Wacław Radziwinowicz
2007-09-16, ostatnia aktualizacja 2007-09-16 19:49
Prezydent Putin polecił rosyjskim historykom: "Nie wolno pozwolić, wmawiali poczucie winy. O swoich winach niech pomyślą!". Dziś w wielu rosyjskich podręcznikach historii nie ma nawet słowa "Katyń". W żadnym ani moralnej oceny zbrodni, ani tym bardziej potępienia winnych
Od lat pytam Rosjan, co myślą o "Katyni" (to słowo w rosyjskim jest rodzaju żeńskiego - brzmi więc łagodniej niż po polsku).Przypadkowych towarzyszy podróży, znajomych. Ci, którzy nie wiedzą, że mają do czynienia z Polakiem, zaskoczeni banalnością pytania, odpowiadają tak samo: -Wiadomo, że to straszna zbrodnia. Typowa dla Niemców. Przecież hitlerowcy tak samo rozprawili się z tysiącami wiosek na Białorusi.
Mówią tak, bo słyszą nie "Katyń", lecz "Chatyń". Tak nazywała się wioska białoruska, którą 22 marca 1943 r. zniszczyła ekspedycja karna. Tam batalion Schutzpolizei złożony z żołnierzy radzieckich, którzy wzięci do niewoli przez Niemców przeszli na ich stronę, dowodzony przez byłego porucznika Armii Czerwonej Grigorija Wasiurę żywcem spalił 149 mieszkańców.
Takich i nawet bardziej krwawych pacyfikacji w czasie wojny na terenach ZSRR zajętych przez hitlerowców były tysiące. Na samej tylko Białorusi okupanci zniszczyli ponad 5 tys. wsi. Wiele z tych zbrodni popełnili sami Niemcy - bez hańbiącego pamięć narodu rosyjskiego udziału czerwonoarmistów, którzy przeszli na stronę okupanta.
Ale to właśnie Chatyń stał się po wojnie głównym symbolem zbrodni niemieckich. To tam przy ogromnej wrzawie propagandowej w lipcu 1969 r. uroczyście otwarto imponujący zespół pomnikowy.
O Chatyniu sporo mówią wszystkie podręczniki szkolne. Jego nazwa jest często wspominana w gazetach, poświęconych wojnie programach telewizyjnych.
To ciekawy i bardzo udany zabieg propagandowy. Chatyń, choć moralnie niejednoznaczny, został wybrany na symbol, bo jest świetną zagłuszarką. Absolwent szkoły radzieckiej czy rosyjskiej, czytelnik gazet, telewidz jest tak wytresowany, że słysząc słowo "Katyń", automatycznie rozumie "Chatyń". A ono kojarzy mu się jednoznacznie ze zbrodnią popełnioną przez hitlerowców i wielką krzywdą, którą najeźdźcy wyrządzili jego narodowi.
Inaczej jest, jeśli pytany o Katyń wie, że jego rozmówca to Polak. Bo nawet średnio bystry Rosjanin spodziewa się, że Lach prędzej czy później musi go o to zaczepić.
Elementy wrogie
W zdecydowanej większość zatwierdzonych przez rosyjskie ministerstwo oświaty podręczników historii współczesnej nie ma nawet słowa „Katyń”. N. Zagladin, S. Michalkow, S. Kozlenko, Ja., Pietrow w swej wydanej na początku 2007 r. „Historii Rosji XX w. dla klasy 9.” Katynia nie przemilczali. Napisali: „Szeroki rozgłos otrzymała tzw. »sprawa katyńska « o szczątkach wojskowych polskich znalezionych w pobliżu wsi Katyń”.
A potem, sięgając po bolszewickie kryteria klasowe, zręcznie wytłumaczyli rosyjskiej młodzieży: "Jak się dowiedziano, za zgodą Stalina rozstrzelano 14 tys. 700 wziętych do niewoli polskich oficerów, byłych dziedziców, fabrykantów jako elementy wrogie władzy radzieckiej".
Ci sami autorzy w wydanym zaledwie kilka miesięcy później podręczniku "Historia Rosji XX i początku XXI wieków dla klasy 11." o Katyniu nie napisali już ani słowa.
Na tym tle wyróżnia się podręcznik dla klasy 11., „Historia Rosji XX i początku XXI wieku” A. Kisieliowa i W. Popowa. Z niego uczniowie dowiadują się: „Na mocy decyzji Biura Politycznego z 25. 03. 1940 r. 21 tys. 857 oficerów i innych internowanych Polaków zostało rozstrzelanych. Dokumenty tak zwanej »sprawy katyńskiej « zostały opublikowane w Rosji dopiero w 1993 r.”.
W żadnym z podręczników historii dla szkół średnich nie ma ani moralnej oceny zbrodni, ani tym bardziej potępienia winnych.
Rebus Sacharowa
Studentom wszystkich rosyjskich uczelni skutecznie miesza w głowie "Historia Rosji" pod redakcją Andrieja Sacharowa (historyka, którego nie należy mylić ze zmarłym noblistą i dysydentem o tym samym imieniu i nazwisku).
Czytają w niej: „Stalin nie marnował czasu. Kiedy 16 września 1939 r. okazało się, że rząd polski porzucił kraj, zostawiając na łasce losu jeszcze walczące z Niemcami armię i naród, Armia Czerwona, kierując się ustaleniami tajnego protokółu, przeszła granicę polsko-radziecką »dla okazania pomocy ukraińskim i białoruskim braciom « [W rzeczywistości polski rząd wyjechał do Rumunii dopiero na wieść o wkroczeniu Rosjan]. Opór okazany w niektórych rejonach przez armię polską, dla której starcia z Rosjanami okazały się niespodzianką, został zdławiony. W trakcie tych wydarzeń resztki armii polskiej dostały się częściowo do niewoli niemieckiej, częściowo - radzieckiej. Znaczna część jeńców polskich w konsekwencji tego (5 marca 1940 r.) została rozstrzelana”.
Czyi to byli jeńcy - niemieccy czy rosyjscy, kto ich zamordował? -Tego studenci z podręcznika pokrętnie zredagowanego przez dyrektora Instytutu Historii Rosji Rosyjskiej Akademii Nauk się nie dowiedzą.
Książka Sacharowa jest ważna - dlatego że to podręcznik, z którego uczą się wszyscy studenci w Rosji. Ale także dlatego, że powstał na obstalunek z samej góry. Pięć lat temu Władimir Putin spotkał się z historykami nad syberyjskim Bajkałem. Prezydent narzekał, że studenci w Rosji uczą się historii z wielu różnych podręczników przedstawiających wydarzenia z przeszłości w różnym świetle. A tak być nie powinno. Poradził im "oczyścić historię z politycznych plew".
Akademik Sacharow "oczyścił" błyskawicznie. Już w następnym roku w księgarniach całego kraju pojawiła się jego obowiązująca dziś "Historia". Profesor "oczyścił z plew" swój własny trzytomowy podręcznik pod tym samym tytułem. Po "oczyszczeniu" zamknął się w dwóch tomach.
Problematyczne stronice naszej historii
W czerwcu prezydent zaprosił do swojej podstołecznej rezydencji Nowo-Ogariewo wykładowców nauk humanistycznych. Dał profesorom wykład, jak powinni rozmawiać młodzieżą o trudnych momentach ojczystej historii. "A co do jakichś tam problematycznych stronic w naszej historii..." - zadumał się Putin. I przyznał: "Tak, one były. Tak, one były w historii każdego państwa. A u nas było ich mniej niż u niektórych. I u nas one nie były takie straszliwe jak u niektórych innych. Tak, nasza historia ma straszne stronice, przypomnijmy choćby rok 1937. Ale winnych krajach było nie lepiej, było straszniej. My w każdym razie nie oblewaliśmy truciznami tysięcy kilometrów kwadratowych i nie zrzucaliśmy na mały kraj tysięcy ton bomb, jak to było na przykład w Wietnamie. Nie mieliśmy innych czarnych stron jak ustrój niewolniczy".
Tak Putin odkrywczo interpretował historię ojczyzny, by w końcu polecić słuchającym go pedagogom: "Wiele było różnych rzeczy w historii każdego państwa i narodu! I nie wolno pozwolić, by nam wmawiali poczucie winy. O swoich winach niech pomyślą!".
Prezydent Rosji nie mówił wprost o Katyniu, okupacji Litwy, Łotwy, Estonii i połowy Polski w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow. Nie mówił o zbrodniach bolszewików na własnym narodzie. Ogłosił wiążące uczonych odpowiedzialnych za programy nauczania wytyczne - koniec z mówieniem o naszych grzechach, a tym, którzy spróbują nam je przypominać, wyciągajcie z przepełnionych szaf ich szkielety.
