: Brzmi fascynująco...

JAN KLIMENT: Po prostu trzeba być facetem, poczuć kobietę i dobrze ją poprowadzić.

GALA: I Ty to masz?

JAN KLIMENT: Moim zdaniem każdy facet to ma. Od 20 lat prowadzę kobiety. To już jest jakaś deformacja zawodowa! Próbowałem kobietę prowadzić w życiu, a nie w tańcu, i mi się nie udało. Na szczęście taniec nie jest tak skomplikowany jak życie.

GALA: Reprezentowałeś Szwajcarię, pracowałeś w Stanach Zjednoczonych. Po co Ci ta Polska? Czego właściwie tu szukasz?

JAN KLIMENT: Ja mam po prostu słabość do Polski. Często przyjeżdżałem tu na turnieje i zawsze byłem zachwycony tym, jak mnie ludzie przyjmowali.

GALA: A gdzie właściwie jest Twój dom?

JAN KLIMENT: Dom jest wszędzie tam, gdzie jestem szczęśliwy. Teraz czuję się szczęśliwy w Polsce.

GALA: Twoja nowa narzeczona Lenka przyjedzie tu do Ciebie?

JAN KLIMENT: Tak, ale musi skończyć swoje zobowiązania w Czechach. Ona pracuje z dziećmi autystycznymi oraz z takimi, które mają Zespół Downa. Często rozmawiamy o tym. Bo muzykoterapia w przypadku tych chorób jest zbawienna.

GALA: Chciałbyś zostać w Polsce na zawsze?

JAN KLIMENT: Sam jestem tym zdziwiony, ale rzeczywiście coraz częściej myślę o tym, żeby wyhamować, żeby gdzieś osiąść na stałe. Może będzie to Polska? Lubię zmiany, lubię podróże, ale coraz częściej marzy mi się dom i rodzina.

GALA: Stabilizacja może sprawić, że stracisz uczniów i zapał do pracy.

JAN KLIMENT: To mi raczej nie grozi. Właśnie gościłem parę z Nowego Jorku, która przyjechała do Warszawy na cztery dni, by kontynuować naukę.

GALA: Są od Ciebie uzależnieni?

JAN KLIMENT: Nie, raczej od tańca. Ale jak skończy się w grudniu 12. edycja ,,Tańca z gwiazdami", natychmiast wyjeżdżam do USA, bo mi ich brakuje. Jestem trochę takim tułaczem. Mój dom jest wszędzie...

GALA: ...i nigdzie.

JAN KLIMENT: Masz rację. To trochę jak z tym powiedzeniem, którego nauczyła mnie Katarzyna Grochola: „Kto ma wszystkie kobiety, nie ma żadnej”. Katarzyna nauczyła mnie też, że o miłość trzeba dbać. Ona otworzyła mi oczy na pewne rzeczy związane z uczuciami. Z powodu mojego pracoholizmu zabrakło energii i czasu, żeby zadbać o związek z moją poprzednią żoną Laurą. Moim zdaniem rzucamy się w wir pracy, bo boimy się bliskości z drugą osobą.

GALA: Jak to się stało, że zacząłeś tańczyć. Chłopcy chyba wolą grać w piłkę, niż kręcić pupcią...

JAN KLIMENT: Chciałem zaimponować wszystkim dziewczynom i dlatego poszedłem, jako jedyny chłopak z męskiego liceum, na zajęcia z tańca do żeńskiego liceum.

GALA: Czego nie wolno tancerzowi?

JAN KLIMENT: Siedzieć w domu przed komputerem.

GALA: Dziesięć przykazań tancerza?

JAN KLIMENT: Tancerz powinien być: cierpliwy, zdyscyplinowany, pełen uczucia. Powinien kochać to, co robi. Powinien być trochę psychologiem. Kiedyś mieliśmy trenerkę, która zabrała nas na kilka miesięcy na Kubę. Uczyliśmy się tam tańczyć z prawdziwymi Kubańczykami. Mieliśmy też zajęcia z psychologii. Zawsze mnie to bardzo interesowało. Ona mówiła: „Najpierw kochaj, a potem rób co chcesz”.

