rb, mac, ag Kielce
Po 54 dniach glorii i chwały, siedmiu kolejnych zwycięstwach ligowych, jednej tylko straconej bramce piłkarze Legii zasłużenie przegrali pierwszy mecz w sezonie - w Kielcach z Kolporterem-Koroną
"Nadchodzi taki dzień, w którym niepokonana drużyna padnie na kolana" - w ten sposób reklamowano to spotkanie w Kielcach. To spotkanie miało być wydarzeniem jesieni Orange Ekstraklasy. Krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa Legia przyjechała do Kielc, gdzie zawsze było jej ciężko o punkty. Trenerem Kolportera jest legenda Legii, Jacek Zieliński, a dyrektorem sportowym Paweł Janas - ten, który doprowadził zespół do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Obaj byli wybitnymi środkowymi obrońcami, grali na mistrzostwach świata. Janas zdobył nawet medal.W obecnej Legii kluczowym defensorem jest Dickson Choto, klasą dorównujący Janasowi i Zielińskiemu z najlepszych lat. W piątek po niespełna dwóch minutach było widać, jak brakuje go drużynie lidera z Łazienkowskiej. Zastępujący kontuzjowanego reprezentanta Zimbabwe Błażej Augustyn bezmyślnie i za lekko wybił piłkę. Ta trafiła pod nogi Mariusza Zganiacza. Podanie do Ediego, odegranie piętą do Grzegorza Bonina, płaski strzał po ziemi i Legia po raz pierwszy w tym sezonie przegrywała. Augustyn do końca grał źle i bojaźliwie. Podobnie jak i kolejny ze zmienników - Miroslav Radović. Po trzech kolejkach na ławce wrócił do pierwszego składu. Grał bardzo słabo. Po godzinie zastąpił go Kamil Grosicki. Lepszy nie był, w 82. min zmarnował idealną okazję do wyrównania.
Po zdobyciu gola Korona mogła grać w swoim ulubionym stylu. Po stracie piłki wycofywała się na swoją połowę, zastawiała zasieki nie do przebycia w środku boiska, neutralizowała Vukovicia, Rogera oraz Gizę i kontratakowała. Receptą były dalekie wybicia do Robaka. Legia była więcej przy piłce, niby łatwo dochodziła pod bramkę kielczan, ale nic z tego nie wynikało. Strzałów było sporo, ale zdecydowana większość niecelnych albo blokowanych przez ofiarnych kielczan.
Warszawianie, którzy przegrywali po raz pierwszy w sezonie, grali nerwowo. Vuković tracił piłkę za piłką, źle podawał, źle przyjmował piłkę. Roger próbował strzelać z własnej połowy, nie było z niego wielkiego pożytku. Zawiedli pomocnicy, źle grali napastnicy. Takesure Chinyama jak zwykle udowodnił, że aby strzelić gola potrzebuje pięciu dobrych okazji. W piątek miał cztery. A jego zmiennik Bartłomiej Grzelak - żadnej.
Kielczanie spokojnie kontrolowali grę, skutecznie się bronili i - jako pierwsi w sezonie - nie tylko odebrali punkty Legii, ale i nie pozwolili jej na strzelenie bramki. - Jak Legia i Wisła wygrają swoje mecze, będzie po sezonie. Przewaga będzie już za duża - prorokował przed meczem komentator Canal+ Kazimierz Węgrzyn. Kolporter-Korona sprawił, że fanów Orange Ekstraklasa emocje czekają jeszcze wiele miesięcy.
Jeśli jedyna już teraz niepokonana w lidze Wisła Kraków wygra w niedzielę z Polonią Bytom, będzie miała tylko punkt straty. Korona zmniejszyła dystans do pięciu punktów.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz