sobota, 30 sierpnia 2014

Incydent w relacjach polsko-rosyjskich. Samolot z Ministrem Obrony Rosji zawrócony na granicy


OPUBLIKOWANO: PIĄTEK, 29 SIERPNIA 2014, 22:36

fot. Wikimedia

Polska kontrola ruchu lotniczego nie przepuściła samolotu na pokładzie, którego leciał Minister Obrony Federacji Rosyjskiej Sergiej Szojgu. Strona Polska tłumaczy się procedurami i niewłaściwie zgłoszonym statusem lotu. Rosjanie mówią o rażącym naruszeniu norm międzynarodowych i grożą Polsce konsekwencjami. 

Minister Obrony Rosji Sergiej Szojgu wracał z Bańskiej Bystrzycy, gdzie odbywały się uroczystości upamiętniające 70 rocznicę wybuchu, wymierzonego w III Rzeszą i kolaborujący z hitlerowcami rząd księdza Tiso, Słowackiego Narodowego Powstania. Wkrótce po starcie z Portu Lotniczego  Sliač samolot Tu-154, na którego pokładzie znajdował się szef rosyjskiego ministerstwa obrony musiał zawrócić i ponownie wylądować na Słowacji, tym razem w Bratysławie. Powodem było niewydanie zgody na przelot przez polską przestrzeń powietrzną.

Polskie władze tłumaczą się wyłącznie względami proceduralnymi. Lot rosyjskiego samolotu na Słowację był zadeklarowany jako lot cywilny, tymczasem lot powrotny już jako wojskowy. Zgodnie z procedurami przelot wojskowy nad Polską musi być zgłoszony na co najmniej tydzień wcześniej, a w szczególnie ważnych przypadkach na 72 godziny przed datą lotu. Tymczasem takie zawiadomienie nie trafiło do polskiego wojska, które jest odpowiedzialne za wydanie pozwolenia. Wybór alternatywnej trasy nad Ukrainą również nie wchodził w grę ze względu na to, że również ten kraj nie zgodził się na lot Tu-154 z Sergiejem Szojgu nad swoim terytorium. Incydent został zakończony po kilku godzinach ponieważ Rosjanie zgodzili się na zmianę statusu lotu na cywilny, który nie wymaga już zgody od polskiej armii. Przyczyną całego zamieszania mógł być błąd pilota, który niepoprawnie zgłosił plan lotu. Rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych ppłk Piotr Walatek poinformował, że pomyłka mogła dotyczyć tylko jednej litery, która zmieniła charakter przelotu z cywilnego na wojskowy.

W obliczu napięcia w dwustronnych relacjach spowodowanych konfliktem na Ukrainie Rosja natychmiast wykorzystała incydent do rozpoczęcia kampanii propagandowej wymierzonej w nasz kraj. Rosyjskie MSZ stwierdziło, że konieczność lądowania w Bratysławie spowodowała „realne zagrożenie dla bezpieczeństwa lotu", a także, że cała sprawa jest „bluźnierczym wybrykiem przeciwko pamięci historycznej i zasługom tych, którzy ocalili Europę od faszyzmu"  oraz naruszeniem norm międzynarodowych. Rosjanie zagrozili również, że incydent nie pozostanie bez odpowiedzi. Nie sprecyzowano jednak po jakie środki może sięgnąć Federacja Rosyjska. Możliwym bardzo niekorzystnym dla Polski scenariuszem, byłoby cofnięcie zgody na przeloty samolotów LOT-u latających nad Syberią  do Pekinu. 

Do podobnego incydentu z przedstawicielem rosyjskich władz doszło w maju b.r., kiedy to Rumunia nie zezwoliła na lot do Naddniestrza samolotu z wicepremierem Dmitrijem Rogozinem. Rosyjski polityk groził wtedy, że następnym razem poleci na pokładzie bombowca strategicznego Tu-160.

Gianni Infantino: Byłem naprawdę zaskoczony błędem Legii


Bartek Kubiak
 
30.08.2014 , aktualizacja: 30.08.2014 13:51
A A A Drukuj
Gianni Infantino

Gianni Infantino (Fot. Maxime Schmid AP)

- Legia była z naszej strony informowana o wysokości karencji piłkarza. Wszystkie inne kluby pilnują takich kwestii z wielką uwagą. Byłem naprawdę zaskoczony błędem Legii. I podkreślam, że był to błąd klubu, a nie UEFA - mówi Gianni Infantino w rozmowie z Romanem Kołtoniem dla polsatsport.pl.