GALA: Trzeba być pięknym, żeby być dobrym tancerzem?

JAN KLIMENT: Przez parę lat miałem partnerkę z wielką pupą, wiekszą od pup Kubanek. Na konkursach robiliśmy takie układy, że ta jej pupa była wszędzie. Sędziom oczy z orbit wychodziły! Ona nie była piękna, a wygrywała wszystkie konkursy. Kiedyś z kolei miałem inną patnerkę, z nosem jak bokser. Ale za to była niesamowicie szybka i zwinna. Zdobyliśmy wiele nagród.

GALA: Tańczyłeś kiedyś w deszczu jak Fred Astaire?

JAN KLIMENT: Oczywiście. I na moście Brooklińskim, i pod wieżą Eiffla. Tańczyłem na pustyni i w morzu na plaży. Kiedyś na Kubie spotkaliśmy na brzegu morza ćwiczących atletów. Jakoś tak się stało, że zatańczyliśmy z nimi. Myślę, że Fidel Catro musiał być zazdrosny, że o 8 rano tańczymy z jego sportowcami salsę na plaży.

GALA: Twoje życie to wieczne party...

JAN KLIMENT: Tak. Ale mam wrażenie, że tak powinien czuć się każdy. Życie powinno polegać na tym, że robimy także to, co sprawia nam niebywałą przyjemność.

GALA: Wpadałeś w tańcu w ekstazę?

JAN KLIMENT: Dla mnie taniec jest przechwytywaniem kosmicznej energii. Taniec jest boski w tym sensie, że zostają w naszej pamięci chwile niezwykłe, takie, które mogą świadczyć o tym, że dotknęliśmy jakiejś tajemnicy. Widziałem szczęście Kasi Grocholi, kiedy tymi swoimi paluszkami ruszała w quick-stepie. Widziałem jej szczęście. Widziałem też w ekstazie Nataszę, gdy tańczyła sambę. Wtedy zamieram. I publiczość też. Pamiętam wszystkie te chwile. Dla tych chwil warto żyć.

Rozmawiała: Anna Kaplińska-Struss
GALA 37/2010


czwartek, 9 września 2010

A co, jeśli nie zapłącę podatku PIT lub CIT?

PIT i CIT należą do grupy danin publicznych, które płaci się od osiągniętego dochodu. Wiele osób określa je mianem podatków od pracowitości i przedsiębiorczości. Z całą pewnością gros tych, którzy muszą zapłacić podatek dochodowy, nie raz zastanawiało się nad tym, co się stanie, gdy tego nie zrobią?

PIT, czyli podatek od dochodów osób fizycznych, płacony jest głównie od osiągniętych dochodów. Może on być także płacony, przez przedsiębiorców, którzy rozliczają się na zasadzie ryczałtu. Podatek dochodowy jest progresywny, co oznacza, że jego wysokość uzależniona jest od wielkości zarobków ( w niektórych przypadkach od przychodów).

Obecnie obowiązują dwie skale podatkowe. Wynoszą one odpowiednio 18% dla osób, których łączny dochód po odliczeniach nie przekroczy 85 528 złotych oraz 32% dla ludzi, których dochody są wyższe. Należy zaznaczyć, że po przejściu w drugi próg, 32% podatkiem objętym będzie tylko nadwyżka.

Nie zapłacimy podatku dochodowego, jeżeli nasz dochód nie przekroczył 3 091 zł. Dodatkowo roczna i miesięczna kwota zmniejszająca podatek jest taka sama jak w zeszłym roku i wynosi odpowiednio - 556,02 zł i 46,33 zł. Termin zapłaty podatku dochodowego za rok 2010 minie 30 kwietnia 2011 roku. Jeżeli nie uregulujemy go w terminie, możemy liczyć się z nieprzyjemnymi konsekwencjami.


Nie płacisz w terminie, zapłacisz więcej po

Stało się, nie zapłaciliśmy w terminie PIT-u. Co nam za to grozi? Po pierwsze odsetki za zwłokę. Z każdym dniem nasze zaległości rosną i po jakimś czasie może to być dla naszego portfela naprawdę dokuczliwe. Niestety to jeszcze nie wszystko. Uchylanie się od obowiązków podatkowych jest bowiem traktowane w Polsce jako wykroczenie lub nawet przestępstwo. A skoro mamy wykroczenie lub przestępstwo, to są i kary – Łukasz Tabor, radca prawny z Kancelarii Prawnej Skarbiec.Biz

Wysokość odsetek za zwłokę określana jest przez ministra finansów. Obecnie wynoszą one 10% (obniżone 7,5%). Warto zaznaczyć, że nie można ich zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Nalicza się je już od pierwszego dnia po przekroczeniu terminu zapłaty. Przy stosunkowo długim okresie zwłoki, ich wysokość może być bardzo dotkliwa dla naszego portfela.

Na czym polega uporczywość?

Mamy z nią do czynienia, gdy płatnik zbyt długo zwleka z zapłaceniem należności. Naturalnie jest to pojęcie względne. Zwykle za uporczywe definiuje się takie zachowanie podatnika, które polega na wielokrotnym ignorowaniu wezwań do zapłaty, niestawianie się w urzędach skarbowych itp. Ponadto za uporczywe można uznać regularne spóźnianie się z zapłatą podatku, nawet o jeden dzień.

Fiskus będzie wzywał spóźniającego podatnika do zapłaty. Jeżeli ten w dalszym ciągu będzie daleki od uregulowania należności, wówczas może zostać na niego nałożona kara grzywny. Uporczywa zwłoka jest wykroczeniem i może kosztować podatnika nawet do 720 stawek dziennych.

Stawka dzienna obliczana jest na podstawie minimalnego wynagrodzenia, które obecnie wynosi 1317 zł. Najmniejsza wartość stawki dziennej wynosi 1/30 najniższego wynagrodzenia, czyli ok. 40 zł. Maksymalna jej wysokość to 400 krotność 1/30 minimalnego wynagrodzenia, czyli ok 1600 zł. Zatem 720 minimalnych stawek dziennych to prawie 30 tysięcy złotych!

Co jeszcze może zrobić urząd skarbowy, aby zmotywować niesolidnego podatnika do lepszej „współpracy”? Otóż może dokonać przymusowego ściągnięcia zaległości podatkowych. Zajęcie pensji, zajęcie ruchomości, blokada rachunków bankowych, ustanowienie przymusowej hipoteki na majątku dłużnika... Oraz obciążenie dłużnika kosztami tych wszystkich działań. Jeśli nie chcemy odczuć tego wszystkiego na własnej skórze, nasze zobowiązania podatkowe powinniśmy traktować poważnie – tłumaczy Łukasz Tabor z Kancelarii Skarbiec.Biz.

Wizyta poborcy podatkowego nikomu nie kojarzy się dobrze. Z całą pewnością nie można liczyć na to, by ten odstąpił od swych obowiązków. Podatnik uchylający się od zapłaty może wówczas stracić nie tylko pieniądze i dom, ale również dobre imię. W Polsce coraz popularniejsze jest przekonanie, że osoby uchylające się od płacenia fiskusowi „żerują” na pracy innych. Z drugiej strony znane powiedzenie mówi, że honor bez pieniędzy może być tylko chorobą.

No dobrze, a co z CIT?

CIT, czyli podatek dochodowy od osób prawnych od kilku lat jest podatkiem liniowym. Obecnie jego stawka wynosi 19%. Płacony jest od uzyskanych dochodów (czasem przychodów). Płatnikami są wszystkie osoby prawne, czyli np. sp. z.o.o lub S.A.
Podobnie jak w przypadku podatku PIT, za niezłożenie deklaracji podatkowej lub niezapłacenie należności w terminie, grożą nam odsetki za zwłokę. Ich wysokość ustalana jest przez ministra finansów. Należy pamiętać, że ich również nie można traktować jako kosztu uzyskania przychodu.

Jeśli jednak konieczność zapłacenia odsetek za zwłokę nie wywrze na nas żadnego wrażenia i dalej nie zamierzamy płacić podatku CIT, to co wtedy? Według prawa polskiego uporczywe niewpłacanie w terminie podatku przez podatnika jest wykroczeniem i skutkuje odpowiedzialnością karną w postaci grzywny w wysokości do 720 stawek dziennych – mówi Łukasz Tabor, radca prawny z Kancelarii Prawnej Skarbiec.Biz

Gorsze sankcje grożą nam, gdy nie złożymy deklaracji podatkowej w odpowiednim terminie lub nie ujawnimy podstawy do opodatkowania. Jest to traktowane jako przestępstwo, za które grozi nam kara grzywny, a w szczególnie poważnych przypadkach nawet kara pozbawienia wolności – informuje Łukasz Tabor.

Akcja pod Arsenałem

Jeżeli nie zapłacimy ani odsetek, ani grzywny, fiskus może odwołać się do bardziej radykalnych środków. Podobnie jak w przypadku PIT, firmę może spotkać przymusowe ściągnięcie należności. Poborca „wejdzie” na konto lub zajmie „środki trwałe” nie tylko firmy, ale także jej właścicieli. Procedury te nie są darmowe. Ich kosztami zostaniemy obciążeni dodatkowo. Zatem możemy stracić nie tylko firmę, ale także majątek osobisty.

Prawda jest taka, że w starciu z fiskusem nie mamy żadnych szans. Posiada on szereg narzędzi do „temperowania” niesfornego podatnika. Oczywiście nie oznacza to, że fiskus nie popełnia błędów. Niemniej obywatel powinien zawsze pamiętać, że płacenie podatków to jego obowiązek, którego zaniedbanie może nas kosztować bardzo dużo.

Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@firma.bankier.pl

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z 4.8.2010 r. (I SA/Wr 625/10)

Piotr Bielicz
ORZECZNICTWO

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z 4.8.2010 r. (I SA/Wr 625/10)

Odsetki od lokat bankowych spółdzielni: korzystny wyrok z Wrocławia

W dniu 4.8.2010 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu wydał wyrok dotyczący zakresu zwolnienia od podatku dochodowego, przewidzianego dla spółdzielni mieszkaniowych. W wyroku odpowiedziano na pytanie, czy zwolnienie to może obejmować dochody z odsetek od lokat bankowych.

Może się zdarzyć, że w toku prowadzenia gospodarki zasobami mieszkaniowymi, spółdzielnia mieszkaniowa wypracuje nadwyżki finansowe. Odsetki od rachunków i lokat bankowych, pochodzących z takich właśnie nadwyżek, są wolne od podatku dochodowego, o ile zostaną przeznaczane na cele związane z gospodarką zasobami mieszkaniowymi.

Powyższe stwierdzenia to zasadnicze tezy wynikające z pisemnego uzasadnienia wyroku WSA we Wrocławiu z dnia 4 sierpnia 2010 roku (sygn. I SA/Wr 625/10).

Zaradna spółdzielnia jako problem dla fiskusa

Sprawa dotyczyła spółdzielni mieszkaniowej, która – zwykłą koleją rzeczy – posiada w swoich zasobach m. in. lokale mieszkalne. Zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, osoby zajmujące te lokale uiszczają opłaty określone w statucie. Celem tych opłat jest pokrywanie kosztów związanych z eksploatacją i utrzymaniem nieruchomości należących do spółdzielni.

Zdarza się przy tym, że wspomniane powyżej koszty są niższe niż suma opłat, jakie spółdzielnia pobrała od członków. W efekcie powstają nadwyżki finansowe, które są lokowane na oprocentowanych kontach bankowych (lokatach). W ten sposób spółdzielnia uzyskuje dodatkowe przychody odsetkowe, z którymi wiążą się pewne wątpliwości w sferze prawa podatkowego. Koncentrują się one wokół art. 17 ust. 1 pkt 44 ustawy o CIT; jest to regulacja, która przewiduje, że zwolnione z podatku są m.in. dochody spółdzielni mieszkaniowych uzyskane z gospodarki zasobami mieszkaniowymi w części przeznaczonej na utrzymanie posiadanych zasobów.