Antykatyń
Szczególnie gorliwym poszukiwaczem szkieletów w polskiej szafie jest Aman Tulejew, gubernator syberyjskiego obwodu kemerowskiego. To on co jakiś czas na łamach moskiewskich gazet przypomina, "że Polacy, żądając od Rosjan skruchy za Katyń, sami nie poczuwają się do odpowiedzialności za wymordowanie jeńców radzieckich z wojny 1920 roku".
Według niego w obozach jenieckich na terenie Polski wymordowano z rozkazu polskich władz 80 tys. czerwonoarmistów. Gubernator ostrzega współobywateli, że jeśli nie przeciwstawią Katyniowi jakiegoś swojego "anty-Katynia", ich kraj czeka bankructwo. Dwa i pół roku temu w"Izwiestiach" napisał: "Jeśli jakiś sąd międzynarodowy uzna pretensje Polaków i orzeknie, że tragedia w Katyniu była zbrodnią przeciwko ludzkości, Rosja będzie musiała zapłacić takie odszkodowanie, że zabraknie nam pieniędzy na wyprowadzenie kraju z kryzysu ina programy socjalne".
Nadworni historycy Tulejewa regularnie pisują - najchętniej w "Niezawisimej Gaziecie" - że w Katyniu wykonano sprawiedliwy wyrok na polskich okrutnikach, którzy 20 lat wcześniej pastwili się nad czerwonoarmistami w polskich obozach jenieckich.
Kto mordował czerwonoarmistów?
„Jeśli chodzi o Piłsudskiego, to jemu, co oczywiste, przypada wątpliwy honor uważać się za ojca systemu obozów koncentracyjnych służących masowej zagładzie jeńców. Oświęcim to logiczne przedłużenie »obozu śmierci « w Tucholi” - napisał w kwietniu w tejże „Niezawisimej Gaziecie” Piotr Pospiełow, wyjaśniając: „Jeńców systematycznie bito, znęcano się nad nimi i okrutnie karano. Są dowody na to, że dochodziło do masowych egzekucji. Choćby generał Władysław Sikorski (zresztą przyszły premier Polski) rozkazał rozstrzelać z karabinów maszynowych 300 rosyjskich jeńców wojennych”.
Zdaniem Pospiełowa "według niektórych źródeł w obozach koncentracyjnych Polski zlikwidowano 80 tys. jeńców wojennych", a to daje Rosji prawo "ogłoszenia, że skala zagłady naszych rodaków pozwala mówić o zbrodni przeciw ludzkości". Publicysta wyciąga wniosek, że sprawę "polskich obozów zagłady" trzeba zbadać, ustalić nazwiska "80 tys. ofiar" i wystąpić do władz polskich o odszkodowania.
Tulejew i jego historycy konsekwentnie ignorują to, że wspólna polsko-rosyjska komisja historyków już pięć lat temu zbadała dokumenty dotyczące losu radzieckich jeńców w polskiej niewoli. Profesorowie Giennadij Matwiejew z Uniwersytetu Moskiewskiego im. Łomonosowa oraz Waldemar Rezmer i Zbigniew Karpus z Uniwerstytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu doszli do wniosku, że w obozach zmarło od 16 do 20 tys. jeńców, ale nie na skutek egzekucji, lecz epidemii tyfusu, cholery, dyzenterii i grypy, które zbierały obfite żniwo również wśród żołnierzy armii polskiej i ludności zniszczonego wojną kraju.
Plon tej pracy zatytułowany "Krasnoarmiejcy w polskom plenu w 1919-1922 g. Sbornik dokumientow i matieriałow" ("Czerwonoarmiści w niewoli polskiej w latach 1919-1920. Wybór dokumentów i materiałów") został wydany jeszcze w 2004 r. Polscy i rosyjscy historycy wspólnie dowiedli, że żołnierze radzieccy, którzy dostali się do niewoli polskiej w 1920 r., nie byli eksterminowani na rozkaz władz.
To nie do końca prawda. W 1937 r. NKWD w ramach Wielkiej Czystki prowadziło tak zwaną "Operację polską", aresztując i rozstrzeliwując 111 tys. Polaków i tych obywateli ZSRR, którzy mieli jakieś kontakty z Polską. Wtedy na polecenie szefa Łubianki Nikołaja Jeżowa wtrącano do więzień i zabijano również żołnierzy radzieckich, którzy z niewoli polskiej wrócili do kraju. Dawni jeńcy byli likwidowani, ale po latach i przez swoich -jako niesłusznie oskarżani o szpiegostwo na rzecz Polski.