Za występ Bartosza Bereszyńskiego w rewanżu z Celtikiem w 3. rundzie eliminacji Ligi MistrzówUEFA ukarała Legię walkowerem. Pierwsze spotkanie stołeczny zespół wygrał u siebie 4:1, a w rewanżu zwyciężył 2:0, ale okazało się, że w tym spotkaniu nie mógł wystąpić Bereszyński.

22-letni obrońca w ubiegłym sezonie otrzymał czerwoną kartkę w meczu Ligi Europejskiej z Apollonem Limassol, za którą powinien pauzować trzy spotkania. Teoretycznie kara kończyła mu się po pierwszym meczu z Celtikiem. Problem w tym, że nie został zgłoszony do drugiej rundy eliminacyjnej, w której Legia mierzyła się z St. Patrick's.

- Chciałbym z całą stanowczością stwierdzić, że z punktu widzenia UEFA nie mieliśmy innego wyjścia - mówi Infantino w rozmowie z polsatsport.pl. - Stara sentencja łacińska głosi: "Dura lex, sed lex". "Twarde prawo, ale prawo". I tak właśnie ten przepis był pomyślany. Nie możemy dopuścić do tego, aby zawodnicy ukarani dyscyplinarnie występowali w rozgrywkach - dodał.

Wiele osób uważa, że Legia została pokrzywdzona, ponieważ Bereszyński, wchodząc na ostatnie minuty spotkania w Edynburgu nie miał żadnego wpływu na końcowy rezultat. - W tym akurat przypadku nie można zostawiać pola dla interpretacji - uważa Infantino.

I dodaje: - Przepis jest jednoznaczny i mówi o walkowerze. Legia była z naszej strony informowana o wysokości karencji piłkarza. Wszystkie inne kluby pilnują takich kwestii z wielką uwagą. Byłem naprawdę zaskoczony błędem Legii. I podkreślam, że był to błąd klubu, a nie UEFA.

Sekretarz generalny dziwi się, że klub za całą sprawę z Bereszyńskim próbuje zrzucić odpowiedzialność na UEFA. - Dlaczego Legia nie przyzna się do błędu i nie zacznie nowej drogi - do finału Ligi Europejskiej w Warszawie? - pyta Infantino.

- Błędy się zdarzają - historia futbolu zna mnóstwo takich wypadków. Ktoś popełnia kosztowny błąd, aby za chwilę się odrodzić i przeżyć niesamowitą, ekscytującą historię. Taka może stać się udziałem Legii - przyznaje. 

piątek, 29 sierpnia 2014

Ukraińscy oficerowie wysadzili się w powietrze, zabijając 12 rosyjskich żołnierzy


2014-08-29 12:21 | Aktualizacja: 12:21
Spalone hełmy na stanowisku ukraińskiej armii

Spalone hełmy na stanowisku ukraińskiej armii (Fot. ROMAN PILIPEY / PAP/EPA)

Dwóch ukraińskich oficerów wysadziło się w powietrze, zabijając 12 rosyjskich żołnierzy, którzy chcieli wziąć ich do niewoli – pisze Polska Agencja Prasowa powołując się na Ministerstwo Obrony w Kijowie.


 

W wyniku eksplozji zginęli wojskowi z 331. pułku desantowego w rosyjskiej Kostromie - informuje PAPMinisterstw obrony nie informowało do tej pory (do zdarzenia doszło w poniedziałek), nie podaje też lokalizacji.

Ukraiński MON poinformował, że "oficerowie Kandesiuk i Szepeluk, nie chcąc się poddać, wysadzili się w powietrze wraz z przeważającymi siłami wroga".

"Świadkowie widzieli, jak rannych ukraińskich wojskowych (Kandesiuka i Szepeluka) otoczyło 12 żołnierzy rosyjskiego desantu i, grożąc im bronią, starało się wziąć ich do niewoli. Gdy wrogowie zbliżyli się do nich na odległość kilku metrów, ranni ukraińscy oficerowie wstali z podniesionymi rękoma z ziemi. Za chwilę rozległo się kilka wybuchów, przypominających dźwiękiem eksplozje granatów" – napisano w komunikacie.