Na tym tle, już dawno temu zarysowała się kontrowersja na temat zakresu powyższego zwolnienia. W sprawie, którą zajmował się sąd wrocławski, kwestią sporną było pytanie, czy zwolnienie to może dotyczyć dochodów z tytułu odsetek od lokat bankowych. Zarząd spółdzielni postanowił wyjaśnić tę kwestię za pomocą wniosku o interpretację do właściwego dyrektora izby skarbowej. We wniosku zaznaczono, że lokaty byłyby utworzone ze środków pochodzących z gospodarki zasobami mieszkaniowymi, zaś odsetki od tych lokat zostałyby przeznaczone na cele związane z gospodarką tymi samymi zasobami.

We wniosku wyrażono pogląd, że wspomniane powyżej odsetki stanowią dochód zwolniony z opodatkowania, gdyż są dochodami uzyskanymi z gospodarki zasobami mieszkaniowymi. Zdaniem spółdzielni, racjonalne prowadzenie tej gospodarki wymaga zdeponowania posiadanych nadwyżek finansowych na lokatach terminowych.

Dyrektor IS: odsetki z lokat ≠ przychody z gospodarki mieszkaniowej

Dyrektor izby skarbowej wydał interpretację, w której nie zgodził się ze stanowiskiem spółdzielni. Jego zdaniem, za dochody z gospodarki zasobami mieszkaniowymi uznać można np. dochody związane z budynkami mieszkalnymi, pomieszczeniami znajdującymi się w budynku mieszkalnym lub poza nim, bądź z urządzeniami lub uzbrojeniem terenu, na którym znajdują się budynki spółdzielni. Tymczasem, jak uznał dyrektor, dochody z odsetek od lokat bankowych nie są ściśle powiązane z gospodarką mieszkaniową, co wyklucza korzystanie ze zwolnienia, o którym mowa w art. 17 ust. 1 pkt 44 ustawy o CIT.

Spółdzielnia nie zgodziła się z interpretacją i dlatego wniosła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu. W skardze tej podniosła, że błędem jest zawężanie pojęcia gospodarki zasobami mieszkaniowymi do pobierania opłat i nakładania kar na członków spółdzielni. Nieodłącznym elementem gospodarowania zasobami spółdzielni jest także racjonalne lokowanie nadwyżek finansowych, co jest zwykle czynione z pomocą oprocentowanych rachunków bankowych.

WSA: interpretacja ścisła nie może iść zbyt daleko

WSA zgodził się ze stanowiskiem spółdzielni. W pisemnym uzasadnieniu wyroku sąd odwołał się do słownikowego znaczenia słowa „gospodarować”, którego znaczenie jest niemal tożsame ze znaczeniem słowa „zarządzać”. Zarządzanie, jak stwierdził sąd, to ogół działań zmierzających do efektywnego wykorzystania zasobów mieszkaniowych. Zdaniem sądu, wybór lokaty terminowej zamiast rachunku bieżącego należy zaliczyć do jednej z czynności mającej na celu racjonalne i efektywne gospodarowanie środkami pochodzącymi z zasobu mieszkaniowego.

Sąd przyznał, że przepisy o zwolnieniach podatkowych należy interpretować ściśle (tego domagał się dyrektor IS). Nie można jednak iść zbyt daleko i stosować interpretacji zawężającej. Tymczasem do tego właśnie prowadzi ograniczanie zakresu pojęcia „gospodarki zasobami mieszkaniowymi” do działań związanych z pobieraniem opłat; gospodarka zasobami mieszkaniowymi to także aktywne dysponowanie posiadanymi środkami. Skład orzekający zauważył też, że poprzez inwestowanie posiadanych środków na lokatach bankowych, spółdzielnia zabezpiecza zebrane na rachunku bankowym środki pieniężne przed utratą ich wartości na skutek inflacji.




Piotr Bielicz jest konsultantem w zespole zarządzania wiedzą działu prawno podatkowego PricewaterhouseCoopers