Antyrosyjska podłość
Dużo hałasu robi inny rosyjski specjalista od tematyki katyńskiej Jurij Muchin, autor takich prac jak "Katinskij dietiektiw" czy "Antirossijskaja podlost'". Muchin stale dowodzi, że polscy oficerowie wzięci do niewoli przez Armię Czerwoną w 1939 r. zostali dwa lata później zamordowani przez Niemców. A wszelkie próby przypisywania winy za tę zbrodnię władzom radzieckim to robota "goebbelsowców" działających i w Polsce, i w Rosji.
"Prowokacja Niemców w Katyniu była największą bitwą propagandy niemieckiej z propagandą aliantów. Podważanie tego faktu przypisywanie mordu katyńskiego władzom Rosji Radzieckiej jest prowokacją rosyjskich i polskich grup goebbelsowców i kontynuacją goebbelsowskiej propagandy" -zapewnia Muchin w swej sztandarowej pracy "Antyrossijskaja podlost'".
Putinowska Moskwa ani się nie wypiera zbrodni katyńskiej, ani w przyszłości autorstwa się nie wyprze, bo tego zrobić już się nie da. Ale chce, by o Katyniu mówiło się jak najmniej. Dlatego Główna Prokuratura Wojenna w marcu 2005 r. odmówiła uznania zamordowania, jak powiedział jej szef Aleksandr Sawienko (świadomie zmniejszając liczbę ofiar) "14 300 Polaków" za zbrodnię wojenną. I umorzyła śledztwo w sprawie mordu, utajniając na zawsze większość dokumentów dotyczących tej sprawy.
- Nikt normalny w Rosji nie zaprzecza, że zbrodni katyńskiej dokonało NKWD na rozkaz przywódców ZSRR. Ale dzisiejsza, jak to się u nas mówi, "wstająca z kolan" Rosja bić się w piersi nie zamierza. Borys Jelcyn raz już przeprosił za Katyń. I wystarczy. Sprawę trzeba jakoś odepchnąć od siebie, odłożyć na półkę w kącie archiwum i - jeśli się tylko uda - więcej do niej nie wracać. Bo ona bardzo nie pasuje do obowiązującej dziś koncepcji szczęśliwej historii Rosji, kraju, który innym czynił tylko dobro - tłumaczy współczesne podejście Rosji do sprawy katyńskiej Arsenij Rogiński, przewodniczący zarządu stowarzyszenia Memoriał.
W czerwcu prezydent zaprosił do swojej podstołecznej rezydencji Nowo-Ogariewo wykładowców nauk humanistycznych. Dał profesorom wykład, jak powinni rozmawiać młodzieżą o trudnych momentach ojczystej historii. "A co do jakichś tam problematycznych stronic w naszej historii..." - zadumał się Putin. I przyznał: "Tak, one były. Tak, one były w historii każdego państwa. A u nas było ich mniej niż u niektórych. I u nas one nie były takie straszliwe jak u niektórych innych. Tak, nasza historia ma straszne stronice, przypomnijmy choćby rok 1937. Ale winnych krajach było nie lepiej, było straszniej. My w każdym razie nie oblewaliśmy truciznami tysięcy kilometrów kwadratowych i nie zrzucaliśmy na mały kraj tysięcy ton bomb, jak to było na przykład w Wietnamie. Nie mieliśmy innych czarnych stron jak ustrój niewolniczy".
Tak Putin odkrywczo interpretował historię ojczyzny, by w końcu polecić słuchającym go pedagogom: "Wiele było różnych rzeczy w historii każdego państwa i narodu! I nie wolno pozwolić, by nam wmawiali poczucie winy. O swoich winach niech pomyślą!".
Prezydent Rosji nie mówił wprost o Katyniu, okupacji Litwy, Łotwy, Estonii i połowy Polski w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow. Nie mówił o zbrodniach bolszewików na własnym narodzie. Ogłosił wiążące uczonych odpowiedzialnych za programy nauczania wytyczne - koniec z mówieniem o naszych grzechach, a tym, którzy spróbują nam je przypominać, wyciągajcie z przepełnionych szaf ich szkielety.
