czwartek, 23 sierpnia 2012

Boeing kpt. Wrony sprzedany. Leci na Wyspy


Foto: Agencja SE/East News Ostatnie lądowanie Boeinga 767 "Papa Charlie" na Okęciu

To koniec ciągnącej się od wielu miesięcy historii kłopotów z LOT-owskim Boeingiem 767, którym kpt. Tadeusz Wrona lądował awaryjnie na Okęciu. Jak ustaliliśmy, władzom spółki udało się w końcu znaleźć nabywcę na swoją maszynę. Samolot zostaje sprzedany w całości. Nowy właściciel zapłaci za niego niewiele - kilka milionów dolarów.

Nie zlicytują boeinga Wrony. Nie ma chętnych

Nie ma chętnych,...
czytaj dalej »
Strony porozumiały się już co do najważniejszych punktów umowy, a formalnie do transakcji ma dojść w najbliższych dniach. W tej chwili Brytyjczycy analizują dokumentację maszyny. Od początku byli zainteresowani kupnem całego samolotu - z silnikami, elementami wyposażenia kadłuba i systemami elektronicznymi.

- Nabywcą maszyny jest firma specjalizująca się w handlu częściami lotniczymi. Samolot sprzedajemy w takim stanie, w jakim się obecnie znajduje. Wszystkie dalsze czynności podjemować będzie już jego nowy właściciel - potwierdza w rozmowie z tvn24.pl Tomasz Balcerzak, członek zarządu PLL LOT.

W częściach na Wyspy

Oznacza to, że nasz przewoźnik nie będzie odpowiedzialny za transport niesprawnego samolotu, a był to jeden z bardziej kłopotliwych punktów w rozmowach z potencjalnymi nabywcami. Brytyjczycy zabiorą maszynę "w częściach" - silników już nie ma w Warszawie. Nie wiadomo jednak jak długo potrwa rozbiórka całego samolotu.

Boeing kpt. Wrony pójdzie do wojska? GROM chce w nim odbijać zakładników

Dowództwo Wojsk...
czytaj dalej »

Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, strony porozumiały się już co do jego ceny. Transakcja opiewa na kilka milionów dolarów i jest wyższa od ceny wywoławczej (dwa miliony dolarów), którą proponował LOT wystawiając maszynę - tyle że bez silników - na licytację. Ostatecznie nie doszło do niej ponieważ żadna z firm nie wpłaciła wadium.

Otworzyło to furtkę do bezpośrednich rozmów z potencjalnymi nabywcami. Przez jakiś czas wydawało się, że samolot - a właściciwe jago kadług - wciąż ma szansę trafić do wojska, gdzie będzie służył jako obiekt ćwiczeń dla żołnierzy GROM-u. Ostatecznie MON stwierdził jednak, że nie chce płacić a kadłub może co najwyżej nabyć "nieodpłatnie". PLL LOT powiedziały nie.

- Chcieliśmy wykonać pewien gest w kierunku MON-u. Byliśmy skłonni sprzedać maszynę okazyjnie. Ostatnio wysyłaliśmy nawet pismo, w którym poinformowaliśmy, że skoro ministerstwo rezygnuje, to jesteśmy zmuszeni przystąpić do rozmów z innymi kontrahentami. Chcieliśmy mieć pewność, że resort wie, co robi i nikt nie będzie miał do nas pretensji "po fakcie". Odpowiedź nie nadeszła - usłyszeliśmy w PLL LOT.

Na niebo, na żyletki, na poligon

LOT sprzedaje Boeinga Wrony. W całości lub "na części"

LOT-owski Boeing,...
czytaj dalej »

Przez ostatnie 10 miesięcy planów na temat przyszłości Boeinga 767, nazywanego pieszczotliwie od jego numeru rejestracyjnego (SP-LPC) "Papą Charlim", było wiele. Początkowo wydawało sie, że samolot ma szansę bardzo szybko wrócić na siatkę połączeń. Zapowiadał to prezes PLL LOT Marcin Piróg. Okazało się jednak, że koszty remontu maszyny - choć możliwego do wykonania - są jednak bardzo wysokie.

Negocjacje pomiędzy właścicielem maszyny - amerykańską firmą leasingową Air Castle a konsorcjum ubezpieczeniowym - przeciągały się miesiącami a rola LOT-u, jako leasingującego samolot, ograniczała się w nich do roli "doradczej". W końcu osiągnięto jednak porozumienie, które wiązało się z koniecznością odkupienia przez PLL LOT "Papy Charliego". Od tego czasu władze spółki zabiegały o jego sprzedaż.

Pisz, Staniek, Pisz. Tak Legia ograła Rosenborg



Zwycięstwo w dobrym stylu u siebie i kompromitująca porażka w Trondheim. Dwie potyczki z Rosenborgiem dostarczyły kibicom Legii skrajnych emocji. Po 17 latach od niezapomnianych meczów w Lidze Mistrzów legioniści znów zmierzą się z norweską drużyną.

Do meczu w grupowej fazie Ligi Mistrzów sezonu 1995/96 legioniści przystępowali po odprawieniu w eliminacjach IFK Göteborg. Do mistrza Norwegii podeszli z dużym respektem. - Dreszczyk emocji był – przyznaje Marek Jóźwiak, wówczas obrońca, dziś dyrektor sportowy Legii. – Wtedy Rosenborg nie był tak znaną firmą, jak teraz, ale mieliśmy dobre raporty, wiedzieliśmy jak grają i czego się spodziewać  – dodaje.

WIĘCEJ ZDJĘĆ NA LEGIA.COM

Kapitan dał zwycięstwo

Mimo dobrego rozpoznania, pierwsza połowa nie obfitowała w bramkowe sytuacje. Walka na dobre rozpoczęła się dopiero w 65. minucie, kiedy Mini Jacobsen ograł Jóźwiaka, wypuścił na czystą pozycję Karla Lokena. Atak skrzydłowego Jóźwiak powstrzymał faulem, ale na nic się to zdało, bo rzut karny na bramkę zmienił Jacobsen. Mózg norweskiej drużyny uczcił gola efektownym saltem.

Radość Norwegów nie trwała jednak długo. W tej samej minucie rezultat spotkania wyrównał strzałem z dystansu kapitan Leszek Pisz. Także z daleka uderzał kilka minut później Ryszard Staniek. Bramkarz Rosenborga Jørn Jamtfall lekko podbił piłkę, po czym odwrócił się i… wepchnął ją do bramki.

Legia złapała wiatr w  żagle. W 73. minucie do rzutu wolnego stanął ich etatowy wykonawca, Pisz. Rozgrywający mistrzów Polski nie pomylił się i precyzyjnym strzałem w lewy, dolny róg podwyższył wynik na 3:1, wywołując euforię 10 tysięcy kibiców.

CZYTAJ WIĘCEJ NA LEGIA.COM

Ostre lanie w Norwegii

Debiut w Lidze Mistrzów przy Łazienkowskiej był udany. Znacznie gorzej mistrz Polski wypadł dwa miesiące później na zaśnieżonym stadionie w Trondheim. Ofensywa Norwegów przyniosła rezultat już w 17. minucie. Roar Strand z dziecinną łatwością poradził sobie z Jackiem Zielińskim i pewnym uderzeniem pokonał Macieja Szczęsnego. Chwilę później boisko musiał opuścić kontuzjowany kapitan legionistów i bohater pierwszego spotkania Leszek Pisz. Zastąpił go Cezary Kucharski.

Drugą bramkę, po błędzie Grzegorza Lewandowskiego, wbił Harald Bratbakk. Legioniści reklamowali spalonego, ale sędzia nie podzielił ich wątpliwości. Warszawiacy schodzili do szatni z dwubramkową stratą. Trenerowi Pawłowi Janasowi nie udało się poprawić gry swojego zespołu.

W drugiej połowie obrona nadal popełniała katastrofalne błędy dopuszczając do strzelenia dwóch kolejnych goli. O postawie warszawskich defensorów najlepiej świadczy fakt, że trzecią bramkę zdobył głową najniższy na boisku (168 cm) Mini Jacobsen.

- Myśleliśmy, że pójdzie łatwo. Byliśmy nieco rozkojarzeni, pierwszy raz graliśmy na podgrzewanej murawie. Zanim się obudziliśmy, było po meczu – wspomina Jóźwiak.

W opinii prasy najlepszym zawodnikiem Legii był bramkarz Maciej Szczęsny. Choć cztery razy wyjmował piłkę z siatki, dwukrotnie bronił w sytuacjach sam na sam. - Zamiast po jeden punkt pojechaliśmy na zakupy. Żony były w hotelu obok i wydzwaniały co chwilę do mężów z informacjami, co już udało się kupić. Przy tak nieprofesjonalnym podejściu Rosenborg mógł wygrać znacznie wyżej – mówi bez ogródek Szczęsny, który do Norwegii partnerki nie zabrał.

Historyczny sukces

Mimo, że w dwumeczu bilans bramkowy 3:5 był korzystny dla Skandynawów, to Legia zajęła drugie miejsce w tabeli grupy B. Wraz ze Spartakiem Moskwa awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Do dziś żaden polski zespół nie doszedł do tego etapu rozgrywek.

bako/roody

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

45 lat temu Niemen zaśpiewał "Dziwny jest ten świat"


Sub
2012-08-20, ostatnia aktualizacja 2012-08-20 15:52

Dziś mija dokładnie 45 lat od pierwszego wykonania polskiego przeboju wszech czasów "Dziwny jest ten świat" Czesława Niemena. Premiera odbyła się 20 sierpnia w 1967 roku na Festiwalu Piosenki w Sopocie.

Niemen wystąpił w Sopocie z grupą Akwarele w składzie: Tomasz Jaśkiewicz - gitara, Paweł Brodowski - gitara basowa, Tomasz Butowtt - perkusja, Marian Zimiński - organy, Andrzej Dorawa - puzon, Piotr Nadolski - trąbka oraz Zbyszek Sztyc - saksofon tenorowy. Koncert zapowiadał Lucjan Kydryński.





Występ w Sopocie był przełomowy w karierze Niemena. Jego głos, ekspresyjne wykonanie, do tego kolorowy strój, nietypowa fryzura wzbudziły emocje. Niemen festiwalu wówczas nie wygrał (laureatką była Dana Lerska z piosenką "Po prostu jestem"), ale stał się idolem zbuntowanej młodzieży.

Utwór wszedł na płytę "Dziwny jest ten świat", pierwszy autorski album muzyczny Czesława Niemena, który jako pierwszy w historii zdobył status złotej płyty.



Dziwny jest ten świat,

gdzie jeszcze wciąż

mieści się wiele zła.

I dziwne jest to,

że od tylu lat,

człowiekiem gardzi człowiek.



Dziwny ten świat,

świat ludzkich spraw,

czasem aż wstyd przyznać się.

A jednak często jest,

że ktoś słowem złym zabija.

Tak jak nożem.



Lecz ludzi dobrej woli jest więcej

i mocno wierzę w to,

że ten świat,

nie zginie nigdy dzięki nim.

Nie! Nie! Nie!

Przyszedł już czas,

najwyższy czas,

nienawiść zniszczyć w sobie.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Więcej... http://wyborcza.pl/1,75248,12335427,45_lat_temu_Niemen_zaspiewal__Dziwny_jest_ten_swiat_.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#ixzz247CzjUck