Antykatyń
Szczególnie gorliwym poszukiwaczem szkieletów w polskiej szafie jest Aman Tulejew, gubernator syberyjskiego obwodu kemerowskiego. To on co jakiś czas na łamach moskiewskich gazet przypomina, "że Polacy, żądając od Rosjan skruchy za Katyń, sami nie poczuwają się do odpowiedzialności za wymordowanie jeńców radzieckich z wojny 1920 roku".
Według niego w obozach jenieckich na terenie Polski wymordowano z rozkazu polskich władz 80 tys. czerwonoarmistów. Gubernator ostrzega współobywateli, że jeśli nie przeciwstawią Katyniowi jakiegoś swojego "anty-Katynia", ich kraj czeka bankructwo. Dwa i pół roku temu w"Izwiestiach" napisał: "Jeśli jakiś sąd międzynarodowy uzna pretensje Polaków i orzeknie, że tragedia w Katyniu była zbrodnią przeciwko ludzkości, Rosja będzie musiała zapłacić takie odszkodowanie, że zabraknie nam pieniędzy na wyprowadzenie kraju z kryzysu ina programy socjalne".
Nadworni historycy Tulejewa regularnie pisują - najchętniej w "Niezawisimej Gaziecie" - że w Katyniu wykonano sprawiedliwy wyrok na polskich okrutnikach, którzy 20 lat wcześniej pastwili się nad czerwonoarmistami w polskich obozach jenieckich.
Kto mordował czerwonoarmistów?
„Jeśli chodzi o Piłsudskiego, to jemu, co oczywiste, przypada wątpliwy honor uważać się za ojca systemu obozów koncentracyjnych służących masowej zagładzie jeńców. Oświęcim to logiczne przedłużenie »obozu śmierci « w Tucholi” - napisał w kwietniu w tejże „Niezawisimej Gaziecie” Piotr Pospiełow, wyjaśniając: „Jeńców systematycznie bito, znęcano się nad nimi i okrutnie karano. Są dowody na to, że dochodziło do masowych egzekucji. Choćby generał Władysław Sikorski (zresztą przyszły premier Polski) rozkazał rozstrzelać z karabinów maszynowych 300 rosyjskich jeńców wojennych”.
Zdaniem Pospiełowa "według niektórych źródeł w obozach koncentracyjnych Polski zlikwidowano 80 tys. jeńców wojennych", a to daje Rosji prawo "ogłoszenia, że skala zagłady naszych rodaków pozwala mówić o zbrodni przeciw ludzkości". Publicysta wyciąga wniosek, że sprawę "polskich obozów zagłady" trzeba zbadać, ustalić nazwiska "80 tys. ofiar" i wystąpić do władz polskich o odszkodowania.
Tulejew i jego historycy konsekwentnie ignorują to, że wspólna polsko-rosyjska komisja historyków już pięć lat temu zbadała dokumenty dotyczące losu radzieckich jeńców w polskiej niewoli. Profesorowie Giennadij Matwiejew z Uniwersytetu Moskiewskiego im. Łomonosowa oraz Waldemar Rezmer i Zbigniew Karpus z Uniwerstytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu doszli do wniosku, że w obozach zmarło od 16 do 20 tys. jeńców, ale nie na skutek egzekucji, lecz epidemii tyfusu, cholery, dyzenterii i grypy, które zbierały obfite żniwo również wśród żołnierzy armii polskiej i ludności zniszczonego wojną kraju.
Plon tej pracy zatytułowany "Krasnoarmiejcy w polskom plenu w 1919-1922 g. Sbornik dokumientow i matieriałow" ("Czerwonoarmiści w niewoli polskiej w latach 1919-1920. Wybór dokumentów i materiałów") został wydany jeszcze w 2004 r. Polscy i rosyjscy historycy wspólnie dowiedli, że żołnierze radzieccy, którzy dostali się do niewoli polskiej w 1920 r., nie byli eksterminowani na rozkaz władz.
To nie do końca prawda. W 1937 r. NKWD w ramach Wielkiej Czystki prowadziło tak zwaną "Operację polską", aresztując i rozstrzeliwując 111 tys. Polaków i tych obywateli ZSRR, którzy mieli jakieś kontakty z Polską. Wtedy na polecenie szefa Łubianki Nikołaja Jeżowa wtrącano do więzień i zabijano również żołnierzy radzieckich, którzy z niewoli polskiej wrócili do kraju. Dawni jeńcy byli likwidowani, ale po latach i przez swoich -jako niesłusznie oskarżani o szpiegostwo na rzecz Polski.
Antyrosyjska podłość
Dużo hałasu robi inny rosyjski specjalista od tematyki katyńskiej Jurij Muchin, autor takich prac jak "Katinskij dietiektiw" czy "Antirossijskaja podlost'". Muchin stale dowodzi, że polscy oficerowie wzięci do niewoli przez Armię Czerwoną w 1939 r. zostali dwa lata później zamordowani przez Niemców. A wszelkie próby przypisywania winy za tę zbrodnię władzom radzieckim to robota "goebbelsowców" działających i w Polsce, i w Rosji.
"Prowokacja Niemców w Katyniu była największą bitwą propagandy niemieckiej z propagandą aliantów. Podważanie tego faktu przypisywanie mordu katyńskiego władzom Rosji Radzieckiej jest prowokacją rosyjskich i polskich grup goebbelsowców i kontynuacją goebbelsowskiej propagandy" -zapewnia Muchin w swej sztandarowej pracy "Antyrossijskaja podlost'".
Putinowska Moskwa ani się nie wypiera zbrodni katyńskiej, ani w przyszłości autorstwa się nie wyprze, bo tego zrobić już się nie da. Ale chce, by o Katyniu mówiło się jak najmniej. Dlatego Główna Prokuratura Wojenna w marcu 2005 r. odmówiła uznania zamordowania, jak powiedział jej szef Aleksandr Sawienko (świadomie zmniejszając liczbę ofiar) "14 300 Polaków" za zbrodnię wojenną. I umorzyła śledztwo w sprawie mordu, utajniając na zawsze większość dokumentów dotyczących tej sprawy.
- Nikt normalny w Rosji nie zaprzecza, że zbrodni katyńskiej dokonało NKWD na rozkaz przywódców ZSRR. Ale dzisiejsza, jak to się u nas mówi, "wstająca z kolan" Rosja bić się w piersi nie zamierza. Borys Jelcyn raz już przeprosił za Katyń. I wystarczy. Sprawę trzeba jakoś odepchnąć od siebie, odłożyć na półkę w kącie archiwum i - jeśli się tylko uda - więcej do niej nie wracać. Bo ona bardzo nie pasuje do obowiązującej dziś koncepcji szczęśliwej historii Rosji, kraju, który innym czynił tylko dobro - tłumaczy współczesne podejście Rosji do sprawy katyńskiej Arsenij Rogiński, przewodniczący zarządu stowarzyszenia Memoriał.
Jest i druga strona rosyjskiego sporu o Katyń. Ta, która nie chce się zgodzić na przemilczenie tej zbrodni i innych zbrodni stalinowskich.
Nie chcę tu sporządzać listy publicystów i historyków rosyjskich, którzy otwierali i otwierają oczy rodaków na wydarzenia 1940 r. Nie chcę, bo się boję, że pominę któregoś z bardzo wielu szlachetnych, uczciwych ludzi. Przypomnę tylko ogromną pracę dwóch niestrudzonych historyczek, Inessy Jażborowskiej i Natalii Lebiedziewej, które -nie oglądając się na zmiany koniunktury - badają dokumenty, szukając prawdy o Katyniu.
O sprawiedliwość dla Polaków ofiar zbrodni NKWD uparcie walczy stowarzyszenie Memoriał.
Nie godząc się z umorzeniem śledztwa, domaga się jego wznowienia, uznania rozstrzelanych w Katyniu, Kalininie, Charkowie i innych, dziś jeszcze nieznanych miejscach za ofiary represji politycznych. Dobija się tego w kolejnych sądach. A sądy zgodnie z taktyką "odkładania na półkę" ani nie odrzucają kolejnych wniosków, ani ich nie rozpatrują. Dzięki tej taktyce zwlekania władze Rosji mają nadzieję, że Memoriał nigdy nie przejdzie całej drogi prawnej w swoim kraju - od sądu rejonowego (powiatowego) do sądu najwyższego i nie będzie mógł szukać sprawiedliwości dla rodzin ofiar Katynia choćby przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Ludzie Memoriału zapewniają jednak, że się nie poddadzą.
I Polakom powinno być przynajmniej trochę wstyd. Kandydatura Memoriału w tym roku została zgłoszona do pokojowej Nagrody Nobla. W Polsce nie bardzo to nawet zauważono. Żaden oficjalny przedstawiciel władz nie poparł tej kandydatury. Nie stać nas na sprawiedliwość wobec sprawiedliwych?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz